CO ROKU SŁYSZĘ O STRACONYM POKOLENIU

On 2 czerwca 2014 by DO

Rozmowa z doktorem nauk ekonomicznych Maciejem Frączkiem z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Rafał Czech: Minister Pracy w październiku ubiegłego roku, podczas inauguracji warsztatów akcji „Projekt praca” „Gazety Wyborczej”, powiedział, że 2014 będzie rokiem młodych. Ale program „Gwarancje dla młodych”, sfinansowany przez Unię Europejską, w Polsce jeszcze nie ruszył. Grupa wykształconych i niepotrzebnych rośnie w siłę?

Maciej Frączek: Komisja Europejska przeznaczyła na ten cel w 2012 roku 6 miliardów euro, Polska miałaby dostać około 2 mld złotych. Niestety realizacja konkretnych działań na rzecz osób młodych praktycznie jeszcze nie ruszyła, gdyż nowelizacja ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy utknęła w Sejmie. Z jednej strony, w ramach „Gwarancji dla młodych”, zaplanowane zostały spore środki finansowe. Z drugiej strony należy pamiętać, że co roku z Funduszu Pracy wydajemy kilka miliardów złotych na aktywne programy skierowane do osób bezrobotnych , w tym osób młodych, będących absolwentami szkół wyższych.

Problemem nie jest to, że pieniądze przeznaczone do walki z bezrobociem wśród młodych kierowane są głównie do Powiatowych Urzędów Pracy?

Młode osoby uważają, że urząd pracy to instytucja, która nie pomoże znaleźć im zatrudnienia. Stereotypowo kojarzy się z miejscem, gdzie pobiera się jedynie zasiłek i spotyka osoby z niższym poziomem wykształcenia. Po części zła ocena wynika z tradycyjnej, konserwatywnej, nie do końca wyprofilowanej działalności PUP. Trzeba jednak też zwrócić uwagę, że bardzo mało ofert pracy tam trafia. Większość z nich funkcjonuje w innych kanałach: przekazywane są one do prywatnych agencji pracy, ponadto pracodawcy coraz częściej przeprowadzają rekrutację sami (bądź przy pomocy firm zewnętrznych)

Dla zwiększenia efektywności urzędów pracy, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej próbuje przeprofilować ich funkcjonowanie, chociażby przez promowanie urzędników, którzy osiągają lepsze wyniki pracy z bezrobotnymi – czyli znajdują im zatrudnienie.

Zastanawiam się na ile wykształcenie chroni przed bezrobociem? Czy pierwszym krokiem absolwenta wyższej szkoły jest rejestracja w urzędzie pracy?

Wykształcenie dzisiaj nie zapewnia pracy, ale mimo wszystko nadal zmniejsza ryzyko bezrobocia. Jednak trzeba podkreślić, że osoby z wyższym wykształceniem mają relatywnie trudniejszą sytuację na rynku pracy w porównaniu do sytuacji sprzed kilku lat. Jeszcze 10 lat temu wśród wszystkich zarejestrowanych bezrobotnych w powiatowych urzędach pracy tylko 4,4 proc. stanowili absolwenci uczelni wyższych, a obecnie to już 12 proc. Podobnie jest z młodzieżą w wieku 15-24 lata. Stopa bezrobocia wg Eurostatu w 2013 roku wyniosła w Polsce 27,3 proc., a średnia dla całej UE była równa 23,4 proc. Ale na pewno nie możemy powiedzieć, że za rozwiązywanie problemów osób młodych na rynku pracy odpowiada wyłącznie MPiPS oraz urzędy pracy.

Czy odpowiedzialny jest za to system edukacji? Może warto więc podjąć głos Forum Młodych Lewiatan, którzy nie wierzą w jego dotychczasową reformę, domagając się ogólnopolskiej kampanii społecznej, poczynając od poziomu szkół ponadgimnazjalnych?

Problemu bezrobocia nie da się rozwiązać w jednym miejscu, ponieważ nawet związki między segmentem edukacji a rynkiem pracy są bardzo wielopoziomowe. Obecnie około połowy naszej młodzieży idzie na studia. Z jednej strony to zjawisko pozytywne, bo pozostając dłużej w systemie kształcenia, młodzi zwiększają poziom swoich kwalifikacji i są bardziej konkurencyjni na rynku pracy. Z drugiej musimy mieć świadomość, że część absolwentów szkół wyższych nie będzie miała możliwości pracy w swoim zawodzie. Otrzyma kiepską ofertę zatrudnienia bądź nawet będzie musiała borykać się z problemem znalezienia jakiejkolwiek pracy.

Z czego to wynika?

Po części z naszych wyborów edukacyjnych. To, jak przygotujemy się do wejścia na rynek pracy – poprzez wybór określonej ścieżki edukacyjnej – będzie determinowało nasze szanse na osiągnięcie sukcesu, czyli znalezienie interesującej i dobrze płatnej pracy. Aby było to realne, należy myśleć o funkcjonowaniu na rynku pracy najpóźniej na poziomie gimnazjum. Często decyzje edukacyjne, podejmowane przez młodych ludzi, jak i przez ich rodziców, są pochopne i oparte o różnorakie mody. Powtarza się przecież: „Po co masz iść do zawodówki, chcesz zostać mechanikiem?” albo „Idź na studia, będziesz miał lekko”. Pamiętajmy, że udany przepływ ze sfery edukacji na rynek pracy jest fundamentem naszego przyszłego sukcesu zawodowego.

A co dzieje się po stronie sektora szkolnictwa wyższego?

