ILE KOSZTUJE NIEPODLEGŁOŚĆ?

On 3 maja 2013 by Gabriela Strączyńska

Droga do niepodległości bywa długa, ciężka, ale w podręcznikach do historii zwykle pisze się tylko o sporach, walkach, układach i polityce. Zapominany jest fakt, że niepodległość ma swoją cenę wymierną, mierzalną i odczuwalną przez ludzi. W pewien sposób każda próba oderwania się od większej całości musi w końcu zmierzyć się z realnym pytaniem o to ile może kosztować niepodległość.

źródło: yahoo.com

źródło: yahoo.com

Takie pytania stawiają sobie coraz częściej różne narody w Unii Europejskiej. Od lat słyszymy o Katalonii czy Flandrii, chcących oderwać się od krajów, w obrębie których są położone. Coraz śmielej walczą o to także Ślązacy. Jednak, niespodziewanie już za niecałe dwa lata o swojej suwerenności będą decydować Szkoci.  Referendum w tej sprawie odbędzie się jesienią 2014r.

Czy Szkocja jest już w stanie sobą zarządzać? Jeśli tak to w jaki sposób? Jakie problemy może napotkać po ewentualnym ogłoszeniu niepodległości? Pytania te są tłem dyskusji, jaka obecnie toczy się w Szkocji, począwszy od szkockiego Parlamentu po puby.

Nacjonaliści ze Szkockiej Partii Narodowej (SNP) twierdzą, że nie ma się czego obawiać. Są optymistami i podkreślają wielką wagę złóż ropy, dzięki którym młody kraj nie rozpocznie nowego etapu kompletnie spłukany. Unioniści z kolei twierdzą, że nawet przy tak optymistycznych scenariuszach Zjednoczone Królestwo i tak nałoży na nich obciążenia, którym mogą nie podołać. Ani optymizm ani czarne scenariusze nie są do końca słuszne i zarazem nie są zupełnie wyssane z palca. Obecna sytuacja Szkocji nie pokazuje wyraźnie, w którym kierunku należałoby iść.  Najwidoczniej trzeba będzie postawić wszystko na jedną kartę – referendum -i czekać na rozwój wydarzeń.

Pieniądz własny czy cudzy?

Największym zmartwieniem Szkotów jest obecnie waluta, którą posługiwaliby się w niezależnym państwie. W dalszym ciągu nie ma jasnej odpowiedzi jaka ona będzie. A bez tego nie możemy dokładnie prognozować sytuacji ekonomicznej niezależnej Szkocji.

SNP do niedawna nie zachwalała pomysłu posiadania własnej waluty.  Głównym powodem jest poziom deficytu Szkocji, który dwukrotnie przewyższa średnią w pozostałych częściach Wielkiej Brytanii.  A sama szkocka gospodarka kręci się głównie wokół usług publicznych i finansowych oraz ropy i gazu. A te są z reguły nie dość stabilne. Wprowadzenie nowej waluty w tych warunkach oznaczałoby, że będzie ona musiała się zmierzyć z wysokimi stopami procentowymi i będzie musiała zostać wciśnięta w zmagającą się z problemami gospodarkę światową. 

Początkowo politycy SNP forsowali pomysł wprowadzenia euro. Zarzucono go jednak ze względu na niestabilną sytuację strefy w Unii. Nacjonaliści wolą zatem to co sprawdzone, czyli starego, poczciwego funta szterlinga. Niestety, ogromny minus tej strategii to nadzór tej waluty przez Londyn, co jakoś rozmija się z pełną ideą niepodległości. Funt bowiem oznacza kontrolę szkockiego budżetu i finansów. Nie do końca także wiadomo, czy Anglia w ogóle zgodzi się na utrzymanie przez Szkotów ich angielskiej waluty.  Nawet jeśli to negocjacje w tej sprawie mogą zaważyć na decyzji, którą podejmą Szkoci podczas jesiennego referendum. Sama kondycja funta na rynkach też nie jest tak dobra, jak jeszcze dekadę temu. Od miesięcy jego kurs spada, zarówno w stosunku do euro, jak i do dolara. A 2-3% inflacja w Wielkiej Brytanii nadal będzie się utrzymywać. 

Do tego zestawu można dorzucić także postępujące kłopoty największych instytucji finansowych w Szkocji: Royal Bank of Scotland i Halifax Bank of Scotland, które już w latach 2008-2009 dostały zastrzyk gotówki z Londynu, tylko po to, by mogły utrzymać się na rynku. W 2010r. i 2012r. obie instytucje znacząco zredukowały liczbę pracowników, w sumie wypluwając na rynek pracy ok. 30 tys. bezrobotnych.

Na dokładkę jest jeszcze inny problem. Samodzielna Szkocja będzie musiała pokryć deficyt budżetowy. Zadłużenie całej Wielkiej Brytanii w ostatnich latach oscyluje nieustannie wokół 10% ( od 2009r. kiedy wyniosło 11,2% zmalało do obecnego poziomu 7% PKB) i mimo prowadzonego programu cięć nie zmniejsza się znacząco. Szkocja będzie musiała odziedziczyć część tego deficytu, a jak policzyło niedawno BBC liczba ta wynosiłaby 18% (przy założeniu, że rozliczenie następuje w funcie). I nowy kraj musiałby poradzić sobie z tym sam. 

