DWIE UKRAINY

On 31 marca 2014 by Kamil Popiela

Jeszcze w listopadzie nikt nie spodziewał się, że protesty studentów na Euromajdanie przeobrażą się w krwawą rzeź i staną się przyczyną ucieczki z kraju prezydenta Wiktora Janukowycza, uwolnienia Julii Tymoszenko, a być może doprowadzą również do podziału kraju. 

Fot. Kevin Lamarque/REUTERS

fot. Kevin Lamarque/REUTERS

U kraja, z brzegu, na kraju – etymologicznie określenie nazwy Ukraina doskonale odnosi się do obecnej sytuacji tego państwa. Położenie geograficzne Ukrainy jest, delikatnie mówiąc, niekomfortowe: ze wschodu Rosja, na południu stacjonująca na Krymie flota czarnomorska (też rosyjska), za Morzem Czarnym Turcja z jedną z najnowocześniejszych armii na świecie, z północy Białoruś z dyktatorem Łukaszenką, a na zachodzie m.in. Polska, która jest zarazem krajem granicznym Unii Europejskiej.

Quo vadis?

Po odzyskaniu niepodległości w 1991 roku Ukraina musiała prowadzić politykę dwutorową z naciskiem na relacje ze wschodnimi partnerami z Moskwy. Wszystko zaczęło się zmieniać chwilę po pomarańczowej rewolucji w 2004 roku. Proeuropejscy przywódcy protestów w późniejszych latach podzielili się władzą: Wiktor Juszczenko został prezydentem, Julia Tymoszenko – premierem. Rozczarowali swój naród na tyle, że Juszczenko przegrał walkę o reelekcję z Wiktorem Janukowyczem, a rząd Tymoszenko został rozwiązany z powodu „katastrofalnego”, zdaniem ówczesnej opozycji (Partii Regionów Mykoły Azarowa), stanu gospodarki kraju.

Janukowycz politycznym zerem

Po objęciu władzy w 2010 roku Janukowycz nieco się zmienił. Był, zdaniem Ukraińców, osobą rozsądną, prowadzącą rozmowy dwutorowo. Nie skupiał się tylko i wyłącznie na kontaktach z Putinem – jak można było się tego spodziewać. Pertraktował również z politykami z Unii Europejskiej. Ukraińców karmił marzeniami o lepszej przyszłości. Zapowiedział podpisanie umowy stowarzyszeniowej z zachodnimi państwami. Jego słowa wywołały wielkie zaskoczenie, przede wszystkim u jego politycznych przeciwników. Sondażowe poparcie dla prezydenta utrzymywało się na bardzo wysokim poziomie do listopada 2013 roku. I wciąż byłoby wysokie, gdyby ukraińska głowa państwa nie zboczyła z raz obranego kursu. Kilkoma niefortunnymi decyzjami doprowadziła do kryzysu, który w niedługim czasie przerodził się w konflikt o randze międzynarodowej.

Obecnie Janukowycz jest przegrany nie tylko w oczach ukraińskiej opozycji czy zachodnich polityków. Jest uważany za zdrajcę także przez wielu działaczy jego ugrupowania – Partii Regionów. Na straconej pozycji jest również u Władimira Putina, z którym od lat żył w dobrych relacjach. Głowa rosyjskiego państwa wciąż uznaje go za konstytucyjnego przywódcę Ukrainy, przynajmniej do majowych wyborów prezydenckich. Jednak Janukowycz już teraz jest politycznym zerem i Putin dobrze o tym wie.   

Kulą w Majdan

W lutym 2014 roku doszło do pierwszych , najbardziej krwawych starć w Europie od czasów wojny na terenie byłej Jugosławii. Jeszcze na początku stycznia mało kto brał pod uwagę konflikt zbrojny na starym kontynencie. Noc z 19 na 20 lutego była najbrutalniejszą w 23-letniej historii Ukrainy. Życie straciło wtedy około 70 osób, dokładna liczba ofiar jest trudna do zweryfikowania: w mediach panował wówczas chaos podobny do tego na kijowskich ulicach. Do protestujących, którzy zasłaniali się tarczami ze sklejki, kołpaków czy blachy, strzelali snajperzy, umiejscowieni na dachach budynków: przede wszystkim w okolicach ulicy Instytuckiej, nazwanej po krwawych starciach Ulicą Bohaterów Niebiańskiej Sotni. Uliczni bojownicy nie mieli szans. Amunicja przebijała ich uzbrojenie bez większych problemów. Ginęli jeden po drugim. Ich śmierć była przyczynkiem do zmian na Ukrainie i do zrewidowania stanowiska Unii Europejskiej oraz Stanów Zjednoczonych. Taki jest świat – działanie post fatum jest wygodniejsze od zapobiegania rozlewowi krwi.

