ERA SUPERBOHATERA

On 28 lutego 2015 by DO

Zasiadamy wygodnie w czerwonym, kinowym fotelu z kubłem popcornu w rękach. Sala pęka w szwach, naokoło słuchać nerwowe pomruki. Światło powoli przygasa, panuje atmosfera ekscytacji i wyczekiwania. W tle pojawia się muzyka, projektor idzie w ruch…

(Nie)wszyscy bohaterowie Marvela

Nie, to nie relacja z premiery nowego filmu Jamesa Camerona czy kolejnych Gwiezdnych wojen. To jedynie relacja z promocyjnego spotkania zorganizowanego przez Marvel Studios w jednym z amerykańskich kin. Spotkania, na którym ogłoszono wielki plan czteroletni obejmujący jedenaście filmów o superbohaterach. Spotkania, na którym nie pokazano żadnego fragmentu zapowiadanych produkcji, żadnego zwiastuna, teasera, plakatu. Jedynie tytuły i daty. To jednak wystarczyło, by po każdej wyskakującej na ekranie zapowiedzi z widowni dochodziły okrzyki fascynacji i uwielbienia, a internet wybuchł od spekulacji, przewidywań i burzliwych dyskusji na filmowych forach. Kto zagra Doctora Strange? Kim są Inhumans? Captain Marvel! Wow!

Od czasu wypuszczenia pierwszego Iron Mana, Marvel nabierał rozpędu w szaleńczym tempie, by w końcu stać się najsolidniejszą i najmniej zawodną, jak się wydaje, marką w Hollywood, a przede wszystkim ogromną maszynką do robienia pieniędzy. Nie przypominam sobie, by jakiekolwiek studio zdecydowało się na tak bezczelnie odważny krok i wyjawiło swoje wszystkie plany na kilka lat do przodu. Superbohaterowie Marvela przeżywają wprawdzie swoją złotą erę, ale skąd pewność, że ta ogromna fascynacja nie zrodzi w pewnym momencie uczucia przesytu? Wprawdzie to wciąż tylko dwa obrazy rocznie, ale między nimi studio wcale nie próżnuje; z wyrachowaniem dozuje obsadowe newsy i regularnie wypuszcza kolejne trailery lub teasery trailerów grając swoim fanom na nosie. Nie dość, że Marvel niedługo spróbuje wcisnąć nam film o człowieku mrówce, to pierwszy reklamowy film opublikował w rozmiarach odpowiadającym skurczonemu bohaterowi. Jednym słowem, nie widać na nim nic poza końcowym ogłoszeniem z datą premiery. Premiery nie filmu, a zwiastuna, rzecz jasna.

Ciężko przewidzieć, co stałoby się, gdyby Ant-Man okazał się być finansową klapą. Czy wtedy studio zrewidowałoby plany dotyczące przyszłości swojego uniwersum czy mimo wszystko poszłoby za ciosem. Z drugiej strony ciężko uwierzyć, by z kolejnym hitem ze stajni Marvela mogło stać się cokolwiek złego. Mówimy tu w końcu o wytwórni, która z historii o gadającym szopie w kosmosie zrobiła króla tegorocznego boxofficu. Wszystko wskazuje na to, że jedynym poważnym wrogiem marvelowskich herosów mogą być oni sami, a konkretnie coraz bardziej przytłaczający natłok informacji z nimi związanych.

