CZY OPŁACA NAM SIĘ RODZIĆ?

On 3 maja 2016 by DO

To nie był żart, choć data niefortunna. 1 kwietnia rozpoczęło się przyjmowanie wniosków o wypłacenie świadczenia wychowawczego w wysokości 500 złotych w ramach sztandarowego projektu rządu. W ruch poszły już pierwsze pieniądze, ale dobrze to, czy źle? Spory nie cichną od roku, przyjrzyjmy się zatem, jak z polityką rodzinną radzą sobie zachodni sąsiedzi.

newsweek.pl

newsweek.pl

Bez względu na to, jak skrzywieni (lub wyprostowani) ideologicznie jesteśmy, nad kilkoma faktami pochylić muszą się wszyscy.

Europa się starzeje

Struktura wieku na naszym kontynencie jest bardzo niekorzystna. Przeważają społeczeństwa starzejące się, o niskim przyroście naturalnym. Spada współczynnik dzietności, co na przestrzeni kilkudziesięciu lat wygeneruje poważne problemy z wypłatą świadczeń emerytalnych, a także ze zwiększeniem wydatków na opiekę medyczną, zaś ludzi w wieku produkcyjnym będzie stanowczo za mało, by wypełnić lukę. Jedynym rozsądnym lekarstwem jest zwiększenie czynnika dzietności, a więc przekonanie obywateli, że posiadanie gromadki dzieci to dobra inwestycja. Najwydajniejszy współczynnik, pozwalający na elastycznie funkcjonujący mechanizm zastępowalności pokoleń waha się między 2,10, a 2,15. Opierając się na danych statystycznych Eurostatu z 2013 roku w Polsce wynosi on 1,29, podczas gdy państwo o najwyższym współczynniku dzietności to Francja z wynikiem 1,99 (średnia dla całej Unii Europejskiej to 1,55). Francja oczywiście słynie ze swojej hojnej polityki prorodzinnej, więc na tej podstawie można wnioskować, że stosowanie odpowiednich zachęt i ulg przez państwa dla rodzin może sprzyjać dzietności. Czy rzeczywiście tak jest? W gruncie rzeczy tak, większość krajów UE potwierdza tę zależność („Raport o ulgach podatkowych i świadczeniach rodzinnych w UE” z listopada 2015 roku firmy PricewaterhouseCoopers dostarcza dane na ten temat) jednak warto podkreślić, że nie zawsze. W Polsce program 500+ wcale nie musi przełożyć się na wzrost dzietności (ale może!). Wspomniana już Francja, a także Niemcy inwestują bardzo duże środki na wsparcie rodzin i o ile powyższy schemat sprawdza się w pierwszym kraju, to nasi sąsiedzi zza zachodniej granicy mogą „pochwalić się” współczynnikiem dzietności niewiele wyższym od Polski (1,43). Zupełnie odwrotnie jest na Litwie, gdzie pomimo jednej z najniższych kwot przeznaczonych na rozwój rodzin w UE (niższej nawet od polskiej) wynosi on 1,60. Do obalenia zależności „więcej pieniędzy=więcej dzieci” przyczynia się również porównanie przypadku Polski, której współczynnik dzietności jest nieznacznie niższy od współczynnika na Węgrzech, w Czechach, czy na Słowacji, choć u naszych południowych sąsiadów przywileje rodzicielskie są znacznie wyższe (dla przykładu na Węgrzech inwestuje się w rodziny trzykrotnie więcej niż u nas).

Co z tymi pieniędzmi?

Do najważniejszych wsparć finansowych jakie rodzina może dostać od państwa zaliczają się ulgi podatkowe i świadczenia rodzinne. Kwota bezpośredniej pomocy państw UE w tym zakresie (ujmowana całościowo) zgodnie z raportem PwC dla 4-osobowej rodziny (2+2), w której rodzice zarabiają średnią krajową i wychowują zdrowe dzieci w wieku 4 i 8 lat wynosi średnio 2 374 euro rocznie (9 819 zł). Polska mieści się w szarym ogonie statystyki Unii. Zajmuje niechlubne 24. miejsce (na 28), przyznając polskiej, modelowej rodzinie zaledwie 530 euro rocznie (2 224 zł). Gorzej wypadają jedynie kolejno Grecja, Litwa, Rumunia i Bułgaria.  Owe 2 224 zł w 100 proc. obejmuje ulga podatkowa, gdyż program 500+, realizowany zaledwie od miesiąca jest pierwszym świadczeniem prorodzinnym realizowanym w Polsce po 1989 roku. Dla kontrastu warto przyjrzeć się państwu, które najwięcej inwestuje w rodziny. Luksemburg rocznie przeznacza na ten cel 9 264 euro (39 218 zł), a zaraz za nim plasuje się Francja z kwotą 6 772 euro (28 669 zł).

