ANTY-ENGELS – KANTOWSKI ZWROT ANTYNATURALISTYCZNY W FILOZOFII STANISŁAWA BRZOZOWSKIEGO

On 1 października 2015 by DO

„Marksizm Brzozowskiego” to marksizm szczególnego typu, skoro jego autor mógł stanowić inspirację dla środowisk tak odległych jak przedwojenna Falanga z jednej, czy lewicowa opozycja antykomunistyczna i Krytyka Polityczna z drugiej strony.

focus.pl

focus.pl

Homerowska Odyseja podaje pewną szczególną anegdotę, którą, jak sądzę, warto tutaj przytoczyć. Gdy Menelaos próbuje uzyskać informacje o tym, którzy bogowie zesłali swoje przekleństwo na wracających spod Troi Greków, zmuszony jest do konfrontacji z Proteuszem, synem boga mórz, Posejdona. Bóstwo usiłuje wywinąć się królowi płynnie zmieniając formę od lwa, aż po morze (!) i drzewo. Królowi udaje się jednak pochwycić Proteusza i ten wówczas wyjawia mu szczerze, jakie nieszczęścia spotkały jego towarzyszy.

Powyższa anegdota zdaje się dobrze ilustrować pewną trudność, z którą styka się większość uważnych czytelników Stanisława Brzozowskiego. Myśl Brzozowskiego jest iście „proteuszowo” zmienna, rozedrgana od wewnętrznych napięć, rozciągnięta między kolejnymi intelektualnymi nawróceniami autora. Przez to niemal wymyka się próbom jej systematycznego wyłożenia, zamknięcia w martwym systemie skodyfikowanych pojęć.

Kultura mieszczańska wytworzyła dość jasny stosunek do intelektualnej zmienności. To, co u takich postaci jak Brzozowski jest dla nas świadectwem intelektualnego zaangażowania, głębokiego przeżywania problemów intelektualnych, uwikłania we własne myśli i ich ewolucję dla formacji dziejowej, jaką było mieszczaństwo, stanowiło raczej coś na podobieństwo niestałości właściwej ludziom nieodpowiedzialnym. Stąd wywodzą się korzenie krytyki kultury, jaką w swoich pismach Brzozowski prowadził. Inteligencji polskiej brakowało poważnego stosunku do myśli, a co za tym idzie do samego życia. Polska inteligencja stara się znaleźć sobie w życiu jakieś bezpieczne miejsce, zaś traktowane z dezynwolturą idee mają w najlepszym razie tej eskapadzie służyć za uzasadnienie. Częściej stanowią przedmiot towarzyskich rozrywek, natomiast pewnym jest, że nie są niczym więcej, a zatem pomysł prowadzenia światopoglądowych sporów nie jest dobry, psuje atmosferę.

Polskie życie intelektualne w dużej mierze cechował brak zainteresowania zagadnieniami wykraczającymi poza ramy problemów narodowych, więc ogólnymi problemami, którymi, jak by to ujął Brzozowski, żyła cała ludzkość. Przyczyna tego stanu rzeczy wiązała się ściśle ze stanem, w jakim Polska znalazła się po rozbiorach – nieistnieniem państwowości. Właśnie ten stan wysuwał na pierwszy plan zagadnienie niepodległości, wydające się tak oczywistym, że zupełnie oderwane od wszelkich uzasadnień. Było to zagadnienie do tego stopnia podstawowe, że wszelkie inne problemy zostały w najlepszym razie instrumentalnie zredukowane, w gorszym zaś zupełnie pominięte, jeśli nie przyczyniały się do wspomożenia idei głównej. Tym samym polskie życie intelektualne zostało niejako odseparowane od poważnych zagadnień uniwersalnych, a uniwersalnych ex definitione znaczy obowiązujących także w Polsce, dotyczących realnych i palących problemów społecznych i kulturalnych.

