Wieś to nie firma, wieś to my!

On 6 listopada 2012 by Maciej Wirmański

„Niektóre wsie wyglądały jak miasta, miasta zaś miast wyglądać jak być powinny jawiły się na kształt wiosek. Miasta i wsie degenerowały, psuły się, wszystko szło ku gorszemu, schodziło na psy. Byłem kiedyś na przedmieściach Krakowa, gdzieś za Bronowicami. Niby szopy, niby kwiaty, niby grzędy, niby sprzęty, niby nomen omen psy wolno biegają. Ale szopy to już dawno salony wytworne, kwiaty to nie rumianki a orchidee plastikowe, syfne, w grzędach majeranku nie uświadczysz lecz zbyt równe bukszpany, niby sprzęty gospodarskie a wsiowe mało, a odmalowane, wyemaliowane jak olkuskie wiadra i garnki, a psy nie kulawe i nie srają, po kostkach nie gryzą,  tylko rasowe takie jakieś i w obrożach, spaniele i wyżły.”

Fragment ze zbioru opowiadań Wojciecha Zubka

pt. „Wiejskie wariacje”

Na podstawie wyników Narodowego Spisu Powszechnego z 2011 roku miasta zamieszkuje około 23 miliony ludzi, zaś na wsi – 15 milionów. Trendy zmiany ludności są takie, że sukcesywnie zwiększa się liczba mieszkańców wsi.Encyklopedyczna definicja wsi PWN musi zapewne pochodzić za jakichś przedponowoczesnych realiów choćby z okresu dwudziestolecia międzywojennego,  kiedy to proporcje struktury zamieszkania były zasadniczo odmienne od dzisiejszych, a i życie społeczne, polityczne i kulturowe w większym niż dzisiaj stopniu skupiało się na wsi.

Ha! Wieś to wieś miasto to miasto! Śmieszyły i straszyły mnie jednocześnie akcje odbywające się poda hasłami Prawo do miastaMiasto to nie firma, miasto to my!.  Nie z uwagi na treść tych akcji, czy ruchów społecznych, które są ze wszech miar słuszne – oddolne inicjatywy partycypacyjne, które walczą nie tylko o zwiększenie przywilejów mieszkańców danej wspólnoty, ale również, które chcą dzielić się między swoimi członkami odpowiedzialnością, zasługują na uznanie. Tym bardziej, że jest ono mniej lub bardziej wymierzone w zinstytucjonalizowany centralnie samorząd oraz biznes, które zawsze będą stwarzać napięcie w przestrzeni wspólnej dla nich i zwykłych mieszkańców. A gdzie w tej całej miejskiejretoryce umiejscowić wieś? Tak naprawdę wsi w tym wszystkim nie ma. Miastocentryzm ruchów, które jednoczą się wokół wspólnych celów jest niebywały, tak jakby wieś była jedynie miejscem gdzie ludzie utrzymują swą marną egzystencję na przydomowych zagrodach, lub finansów pochodzących jedynie z zasiłków. Ruch miejski(choćby skupiony wokół Związku Miast Polskich z prezydentem Poznania p. Grobelnym na czele), który ma być ruchem emancypacyjnym, o ile dojdzie do skutku ze wszystkimi swoimi postulatami, stworzy nowy porządek oparty na dysproporcji przywilejów i nowych partykularyzmach. I choć tworzenie prostych opozycji na linii miasto – wieś są dla mnie obce, to obawiam się, że nie przeintelektualizowana i rozproszona wieś zostanie zepchnięta, przez wkrótce Wolne miasta, w polityczny niebyt . Moje obawy wynikają z przekonania, że ignorancja bardzo często przeradza się w dyskryminację.