Zabawa w kotka i myszkę

Z końcem igrzysk olimpijskich w Soczi do gry wkroczył Władimir Putin. Wydarzenia na Ukrainie zmusiły go do niesienia tak zwanej pomocy humanitarnej i zapewnienia bezpieczeństwa Rosjan zamieszkujących Krym. Przez kolejne dni w krymskich miastach pojawiło wielu uzbrojonych żołnierzy, mimo że przywódca Rosji zapewnił, że nie wydał rozkazu interwencji na półwyspie. Jego zdaniem osoby w mundurach zaopatrzyły się w takowy sprzęt w sklepach. Putin twierdził, że w rosyjskie umundurowanie, a co za tym idzie również broń, można się wyposażyć w pierwszym lepszym markecie. To jawne żartowanie z opinii międzynarodowej i bezradnych polityków Unii Europejskiej. Także prorosyjski premier Krymu Sergiej Aksjonow zaznaczył, że informacje o rosyjskim wojsku na Krymie są bzdurą. „Moskwa nie przysyłała żadnych żołnierzy” – zapewniał. Zgoła odmienne informacje były publikowane przez światowe agencje prasowe, które wielokrotnie donosiły o konwoju kilkudziesięciu pojazdów i transporterów przewożących ciężko uzbrojone wojsko, i zmierzającym do bazy nieopodal Symferopola, stolicy Krymu.

„Pokojowa” walka o Krym

Do 2014 roku Krym politycznie należał do Ukrainy. Historycznie od lat bardziej związany był z Rosją. W latach 40. masowo przesiedlano tam ludność, aby większość stanowili Rosjanie. Obecnie na 2-milionowym półwyspie mieszka ok. 60 proc. Rosjan, a zaledwie co czwarta osoba to Ukrainiec. 16 marca na Krymie przeprowadzono referendum, którego wyniki były do przewidzenia. Blisko 97% mieszkańców opowiedziało się za przyłączeniem do Rosji.

Władimir Putin zabawił się kosztem całego świata, określając się mianem osoby przestrzegającej prawo międzynarodowe. Pod koniec lutego zaznaczał, że nie rozpatruje wariantu przyłączenia Krymu do Rosji. „Tylko obywatele w warunkach wolności mogą i powinni określać swoją przyszłość. O ile wiem, prawa narodów do samostanowienia, zapisanego w odpowiednich dokumentach ONZ, nikt nie uchylił. Jeśli zezwolono to zrobić Albanii czy w innych częściach świata, to trzeba i na Krymie szanować prawo narodu do samookreślenia. My nie będziemy prowokować nikogo do takiej decyzji ani podgrzewać takich nastrojów” – zaznaczył. 19 marca w specjalnym orędziu do rosyjskich izb parlamentu: Dumy Państwowej i Rady Federacji oznajmił, że Krym jest częścią Rosji. Decyzję tę podjął nie zważając na apele społeczności międzynarodowej. Zdumiewające jest to, że działania w sprawie przyłączenia Krymu, czy interwencja dyplomatyczna w sprawie konfliktu w Syrii we wrześniu 2013 roku, spowodowały, że Putin jest w ścisłym gronie osób, które mogą otrzymać Pokojową Nagrodę Nobla. Wypowiedzi przywódcy Rosji zmobilizowały administrację Baracka Obamy do stanowczych kroków. Na kilkugodzinnej konferencji prasowej Amerykanie wyliczali nieścisłości w przekazie Putina. John Kerry, amerykański sekretarz stanu zaznaczył, że „rozkręcana przez Rosję fałszywa narracja, mająca usprawiedliwić jej nielegalne działania na Ukrainie, każe stwierdzić, że świat nie widział tak zdumiewającej rosyjskiej fikcji od czasu, kiedy Dostojewski napisał: »Równanie dwa dodać dwa równa się pięć nie jest pozbawione atrakcyjności«”.

Nieobliczalna Ukraina

Wydarzenia za naszą wschodnią granicą zaprzeczyły polskiej koncepcji powolnych zmian, której pomysłodawcą był Tadeusz Mazowiecki. Oczywiście Ukraina jest w innej sytuacji niż Polska w 1989 roku, ponieważ formalnie uwolniła się spod wpływów Związku Radzieckiego i uzyskała niepodległość 23 lata temu. Niemniej jednak opozycja w Kijowie pokazała jak w kilka dni można odwołać prezydenta, przywrócić starą konstytucję, uwolnić więźniów politycznych, powołać nowy rząd oraz rozpisać przyspieszone wybory prezydenckie. Idąc tym śladem, podobnie zrobiono na Krymie. Wielu Polaków zastanawia fakt, że pomniki Lenina przetrwały na Ukrainie tak długo od odzyskania niepodległości. Nikomu nie przeszkadzały one nawet w czasie pomarańczowej rewolucji, podczas której zmieniono polityczny kurs tego państwa na prozachodni. W Polsce większość komunistycznych obelisków z Leninem i innymi „zasłużonymi” zniszczono względnie szybko.

Ukraińska rewolucja nie jest pierwszą, lecz mam nadzieję, że ostatnią. Gospodarka tego państwa jest w opłakanym stanie i tylko reformy, prawdziwe reformy (w tym skuteczne zapobieganie korupcji) pozwolą uniknąć kolejnych napięć za kilka lat. Teraz Ukraińcy muszą zacisnąć zęby i przetrwać to, co Polacy przeżywali w latach dziewięćdziesiątych. Ukraino, powodzenia!

//Kamil Popiela

TEKST z #DO13:

[str. 16-17]

OKŁADKA  (1)

Dodaj komentarz