DETROIT – UPADŁY ANIOŁ AMERYKAŃSKIEJ MOTORYZACJI

On 18 stycznia 2014 by DO

Detroit, niegdyś perła w koronie Amerykańskiego sektora motoryzacyjnego, dziś wstydliwy przypadek o którym mieszkańcy USA woleliby zapomnieć.

James Scott Fountain

James Scott Fountain

Z biegiem lat wszyscy zaczęli opuszczać stary schorowany organizm miasta, od finansowych elit, przez fabryki samochodów, kończąc na rządzie USA. Pozostały wyludnione ulice przypominające  o upadłym przemyśle, który kiedyś rozkwitał zapewniając mieszkańcom godziwe środki do życia. Oficjalne bankructwo, które nastąpiło 7 lipca 2013 roku przekreśliło wszelkie nadzieje na szybką poprawę.

Niegdyś czwarte największe miasto w Stanach Zjedenoczonych, dziś zajmuje zaledwie osiemnaste miejsce w rankingu. Demograficzna degradacja przyspieszyła gwałtownie podczas kryzysu gospodarczego w 2007 roku. W latach pięćdziesiątych Detroit mogło pochwalić się dwoma milionami mieszkańców, obecnie ta liczba skurczyła się do siedmiuset tysięcy. Jedna trzecia z nich żyje w ubóstwie. Czy sytuacja Detroit jest niewielką wpadką amerykańskiego systemu czy początkiem problemów, z którymi za niedługo będą musiały zmierzyć się kolejne metropolie?

W latach 1910 – 1950 Detroit przeżywało swój największy rozkwit. Populacja miasta wzrosła w tym okresie z 400,000 do 1,84 miliona pod wpływem inwestycji w przemysł samochodowy i maszynowy. Od 1950 roku głównie dwa czynniki zaważyły na stopniowym upadku. Pierwszym z nich jest automatyzacja wielu procesów w fabrykach, co zmniejszyło zapotrzebowanie na pracowników i pobudziło wzrost bezrobocia. Drugi czynnik to postępująca deindustrializacja, spowodowana przeniesieniem przemysłu samochodowego do Azji, gdzie siła robocza jest tańsza, a podatki niższe niż w Stanach.

W latach 60. w Detroit można było zaobserwować silną emigrację finansowych elit i klasy średniej do sąsiednich miast i na przedmieścia, co mocno nadwyrężyło przychody z podatków. Dziura w budżecie musiała zaowocować gorszymi usługami miejskimi, tym samym przyczyniając się do dalszej emigracji i procesu wyludniania. Kolejny exodus klasy średniej nastąpił w latach 80.

Detroit jest doskonałym przykładem na wyniszczający charakter wielkich nierówności funkcjonujących w obrębie jednej aglomeracji. Bogate elity wynoszące się na przedmieścia pozostawiły nie tylko centra handlowe, kliniki i miejsca rozrywki. Miasto przestało czerpać korzyści podatkowe z zamożnych mieszkańców, którzy zaczęli zasilać budżet bogatych subburbiów.

Kryzys Detroit jest też konsekwencją wzrostu znaczenia Azji i pojawieniem się tam nowych rynków zbytu. Amerykańskie korporacje wolały zostawić robotniczą społeczność Detroit, bo dziś bardziej opłaca się produkować samochody w Wietnamie i sprzedawać je chińskiej bądź hinduskiej klasie średniej. Kapitał nie ma przecież narodowości…

W momencie kiedy piszę ten tekst, niegdyś jedno z najbogatszysch miast Stanów Zjednoczonych i największa aglomeracja stanu Michigan stara się wynegocjować w sądzie prawo do obcięcia pensji pracownikom służb miejskich. Fundacje i prywatni darczyńcy są proszeni o zebranie 500 milionów dolarów, by chronić zbiory tamtejszych muzeów przed wyprzedaniem kolekcji dzieł sztuki. Wszystko na obrzeżach największej gospodarki świata, pod nosem stolicy światowego supermocarstwa.

//Amadou Guindo

Dodaj komentarz