Drugi Obieg » Dereglamentacyjna krucjata

Dereglamentacyjna krucjata

On 24 kwietnia 2012 by Piotr Kaszczyszyn

Cała Polska protestami stoi. Przeciwko ACTA na ulice polskich miast wyszło tysiące młodych ludzi. Planowane zmiany w systemie ubezpieczeń społecznych spowodowały permanentny protest działaczy Solidarności.

Jednakże najbardziej apokaliptyczny scenariusz zarysowali przed rozEUROwanym społeczeństwem, protestujący w ostatnich dniach na ulicach Krakowa i Warszawy, taksówkarze, którzy zagrozili blokowaniem ulic w czasie samych mistrzostw. Całe to ?rozdzieranie szat? wynika, jak wszyscy pewnie już wiedzą, z planowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości zmian w dostępie do zawodów regulowanych. Należałoby sobie zadać jednak jedno zasadnicze pytanie: czy rzeczywiście diabeł zderegulowanej anarchii jest taki straszny, jak malują go taksówkarze i przedstawiciele pozostałych profesji, które mają być poddane ?przewietrzeniu? w pierwszej kolejności?

źródło: prawo.rp.pl

źródło: prawo.rp.pl

Gowin na celowniku

W Polsce mamy obecnie 380 zawodów z ograniczonym dostępem, o czym informowali w swoim raporcie eksperci z Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej, co sytuuje nas na ostatnim miejscu w Europie.  Iście syzyfowego wysiłku w celu rozbicia tego reglamentacyjnego muru postanowił podjąć się nowy minister sprawiedliwości, Jarosław Gowin. Tym samym stał się on wrogiem numer jeden dla przedstawicieli owych 49 profesji, które mają ulec ?rozkruszeniu? w fazie pierwszej deregulacyjnej krucjaty. Ich krytyczne głosy można było usłyszeć w wieczornych wydaniach wiadomości, każdej stacji telewizyjnej. Z jednej strony mamy do czynienia z zapowiadanymi profitami dla polskiej gospodarki i dla poszczególnych klientów, o których mówi minister Gowin i które mają wyniknąć właśnie z proponowanych zmian. Sami ?deregulowani? taksówkarz (a precyzyjniej wypowiadający się w imieniu protestujących przewodniczący NSZZ ?Solidarność 80? Sekcja Taksówkarzy Kraków, Paweł Kubas) twierdzą natomiast, że te propozycje uderzą w klientów, którzy narażeni będą na zdecydowanie niższą jakość świadczonych usług. Gdzie w takim razie zwrócić się w związku z tym swoistym klinczem między rządzącymi a rządzonymi? Moja propozycja brzmi: jak trwoga to do? klasyka! A konkretniej do Adama Smitha i jego największego dzieła ?Bogactwa narodów?, prawdziwej biblii ekonomii wolnorynkowej i myśli liberalnej.

Historia lubi się powtarzać

W jednym z rozdziałów tego, swoją drogą znakomitego dzieła, szkocki filozof podejmuje temat barier, jakie stały wówczas na drodze swobodnego przepływu pracy i kapitału. Jedną z tych przeszkód była historyczna poprzedniczka dzisiejszej korporacyjnej reglamentacji, mianowicie system cechowy. Smith poddaje ten wytwór swoistego mieszczańskiego lobbingu wobec monarchy, gruntownej krytyce. Pierwszym zasadniczym zarzutem jest fakt, iż struktura cechowa ogranicza współzawodnictwo przez zmniejszenie liczby osób pracujących w danym zawodzie w stosunku do liczby, która mogłaby w nim funkcjonować gdyby nie było wymogu wcześniejszego terminowania. Taka odgórnie zredukowana konkurencja prowadzi, w konsekwencji do podniesienia cen usług, co stanowi właściwy cel istnienia systemu cechowego.

Jednocześnie sami mistrzowie przy zmniejszonej konkurencji nie muszą podnosić jakości swoich usług, gdyż czynnik konkurencji jest maksymalnie zminimalizowany. Smith stoi na stanowisku, że ów kilkuletni wymóg terminowania, czyli de facto pracy bez wynagrodzenia, podejmowanej za to na konto mistrza, skutkuje z jednej strony obrzydzeniem zawodu, a z drugiej oducza pilności i rozleniwia, prowadząc tym samym do sytuacji, w której produkty przyszłego rzemieślnika będą marnej jakości.

Ponadto autor odrzuca przekonanie jakoby reglamentacja przez terminowanie stanowiła barierę eliminującą potencjalnych oszustów oraz ludzi, nienadających się do danego zawodu. To sam pracodawca jako podmiot gospodarczy winien decydować o tym kogo zatrudnić, a tymczasem system cechowy ?przeszkadza innym zatrudniać tego, kogo uważają oni za odpowiedniego?.  Po 225 latach od pierwszego wydania ?Bogactwa narodów? analogicznie wnioski wobec polskiego systemu regulacji zawodów, jak Smith wobec cechów, wyciągnęli eksperci z Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej, którzy we wspomnianym już wcześniej raporcie pisali o ograniczeniu konkurencji, zwiększonych kosztach reglamentowanych usług oraz zwracali uwagę na zjawisko wykorzystywania choćby aplikantów adwokackich czy radcowskich przez ich patronów do pracy, która leży tak naprawdę w obowiązkach samego patrona. O tej samej kwestii pisał Smith w kontekście relacji uczeń-majster.

