FILOZOFIA A HISTORIA

On 28 stycznia 2016 by DO

To od możliwości nieschematycznego myślenia i od jej wcielania w praktykę wywodzi się nasza cywilizacja. Bez tych praktyk nie byłaby możliwa refleksja Sokratesa, Platona, Arystotelesa i wielu innych znamienitych filozofów.

antikforever.com

antikforever.com

Niewątpliwie, cała struktura filozofii stanowi „przypisy do Platona”, które wraz z pojawianiem się nowych konstruktów myślowych stanowią częściowe modyfikacje teorii poprzednio zasłyszanych i zakodowanych w ludzkiej pamięci na skutek mechanizmu nabywania kompetencji tychże konstruktów wcielanych w życie przez orędowników danych tez. Wraz z pogłębianiem się danych teorii wytwarzało się poczucie narastającej modyfikacji myśli w kierunku jej nadmiernego opakowania w poszczególne schematy wytworzone przez rzeczywistości i będące jej następstwami w latach późniejszych. Skutkowało to wytworzeniem ludzkiej świadomości człowieka XXI wieku, na którą składa się szereg filozofii, nierzadko sprzecznych ze sobą u samych podstaw. Co ciekawe, ta sprzeczność jest tylko pozorna. Wchodząc głębiej w umysł ludzki stwierdzić możemy, iż sprzeczność nie polega na immanentnej negacji idei i konfrontowaniu jednej myśli z drugą, lecz na selektywnym wyciąganiu pewnego dogmatu, tudzież teorii, i łączeniu ich w odmiennych od siebie kwestiach immanentnego porządku filozoficznego istoty ludzkiej.

Problem a ludzkie skłonności

Przyglądając się szerzej temu zjawisku stwierdzimy, że zawiłość poglądowa człowieka oraz jego skomplikowanie w kwestiach społecznych wraz z kolejnymi epokami wzrasta. Nieuchronną konsekwencją przejścia epok jest narastanie i nakładanie się nacechowań filozoficznych, co powoduje, iż do codziennego komunikowania potrzebujemy języka o wiele bardziej wymagającego niż ten, którym posługiwali się choćby nasi przodkowie. Automatycznie dotyczy to także trybu naszego życia i nieustannego pędu za wiedzą, nie zawsze należycie konsumowanych. Efektem tego jest także wzrost scholaryzacji, który zostaje potęgowany postępem cywilizacyjnym i ekonomicznym, który nakazuje ludziom dostosowywać się do ciągle zmieniających się warunków życia. Niemniej jednak, należy stwierdzić, iż przy całej kompetencji funkcyjności człowieka, ostatnimi czasy zauważalny jest drastyczny zwrot ku pierwotności, przejawiający się w odżywaniu ideologii lewicowych.

Problem leży nie w umiejętnościach człowieka, bo te wielu ludzi posiada w stopniu wystarczającym do sprawnego funkcjonowania na co dzień, lecz w braku czynnika dopełniającego kwintesencję istnienia filozoficznego człowieka, a którego brak zaburza możliwość odczytywania sygnałów płynących ze świata zewnętrznego i kodowania w pamięci w celu zapobieżenia niepożądanym sytuacjom w przyszłości. Co ciekawe, ta siła nie funkcjonuje jedynie na płaszczyźnie społecznej, ponieważ w przypadku jednostkowych doświadczeń, ich siła jest na tyle mocna i wdzierająca się w naszą pamięć, iż problematyczne sytuacje kodujemy w swoich umysłach bez zarzutu, niemal automatycznie i z trwałym skutkiem. Być może wynika to z nadmiernego indywidualizmu, typowego dla XXI-wiecznych filozofii, wynikającego z tęsknoty za prawdziwym artykułowaniem swoich żądań, będących całkowicie zaprzepaszczonymi w okresie PRL-u i teraz kiełkującymi w umysłach młodych ludzi, mających bezpośrednią styczność z pokoleniem żyjącym w państwie komunistycznym. Nie jest to jednak indywidualizm ontologiczny w jego pierwotnej postaci. Ten bowiem charakteryzował się wykrystalizowaniem z osnowy pewnego celu, do którego dążymy za pomocą obmyślonych przez nas środków. Był to zazwyczaj cel niewspółmiernie wysoki w porównaniu do pozycji danego człowieka w społeczeństwie. Ten neoindywidualizm charakteryzuje się samolubnością, gnuśnością, nierzadko ignorancją oraz całkowitym zepsuciem moralnym. Nie ma zatem nic wspólnego z sylwetką Konrada z „Dziadów”, Wertera czy też nawet Wokulskiego. Wyrósł on z przywar komunizmu, stanowi ich końcowy efekt oraz podsumowanie. Osoba zachowująca się w taki sposób jest nastawiona tylko i wyłącznie na swój osobisty zysk; nie myśli natomiast o wspólnym dobru, jakim jest nasz kraj i my, jego obywatele. Warto zauważyć, iż taka postawa łączy się ze statusem społecznym danej osoby. Im kto niżej w naszej społecznej drabinie, tym bardziej jest podatny na to zjawisko.

