GNIJĄCY PROBLEM MUMII Z REFORMACKIEJ

On 16 listopada 2014 by DO

Wydawać by się mogło, że tętniące życiem o każdej porze dnia i nocy krakowskie Stare Miasto dawno już odarte zostało ze swoich sekretów. Jest jednak w obrębie Plant uliczka, która w porównaniu z innymi, zaskakuje spokojem i niemal zupełnym brakiem spacerowiczów. Dotrzemy do niej idąc na zachód ulicą św. Marka, aż trafimy do malowniczego zaułka ograniczonego z jednej strony starym murem z czerwonej cegły. To właśnie klasztor franciszkanów reformatów wraz z kościołem, który rozciąga się na całej długości króciutkiej ulicy Reformackiej. Nie tylko XVII-wieczna świątynia stara się ukryć przed oczami turystów: prawdziwa tajemnica kryje się kilka metrów pod ziemią, gdzie w klasztornych katakumbach spoczywa kilkadziesiąt mumii.

klupodroznikow.com

klupodroznikow.com

Ziemia pod kościołem to właściwie wielka zbiorowa mogiła. Od samego początku powstania świątyni na jej terenie chowano zmarłych. Łącznie przy Reformackiej spoczęło niespełna 1000 krakowian, zarówno osób świeckich, jak i zakonników. Szybko okazało się, że specyficzny mikroklimat franciszkańskich katakumb sprzyja konserwacji zwłok. I tak do dnia dzisiejszego zachowało się około 60 zmumifikowanych ciał; między innymi umundurowanego żołnierza napoleońskiego, czy aktywnej działaczki powstania listopadowego, hrabiny Domiceli Skalskiej. Od dwóch lat, do tej otwarte dla zwiedzających krypty, pozostaną zamknięte do odwołania.

W sierpniu 2012 roku na habitach ciał mnichów dostrzeżono wilgoć. Niedługo potem inne ciała zaczęły pokrywać się pleśnią. Zakonnicy rozesłali informacje do mediów z prośbą o pomoc, a wojewódzki konserwator zabytków obiecał szybką interwencję. Na zapowiedziach się skończyło. Wilgotne powietrze zaczęło dewastować unikalny mikroklimat i sprzyjać rozwojowi bakterii, które okazały się być niebezpieczne dla turystów. Konserwator wydał zakaz wstępu do krypt, który obowiązuje do dziś. Od tej pory mumie reformatów stały się bohaterem zupełnie absurdalnego zamieszania.

Ojciec Franciszek Szeja, gwardian klasztoru, rozkłada bezradnie ręce: „– Staramy się osuszać krypty specjalnym urządzeniem, które zakupiliśmy w tym celu.” Czy przynosi to jakieś efekty? Właściwie nie wiadomo. Nikt nie monitoruje ani stanu podziemnych katakumb, ani samych mumii. „– Sami niewiele więcej możemy zrobić, a konserwator uważa, że szczątki ludzkie to nie zabytek” – żali się ojciec Franciszek. Podobnego zdania są pracownicy Muzeum Historycznego, którzy zauważają, że nawet w Podziemiach Rynku nie ma autentycznych szkieletów, a jedynie ich odlewy. Wyjątkiem są czaszki, które jednak stanowią jedynie element dekoracji – nie są nawet wpisane do ewidencji zabytków muzeum.

Dr Krzysztof Babraj, kustosz zbiorów egiptologicznych krakowskiego Muzeum Archeologicznego, kwituje tego typu podejście pobłażliwym uśmiechem: „– Zapewniam pana, że wszystkie szczątki ludzkie znajdujące się w naszym muzeum są wpisane do rejestru i dokładnie opisane.” Na dowód pani Anna Drzymuchowska pokazuje mi najcenniejsze mumie i sarkofagi. Nikt tutaj nie ma wątpliwości, że oglądamy właśnie zabytki – i to zabytki niezwykle cenne. Pytam więc dr. Babraja, jak ktoś, kto na co dzień opiekuje się mumiami z IV wieku przed naszą erą, oceniłby wartość historyczną i kulturową szczątków z krypt reformatów: „– To mogłaby być nawet wizytówka tej części miasta. Gdybym miał porównywać, to zbiory podobnej klasy znajdują się w klasztorze św. Katarzyny na górze Synaj.”