Wskazali ponadto na negatywny wpływ reglamentacji profesji na konkurencyjność naszej gospodarki przez ograniczenie mobilności zawodowej, a także zwrócili uwagę na koszty, jakie ponosi państwo w związku z utrzymywaniem tegoż systemu oraz na problem inflacji polskiego prawa, do którego zapisy reglamentacyjne również się przyczyniają. Dodatkowo raport podnosi również kwestię bardzo wysokiego bezrobocia wśród młodych ludzi do 25 roku życia. Zmniejszeniu tego odsetka na pewno nie pomaga istniejący system utrudniający wejście na rynek pracy.

 

Bój o wolność

Tymczasem protestujący taksówkarze w swoich postulatach domagają się nie tylko przywrócenia egzaminu państwowego na taksówkarza, ale mówią również o przywróceniu limitu wiekowego kierowców i co najbardziej kuriozalne przywrócenia parytetu liczby licencji taksówkarskich w zależności od liczby mieszkańców danej gminy(sic!). Stopień bezczelności i buty formułującego takie postulaty związku zawodowego NSZZ ?Solidarność 80? (w żadnym wypadku nie imputuje, że te żądania są wspólne całemu środowisku taksówkarzy) jest niezwykły. Sztandarowym argumentem, którym szermują przedstawiciele otwieranych zawodów jest przekonanie, iż deregulacja doprowadzi do zalania tychże zawodów wszelkiej maści cwaniakami, oszustami i ludźmi o marnym poziomie fachowości. Tym samym protestujący stają się obrońcami klientów, którzy narażeni będą na straty pieniężne czy niezadowolenie z usług.

Po pierwsze, jak już wspominałem wcześniej, egzaminy licencyjne nie stanowią absolutnej bariery nieprzepuszczającej oszustów i bylejakości. Ale czy wobec braku tych barier nie pojawi się ich więcej? Owszem, jest to możliwe. Ba, nawet bardzo prawdopodobne! Ale równolegle z nimi pojawi się zdecydowana większość uczciwych pracodawców, którzy będą osobami racjonalnymi, zdającymi sobie bardzo dobrze sprawę z tego, że na oszustwach i braku umiejętności nie zarobią na dłuższą metę na życie, a w najgorszym przypadku mogą wylądować w więzieniu. Dzięki zwiększonej konkurencji owa jakość usług nie tylko nie spadnie, ale w dłuższej perspektywie wzrośnie.

Po drugie nie traćmy zdrowego rozsądku i pamiętajmy, że likwidacja barier wejścia do zawodów nie pociąga za sobą likwidacji choćby firm taksówkarskich, które na własną rękę będą weryfikować umiejętności swoich kierowców. A sądzę, że klienci częściej jednak korzystają z usług firm niż wolnych strzelców. Nie deprecjonujmy aż tak mocno zdolności racjonalnego podejmowania decyzji przez poszczególnych ludzi! Podobnie ma się kwestia w sprawie innych profesji, gdzie to pracodawcy będą decydować, kogo zatrudnić i myślę, że sami zadbają o to, żeby kompetencje ich pracowników były jak najwyższe. Natomiast w sytuacji, gdy ktoś sam zaczyna działalność gospodarczą to wydaje mi się oczywiste, że nie zacznie jej bez indywidualnego przygotowania, no chyba, że zależy mu na szybkim bankructwie.

W tej całej deregulacyjnej burzy jest jeszcze jeden niezwykle istotny aspekt. Reglamentacja jest przecież niczym innym jak ograniczeniem wolności człowieka. Z jednej strony wyręcza się pracodawców w wyborze pracowników, ograniczając odgórnie pole tego wyboru, o czym oczywiście pisał już Smith: ?Czuła troskliwość ustawodawców, aby pracodawcy nie zatrudnili przypadkiem osoby nieodpowiedniej, jest oczywiście równie niewłaściwa jak krępująca?. Jeszcze mocniej akcentował on fakt ograniczenia wolności tego, który dany zawód chciałby podjąć:, ?Ponieważ własność, jaką dla każdego człowieka jest jego własna praca, stanowi pierwotną podstawę wszelkiej innej własności, jest przez to najświętsza i nienaruszalna. Dziedzictwem biednego człowieka jest siła i zręczność jego rąk: przeszkadzać mu w tym, by używał tej siły i zręczności w sposób, jaki uzna za właściwy, nie przynosząc szkody bliźniemu, jest po prostu pogwałceniem owej najświętszej własności?.

Raport Fundacji zwraca natomiast uwagę na sprzeczność reglamentacji zawodów z naszą konstytucją, która w artykule 65 ust. 1 zapewnia każdemu wolność wyboru i wykonywania zawodu oraz wyboru miejsca pracy. Ograniczeniem tych możliwości winna być tylko ochrona zdrowia publicznego czy bezpieczeństwa publicznego, a większość regulacji reglamentacyjnych nie spełnia tych warunków. Reglamentacja tejże wolności jest jeszcze bardziej dotkliwa, jeśli weźmiemy pod uwagę ilość czasu, jaką w naszym życiu spędzamy w pracy, o czym mówi umieszczony w tym fragmencie raportu znakomity cytat z ?Konstytucji wolności? Friedricha von Hayeka. Dlatego też z całego serca kibicuje ministrowi Gowinowi, aby z tej deregulacyjnej krucjaty wrócił z tarczą, a nie odwrotnie.

Dodaj komentarz