Synteza dwóch pojęć

Siłą, o której traktuję w powyższym fragmencie jest historia, a konkretnie jej filozoficzne spoiwo – historiozofia połączona z klasyczną historią. Nie ulega bowiem wątpliwości, iż tworzenie jakiegokolwiek schematu przyczynowo-skutkowego mającego realnie wpływać na życie jednostek i w konsekwencji społeczeństwa musi być oparte o próbę opisu poprzednich schematów. Innymi słowy, nie da się budować nowych konstrukcji bez ich zagnieżdżenia w przeszłości. Pomijam już w tym miejscu oczywisty argument braku stałości jasności umysłu, na co skazane jest nowe, obce otwarcie w ludzkiej świadomości. Znacznie istotniejszym problemem jest skazanie ludzi na ciągłe przeżywanie. Co kryje się pod tym przewrotnym stwierdzeniem?

Pozwolę opisać swoje doświadczenie w tym zakresie. Spośród wszelkich kwestii poruszanych przez różnorodnych „filozofów” niezmiernie mierzi mnie szczególnie jedna z nich. Mam tu na myśli nieustanne powtarzanie procesów czy też zjawisk niewątpliwie wysoce refleksyjnych, co do których wnioski są już zazwyczaj wyciągnięte bądź też rozwiązania tychże palących kwestii znajdują się na ukończeniu. Tymczasem, co pokolenie ludzkość stara się odświeżać dany problem, wychodząc od tych samych podwalin, od jakich rozpoczynali nasi przodkowie. I choć w ten sposób przechodzimy kolejne ścieżki rozwoju danej kwestii tak samo, jak robiono to wiele lat przed nami, to, o dziwo, zawsze ci ludzie potrafią przedstawić to w nieco innej formie. Napisano już setki tomów na temat przemijania, tymczasem pojawiają się kolejne filmy poruszające tę tematykę i na siłę próbujące wyciągać inne wnioski od tych, do których doszliśmy wspólnie naszym ponadczasowym rozumowaniem.