Nic dziwnego, że kultura polska tonęła w fikcji. Najwyższym jej symbolem była postać Henryka Sienkiewicza, pierwszorzędnej postaci ówczesnego życia literackiego. Jego twórczość miała krzepić serca, czyniła to jednak mącąc umysły. Potęgowała ona tylko sentymentalny, bezkrytyczny stosunek do historii, zastanej tradycji i przyzwyczajeń, a co za tym idzie naiwny stosunek do świata. W obliczu katastrofy, jaką była utrata niepodległości, zmienić się jak najmniej, trwać w przekonaniu, że doświadczone cierpienia dają prawo do odwracania się od zagadnień życia, od Polski rzeczywistej i mimo to optymistycznie sądzić, że zrządzeniem opatrzności „jakoś to będzie” – a więc podtrzymywać tą najgorszą ze wszystkich, prowidencjalistyczną fikcję, która tyle złego wyrządziła polskiej kulturze umysłowej. Tak przedstawiała się ta ówczesna Brzozowskiemu Polska Zdziecinniała, Polska Milusińskich, Rochów Kowalskich, Polska rodziny Połanieckich. Temu wszystkiemu filozof przeciwstawić mógł tylko krytyczne podejście do narodowej tradycji, właśnie jako formę dochowania wierności własnej wspólnocie: „Śmiecie nawet w muzeum przechowane nie stają się cenną rzeczą, co w momencie narodzin duszy nie miało, nie nabierze jej nigdy.”

Jak już ustaliliśmy trudno tę myśl przedstawić jako jedną całość, można jednak w miarę dokładnie opisać, jak zmieniała się ona na przestrzeni lat wraz z kolejnymi intelektualnymi woltami autora. Prawdopodobnie pierwszym obiektem fascynacji Brzozowskiego, co niewątpliwie zaważyło na kierunku jego dalszego rozwoju, był głęboko doświadczony darwinizm. Zarówno życie indywidualne, jak i twórczość zbiorowa, a także poznanie stanowią organ przetrwania życia gatunkowego. Wszystkie one wyzute są ze znaczeń metafizycznych, poznanie zaś jest słuszne nie dlatego, że pozwala odkrywać prawdę bytu, lecz dlatego, że umacnia trwałość życia gatunkowego, czyli umożliwia lepsze przystosowanie do warunków, w jakich gatunek się znajduje. Jest to oczywiście stricte instrumentalna interpretacja poznania, jak wskazuje Kołakowski w dość oczywisty sposób prowadząca do błędnego koła: przecież samą podstawą tej koncepcji były ustalenia Darwina, aspirujące do rangi adekwatnego opisu rzeczywistości.

Od 1904 r. w światopoglądzie autora Idei zachodzi zmiana chyba najradykalniejsza. Brzozowski odkrywa Marksa, łącząc go z wnioskami wyciągniętymi z nowo rozpatrzonego „zwrotu kopernikańskiego” Kanta. Znamionuje to kategoryczny koniec postawy tragicznego subiektywizmu, „beznadziejnego spektatorstwa”, a przy tym jednoznaczne zerwanie z dorobkiem naturalizmu i pozytywizmu. Wypracowanie własnego, jasno, krytycznie sformułowanego stosunku do marksizmu zajęło Brzozowskiemu trochę czasu. Jeśli przyjąć, że okres pierwszej fascynacji przypada na czas napisania takich tekstów, jak Kultura i życie, to w dojrzałej postaci, bardziej zdystansowany charakter będzie miał w okresie opublikowania Legendy Młodej Polski, a przede wszystkim filozoficznego opus magnum – Idei. W zbiorze tym znajduje się obszerna praca Anty-Engels, której sam tytuł naprowadza czytelnika na trop, jakiego rodzaju rewizjonistyczny marksizm może tu chodzić. O ile początkowo Brzozowski przypisywał zarówno Marksowi, jak i Engelsowi własne intuicje, o tyle w późniejszym okresie, będąc świadom, że nie sposób w świetle znanych wówczas tekstów takiego stanowiska bronić, gwałtownie przeciwstawił Marksa, Engelsowi. Młodemu Marksowi przypisał wypracowanie oryginalnego, choć nie w pełni jasno wyartykułowanego stanowiska, które następnie pod wpływem prac Engelsa uległo zatarciu. Pomysł to na tamte czasy arcyciekawy, zwłaszcza, że ówczesnym czytelnikom nieznane były szczególnie istotne w tym kontekście Rękopisy Ekonomiczno-Filozoficzne. Z właściwą sobie ostrością sądów pisał Brzozowski tak: „Z biegiem czasu zostanie uznana niezaprzeczalnie prawda, że Marks był przede wszystkim potężnym, intuicyjnym umysłem filozoficznym: ale tego się nie zrozumie, póki krążyć będzie bajeczka o filozofie Engelsie, który był pierwszorzędnym publicystą, ale absolutnie nie wchodzi w rachubę jako filozof.” Aby zrozumieć charakter tego przeciwstawienia i zarazem sens filozofii Brzozowskiego należy cofnąć się do Kanta. To właśnie zapoznaniu przełomu, jakiego dokonał Królewiecki filozof przypisuje Brzozowski powodzenie takich nurtów jak empiriokrytycyzm, szerzej pozytywizm i naturalizm. Filozofie takie opierają się na starym przeciwstawieniu podmiot – przedmiot. Niezależnie od tego, czy mamy na myśli jego zastosowanie do klasycznej epistemologii receptywnej, w której podmiot odbiera bodźce ze świata i na tej podstawie formułuje sąd, którego prawdziwość rozumiana jest jako zgodność z przedmiotem, przyczyną owych bodźców czy epistemologii naturalistycznej, takiej jak w przypadku empiriokrytycyzmu, zawsze mamy do czynienia z modelem przeciwstawiającym podmiot gotowemu światu. Empiriokrytycyzm wydaje się tu zresztą bardziej subtelny, jednak ogólny wzór dalej obowiązuje: poznanie jest zawsze odpowiedzią jednostek na wpływ czynników zewnętrznych. Lektura Kanta ma nas zaś pouczyć, że podmiot nigdy nie wchodzi w kontakt ze światem noumenalnym, rzeczami czystymi, lecz zawsze dodaje własne formy poznania do przedmiotów. Tylko takie poznanie może być prawomocne i transcendentalnie ważne, które nie stara się wychodzić poza naoczność. Zrozumienie tego odkrycia każe porzucić obraz świata, w którym kiedykolwiek podmiot styka się ze światem „gotowym”.

