… ginąć, żeby móc żyć inaczej?

On 20 listopada 2012 by Gabriela Strączyńska

We wtorek cały Kraków huczał o jakimś zamachu. W nadmiernie zatłoczonych tramwajach przypadkowi ludzie toczyli dysputy na jego temat. W tych rozmowach na przemian pojawiały się coraz to bardziej zniekształcone słowa, takie jak : profesor, Rolniczy, bomba, zabić, prezydent, rząd i sejm. Co chwilę ktoś coś dopowiadał i w końcu z tego przemiału słów-absolutnie-kluczowych  człowiek nie wiedział już zupełnie nic. Nie mając dostępu do mediów postanowiłam nie interesować się sprawą do czasu  głównych wydań wiadomości. Niestety, własna matka udaremniła mi to dzwoniąc do mnie i mówiąc, żebym uciekała z Krakowa! Dosłownie… Że co? No chyba wszyscy oszaleliście!

źródło: wiadomości.gazeta.pl

źródło: wiadomości.gazeta.pl

Wielki szum medialny wokół zamachu, którego nie było. Ogromne niedowierzanie: jak to się stało i wciąż powracające pytania: co, gdyby do niego jednak doszło, ile osób jest w to zamieszanych, czemu prokuratura dopiero teraz o tym poinformowała? Media już szukają odpowiedzialnych a mnie strach ogarnia, co stanie się jutro, gdy błotem i winą za to obrzucać się zaczną partie.
Na nic ostatnie apele prof. Brzezińskiego o dbanie o poziom debaty politycznej w naszym kraju. Przykro mi o tym mówić, ale pośród tych… jak im tam, polityków, na Wiejskiej wciąż konsekwentnie nic się nie zmienia. Nie pomogła śmierć Jana Pawła II, nie pomogła katastrofa pod Smoleńskiem, nie pomogło łagodne wejście Polski w czas kryzysu i zdaje się, że dopóki mogą mówić, dopóty będą robić to nie tak, jak powinni. Zupełnie, jakby nigdy nikt nie nauczył ich podstaw komunikacji międzyludzkiej.

I być może frustracja z tym powiązana doprowadziła Brunona K. do tego, by podjąć taką a nie inną decyzję. Oczywiście nie tłumaczę go w żaden sposób, natomiast muszę, chyba nawet i sama przed sobą, przyznać, że w obecnej sytuacji politycznej w tym kraju takich udaremnionych zamachów jest jak na razie ten jeden! I kompletnie mnie to dziwi! Oszaleć można, kiedy słucha się wiadomości, kiedy czyta się gazety. Serce pęka na tysiące drobniuteńkich kawałeczków, kiedy okazuje się, że najbardziej pożądanymi  mediami w kraju są bzdurne tabloidy i nic nie wnoszące do życia programy z cyklu Dlaczego Ja?. Nie w takiej Polsce chcę żyć do cholery! A potem  któregoś dnia dowiaduje się, że będąc w Warszawie mógł mnie od tak, zabić czterotonowy ładunek materiałów wybuchowych. I po co? Przecież od dawna wiadomo, że lepiej załatwić sprawę przemocą, zamiast sobie normalnie, po ludzku, porozmawiać.

Czy naprawdę musimy, dosłownie – bezsensownie… ginąć, żeby móc żyć inaczej?

Comments are closed.