Czyż takie postępowanie nie jest denerwujące? Nie potrafimy przyjąć danej raz na zawsze wykładni danego problemu. Wszyscy przecież mamy niejako wbudowaną w siebie cząstkę pozwalającą nam dobrowolnie rozróżniać to, co jest dla nas wytłumaczalne od tego, co dla nas niepojęte. W związku z tym jesteśmy w stanie, na podstawie naszego rozumu i wspomagających go czynników stwierdzić, czy w naszym mniemaniu Bóg istnieje czy też nie. Tymczasem co rusz pojawiają się kolejne stanowiska każące wybrać nam – wierzysz lub nie. I na siłę próbują udowadniać nam swoją wyższość. Jednak, co najciekawsze, te nowe spojrzenia na dobrze znaną nam materię nie starają się odkrywać przed nami nowych tajemnic ludzkiego rozumu, tudzież zmysłu, lecz prezentują dawne, doskonale nam znane poglądy, owinięte w nowy model przekazu, w pełni zrozumiały dla człowieka współczesnego. Tu nie chodzi już tylko o formę, o której pisałem wyżej. Problem dotyczy kwestii samego sedna rzeczy. Niewątpliwie, człowiek dzisiejszy miałby problem ze zrozumieniem wszelkich aluzji nawiązujących do przeszłości, jednak nie o tym te dywagacje. Tu wychodzi problem także innej natury – na ile postępująca scholaryzacja pozwala nam twierdzić, iż ludzie w miarę posuwania się naprzód szeroko rozumianego „postępu” rzeczywiście stają się bardziej rozwiniętymi istotami, zdolnymi do abstrakcji w myśleniu i nierzadko w funkcjonowaniu. Jakiż wymiar ma jednak ta nauka, której główną cechą powinna być umiejętność nakierowania człowieka na znalezienie pomostu pomiędzy przeszłością a teraźniejszością i w konsekwencji przyszłością? Skoro brak nam podstawowej refleksji nad tym, co minęło, to jaką mamy pewność, że wnioski, do których dojdziemy nawet pomimo ich teoretycznej słuszności będą w pełni zgodne z ponadczasową wizją rozwoju świata? Przecież znając dawne dzieje jesteśmy w stanie odróżnić problem, który już kiedyś miał miejsce od zupełnie nowego lub też spojrzeć na nową – lub pozornie nową – kwestię, u której sedna tkwi pierwiastek historii.

Historia i jej wpływ na człowieka

Jaka zatem w tym wszystkim jest rola historii? Nasze życie jest jednostajnym ciągiem niejednostajnych wydarzeń, które mają ogromny wpływ na kształtowanie się naszej osobowości oraz charakteru. Dzięki doświadczeniom, zdobywanym przez nas nierzadko w sytuacjach zagrożenia, potrafimy wysnuć odpowiednie konkluzje i sprawić, by w przyszłości zapobiegać sytuacjom uznanym w szerszym dyskursie publicznym za niebezpieczne, a to, co dobre, odpowiednio weryfikować i wyciągać nauki. Myślenie takie jest naturalne i ponadczasowe, ponieważ życie prowadzi każdego z nas do jednego wspólnego celu, który nosi miano szczęścia.
Jeden człowiek widzi szczęście jako opływanie w bogactwa i dostatek, drugi – jako poważanie i szacunek wśród osób, z którymi jest związany na co dzień, a trzeci – miłość, która jest siłą sprawczą jego działania i napędza go do tworzenia dzieł niebanalnych, tudzież wyjątkowych. Uczucie to jest otulone trwałą osnową, pod którą każdy z nas widzi co innego, ale w gruncie rzeczy ów stan jest odczuwany przez każdego z nas w identycznym stopniu i natężeniu, mimo szerokiej gamy środków, jakie pozwalają nam przybliżyć się do szczęści. Oczywiście można dywagować, że mimo to istnieją jednak uniwersalne wartości, dzięki którym każdy z nas, co do jednego, może odczuwać szczęście. Owymi uniwersalnymi treściami są wymienione przeze mnie wyżej: bogactwo, poważanie, miłość lub dla mniej wymagających zdrowie. Problem w rozważaniu na temat szczęścia dotyczy jednak innej kwestii. Konserwatyści, jako przyjmujący negatywną wizję ludzkiej natury, rozumieją środki osiągania szczęścia w sposób relatywny. Innymi słowy, to, co jednego człowieka prowadzi do szczęścia, drugiego człowieka unieszczęśliwia. Z punktu widzenia moralnego takie działanie jest nieetyczne i niemoralne, jednak człowieka mającego przed sobą cel wcale to nie zraża. Ma on bowiem zakodowane w swojej podświadomości działanie nakierowane na własny użytek.

