Czy ludzie chcą być wolni?

On 9 maja 2018 by Drugi Obieg

Pytanie postawione w tytule, w mojej ocenie, może stać się zasadniczym dopiero wówczas, gdy uprzednio postaramy się zdefiniować jakkolwiek wolność. Nie będzie to jednak proste, jako że wolność zdaje się być czymś bardzo różnym – wszystko rozstrzyga zatem, jak w przypadku piękna – oko patrzącego. Mimo to, warto(!), bo wolno nam, udać się w podróż przez wolność. Pozwoli nam to, w linii prostej, dotrzeć także do koncepcji Johna Stuarta Milla, o której dziś szerzej.

Encyklopedycznie, wolność to brak przymusu i jednocześnie alternatywa. Będąc wolnymi zatem, liczymy się z tym, iż zostaniemy stawiani przed wieloma wyborami. Końcowa, rozstrzygająca decyzja należeć będzie jednak w każdym z przypadków do nas – ludzi wolnych. Stąd odniesienie wolności do właściwie wszystkich aspektów naszego życia jako: wolności osobistej, co oznacza brak zniewolenia, przymusowej pracy, czy brak ograniczeń ze strony władz, jakimi mogłyby być zagrożenia związane z wolnością gospodarczą, słowa, zgromadzeń, religii. Możemy próbować stać się wolnymi od społecznych konwenansów, zwyczajów i warunków naturalnych, choć w tym znaczeniu jednostka wolna jest wyłącznie pod warunkiem, że nie narusza obowiązującego prawa.

Wolność bywa także romantyczna i pozytywistyczna, dla balansu. Nierzadko stawia na odruch serca, istnienie pewnej niezrozumiałej siły, być może duszy, która pchałaby w kierunku odpowiedniego wyboru. Czasami zaś kieruje się rozumem, wiedzą, bo tylko one miałyby zapewnić szeroką perspektywę i pozwolić wybrać opcję najodpowiedniejszą. Co jednak prowadzi do wyboru? Przyczyna i skutek? Rozważania idące w tym kierunku stać mogą się nieco niewygodne dla fanów wolności rozumianej jako festiwal wolnej woli. Przyjmując bowiem założenie o związku przyczynowo-skutkowym, stajemy w jednym szeregu z Gottfriedem Leibnizem, czy Baruchem Spinozą, a więc zdeklarowanymi deterministami, według których wolna wola zwyczajnie nie istnieje, a każdy dokonywany wybór ma nie tylko swoją przyszłość, ale przede wszystkim przeszłość. Chyba że przyjmiemy założenie, które między przyczynę a skutek wpuści nieco przypadku. Jest to znacznie bezpieczniejsze położenie. Zawsze można bowiem stwierdzić, że rzeczywistość pozostaje nieprzewidywalna, albowiem tym samym skutkom można przypisać wiele przyczyn. I vice versa. W związku z powyższym, posiadamy wolność do danego sposobu myślenia o wolności. Jest to zatem, według Isaiaha Berlina, wolność pozytywna, podstawowe pojęcie utożsamiane z demoliberalizmem. Z drugiej strony, wolni bywamy też negatywnie, a więc od – przymusu, ingerencji władz w życie prywatne obywatela, represji i podatkowych obciążeń, jako założenie liberalizmu konserwatywnego w wydaniu Alexisa de Tocqueville’a, czy Herberta Spencera.

Wolność bardzo często prowadziła także do tragedii, greckiej tragedii, w której to działanie bogów stawało się najbardziej osobistym, wyzwalającym prawem bohatera antycznego. Grecy, jakkolwiek zabrzmi to groteskowo, uważali się za wolnych i podporządkowanych jednocześnie. Z jednej strony tym, co odróżniało ich od jeńców i niewolników była właśnie wolność. Z drugiej jednak – konieczność,losfatumuczyły ich pokory i determinizmu. Nie byłoby więc w myśleniu greckim miejsca dla Kanta, który ujmując wolność w aspekcie kosmologicznym, stwierdza, że jest to samodzielność powodowania jakiegoś stanu rzeczy, a w aspekcie moralnym to podporządkowanie prawom przyjętym jako swoje.

Jak widać, po wolność i za wolnością iść można na barykady, ale nie dla każdego oznaczać będzie ona to samo. Czym zatem wolność była dla Johna Stuarta Milla, przywołanego już tutaj pod kryptonimem demoliberalizmu?

John Stuart Mill, czyli kto?

