DOŁUJĄCY FRANÇOIS

On 25 października 2013 by Kamil Popiela

W 2012 roku wygrał wybory. Teraz rozpaczliwe walczy o przetrwanie. Jeśli François Hollande nie zweryfikuje swej polityki, to przegra i to dotkliwiej niż jego poprzednik, Nicolas Sarkozy.

źródło: http://img.ibtimes.com/

źródło: img.ibtimes.com

Blisko półtora roku wystarczyło, by François Hollande roztrwonił swój polityczny kapitał. Był to czas nadzwyczaj zły dla francuskiego socjalisty. Od początku kadencji jego poparcie dramatycznie spadło, a reformy (głównie te ideologiczne) nie zjednały mu sprzymierzeńców.

Najgorszy w półwieczu

Francuska prasa podkreśla, że do tej pory Pałac Elizejski mógł liczyć na lojalność tych wyborców, którzy głosowali za Hollande’em w wyborach prezydenckich; teraz i to się skończyło. Wyborcy, zwykle popierający lewicę, zaczynają kwestionować działania rządu i prezydenta. Recesja trwająca do połowy 2013 roku, a później minimalny wzrost gospodarczy oraz masowe zwolnienia w dużych koncernach, przyczyniają się do negatywnego postrzegania władzy wśród francuskiego społeczeństwa. Bezrobocie nad Sekwaną jest najwyższe od 15 lat. Popularność prezydenta za to jest najmniejsza od początków V Republiki, czyli od 1958 roku. Według sondażu przeprowadzonego przez Institut Français d’Opinion Publique (IFOP) w październiku 2013 roku, działania Hollande’a aprobuje zaledwie 23 proc. mieszkańców Francji.

W dół

Każde polityczne posunięcie Hollande’a jest źle oceniane przez większość społeczeństwa. Jego flagowa reforma umożliwiająca, zgodnie z prawem, zawieranie przez osoby tej samej płci związków małżeńskich, okazała się wizerunkową klęską. Wielu Francuzów w 2012 roku głosowało na Hollande’a, nie z racji jego programu, lecz przeciwko Sarkozy’emu, stąd wzrost społecznego niezadowolenia z wprowadzanych zmian. Wielotysięczne protesty przeciwników francuskiej homorewolucji (większe od manifestacji jej zwolenników) tylko dodały łyżki dziegciu do beczki miodu.

Wysokie podatki? Niedoczekanie!

Kolejna „reforma”, która miała przysporzyć sympatii prezydentowi wśród przedstawicieli klasy średniej, nie powiodła się. Pomysł nałożenia podatku w wysokości 75 proc. dla najbogatszych mieszkańców Republiki, często zarabiających ponad milion euro rocznie, upadł po tym, jak został odrzucony przez francuski Trybunał Konstytucyjny.

Sam Gérard Depardieu przedwcześnie opuścił kraj swoich przodków, a mimo to swego wyboru raczej nie żałuje, bo w Rosji jest traktowany jak król. W oczach prezydenta Putina jest swoistą maskotką, z którą warto się pokazywać, chociażby dla ocieplenia wizerunku przywódcy Rosji.

Pan Normalny

Prezydent Hollande, mimo kolejnych niepowodzeń, kontynuuje swoją politykę, stara się zaistnieć i zapisać w historii Francji jako osoba, która odbierała bogatym a dawała biednym. Po odrzuceniu przez Trybunał Konstytucyjny opodatkowania najbogatszych obywateli, zapowiedział nałożenie kolejnego podatku, tym razem na najbogatsze… firmy. Podatek ów miałby obowiązywać maksymalnie przez 2 lata. Problem w tym, że prezydent zdaje się być oderwany od rzeczywistości, nie wyczuwa nastrojów społecznych. Wymyślanie kolejnych „reform dla reformowania” nic nie da. Jeśli Hollande nie znajdzie złotego środka i pomysłu na siebie to może już szykować się do opuszczenia Pałacu Elizejskiego za trzy i pół roku.

Gdzie podział się ten urzekający Francuzów skromny człowiek, przemierzający ulice Paryża skuterem? Jego polityczny wizerunek „człowieka z ludu”, „Pana Normalnego” (jak nazywano go w czasie kampanii w 2012 roku) jadającego przez francuską stolicę lunche, spowszedniał. Brak pierwszej damy, która mogłaby ocieplić jego przekaz, jest z pewnością kłopotem. Valérie Trierweiler, pierwsza konkubina Francji, nie jest darzona nad Sekwaną tak wielką sympatią jak jej poprzedniczka, pierwsza dama – Carla Bruni-Sakrozy. Mimo naturalnego wyglądu i dużej empatii w kontaktach z Francuzami (Trierweiler jest znaną dziennikarką), nie jest w stanie pomóc swojemu partnerowi.

W kraju źle. Cel: zagranica!

Nicolas Sarkozy nie był lubiany za obnoszenie się z wystawnym trybem życia i nonszalanckie nierzadko zachowanie. Francuzi go nie znosili, jednak cenili jego aktywność na arenie międzynarodowej – szczególnie za współpracę w duecie Merkozy (z kanclerz Niemiec Angelą Merkel). Hollande po roku prezydentury, obfitującej w serię reformatorskich porażek postanowił pójść w ślady Sarkozy’ego.

Niebywałą okazją wydawała się wojna w Syrii, która trwa w tym państwie już kilka lat, bez szczególnego zainteresowania społeczności międzynarodowej. Do czasu. Dokładnie do 21 sierpnia, kiedy na przedmieściach stolicy Syrii – Damaszku – jedna z walczących stron użyła broni chemicznej. Francuski prezydent zdecydowanie stwierdził, że użycie sarinu „nie może pozostać bezkarne”. Wszelkie działania uzależniono jednak od ruchu Baracka Obamy, który zwlekał z podjęciem kluczowej decyzji. Nastroje nad Sekwaną nie wróżyły Hollande’owi nic dobrego. Ponad dwie trzecie obywateli Republiki sprzeciwiało się nalotom na Syrię. Obama z czasem odwołał operację militarną, zupełnie nie przejmując się opinią francuskiego prezydenta. I tak Hollande poniósł kolejną klęskę, w kraju nazwano go sługusem Stanów Zjednoczonych. Na szczęście dla niego, pokojowa Nagroda Nobla nie została przyznana Władimirowi Putinowi (za przejęcie inicjatywy w sprawie konfliktu syryjskiego), a Organizacji do spraw Zakazu Broni Chemicznej.

Jednokadencyjni prezydenci

Krótko mówiąc Hollande ma pecha w polityce. Nawet decyzje, które powinny przysporzyć mu popularności, a w najgorszym razie nie pogorszyć notowań, obracają się przeciwko niemu. Punktem zaczepienia może być dalsze zacieśnienie współpracy w obrębie Trójkąta Weimarskiego, a szczególnie z Polską, w ramach wspólnej polityki rolnej Unii Europejskiej. Za to w kraju socjalistyczny rząd koniecznie musi rozpocząć współpracę z opozycją oraz złagodzić swą lewicową politykę, by zawalczyć o wyborców centrowych. Brak widocznych zmian jeszcze bardziej wzmocni pozycję Marine Le Pen – przywódczyni Frontu Narodowego, która staje się murowaną kandydatką tej partii na prezydenta w czasie wyborów w 2017 roku.

Dodaj komentarz