A czy  wyobrażasz sobie wiochmena, który by darł swoją wiejską mordę Wiocha to nie firma? Mnie jest trudno. Moja imaginacja jest zbyt ciasna, chyba, żeby takiego wiochmena w pozycji mocno komediowej osadzić, bardzo groteskowej, haha! Przystanku Alaska co najmniej lub Wilkowyj bardziej swojskich, tfu! chciałem rzec raczej – polskich. Według moich potocznych obserwacji, jako niegdysiejszego mieszkańca wsi, półmiast i pełnoprawnych dużych, rozlazłych  niczym złośliwy nowotwór nibymetropolii, mogę stwierdzić, że na wsi w samorzutny i naturalny sposób kształtują się silne, a przez to zdrowe więzi społeczne, ale polityka to nie domena wsi. Zaś w miastach jest na odwrót – energię w zatomizowanym społeczeństwie indywidua przeznaczają na politykę, rozumianą jako kanalizowanie chęci wywierania wpływu na otoczenie. Myślę, że Arystoteles mówiąc o zoon politikon nie miał na myśli amoralnej, utylitarnej i  silnie zinstytucjonalizowanej machiny pod nazwą milionowa aglomeracja, lecz bardziej równościowe, bo egalitarne, długotrwałe z uwagi na instytucje kulturowe, takie jak rodzina lub sąsiedztwo,  małe miasteczka lub wsie.

Przykład Zakopanego i okolic jest tutaj bardzo transparentny dla tezy o napięciu między ośrodkami miejskimi a wsią. Zakopane zawsze będę zaliczał do kategorii wsi, które jedynie udaje miasto – prawa miejskie ten „obszar za wykarczowanym lasem” (taki jest góralski źródłosłów nazwy miejscowości) uzyskał w 1933 roku.  Kontrowersje jakie budzi dojazd doń odżywają z każdym zbliżającym się sezonem turystycznym i z każdym nowym metrem korka na zakopiance. Emocje, choć to ciągle odgrzewany medialny kotlet, nigdy nie tracą na świeżości. Narracja medialna jest mniej więcej taka – ludzie stoją w korkach, bo górale nie chcą dać ziemi pod drogę, są uparci, twardogłowi, a ponadto w swej całej złośliwości – niewykształceni i pieniaczy. Ostatnio było głośno o medialnym ataku posła Rasia(z Krakowa) na wójta Szaflar – miejscowości leżącej między Nowym Targiem a Zakopanem. Wójt Stanisław Ślimak stwierdził, że nie można dopuścić do wybudowania na terenach gminy dwupasmowej drogi ekspresowej, ponieważ doprowadzi to do rozpadu integralności zarówno wsi gminnej, jak i samej gminy(zrobił to w formie epistolarnej, którą powinno się studiować w szkołach średnich na polskim).  Poza tym, budowa drogi wymusiłaby wyburzenie ponad 30 budynków mieszkaniowych w samych Szaflarach – pomijać tu dalsze miejscowości jak Bańska Niżna czy Biały Dunajec. Zresztą w tej ostatniej wsi, przez którą przebiega zakopianka pojawił się ciekawy casus – w miejscu gdzie ma być wybudowany nowy most(bo stary grozi zawaleniem) właściciel gruntu buduje pensjonat. Być może jest to wbrew decyzji  GDDKiA, ale za to z namaszczeniem starostwa, które to instytucje wydały akty wobec właściciela działki w zasadzie jednocześnie bez konsultacji między sobą.

Gdybym był właścicielem tych działek lub przedstawicielem wspólnoty lokalnej, nigdy nie pozwoliłbym na to, aby zorganizowana przemoc organów centralnych broniła prawa do swobodnego dysponowania własnością, jaką jest ziemia. Rzekome dobro wspólne i kompromis w sprawie zajęcia(nawet odpłatnego) ziemi często bywa złem, które dotyka pojedynczych obywateli. Turyści nie muszą przyjeżdżać do Zakopanego – może ono podobnie jak Szaflary czy Nowy Targ bogacić się na handlu przygranicznym ze Słowacją(na Słowacji PKB na osobę jest wyższe niż w Polsce)

A na koniec ciekawostka – wiecie, że górale nigdy o Zakopanem nie mówią w kategoriach miasta? Miasto to jest słowo, którym na Podhalu określa się tylko Nowy Targ.

Więcej:  KULTURA STAROCI

Comments are closed.