Filozofia pracy jest właśnie takim „Kantowskim” ujęciem Marksa. O ile jednak u Kanta to czynniki podmiotowe są przyczyną wyżej opisanego stanu rzeczy, to dla Brzozowskiego prymarne będą te, które chyba najlepiej nazwać kulturowymi. Zamiast przeciwstawiać podmiot przedmiotowi, obowiązuje tu przeciwstawienie tego, co ludzkie, pozaludzkiemu. Jak należy pracę rozumieć? Pomińmy tu niektóre kontrowersje dotyczące tego pojęcia. Praca stanowi dla Brzozowskiego rodzaj pierwotnego, nieredukowalnego stosunku do rzeczywistości. Człowiek wchodzi w kontakt z pozaludzkim zawsze w sposób aktywny, przetwarzając je. Dlatego, tak jak w przypadku noumenów u Kanta, substancjalność pozaludzkiego nie zostaje zanegowana – objawia się poprzez opór, jaki stawia człowiekowi (co łatwo zrozumieć na przykładzie wytwórczości materialnej). Świat jest z pracą współmierny; znamy go o tyle, o ile został przez nas opanowany. Przedmioty stosują się do naszych pojęć, ponieważ sama obecność przedmiotu zakłada ludzką władzę organizowania doświadczenia. Ale inaczej niż u Kanta nie jest to żadna racjonalność transcendentalna, ale praxis, zdolność przeobrażania świata wedle własnych wymagań. Filozofia pracy jest zatem filozofią czasu, ale czasu specyficznie ludzkiego. Jak pisał Miłosz: „Czas ludzki tym się różni od czasu przyrody, że akty człowieka utrwalają się przez jedyną możliwość, jaką ma on, żeby się ostać we wszechświecie, tj. pracę, i kumulują się. Czas ludzki jest zamrożoną pracą pokoleń. Czyli człowiek w swoim poznaniu nie jest jakimś abstrakcyjnym „ja” spotykającym „nie-ja”. Stoi on na szczycie piramidy zbudowanej wysiłkiem wszystkich tych, co żyli przed nim i stanowi zarazem cząstkę piramidy.” Człowiek poznając nie jest przez to czystym, bezzałożeniowym podmiotem przeciwstawionym przedmiotowi, gdyż jest uwikłany w historię.

