BLISKOWSCHODNI IMPAS

On 6 marca 2014 by DO

Konflikt izraelsko-palestyński jest jednym z bardziej złożonych i skomplikowanych sporów w dziejach. Liczne zabiegi dyplomatyczne i mediacje światowych liderów kończą się fiaskiem. Uznanie państwowości Palestyny przez Zgromadzenie Ogólne ONZ nie wywołało zasadniczych zmian w regionie. Impas w negocjacjach pokojowych nadal trwa.

israeli_2005513a

źródło: telegraph.co.uk

Palestyńskie nadzieje

Społeczeństwo palestyńskie upatrywało poprawy sytuacji już we wrześniu 2011 roku, kiedy to prezydent Autonomii Mahmud Abbas złożył na ręce Ban Ki-Moona oficjalny wniosek o członkostwo w Organizacji Narodów Zjednoczonych. Zakładał on uznanie państwa palestyńskiego z terytorium składającym się z Zachodniego Brzegu (Samaria i Judea), Strefy Gazy i wschodniej Jerozolimy. Złożenie wniosku spotkało się z natychmiastowym oprotestowaniem nie tylko przez Izrael, Stany Zjednoczone i Unię Europejską, ale także przez rządzący Strefą Gazy Hamas. Islamski Ruch Oporu sprzeciwia się jakiejkolwiek formie uznania Izraela, zaś to stanowiło treść wniosku złożonego w ONZ.

29 grudnia 2012 roku na ulice Autonomii Palestyńskiej wyszły tłumy świętujące wydanie rezolucji gwarantującej Palestynie status „nieczłonkowskiego państwa obserwatora” w ONZ. Co ciekawe, dokument wydano dokładnie w 65. rocznicę przyjęcia przez Zgromadzenie Ogólne ONZ planu podziału ówczesnego mandatu brytyjskiego. Społeczność międzynarodowa zdecydowała o pojawieniu się na arenie międzynarodowej nowego podmiotu państwowego, bo to właśnie słowo „państwo” było dla prezydenta Abbasa i Palestyńczyków najistotniejsze.

Państwo” palestyńskie

Zagadnienie państwowości Palestyny budzi poważne wątpliwości. Prawo międzynarodowe publiczne, jako formalne kryteria podmiotowości prawno-międzynarodowej, określa: ludność, terytorium, posiadanie ustabilizowanej i efektywnej egzekutywy oraz zdolność do utrzymania stosunków z innymi państwami. Zastanówmy się zatem jak to wygląda w przypadku Autonomii Palestyńskiej. W obecnym stanie z pewnością nie można mówić o istnieniu kryterium posiadania terytorium, na którym możliwe byłoby sprawowanie efektywnych rządów. Władze palestyńskie zmagają się z silnym kryzysem legitymizacji: Autonomia Palestyńska od 2006 roku jest wewnętrznie podzielona na Zachodni Brzeg, gdzie władzę sprawuje Al-Fatah i Strefę Gazy kontrolowaną przez Hamas, powszechnie uznawany za ugrupowanie terrorystyczne. Rząd Hamasu pozostaje w całkowitej izolacji międzynarodowej, dyplomatycznej i gospodarczej.

Strona izraelska argumentowała, że palestyńskie dążenia do uzyskania statusu „państwa” stanowią pogwałcenie Porozumień z Oslo z 1993 roku, zakładających, że władze palestyńskie będą stopniowo poszerzane w drodze negocjacji z Izraelem, a żadna ze stron konfliktu nie będzie jednocześnie zmieniać statusu Zachodniego Brzegu i Strefy Gazy. Przeciwnicy palestyńskich dążeń argumentowali, iż decyzja ONZ, zmieniająca status Autonomii Palestyńskiej, w niczym nie przybliży faktu utworzenia państwa palestyńskiego, natomiast może wywołać liczne negatywne konsekwencje, jak np. stworzyć wrażenie, że poprzez jednostronne działania można uniknąć rzeczowych negocjacji przewidywanych przez umowy bilateralne. Sam Barack Obama we wrześniu 2013 roku podkreślił, że uważa palestyńskie starania za „odwracanie uwagi od rozwiązywania problemów, którymi można się zająć tylko poprzez negocjacje”.

Droga do wolności i zaistnienie na forum ONZ

Rezolucja Zgromadzenia Ogólnego stanowi gwarancję od ONZ, że granice ich państwa palestyńskiego przebiegać będą w kształcie sprzed 1967 roku, obejmującym Zachodni Brzeg, Strefę Gazy i Jerozolimę Wschodnią, na których to terytoriach osiedliło się już około 500 tysięcy Izraelczyków. Status „nieczłonkowskiego państwa obserwatora” uprawnia władze Autonomii do ubiegania się o członkostwo w organizacjach międzynarodowych. Izrael podkreślał, że podniesienie statusu Palestyny w ONZ tak naprawdę nie wprowadza żadnych istotnych zmian. Wraz z uzyskaniem statusu „państwa obserwatora” Palestyna otrzymała prawo do wypowiadania się na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ i możliwość brania udziału w posiedzeniach, co de facto nie niesie za sobą żadnych konsekwencji związanych z faktyczną władzą czy siłą przebicia. Dodatkowo składanie skargi do Międzynarodowego Trybunału Karnego, tak często wskazywane przez palestyńskich polityków jako jedno z najistotniejszych narzędzi w walce z „izraelskim okupantem”, jest procesem niezwykle skomplikowanym i pozwala skarżyć jedynie decydentów, nie państwa. Ponadto Izrael nie uznaje jurysdykcji MTK i nie współpracowałby z trybunałem, co więcej zgodnie z prawem międzynarodowym nie miałby takiego obowiązku. Zatem wzmocnienie statusu Palestyny ma wymiar głównie propagandowy. Jednostronne działanie na forum ONZ w żaden sposób nie zwiększyły szans na zawarcie pokoju, ani faktycznych uprawnień czy przywilejów poprawiających sytuację Palestyńczyków. Pozwoliło to jedynie przypomnieć społeczności międzynarodowej o wciąż nierozwiązanej kwestii bliskowschodniej.