Wojewódzki Konserwator Zabytków, Jan Janczykowski, uważa jednak, że ma związane ręce. „– Kościół reformatów – wraz z podziemiami – jest, co prawda, wpisany do rejestru zabytków, ale już zawartość tych podziemi nie. O ile więc mogliśmy interweniować, wykonując izolację świątyni, o tyle w przypadku mumii potrzebny jest wniosek z klasztoru.” Dlaczego mumie nie są wpisane do rejestru? „– Ustawa o muzeach z 1996 roku określa wyraźnie, czym są muzealia i nie wspomina nic o szczątkach ludzkich.” Powołuję się więc na egipskie zbiory Muzeum Archeologicznego. Odpowiedź brzmi: to trochę co innego, tamte mumie są bardzo stare.

Spór o to, czy szczątki ludzkie można traktować jako zabytek to jednak nie jedyny absurd, którego ofiarą padają katakumby przy Reformackiej. Konserwator Zabytków zapewnia bowiem, że sprawą jest przejęty, a pieniądze na osuszenie i przystosowanie krypt dla turystów znalazłyby się bez problemu. Jeśli nie bezpośrednio z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków, to na pewno ze Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa albo nawet z Ministerstwa Kultury. W czym jest więc problem? Prasa od dwóch lat pisze o braku inicjatywy i zainteresowania ze strony władz. „– My nie możemy zrobić nic, dopóki nie zostanie złożony wniosek o dofinansowanie, a zakonnicy są ostatnio wobec nas nieufni.” Czyli problemem od dwóch lat miałoby być tylko złożenie wniosku? „– Tak, wydaje mi się, że w klasztorze mogą obawiać się, że po renowacji zainteresowanie turystów byłoby zbyt duże jak na tak mały klasztor.”
Faktycznie, krakowskich reformatów jest zaledwie szesnastu, ale jeszcze przed kilkoma laty katakumby były dostępne dla zwiedzających i zakonnicy nie mieli z tym problemu. Ciężko też uwierzyć w to, że pozwalaliby kilkusetletnim mumiom gnić tylko ze względu na nieufność do władz miasta.

Paradoksalnie jednak, choć każdemu pozornie zależy na rozwiązaniu problemu, nikt nie podejmuje żadnych działań poza doraźnym osuszaniem podziemnych krypt. Jakby tego było mało, nikt do końca nie wie, na czym tak naprawdę ten problem polega… Wiadomo, że w podziemiach jest za dużo wilgoci, nikt nie jest jednak w stu procentach pewny, co jest tego przyczyną. Izolacja murów świątyni nie pomogła, nie pomogło także wpuszczenie do kanalizacji robota, który miał sprawdzić drożność studzienek. Według jednej z hipotez, wszystkiemu winna jest zła wentylacja, inna mówi o podniesieniu się wód gruntowych. Ze względu na brak dokładnych badań i ekspertyz nie tylko nie wiadomo, jak rozwiązać problem, ale też jaki problem w ogóle rozwiązywać.

Będąc w pracowni rynku podziemnego, zapytałem przy okazji o jedne z najcenniejszych eksponatów w zbiorach muzeum. Jednym z nich jest srebrny denar Łokietka z XIV wieku, innym bochen ołowiu z podobnego okresu. Choć nie powinno się wartościować zabytków, można porównywać zbiory, a w tym wypadku podziemiom rynku daleko, choćby do pobliskiego Muzeum Archeologicznego, które jednak nie jest na tyle interaktywne i widowiskowe – przez co zdecydowanie mniej chętnie odwiedzane przez turystów. Należy się zastanowić, czy tworzenie muzealnych parków rozrywki i stawianie na eduteinment nie stały się ważniejsze niż ochrona faktycznego i realnego dziedzictwa historycznego i kulturowego. Czy zamiast tworzyć nowe zabytki, nie lepiej zadbać o to, by te istniejące już od paruset lat nie popadły w ruinę? W porównaniu z kosztami budowy Europejskiego Centrum Numizmatyki Polskiej, czy Muzeum Podziemia Rynku, mumiom z Reformackiej wystarczyłoby o wiele mniej funduszy. Zamiast tego, ten jeden z najciekawszych, a być może jeden z najbardziej wartościowych zabytków Krakowa, od dwóch lat niszczeje, stając się przy okazji bohaterem coraz bardziej groteskowej biurokratycznej farsy.

//Dawid Barański

Comments are closed.