Materializm historyczny jest dla Brzozowskiego narzędziem pozwalającym rozpatrywać rozwój historyczny z punktu widzenia pracy. Historia, nawet rozumiana jedynie jako proste stwierdzenie faktów, zawsze wpierw musi je jakoś określać. Określanie może się odbywać tylko z jakiegoś punktu widzenia. Brzozowski widzi w marksowskim materializmie środek do uznania pracy za konieczny fundament rozwoju historycznego, jedyny nie dający się określić jako arbitralny. Praca jest miarą wartości, praca pozwala utrzymać się człowiekowi w pozaludzkim, wciąż od nowa ponawianym wysiłkiem. Filozofia Marksa jest narzędziem emancypacji, narzędziem, które ma umożliwić człowiekowi swobodną, wyzwoloną od alienacji pracę. Jakże negatywna była tu rola Engelsa. Wg Brzozowskiego nie zrozumiawszy podstawowej intuicji Marksa tylnymi drzwiami wprowadził do jego myśli wątki scjentystyczne, fundamentalnie jej obce. Dla Engelsa zwycięstwo klasy robotniczej jest koniecznością historyczną, faktem właściwie naturalnym. Stąd prymat poznania. Engels wpierw analizuje dotychczasowy przebieg rozwoju historycznego, następnie dedukuje z niego twierdzenie, że zwycięstwo klasy robotniczej jest nieuchronne, prawa historii je gwarantują.

Jest to powrót do receptywnej teorii poznania i przeciwstawienia podmiot-przedmiot. Skoro zwycięstwo klasy robotniczej jest faktem, to znaczy, że jest prawdziwe w rozumieniu klasycznej definicji prawdy. Engels uległ tu „scjentystycznej fikcji”. Jeśli człowiek nigdy nie wychodzi poza ludzki obraz świata, znaczy to, że pojęcie prawdy jako zgodności z rzeczywistością nie ma sensu. Tymczasem rozumienie prawdy przez Brzozowskiego jest pewnym wariantem teorii pragmatycznej. Sądzę, że można by to ująć w ten sposób: nauka istnieje zawsze w pewnej strukturze społecznej wiedzy. Prawdziwość ustaleń danej teorii bierze się z możliwości ich weryfikacji, ta zaś ściśle powiązana jest ze stanem zaawansowania całej struktury wiedzy.  Sprawdzalność zawsze w ostateczności wiąże się z możliwością praktycznego weryfikowania wiedzy. Wierzymy, że fizyka kwantowa dostarcza nam prawdziwego obrazu świata, ponieważ jej przewidywania potęgują nasze możliwości technicznego panowania nad przyrodą.

Wkład Engelsa do myśli Marksa polegał więc na dodaniu przedrostka „naukowy” do „materializm”. Dla Engelsa, tak jak dla pozytywistów i darwinistów, jasnym było, że światem rządzą konieczne prawa postępu, historia ludzka jest zaś tylko wariantem owych praw, wymuszających go w przyrodzie. Jeśli komunizm jest zwieńczeniem tego postępu – nieuchronnie nadejdzie. Brzozowski kwitował to ironicznie: „Życie świata jest dojrzewaniem do Engelsa.”

Zdaje się, że Brzozowski wyczuwał niebezpieczeństwa kryjące się za Engelsowskim determinizmem. W jego publicystyce często można natrafić na wątki krytyki pod adresem socjaldemokracji, która dzieliła z Engelsem optymistyczne przekonanie o nieuchronnym zwycięstwie. W zjadliwym tekście Opętane zegary podsumowuje: „Solidny zegar nie troszczy się o wschód słońca, ale triumfalnie wydzwania południe o zachodzie.”

Ale deterministyczna fikcja stanowiła nie tylko ważny element wczesnego ruchu socjaldemokratycznego – była podstawą całego ortodoksyjnego marksizmu, który nieszczęśliwie zdobył tak olbrzymie wpływy. Psychologia komunistycznego reżimu dobrze udokumentowała, jak dużą rolę w akceptacji totalitarnych praktyk odgrywało przekonanie o historycznej konieczności.

Myśl Brzozowskiego nie została jednak zauważona na tyle i we właściwym czasie, by ten fatalny kierunek rozwoju politycznej praktyki marksizmu odwrócić.

//Karol Wodziński

Comments are closed.