Czego możemy się spodziewać po wyborze Trumpa?

On 23 stycznia 2017 by Drugi Obieg

Wybór Donalda Trumpa na 45. prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki niesie za sobą zauważalne zmiany w polityce USA. Przez jego zwolenników przedstawiany jest jako wspaniały przywódca niosący pokój i bezpieczeństwo, przeciwnicy prezentują go jako nieprzewidywalnego i katastrofalnego dla Polski i świata. Warto rozważyć konsekwencje wyboru Amerykanów dla polityki ich kraju. Rozważania warto zacząć od refleksji nad przyczynami, dla których to kontrowersyjny milioner był górą w wyścigu o biały dom.

Uwagę zwraca fakt, iż Donald Trump zawdzięcza elekcję niespodziewanym zwycięstwom w stanach tzw. pasu rdzy (Pensylwania, Michigan, Winsconsin ). Są to stany, które najbardziej ucierpiały w wyniku globalizacji, a zwłaszcza na rozwoju rynków i wyekspediowaniu produkcji do krajów azjatyckich dysponujących tanią siłą roboczą. Wskazuje to na zwycięstwo głosami ludzi, którzy stracili pracę z powodu importu tanich produktów z Chin. Zagrania na ten elektorat były widoczne w kampanii Trumpa. Wpisuje się to również w lokalistyczną rewolucję, jaką widzimy obecnie w wielu krajach. Jak wskazuje w swoich analizach dr Michał Kuź, spór tzw. lokalsów ze zwolennikami globalizacji staje się główną osią sporu politycznego zamiast tradycyjnej, acz anachronicznej osi prawica-lewica. Wśród powodów zwycięstwa Donalda Trumpa nie można również pominąć istotnego wpływu afery mailowej przypomnianej w ostatnich dniach kampanii.

Polityka zmiany czy kontynuacji?

Zapowiedzi polityki zagranicznej tylko z pozoru wydają się radykalne. Prawdopodobnie będziemy widzieli łagodzenie stanowiska w najbardziej populistycznych kwestiach jak np. wysiedlenie wszystkich nielegalnych migrantów. Pojawiają się informacje, że to Kongres, a nie Meksyk (jak wielokrotnie w trakcie swojej kampanii powtarzał Donald Trump) będzie musiał zapłacić za budowę muru. Zapowiadane przez Trumpa częściowe wycofywanie się USA z niektórych obszarów nie jest w moim przekonaniu przejawem izolacjonizmu, lecz słabnącej pozycji USA jako światowego hegemona i skupienie ich interesów w rejonie Pacyfiku. Pivot na Pacyfik zauważamy już w polityce prezydenta Obamy, a jego ogłoszenie zawdzięczamy artykułowi nie kogo innego jak Hillary Clinton, która ogłosiła go w 2011 roku, pełniąc wówczas funkcję Sekretarza Stanu. Wiąże się to z coraz mocniejszym postrzeganiem jako głównego rywala nie Rosji, lecz Chin. Może to być jeden z powodów dla pro-rosyjskich zapowiedzi politycznych Trumpa. Świadczą o tym nie tylko wypowiedzi Donalda Trumpa wobec prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina, lecz także nominacje do jego gabinetu np. nominację na Sekretarza Stanu otrzymał Rex Tillerson, który znajduje się w dość bliskich stosunkach z Putinem, co budzi spore kontrowersje w USA ( w chwili gdy to piszę jego kandydatura oczekuje na zatwierdzenie przez Senat). Pewną wskazówką co do polityki Donalda Trumpa może być również mianowanie Henry’ego Kissingera, który podczas prezydentury Nixona były współautorem koncepcji zwrotu ku Chinom przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Być może teraz będzie on postulował podobny manewr sprzymierzenia się, tym razem przeciwko Chinom z Rosją.

