Co dalej, Panie Miller?

On 9 grudnia 2012 by Bartłomiej Lepa

„Miller jest bardziej zamknięty, mniej empatyczny, ale jest osobą bez wątpienia wyjątkowo zdolną, gdy chodzi o kierowanie zespołami, zna się na pracy partyjnej, umie się koncentrować na zadaniach”- są to słowa Aleksandra Kwaśniewskiego. Tak były prezydent Polski wypowiadał się o liderze SLD, gdy ten rywalizował z Ryszardem Kaliszem o stołek szefa lewicowego klubu sejmowego.

30 proc. lewicowy elektorat?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Z jednej strony fakty mówią same za siebie. Partie znajdujące się po lewej stronie, a więc SLD i Ruch Palikota, w wyborach parlamentarnych w 2011 roku zdobyły łącznie 18 procent poparcia. O ile dla biznesmena z Biłgoraja uzyskanie 40 mandatów z pewnością było wielkim sukcesem – ugrupowanie Palikota stało się tym samym trzecią siłą w parlamencie – o tyle dla Sojuszu była to porażka. Spadkobiercy po PZPR wzdychają z pochyloną głową i zastanawiają się nad przyczynami słabego wyniku. Dla porównania w 2001 roku SLD wygrało wybory z 41 proc. poparciem, uzyskując 201 mandatów. I tylko „podłożenie nogi” przez AWS oraz zmiana ordynacji wyborczej sprawiły, że Sojusz potrzebował koalicjanta, by utworzyć rząd.

źródło: se.pl

źródło: se.pl

Centrolewicowy elektorat znalazł się w rękach wirtuoza władzy – premiera Tuska. Podobną prawidłowość można zauważyć na węgierskiej scenie politycznej. Lider lewicowego ugrupowania Fidesz – Victor Orban – pozyskał wyborcę centroprawicowego, ponieważ na prawo od siebie miał tylko partię skrajną – nacjonalistyczną. I to jej „ukradł” niezdecydowany elektorat.

Kogo popieramy?

Najnowsze sondaże wskazują 28 proc. poparcie dla PO i PiS. Jeszcze kilkanaście dni temu partie te dzieliło 12 punktów procentowych różnicy. To pokazuje zamieniające się nastroje społeczeństwa. Duża walka, być może, rozegra się o centroprawicowych wyborców, którzy nie są zdecydowani na kogo postawić. Koalicjant rządowy Platformy Obywatelskiej ma 7 proc. poparcie, podobnie jak SLD. O jeden punkt procentowy wyprzedza ich Ruch Palikota.

O SLD

Gdy Sojusz odnosił sukcesy po 1989 roku miał trzy silne argumenty. Pierwszy z nich: byli jedyną partią, która upominała się o godność ludzi żyjących w PRL-u. Drugi: posiadali program modernizujący, realny i rozsądny, którego filarami była Konstytucja z 1997 roku, NATO i Unia Europejska. Trzeci: na początku lat dziewięćdziesiątych, SLD dysponowało siłą ludzką.  Znane i charyzmatyczne twarze były lokomotywami ciągnącymi partię ku szczytowi. Śmiało można powiedzieć, że można z nich było stworzyć 2-3 równorzędne, silne rządy.

Obecnie kadra i program SLD są wielkim kłopotem. Z jednej strony sięganie po ludzi ze starej gwardii – takich jak Miller czy Oleksy – świadczy o chęci pokazania, że w ugrupowaniu są doświadczeni gracze polityczni. Z drugiej pokazuje to, że Sojusz nie stara się lub nie potrafi zbudować kadry świeżych, młodych ludzi – fachowców od gospodarki czy polityki społecznej.

Wśród ludzi zorientowanych lewicowo i centrolewicowo popularna staje się parafraza słów: „socjalizm tak, wypaczenia nie” na „kapitalizm tak, wypaczenia nie”. O ten elektorat SLD będzie walczyć głównie z Januszem Palikotem. I widzę tu szanse na sukces postkomunistów. Na niekorzyść partii, która pierwszy raz weszła do parlamentu w 2011 roku, przemawia przeszłość jej lidera jako biznesmena. Z definicji popierającego rynek wytwarzający nierówności społeczne. W Polsce są miliony bezrobotnych, młodych ludzi. Oni oczekują docenienia ich wykształcenia i równych możliwości w znalezieniu pracy. W przypadku, gdy spontanicznie powstanie ruch społeczny, wyjdą oni na ulice i łatwo wpadną w ręce populistów. To jest niepożądana sytuacja dla SLD, a także dla pozostałych ugrupowań. Sumując ten wątek – głosy tej części społeczeństwa zdobędzie partia, która zdefiniuje zjawiska problemów gospodarczych i poszuka rozwiązania sytuacji.

Perspektywy

Nie jest możliwe, by SLD stało się nagle liderem sondaży. Ten fakt powinien implikować działania Sojuszu zmierzające do pewnej kooperacji z rządem. Trzymanie się nurtu propaństwowego i pokazanie, że spadkobiercy PZPR-u mają poczucie odpowiedzialności za państwo. To pozwoli partii na dryfowanie powyżej 5 proc. progu wyborczego. Palikot przyjął rolę „awanturnika” po lewej stronie sceny. Miller, jako twardy opozycjonista, byłby skrajnie niewiarygodny w tych szatach.

Ciekawym posunięciem lidera SLD jest podkreślenie, że Polska przewodzi państwom, które nie wykonują dyrektyw unijnych. To sprzyja osłabianiu naszej pozycji negocjacyjnej w rozmowach na temat budżetu UE na lata 2014-20.

„To jest bardzo poważna sytuacja i po raz kolejny zwracamy się do rządu, by rzecz potraktował z należytą powagą” – zaznaczył szef SLD.

Miller zapowiedział, że na poniedziałkowej konferencji w Gdyni, w poczuciu odpowiedzialności za państwo, pomoże rządowi i Sojusz przedstawi własny projekt ustawy o odnawialnych źródłach energii. Jest to jeden z tych elementów prawa energetycznego, którego nie rozwiązano w ponad dwa lata.

Obecnie żyjemy w świecie wyjątkowo niespokojnym. W czasach, gdy intuicja jest niesłychanie ważna. Kryzys już przyniósł nam wiele niespodzianek. Choćby przejęcie stanowiska prezydenta przez socjaldemokratę we Francji.

 

Comments are closed.