A przecież Marvel to jedynie wierzchołek góry lodowej. Gdzieś z tyłu z wywieszonym językiem pędzi studio DC Comics, które za wszelką cenę chce dorównać dziejowym konkurentom. Zadanie wydaje się być wyjątkowo karkołomne. O ile Marvel w tym wyścigu od początku występuje w roli lidera, o tyle DC długo nie mogło w ogóle ruszyć z miejsca, a gdy już udało się wypuścić nowego Supermana okazało się, że od razu trzeba dorzucić mu do pomocy Batmana, bo sam nie jest w stanie udźwignąć na swoich potężnych barkach nowego kinowego świata. Człowiek ze stali zebrał bowiem, mówiąc eufemistycznie, bardzo mieszane recenzje. Mroczny i poważny ton pasował do tajemniczego Mrocznego rycerza i skorumpowanego, dusznego Gotham, ale trudniej było przenieść go na grunt opowieści o latającym kosmicie w niebieskim lateksie. Wytwórnia DC poszła jednak tą ponurą ścieżką i nie chcąc być gorsza od konkurencji, ogłosiła swój filmowy plan, na dodatek o rok dłuższy. To wyjątkowo odważna, jeśli nie powiedzieć bezmyślna, decyzja, by tworzyć swoje własne kinowe uniwersum w oparciu o film, który został przyjęty dość cierpko. Zapowiedzi wytwórni elektryzują fanów, a ogłoszenie długo wyczekiwanego starcia Supermana z Batmanem było bodaj największym wydarzeniem zeszłorocznego Comic-conu w San Diego. Mimo to wszyscy przyglądają się tym hucznym planom ze sporym dystansem. Podczas gdy herosi Marvela rzucają ironiczne dowcipy, słuchają tanecznych hitów z lat 80. i co film zmieniają kolorową garderobę, DC zafundowało nam szary, apokaliptyczny świat pełen rozdartych psychicznie bohaterów stojących w deszczu z marsowymi minami, mnóstwo efektów slow motion i chóralnej muzyki. Ciężko wyobrazić sobie jak w takich klimatach odnajdzie się choćby Aquaman…

Zarówno Marvel, jak i DC stały się mimowolnie prekursorami tworzenia przez kolejne wytwórnie kinowych uniwersów. Być może kluczem do sukcesu nie jest jedynie ekranizowanie poczytnych komiksów. Ostatecznie jeszcze rok temu nikt nie wiedział kim są Strażnicy galaktyki, którzy nieoczekiwanie okazali się być jednym z największych kasowych sukcesów spośród wszystkich dotychczasowych dzieci Marvel Studio. Może chodzi tu o samą wielopoziomową konstrukcję, przypominającą wieloodcinkowy telewizyjny serial. W końcu dzisiaj to właśnie produkcje telewizyjne najbardziej aktywizują fanów, którzy tworzą strony i fora, na których dyskutują o ukrytych smaczkach i przewidują dalsze losy ulubionych bohaterów. Przeniesienie tego schematu na kinowe produkcje wydaje się sprawdzać idealnie. W sieci roi się od spekulacji na temat losów Hulka, czasie połączenia ziemskiej części świata Marvela z kosmicznym, a po każdym kolejnym filmie całe kino wyczekuje przez kilkunastominutowe napisy końcowe, tylko po to by obejrzeć kilkusekundową scenę ukrytą na końcu.

Tak aktywnego fandomu pozazdrościł konkurencji Universal, który po cichu ogłosił odgrzanie filmowego uniwersum swoich słynnych potworów. W przygotowaniu jest Mumia, Frankenstein i Van Helsing. Wszystkie historie ma łączyć właśnie jeden wspólny świat. Pierwszy z tej serii Dracula, który ukazał się w ubiegłym roku, nie nastraja jednak zbyt pozytywnie na przyszłość.

Tworzenie kinowych seriali nie wszystkim musi wyjść na dobre, ale wytwórnia Disneya po ogromnym sukcesie Marvela konsekwentnie idzie za ciosem. Trylogia czy nawet saga to już zdecydowanie za mało. Potrzeba następnej kinowej serii, która wciągnie widzów na długie lata. Dlatego nadchodzące Gwiezdne wojny nie będą jedynie serią pojedynczych filmów. Wszystko wskazuje na to, że zamienią się w kolejny pełnometrażowy tasiemiec i razem z planowanymi spin-offami stworzą nowe, rozległe uniwersum.

//Dawid Barański

Comments are closed.