Jednak jak to już zostało wykazane za pomocą współczynnika dzietności, inwestycje finansowe nie zawsze przekładają się na wzrost liczby urodzeń. Jak podaje GUS dla Polaków „główną przyczyną odkładania lub rezygnacji z posiadania dzieci są obawy przed nieudanym związkiem, a także strach związany z trudnościami w realizacji kariery zawodowej, brakiem odpowiednich warunków mieszkaniowych oraz pogorszeniem się poziomu życia (…)”. Ważne jest zatem, aby w pełni realizować politykę prorodzinną, nie skupiać się jedynie na jej wybiórczej części, aspekcie ilościowym, jaki stanowi polityka pronatalistyczna, czyli działania na rzecz powiększania liczby dzieci w rodzinie, ale wspierać i poprawiać funkcjonowanie rodziny w jej jakościowym wymiarze. Potrzebne są trwałe i długofalowe reformy systemowe sprzyjające ogólnemu progresowi warunków życia społeczeństwa, także rodziny, poprzez zapewnienie bezpieczeństwa pracy, wzrostu zatrudnienia, czy stabilnego wzrostu gospodarczego. Często przywoływany wzorzec, jaki w tym zakresie stanowi Francja prócz dużych środków finansowych dostarcza wielu ciekawych rozwiązań prorodzinnych, z których można czerpać przykład, jak np. podniesienie emerytury o 10% dla rodziców wychowujących trójkę dzieci, nawet 5-krotnie niższe podatki dla rodzin z dwójką dzieci (tak zwany iloraz rodzinny), czy szeroko zakrojona możliwość odliczenia od podatku wydatków (np. alimenty na dziecko we Francji odliczane są w całości).

Polska metamorfoza albo dalsza stagnacja

Potężny zastrzyk gotówki, jakim dla wielu rodzin będzie realizacja programu 500+ jest w gruncie rzeczy pozytywną tendencją zwrócenia się w stronę polskich rodzin, które w skali europejskiej są mocno zaniedbane, choć ponoć jesteśmy krajem pretendującym do bycia w czołówce przynajmniej Europy Środkowej. Motywy jakie kierowały partią rządzącą, ogłaszając projekt, choć wątpliwe etycznie to na pewno drugorzędne. W polityce w końcu zawsze liczy się działanie i skutki, a nie gadanie. Ale co z efektem? Na niego trzeba będzie poczekać jeszcze wiele lat, choć opozycja od dawna wskazuje na problem budżetowy, bowiem koszt programu szacuje się na 21,5 mld zł rocznie. Nie tylko opozycja, ale sama partia wycofała się z pierwotnej deklaracji, jaką było przyznanie świadczenia na każde dziecko do 18. roku życia. Ostateczna wersja wprowadza próg dochodowy na pierwsze dziecko, ale na każde drugie i kolejne brak już górnego limitu. Tu pojawiają się zastrzeżenia, czy program aby na pewno został dobrze skonstruowany. Czy nie zrodzi on patologii, w których matki ledwie utrzymującej się, samotnie wychowującej jedno dziecko program nie obejmie, a jej bogatych sąsiadów z trójką dzieci już tak? Czy wątpliwości budżetowe nie powodują u Polaków poczucia krótkotrwałości programu, choć efektywna polityka prorodzinna powinna być oparta na solidnych i długofalowych działaniach? Chociaż same pieniądze nie są gwarantem sukcesu polityki prorodzinnej to projekt PiS, mimo swojej wadliwości, można uznać za dobry krok do przodu, który być może stanie się katalizatorem dla najważniejszych partii politycznych, aby w końcu uwzględnić potrzeby podstawowych komórek społecznych, na których sprawnym funkcjonowaniu buduje się przecież kapitał państwowy.

//Wioletta Brzęcka

Comments are closed.