Być na afiszu – rzecz o Platformie Oburzonych

On 23 marca 2013 by Justyna Skalska

16 marca na scenie Sali BHP w Stoczni Gdańskiej miał miejsce przedziwny spektakl pt. „Platforma Oburzonych”. Spektakl w iście szekspirowskim stylu, z wieloma pełnokrwistymi postaciami i porywającymi monologami. Zadaję sobie jednak pytanie, czy to nie było czasem „wiele hałasu o nic”.

Kurtyna w górę
W  głównych rolach tego spektaklu wystąpili: przewodniczący NSZZ Solidarność – Piotr Duda oraz lider zespołu Aya RL i Piersi – Paweł Kukiz. Oprócz nich udział wzięli, m.in. Gabriel Janowski, Stanisław Kowalczyk – paprykarz mazowiecki, który zasłynął pytaniem: „Jak żyć, panie premierze?”, siostra zabitego Krzysztofa Olewnika, przedstawiciele Forum Związków Zawodowych, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, lider Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych, drobni przedsiębiorcy, przeciwnicy ACTA, pokrzywdzeni przez wymiar sprawiedliwości, ojcowie walczący o opiekę, represjonowani i kombatanci, spółdzielcy… i wielu innych. W dobrej recenzji należałoby choć pokrótce, nie chcąc zdradzić zakończenia, opisać fabułę spektaklu. A przyznam się, że ze względu na jej wielowątkowość, mam z tym nie lada kłopot.

źródło: PAP

źródło: PAP

Odsłona pierwsza: bohaterowie pierwszoplanowi
O Piotrze Dudzie zrobiło się głośno w trakcie debaty nad ustawą o wieku emerytalnym. Zdawało się wtedy, że Solidarność, która zmaga się z własną legendą i niesprzyjającą związkom zawodowym współczesnością, znów ma coś do powiedzenia dzięki swojemu rzutkiemu przewodniczącemu. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała ten osąd. 16 marca 2013 roku Piotr Duda znów przemówił. Tym razem nie tylko atakując rząd PO-PSL, ale polską scenę polityczną w ogóle. Można sobie zadawać pytanie, co chce przez to osiągnąć. Odciąć się skutecznie od PiS-u, któremu lwia część członków Solidarności sprzyja? Obalić rządy Tuska poprzez referendum? Jeśli tak jest, to Piotr Duda, ze swoją apolityczną pozą i publicznym demaskowaniem gnuśnej klasy rządzącej, okazałby się daleko bardziej wytrawnym politykiem niż jego poprzednicy, z Lechem Wałęsą na czele. Zdawać by się mogło, że Platforma Oburzonych stanowi dla przewodniczącego Solidarności trampolinę do Sejmu, bo oczywiście nikt z opinii publicznej w tę apolityczną postawę nie chce wierzyć (swoją drogą taką opinię puścił w eter sam Donald Tusk i nie da się ukryć, że takie podważenie wiarygodności Dudy jest mu bardzo na rękę), jednak ja bym się wstrzymała z tak kategorycznym osądem. Być może myśl o zaistnieniu na scenie politycznej chodzi Dudzie po głowie, ale na pewno nie teraz, na pewno nie w najbliższej przyszłości.
W roli głównej wystąpił również Paweł Kukiz, który skupił na sobie uwagę mediów nawet bardziej, niż jego dawny kolega z radia, Piotr Duda. Gdy obserwuję jego drogę od, nomen omen, gwiazdy punkowej sceny późnego PRL-u, która śpiewała „ZChN* zbliża się”, do katolickiego fundamentalisty, przypomina mi się jakże błyskotliwa sentencja Jonasza Kofty: „Czy świat bardzo się zmieni, gdy z młodych gniewnych wyrosną starzy wkurwieni?”. Kukiz wyrósł na przykładnego prawicowca i orędownika jednomandatowej ordynacji wyborczej, która miałyby rozwiązać kwestię polskiego „betonu” politycznego. Pytanie tylko czy poszlibyśmy drogą Wielkiej Brytanii i Australii, gdzie panuje system jednomandatowych okręgów wyborczych, czy Ukrainy, w której tzw. JOW-y do 2006 roku sprzyjały nomenklaturze i oligarchicznemu systemowi rządów, i z tego też powodu, w wyniku pomarańczowej rewolucji, zmieniono tę ordynację wyborczą. O JOW Kukiz  mówił: „Nawet jeśli to będzie cyrk, to będzie nasz cyrk”. Patrząc na przykład Ukrainy – niech Bóg nas broni przed takim cyrkiem.

Odsłona druga: w pozostałych rolach
Piotr Duda i Paweł Kukiz niewątpliwie stali się twarzami Platformy Oburzonych, ale chyba warto było uważniej wysłuchać, co mieli do powiedzenia inni biorący udział w tym spektaklu. Na pierwszy rzut oka było to rozczarowujące – wiele wystąpień stało się niczym innym jak eksplozją żółci, jadu, pretensji i żalu do rządu i polityków. Może faktycznie było tak jak ocenił Tomasz Nałęcz – na spotkanie w stoczniowej Sali BHP zjechali się ludzie, którym „jest duszno w obecnym świecie polityki”.
W jakiejś części popieram postulat o referendach, w pełni – o podniesieniu płacy minimalnej. Jestem w stanie zrozumieć organizację zrzeszającą ojców walczących o opiekę nad dziećmi i drobnych przedsiębiorców, borykających się ze swoimi problemami. Tym wszystkim ludziom Platforma Oburzonych dała możliwość głośnego wypowiedzenia się o swoich problemach. I chyba lepiej, że chcieli zwrócić na siebie uwagę w tym miejscu i w taki sposób, zamiast palić opony pod Sejmem. Trudno jednak  oprzeć się wrażeniu, że tak sformułowana grupa „od Sasa do Lasa”, jako ruch społeczno-polityczny, niewiele zdziała. Ale być może jest początkiem czegoś zupełnie nowego, jakiejś nowej jakości w polskiej demokracji.


*ZChN- Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe (ZChN) – polska partia polityczna o profilu narodowo-chrześcijańskim działająca od 1989 do 2010, nawiązująca do przedwojennych tradycji Narodowej Demokracji i Chrześcijańskiej Demokracji oraz ruchu niepodległościowego, wywodząca się z ruchu „solidarnościowego”. 

Dodaj komentarz