Sam liberalizm, jak każda koncepcja dająca pomysł na państwo, prawo i społeczeństwo, pozostaje niejednolita. Na pewno jednak przyjąć można wolność jako jej element scalający i jednocześnie centralny punkt, nazywany nierzadko obsesją, rozważań Johna Stuarta Milla. Traktat O wolnościzdaje się nieść definicję Millowi najbliższą: „jedynym celem usprawiedliwiającym ograniczenie przez ludzkość, indywidualnie lub zbiorowo, swobody działania jakiegokolwiek człowieka jest samoobrona, że jedynym celem, dla osiągnięcia którego ma się prawo sprawować władzę nad członkiem cywilizowanej społeczności wbrew jego woli, jest zapobieżenie krzywdzie innych”. W tym miejscu znaleźć można pierwszą wskazówkę dla kwalifikacji koncepcji Milla, stawiając go w opozycji do klasycznego rozumienia wolności w duchu liberalnym. Takie ujęcie wolności przekreśla bowiem zasadę, jakoby to sam człowiek był najlepszym sędzią w kwestii podejmowanych przez siebie działań, a zatem swoich uprawnień. Mill stoi jednocześnie w kontrze do myśli własnego ojca, Jamesa Milla, który to odrzucił obowiązek i sumienie jako determinanty ludzkiego postępowania. Dla Johna z kolei założenia te stanowią środek do celu. Wewnętrzna kultura indywidualności służyć ma pomnażaniu szczęścia innych ludzi i dobra społecznego. Nie dotyczy ona zatem wyłącznie sfery prywatnej, lecz przede wszystkim publicznej. Mill nawiązuje w swojej myśli także do wzorców antycznych, szczególnie Arystotelesa i jego koncepcji cnót intelektualnych oraz moralnych. Według Milla koncepcji wolności potrzeba więcej republikanizmu, by nie pozostała ukierunkowana wyłącznie na interes osobisty, lecz na dobro innych. Krytykował przy tym etykę chrześcijańską, uznając ją za zbyt egoistyczną. Dla Milla z samego faktu życia w społeczeństwie wywodzą się konkretne obowiązki, które mogą, a wręcz powinny być egzekwowane, albowiem społeczeństwu należy odpłacić się w formie przestrzegania prawa, pracy i ponoszenia ciężarów jego obrony. Skupia się on także na kontekście społecznym zachowań jednostek. Daje to podstawy do postawienia tezy o konieczności ograniczenia wolności słowa, kiedy „opinie stają się zachętą do szkodliwego społecznie czynu”. Pozostawszy w sferze cnót, od rządu Mill wymaga ich umiłowania, jak również szacunku dla inteligencji. Utożsamia to wręcz z właściwym pojmowaniem i wypełnianiem wolności jako ciągłego samodoskonalenia i rozwoju. Afirmuje on postawę proaktywną, nakierowaną na ciągły rozwój jako jeden z obowiązków ciążących na poszczególnych jednostkach. Mill sięga także do myśli niemieckich romantyków, a szczególnie Wilhelma von Humboldta, który stwierdza, iż to rozwój ludzki, w całej swej różnorodności, stanowi kluczowy element i priorytet ludzkiej egzystencji. Słowa te stały się także mottem dzieła Milla - O wolności. Nie można zatem oprzeć się wrażeniu, że propozycja wolności Milla posiada walor atrakcyjności wyłącznie dla elity społeczeństwa. Niższe, nieoświecone warstwy nie przyjmą jej jako swojej, albowiem ich rozwój dokonywać może się tylko do pewnego momentu, dopóki nie zostaną oni ograniczeni własnym pochodzeniem, a przez to – możliwościami tegoż rozwoju. Mill w swych rozważaniach promuje ludy „cywilizowane” i nie ukrywa, iż to do nich w pierwszej (jedynej?) kolejności kieruje swoją wizję. Na czele ludów tych stoi, rzecz jasna, Wielka Brytania jako wybitny przedstawiciel symptomów cywilizacji. Mill zatem, arbitralnie, przyznaje prawo do wolności jednym, w tym przypadku elicie zdolnej do rozwoju, którą jednostkowo uznaje za potencjalne źródło postępu, a jednocześnie wolności tej skąpi innym, tutaj warstwom niższym. One, jako barbarzyńskie, sprowadzone zostają do podporządkowanych władzy rządu, który to dopiero skierować miałby ich na drogę postępu. Najlepiej jednak, by drogą postępuokazała się przymusowa praca. W koncepcji Milla społeczeństwo zostaje zatem zróżnicowane na tych, którym wolno więcej z racji, iż więcej w nich surowego materiału natury ludzkiej oraz tych, którym wolno wyłącznie wypełniać wolę elit. W cenie pozostają jednak outsiderzy, wolnomyśliciele, otoczeni przez Milla czcią i szacunkiem dla geniuszu. Rozległe masy traktuje on natomiast jako zbiorową, uśrednioną miernotę, niezdolną do wykształcenia kompetentnych liderów na rzecz równych sobie, kiepskich aspirujących przywódców. Geniusz, zdaniem Milla, to sól ziemi, swego rodzaju nadczłowiek, zobowiązany do podążania za swoim umysłem, nierzadko w kierunku przeciwnym i na kursie kolizyjnym wobec mas społecznych.