Kluczowe punkty na globalnej szachownicy

Tendencje polityczne nie są korzystne dla Polski, jednak nie powinny być dla nas zaskoczeniem. Próbę resetu w polityce z Rosją obserwowaliśmy już w 2008 roku, na początku kadencji Baracka Obamy. Rozwój kierunków polityki amerykańskiej może być więc zależny w najbliższym czasie od polityki Rosji i tego, jak będą się układać ich bilateralne stosunki. Ameryka pod przewodnictwem Donalda Trumpa prawdopodobnie odpuści Rosji kwestię Krymu i być może Donbasu, aby współpracować na Bliskim Wschodzie (możliwa zmiana stanowiska USA wobec Asada w celu walki z ISIS). Amerykanie z pewnością nie odpuszczą jednak Pacyfiku. Sojusze z Japonią, Filipinami i Tajwanem są dla Ameryki kluczowe. Donald Trump będzie miał z pewnością mniejszy problem z dogadaniem się z kontrowersyjnym prezydentem Filipin Rodrigo Duterte niż gdyby rozmowy miała prowadzić jego kontrkandydatka ze względu na metody stosowane przez nowego przywódcę Filipin, które przez środowiska związane z Hillary Clinton mogą być uznane za łamiące prawa człowieka. Filipiny są w tym układzie niezwykle ważne ze względu na koncepcje strategiczne Amerykanów (już w XIX w. uznane przez Admirała Mahana – jednego z głównych twórców koncepcji geopolitycznych USA – za kluczowe do panowania na Pacyfiku) oraz ze względu na zwrot ku Chinom, jakie ostatnio to państwo wykonało zaprzestając m. in. sporu o budowę sztucznych wysp przez Chiny. W Japonii USA prawdopodobnie będzie wspierało inicjatywy mające znieść prawne ograniczenia dla armii, nakładające na nią m. in. limit wydatków w postaci maksimum 1% PKB (dla porównania w Polsce minimum 2% PKB), co wpisuje się zresztą w retorykę Trumpa, wielokrotnie powtarzającego w kampanii, że sojusznicy USA muszą więcej wkładać w swoją obronność. Nic nie zapowiada także, by USA zamierzało w jakikolwiek sposób usunąć na dalszy plan Tajwan, a wypowiedź Donalda Trumpa o tym, że należy rozpatrzyć rezygnację z polityki jednych Chin (uznawanie za rząd chiński jedynie władz komunistycznych i odmawianie takiego statusu rządowi tajwańskiemu) wskazują na wręcz odwrotną tendencję. Być może nie obędzie się bez redukcji Marines w tych regionach, lecz kluczowe siły powietrzno-morskie prawdopodobnie zostaną jeszcze wzmocnione (w amerykańskich planach budżetowych widoczne jest zmienianie balansu sił marynarki z równowagi między Pacyfikiem a Atlantykiem na korzyść tego pierwszego akwenu oceanicznego).

Geopolityczne zagrożenia dla Polski

Z polskiego punktu widzenia niebezpieczne wydaje się być zbliżenie USA-Rosja w kontrze do Chin. Postawi to nas w niezręcznej sytuacji, gdy kraj uznawany przez naszą dyplomację za głównego wroga i potencjalne zagrożenie stanie się sojusznikiem państwa sojuszniczego i traktowanego jako gwarant naszego bezpieczeństwa. Takie zbliżenie niesie też za sobą ryzyko blokady przez Rosję projektu Nowego Jedwabnego Szlaku, gdzie udział Rosji jest niezbędny. Nadzieję daje fakt, że Rosja swojego głównego przeciwnika nadal widzi w USA, a nie Chinach, mimo porozumienia ze Stanami nie powinna dążyć do sporu z Chinami, co przyniosłoby jej również straty gospodarcze. Polityka gospodarcza Trumpa zapowiada spore wycofanie USA z systemu światowego wolnego handlu, co oznacza upadek projektów umów międzynarodowych z UE czy azjatyckim ASEANem. Donald Trump w swoich wypowiedziach, po wyborze na prezydenta, zdaje się podtrzymywać swoje protekcjonistyczne nastawienie, co może zapowiadać ostrzejszą politykę celną, a zwłaszcza podniesienie ceł na chińskie produkty, co ma stanowić ochronę producentów amerykańskich i miejscowej produkcji.

Doktryny Monroe’a 2.0 nie będzie 

Choć w wielu miejscach zmiana polityki amerykańskiej będzie odczuwalna to raczej nie będzie ona powrotem do polityki izolacjonizmu. Głównych punktów zainteresowania Ameryki Donald Trump nie wyznacza na nowo, gdyż paradoksalnie zostały one zarysowane przez Hillary Clinton. Oczywiście, zmniejszenie zainteresowania Europą Wschodnią nie jest dla nas fantastyczną informacją, ale należy sobie postawić pytanie czy inne rządy amerykańskie, skupiające się coraz bardziej na Pacyfiku i starciu z Chinami, również w poszukiwaniu sojusznika, prędzej czy później nie zwróciłyby się w kierunku rosyjskim. Na pierwsze kroki nowej administracji nie będziemy musieli długo czekać i już wkrótce okaże się, na ile polityka zagraniczna Donalda Trumpa okaże się skuteczna, zbliżenie z Rosją realne i czy nie będzie potrzebna zmiana koncepcji jak za poprzedniej prezydentury.

// Tomasz Synowiec

Comments are closed.