Obama: „Najlepsze dopiero nadejdzie!”

On 9 listopada 2012 by Bartłomiej Lepa

Amerykanie po raz drugi obdarzyli zaufaniem Baracka Obamę. Urzędujący od czterech lat kandydat demokratów zwyciężył, zdobywając 303 głosy elektorskie. Mitt Romney otrzymał ich 206.

Gdyby miała to być wiadomość telegraficzna na temat wyborów w USA- brzmiałaby lakonicznie: „zachód zachował status quo”. W głosach bezpośrednich – a więc wyborców – przewaga Obamy, nie była już taka wyraźna, jak w elektorskich. Prezydent uzyskał 50% poparcia, natomiast były gubernator o 1 punkt procentowy mniej. To może pokazywać, że amerykańskie społeczeństwo jest bardzo podzielone.

źródło: CNN

źródło: CNN

Przede wszystkim Zjednoczone Stany

„Nie ma ‚czerwonej'(republikanie) Ameryki, ani ‚niebieskiej'(demokraci) Ameryki. Są Stany Zjednoczone Ameryki” – to jedne z pierwszych słów w trakcie przemówienia Obamy w Chicago. Jego zdaniem państwo nie jest tak podzielone, jak wskazują na to wyniki. Prezydent odniósł się także do swojego politycznego przeciwnika: „ Walczyliśmy ze sobą, ale tylko dlatego, że obaj kochamy ten kraj i zależy nam na jego przyszłości” swierdził. Dodał, że dzwonił do Romneya, by pogratulować mu prowadzenia kampanii wyborczej. Jako autorytet wielu Amerykanów zachował się racjonalnie, zapowiadając też, że chce spotkać się z gubernatorem, by przedyskutować współpracę. Tym samym pokazał jedność kraju.

Ważna rola tzw. „swing states”

W polskim tłumaczeniu są to stany „wahające się”, czyli takie, w których nie ma wyraźnej dominacji demokratów lub republikanów. Sondaże do końca wskazywały, że pretendenci do Białego Domu szli „łeb w łeb”. Wiele zależało od niezdecydowanych stanów i to one rozstrzygnęły końcowy wynik na korzyść czarnoskórego kandydata. Obama wygrał w niemal wszystkich swing states, takich jak np. Ohio, Wirginia czy Iowa. Kluczowym posunięciem były logistyczne działania sztabu demokratów.  Od wtorku rano biura terenowe tej partii nie tylko dzwoniły do wyborców, ale nawet odwiedzały ich w domach oferując pomoc w dotarciu do lokali wyborczych. Skutkiem tych przedsięwzięć i gapiostwa sztabu czerwonych Romney musiał zadowolić się wygraną jedynie w Karolinie Północnej.

Ruchy oddolne

Republikanie nie odrobili zadania domowego, na które mieli aż 4 lata. Chcę powiedzieć, że nie wyciągnęli wniosków z kampanii wyborczej Obamy z 2008 roku. Należy tu wprowadzić nowe pojęcie – „grassroots movements”, czyli ruchy oddolne. Wszystko dzieje się na poziome lokalnym. Uczestnik takiego ruchu poświęca swój czas właśnie takim strukturom, by tym samym wspomóc partię na poziomie ogólnopaństwowym. Przykładami takich działań są np. akcje plakatowania, zbieranie podpisów, organizowanie spotkań członków ruchu oraz zachęcaniem obywateli do głosowania, przez zorganizowanie transportu do ich lokalu wyborczego. Te zdecentralizowane działania kampanii, razem z organizacjami zarządzanymi przez tradycyjne struktury partii po raz drugi spełniły swoje zadanie w znacznym stopniu pomagając Obamie.

Jaki los partii republikańskiej?

Przewidywane są gwałtowne rozrachunki i zmiany w stronnictwie. Mówi się, że konserwatyści poszli zbytnio w prawo, co skutkowało tym, że mniejszości narodowe i kobiety głosowali w większości na obecnego prezydenta. Obamę poparło około 90 proc. wszystkich czarnoskórych wyborców, 70 proc. Latynosów i 55 proc. kobiet. Nie ma co ukrywać. Republikanie ponieśli dotkliwą porażkę, z której powinni wyciągnąć wnioski na przyszłe wybory zarówno prezydenckie, jak i te do Kongresu.

Co czeka Obamę?

Obama będzie miał trudną sytuację w Kongresie. W senacie Demokraci powiększyli swoją przewagę, jednak w Izbie Reprezentantów wciąż przeważają Republikanie. Jeżeli Stany Zjednoczone będą chciały rozwiązać swoje problemy potrzebny jest kompromis między „niebieskimi” a „czerwonymi”.

Temat pobudzenia gospodarki i związany z nią klif fiskalny to jedna z najważniejszych kwestii, z którymi przyjdzie się zmierzyć prezydentowi. W sceptycznym scenariuszu może dojść do sytuacji, w której Biały Dom nie dogada się z republikańskimi kongresmenami w sprawie redukcji deficytu budżetowego. Dojdzie wtedy do podpisania zeszłorocznej umowy, która pociągnie za sobą lawinę cięć budżetowych i rosnących podatków. To doprowadzi do kolejnego kryzysu, na którym ucierpią także Europejczycy. Obie strony mają czas do końca listopada.

Ważne będą także decyzje dotyczące bezrobocia. Historia od lat 40 XX wieku nie pamięta  prezydenta, który został wybrany na drugą kadencję przy tak wysokim bezrobociu(sięgającym 7,9 proc.)

Pojawia się także problem opieki zdrowotnej, za którą Obama jest ostro krytykowany. Kwestia polityki międzynarodowej, a ściślej: program nuklearny Iranu, wzrost potęgi Chin oraz konflikt w Syrii. Ameryka musi także zdefiniować swoją rolę na świecie: super–mocarstwo, „strażnik pokoju”, może przejście do polityki izolacjonizmu?

Istnieje pogląd, że władza się zużywa. Po pewnym czasie nad efektywnością wygrywa niezdolność do racjonalnej polityki. Gdy przychodzi ktoś nowy jest świeżość, werwa do działania. Wspomnianą witalność proponował Mitt Romney. Jednak to Barak Obama doczekał się reelekcji. Czy to oznacza brak kreatywności, zastanie? Czarnoskóry Demokrata to gwarant kontynuacji obecnej  polityki i powolne wychodzenie z kryzysu. To doświadczenie, które zawsze jest cenione i pożądane. Wygrana dała mu nowe siły i rześkość. Może się spełniać jako znakomity polityk, jako kochający mąż i ojciec, a przede wszystkim jako pierwszy obywatel Stanów Zjednoczonych. Ponad 120 milionów Amerykanów oddało swój głos do urn wyborczych wierząc, że nowy prezydent, czy będzie nim Obama czy Romney, nie zawiedzie ich. Nie może zawieść. Były to najdroższe kampanie wyborcze w historii. Łącznie obaj kandydaci przeznaczyli na nie ponad miliard dolarów.

Comments are closed.