Święty ogień w umysłach nielicznych

Kwestia oświecenia mas leżała jednak, w pewien sposób, na sercu Milla. Stwierdził on bowiem w liście, że „musimy być zadowoleni z utrzymywania świętego ognia w umysłach nielicznych, gdy nie możemy zrobić więcej, ale pojęcie intelektualnej arystokracji oświeconych, podczas gdy reszta świata pozostaje w ciemnościach, nie wypełnia żadnej z moich aspiracji”. Nie sposób nie ulec przekonaniu, iż liberalizm w wydaniu Johna Stuarta Milla skupiał się przede wszystkim na indywidualnym rozwoju jednostki, który zależy w największym stopniu od niej samej, od jej aspiracji i chęci. Uznawał on, że to indywidualizm właśnie w połączeniu z ekscentryczną postawą stanowią nośnik wolności. Tyrania zatem, w jego rozumieniu, zagrażała wolności jednostki dlatego, że stanowiła barierę dla jej nieograniczonego rozwoju. Mill nie twierdził jednak, iż wolność można wprowadzić lub znieść za pomocą ustawy. Zwracał uwagę na to, iż zadbać należy o to, by nie tylko nieograniczona władza nie krępowała jednostki, ale także ogół panujących nastrojów i opinia społeczeństwa. Zawiera się to w zasadzie wolności wyboru stylu życia. Ponadto, postuluje on wolność sumienia, druku, opinii oraz zrzeszania się. Mill tworzy tym samym wizję pewnej utopii, gdzie każdy z osobna stanowi autorytet, a wszelka dyskusja to merytoryczna, naukowa wymiana argumentów odbywająca się na zasadach zgodnych z duchem racjonalnego rozumu. W sferze gospodarczej natomiast, John Stuart Mill pozostawał umiarkowanym leseferystą, który dopuszczał możliwość incydentalnej interwencji państwa w gospodarkę. Poza tym, zadania państwa definiował jako te, które zapewnić miałyby przymusową, elementarną edukację, ochronę własności prywatnej, czy roztoczeniem opieki nad osobami niesamodzielnymi, niepełnosprawnymi.

Chcąc, nie chcąc wolności

Reasumując, John Stuart Mill i jego koncepcja niewątpliwie wyrastają z zasad leżących u podstaw liberalizmu. Zredefiniowany został jednak cel wolności. Przy gorącym poparciu wolności aktywnej, twórczej, Mill promował postawę proobywatelską zaangażowaną po pierwsze – w rozwój własny, po drugie – dla dobra ogółu. Wyszedł on zatem z założenia, że ludzie chcą być wolni, a przynajmniej powinni być. 

Jak jest dziś?

Moim zdaniem, ludzie w dalszym ciągu chcą być wolni, ale zdecydowanie bardziej chcą być bezpieczni. Całkowita wolność potrafi zaszumieć początkowo w głowie, ale w dalszej perspektywie budzi niepokój i zmusza do odpowiedzialności za własne czyny. Lubimy być wolni, niepodlegli, suwerenni, ale domagamy się jednocześnie ograniczeń tej wolności w obawie o swoją własną swobodę, co w naturalnej konsekwencji nakłada ograniczenia także na nas samych. Chcemy wolności. Wolności słowa, wyznania, myśli, sumienia, zrzeszania się, ale tym samym zdarza się nam ograniczać tę wolność innym, uznawszy ją za niebyłą ze względów ideologicznie nam odległych. A zatem, chcemy wolności, ale czy potrafimy z niej korzystać? John Stuart Mill dał nam tylko pewną, jedną z wielu zresztą, instrukcję obsługi wolności. W centrum jego liberalizmu stoi jednak człowiek, a wraz z nim – jego wolny wybór.

// Gabriela Masztafiak 

 

Źródła:

  • John Stuart Mill – „O wolności”, przeł. M. Ossowska, T. Kotarbiński, BKF, PWN, Warszawa 1959,
  • http://liberte.pl/john-stuart-mill-o-wolnosci-mysli-i-slowa/ [dostęp 15.04.2018]
  • Adam Plichta – „Koncepcja wolności Johna Stuarta Milla”, Biblioteka Cyfrowa [dostęp 15.04.2018]

Comments are closed.