Co ma wspólnego z tym szeroko rozumiana historia, poczucie przemijalności i wyrastające z niego poczucie kontinuum? Historia, jako nauka bez zaprzeczenia ponadczasowa, nie opowiada tylko o wielkich, wzniosłych i mających wpływ na świat wydarzeniach, lecz także, a może nawet przede wszystkim o tym, co ciche, szare i zapomniane, a mające ogromny, dydaktyczny wpływ. Jednak wymaga to od nas wyzwolenia niewielkich pokładów sił drzemiących w naszym organizmie, ponieważ tego typu informacji nie znajdziemy w okrojonych do granic możliwości podręcznikach szkolnych. Ta wiedza prosi nas, byśmy sami do niej dotarli i obcowali z nią dokładniej niż z tą szkolną, kojarzoną z przymusem. Co nam taka wiedza oferuje? Przede wszystkim, dzięki poznaniu jednostek o różnych charakterach, pochodzeniu społecznym, ich determinacji i marzeniach, możemy sami siebie odnaleźć pośród nich i uczynić ich swoimi autorytetami. Mając takiego patrona, osobę kierującą podświadomie naszymi losami, łatwiej nam odnaleźć swoje miejsce w świecie i tym samym, znaleźć kolejny element stałości naszego życia, na którego fundamencie będziemy mogli tworzyć kolejne nadbudowy.

Historia a teraźniejszość i przyszłość

Fantastyczna jest możliwość uczestniczenia w wydarzeniach, które czynią nas bezpośrednimi świadkami czasu i dzięki którym sami stajemy się cząstką historii tego świata. Uświadomienie sobie naszej roli w procesie dziejowym może być dla nas przeżyciem, którego do tej pory nie doświadczyliśmy. Dzięki historii możemy poczuć się ważni, w końcu możemy coś znaczyć. Dzięki niej zwykły człowiek może wznieść się na wyżyny. Tym samym możemy uświadomić sobie naszą moc wewnętrzną i sytuację ponad nami, w momentach dziejowo istotnych. Momenty takie wymagają bowiem mobilizacji ludzi. Często rozumując w kategorii wielkości czasów, mamy na myśli tylko te wydarzenia mające pozytywny wpływ na losy społeczeństwa. Tymczasem należy zdać sobie sprawę z tego, że wielkość ma też wydźwięk negatywny. Wielkość to pojęcie względne – nie można odmówić wielkości zarówno Janowi Pawłowi II, jak i Adolfowi Hitlerowi. Problemem jawiącym się w tej sytuacji jest konieczność ukazywania wstrzemięźliwości wobec sytuacji wymagających podejmowania sprzecznych, brutalnych decyzji, tak jak podczas rewolucji. Wielkość pozytywna to moc panowania nad złymi podszeptami sumienia, które zostaną przytłumione przez działanie na rzecz budowy i spokoju.

W dzisiejszych czasach pełnej globalizacji bardzo ważne jest, by nie zapominać o swojej tradycji i przeszłości. Gwarantuję Państwu, że ktokolwiek przejrzy całą naszą historię, poczuje się od razu dumny z tego, że jest Polakiem. Dzielna postawa Polaków podczas przełomowych wydarzeń urasta powoli do rangi mitu, w którym żyć nam wcale nie jest tak źle. Gdyby wszyscy Polacy znaleźli wspólny język historyczny, jestem pewny, że dziś znaleźlibyśmy się w zupełnie innym miejscu rozwoju cywilizacyjnego. Problemem jest właśnie lenistwo i ignorancja młodych, którzy w przyszłości będą solą naszej, polskiej ziemi.

Dzięki historii możemy dokładnie zrozumieć to, co stało się kiedyś i jaki to ma wpływ na nas wszystkich. Warto jednak zastrzec, że historia przedstawiana dziś przez różnych „historyków” jest poddana nieustannej relatywnej obróbce, dlatego tak ważne jest, by poznawać historię z różnych źródeł, nie tylko z jednego, ponieważ może być ono skalane stronniczością. Dzięki poznaniu przeszłości możemy poznać schemat umysłu rządzącego, schemat rewolucji, ewentualne skutki społeczne wielu decyzji. Ta wiedza, paradoksalnie, w wielu momentach naszego życia może okazać się bezcenna, o czym udało mi się przekonać osobiście. Można więc rzec, że historia jest doskonałym uzupełnieniem naszego życia, a tym samym, tak hołubionego przeze mnie wcześniej, ogólnospołecznego dążenia do szczęścia.

//Mateusz Ambrożek

Comments are closed.