Szkoły wyższe szukają swojego pomysłu na utrzymanie. Można na nie patrzeć, jak na normalne biznesowe podmioty działające na rynku. Zależy im, aby osoby nie kończyły przedwcześnie edukacji, bo wiążą się z tym ministerialne dotacje. Tworzą kierunki studiów albo bardzo elitarne, których absolwenci będą ponadprzeciętnie zarabiać albo, co zdarza się częściej, kierunki najtańsze – niewymagające dodatkowych pomocy naukowych i laboratoriów. Gdzie nie wysyła się studentów na porządne praktyki bądź nie współpracuje z pracodawcami, na przykład na poziomie Akademickich Biur Karier. Szkołom wyższym to się niestety finansowo opłaca. Wciąż słyszy się obiegową opinię, że nasza edukacja jest niedopasowana do oczekiwań pracodawców, ale przecież są chętni, którzy takie kierunki studiów wybierają.

Donald Tusk zapowiedział w styczniu 2014 rok jako „początek końca ery śmieciówek”, a w marcu rząd przyjął projekt oskładkowania umów terminowych. Z korzyścią dla młodych osób?

Owszem, oskładkowanie umów cywilnoprawnych na poziomie płacy minimalnej 1680 zł brutto jest lepsze od obecnej sytuacji, gdy często pracodawcy odprowadzają bardzo niskie składki tylko od jednej z kilku umów, które podpisuje zleceniobiorca. Jednak z punktu widzenia pracującego na takiej umowie śmieciowej, może mieć to negatywne skutki. Najprawdopodobniej pracodawca będzie chciał przerzucić koszty na pracownika i o tyle mniej – zapewne – zarobi pracujący na oskładkowanej umowie-zlecenie. Pamiętajmy, że bez względu na sytuację gospodarczą, pracodawcy zawsze będą domagali się zmniejszania obciążeń pozapłacowych, twierdząc, że gdyby były mniejsze, to zatrudnialiby więcej osób. Nie dziwmy się więc, że w 2013 roku na umowach czasowych (w tym cywilnoprawnych) wg danych Eurostatu pracowało w Polsce 65 proc. osób w wieku 15-24 lata.

Skoro jest tak dużo młodych bez pracy, to czemu, jak wskazują wyniki badań Bilansu Kapitału Ludzkiego z 2012 roku, ponad 75 proc. pracodawców ma problem ze znalezieniem odpowiednich pracowników, szukając też wśród osób dobrze wykształconych, będących świeżo po studiach?

Przyczyn jest wiele: źle wybieramy studia, nie mamy kompetencji i umiejętności wymaganych na współczesnym rynku pracy, coraz później się usamodzielniamy. Badania Eurostatu z 2012 roku pokazują, że młody Polak decyduje się na opuszczenie rodzinnego domu dopiero w wieku 28,5 lat – 2 lata później niż przeciętny Europejczyk. Brakowi niezależności ekonomicznej często towarzyszą luki w praktycznych umiejętnościach życiowych. Nie jesteśmy przygotowani do rozwiązywania mniej czy bardziej skomplikowanych problemów związanych z naszym funkcjonowaniem w społeczeństwie. Osoby młodsze są coraz lepiej przygotowane pod względem twardego profilu zawodowego: wiedzy, procedur, technologii. Gorzej jest z umiejętnościami miękkimi: komunikacyjnymi, interpersonalnymi, pracą grupową i projektową, myśleniem problemowym. Powinniśmy dbać o to, by wśród naszych mocnych stron, jako potencjalnego pracownika, dobrze rozwinięte były wspomniane właśnie elementy. To może być dla młodych osób atut, który pozwoli im się wyróżnić wśród dziesiątek tysięcy absolwentów szkół wyższych, napływających na nasz rynek pracy rok w rok. Pamiętajmy równocześnie, że najlepszym sposobem na uzyskanie satysfakcjonującego zatrudnienia jest stworzenie samemu sobie miejsca pracy. Ale nie każdy z absolwentów będzie chciał zajmować się prowadzeniem działalności gospodarczej.

Dlaczego? Młodzi boją się formalności i procedur, nie mają kapitału startowego?

Tak, nie każdy posiada odpowiedni kapitał gospodarczy, choć możliwości są coraz większe. Przybywa instytucji oferujących studentom i absolwentom dotacje oraz pożyczki na własną działalność gospodarczą. Duże jest wsparcie sektora publicznego, który uczy, jak w biznesie funkcjonować. Powszechnie dostępne są na rynku pracy instytucje i instrumenty pomagające w założeniu własnej firmy. W przyszłości – po 2020 roku – powinniśmy się spodziewać ostrych cięć w budżecie UE, co spowoduje też mniejsze wsparcie finansowe i doradcze dla młodych przedsiębiorców. Zachęcam więc do korzystania z nich już teraz. Miejmy też świadomość, że w przyszłości rynek pracy dla młodych, ale i dla starszych pracowników, może stawać się coraz trudniejszy: będzie mniej dostępnych etatów, częściej będziemy zmieniali pracę i uzupełniali nasze kwalifikacje, a nasze życie zawodowe stanie się bardziej przerywane, patchworkowe, właśnie takie prekaryjne. Myślę jednak, że warto postrzegać to jako szansę na ciągły rozwój, różnorodną i ciekawą karierę zawodową, a nie tylko podkreślać zagrożenia i ryzyka związane chociażby z utratą bezpieczeństwa i stabilności. Szukajmy dla siebie pozytywnych wyzwań na rynku pracy i nie bójmy się ich. Dobrze wykwalifikowany i zaangażowany w swoje obowiązki pracownik odnajdzie się bowiem na każdym rynku pracy.

//Rafał Czech

Dodaj komentarz