Pokój za wszelką cenę

USA od początku podkreślały, że jednostronne działania władz Autonomii Palestyńskiej na pewno nie przybliżą rozwiązania wieloletniego konfliktu. Po wydaniu rezolucji ZO ONZ o podniesieniu statusu do „nieczłonkowskiego państwa obserwatora” część Republikanów zagroziła przyjęciem ustawy wstrzymującej środki pokojowe dla Palestyny (szacowane na około 500 milionów dolarów rocznie),  jeśli będzie wykorzystywała swoją wzmocnioną pozycję przeciw Izraelowi. Bez wątpienia amerykański sprzeciw wobec palestyńskich aspiracji niepodległościowych naruszył pozycję USA jako bezstronnego mediatora w konflikcie bliskowschodnim. Administracja Obamy została zmuszona do znalezienia rozwiązania pozwalającego na uniknięcie konfrontacji na forum ONZ. Waszyngton zaczął forsować powrót do izraelsko-palestyńskich negocjacji pokojowych. Początkowe wysiłki dyplomatyczne zakończyły się fiaskiem. W pierwszych dniach stycznia 2014 roku Sekretarz Stanu John Kerry, w ciągu czterodniowej wizyty, odbył dziesięć podróży po Bliskim Wschodzie celem których miało być wypracowanie koncepcji dla przyszłego pokoju między Izraelem a Palestyną. Kerry zapowiedział, że chce zakończyć negocjacje już w kwietniu bieżącego roku. Problem w tym, że administracja Obamy proponuje granice bazujące na stanie sprzed 1967 roku, czemu stanowczo sprzeciwiają się koalicjanci premiera Netanjahu. Yuval Steinitz, izraelski minister wywiadu, zapowiedział, że Izrael nigdy nie zaakceptuje pokoju bazującego na granicach sprzed 1967 roku. Najbardziej newralgiczną kwestię stanowią nowe żydowskie osiedla, budowane na terenach, które mają przypaść Palestynie. Mahmud Abbas domaga się, by przed wznowieniem negocjacji pokojowych Izrael wstrzymał budowę nowych osiedli na Zachodnim Brzegu oraz zaakceptował granicę tego terytorium sprzed wojny 1967 roku, co de facto oznacza, że będzie ona obejmować także wschodnią Jerozolimę.

Prognoza polityczna

Mimo intensywnych wysiłków dyplomatycznych ze strony Stanów Zjednoczonych, uzyskanie konsensusu obecnie jest wręcz niemożliwe. Długoletni impas w rozmowach pokojowych nadal trwa i potrwa jeszcze przynajmniej do kolejnych izraelskich wyborów. Dość spora rozbieżność poglądowa partii wchodzących, w skład koalicji rządowej, nie jest w stanie przezwyciężyć wewnętrznych podziałów, a co dopiero podjąć ostatecznej decyzji dotyczącej budowy pokojowego porządku w regionie. Składające się na koalicję partie reprezentują bowiem szeroki wachlarz poglądów politycznych – od centrolewicy po formacje reprezentujące religijnych Żydów. Wewnątrz rządu pojawiają się różne – niekiedy zupełnie różne pomysły na rozwiązanie wieloletniego konfliktu. Wydaje się, że w obliczu obecnej koniunktury jest to najmniej prawdopodobne, tym bardziej, iż Netanjahu w kampanii wyborczej podkreślał, iż Likud wspiera projekty budowy osiedli żydowskich w Samarii i Judei (Zachodni Brzeg Jordanu), które znajdują się pod rządami Izraela od wojny sześciodniowej w 1967 roku. Tuż po wyjeździe Johna Kerry’ego, izraelskie ministerstwo budownictwa zapowiedziało budowę 1400 nowych mieszkań na Zachodnim Brzegu i w Jerozolimie Wschodniej, co stanowi wyraźny sygnał, że Izrael nie zgadza się na z góry narzucone porozumienie pokojowe. Należy także pamiętać, iż w obliczu problemów na rynku mieszkaniowym i słabej koniunktury gospodarczej, kwestia polityki wobec Palestyńczyków zeszła na dalszy plan. Nie mniej jednak problem ten w końcu musi zostać rozwiązany. Bez wątpienia obecność Lapida w rządzie będzie dalej generowała bardziej koncyliacyjną postawę i większe umiarkowanie gabinetu, jednak przy obecnym rozwarstwieniu politycznym szanse na pokój są absolutnie znikome. Pozostaje czekać na kolejne wybory, które być może wyłonią bardziej jednolity politycznie gabinet, zdecydowany na konkretne działania w tej kwestii.

//Katarzyna Dziekan

Comments are closed.