Ponadto, wzrośnie koszt obsługi zadłużenia, którego część również odziedziczy Szkocja. Znowu, nie do końca wiadomo na jakim poziomie.  Zadłużenie całej Wielkiej Brytanii osiągnęło w 2012r. rekordowy poziom, przekraczając 1 bilion funtów. Niestety, agencje ratingowe, jak np. Moody’s nie wróżą dobrze Królestwu. Ich prognozy stawiają zadłużenie Wielkiej Brytanii na poziomie 96% w stosunku do PKB w 2016r. Ostatnio też obniżyli oni rating do AA1. Niby wysoko, ale spowoduje to właśnie wspomniany wzrost kosztów obsługi zadłużenia Królestwa.  Jak przy takich liczbach i prognozach miałby poradzić sobie nowo utworzony kraj i co, gdyby zależny był od funta? To się okaże, jeśli Szkoci powiedzą TAK jesienią 2014r.

Ropa jest szkocka!

Ropa i gaz to największy szkocki potencjał w obecnej sytuacji. Ma to być także główne źródło dochodu nowego kraju. W Zjednoczonym Królestwie to Szkocja właśnie zapewnia dostawy obu surowców.  I nadal mogłaby po uniezależnieniu się na tym zarabiać, ale co jeśli jednak nie? Jest kilka powodów, które mogą stać się w niedalekiej przyszłości problemem. Po pierwsze pokłady ropy i gazu nie są ogromne, i powoli zaczynają się kończyć. Naukowcy twierdzą, że do 2040r. ich ilość zmniejszy się praktycznie do zera. Na korzyść Szkotów, pod tymi pokładami znajdują się nowe, położone głębiej, ale niestety, samo Morze Północne może stanowić wyzwanie. Dno jest miękkie, dlatego stosunkowo łatwo jest o obecne wydobycie, gdyż nie wymaga ono zaawansowanej technologii. By dokopać się do tego, co jest pod spodem, Szkoci będą musieli zainwestować ok. 30mld funtów. Przy wysokich cenach paliw będzie to opłacalne. Ale czy za trzydzieści, czterdzieści lat nadal tak będzie? Kłopot z gospodarką opartą głównie o ropę i gaz polega na tym, że PKB uzależnione byłoby od globalnego stanu finansów. O ile dla takiego kraju, jak Federacja Rosyjska, zawirowania te nie są nadmiernie odczuwalne, to dla małego, nowego państwa na rynkach – sytuacja światowa może zdeterminować sytuację finansową wewnątrz Szkocji.

Zielona nadzieja

Innym pomysłem na pompowanie szkockiej gospodarki jest wykorzystanie warunków geograficznych. Spora ilość wybrzeży sprzyja produkcji zielonej energii. Elektrowniom wiatrowym lokowanym w Szkocji sprzyja także mniejsza gęstość zaludnienia tej części Wysp Brytyjskich. Obecnie Moray Offshore Renewables jest gotów zainwestować 4,5 mld funtów w budowę 3 farm wiatrowych typu offshore u wybrzeży Morza Północnego.  Ich budowa ma rozpocząć się w 2015r. i zakończyć 5 lat później. Przy pełnej mocy mogą one zaopatrywać w energię około milion gospodarstw domowych.  Staną się także największą tego typu elektrownią wiatrową na świecie (obecnie tytuł ten należy do elektrowni Gansu w Chinach).

Wyzwaniem jest niestety to, iż energia wiatru nie przynosi takich zysków, jak te pochodzące z produkcji i sprzedaży ropy. Energia odnawialna sprzeda się tam, gdzie jest na to popyt, gdyż to konsumenci generują zapotrzebowanie na nią. Szkocja nie posiada kilkumilionowej bazy klientów, którzy są w stanie płacić za tak pozyskiwaną energię.  Oczywiście mogłaby wtedy próbować handlować z Anglią, ale czy to by im się opłaciło? Z pewnością nie zarobiliby na tym tak dobrze, jak na ropie. Trzeba by było również przemyśleć czy koszty ewentualnego transportu nie przekroczyłyby wymaganych zysków.  Czyżby zielona nadzieja matką głupich?

Z Unią w tle, czy bez?

Gospodarce szkockiej nie pomoże także Unia Europejska i pieniądze, jakie z niej płyną. O ile, SNP postulowało kilka lat temu, by ich kraj wszedł w skład Wspólnoty to obecnie jest już pewne, że tak się nie stanie. Jeśli niezależna Szkocja zechce znaleźć się w Unii będzie musiała przejść wieloletni proces ubiegania się o członkostwo. I wcale nie jest powiedziane, że go dostanie.  Nie wiadomo także czy kraj spełniłby wszystkie wymagane warunki zbieżności, jak wyglądałaby koncepcja przyjęcia umowy z Schengen, czy członkowstwo wymagałoby klauzuli opt-out, chociaż od 2005r. każdemu nowemu krajowi wchodzącemu do Unii postawiony został wymóg przyjęcia euro. Ciągle rodzi się więcej pytań niż odpowiedzi.

Wolność nie ma ceny

Zanim dojdzie do referendum, Szkoci muszą przemyśleć uważnie swoją strategię i przygotować się na ewentualne: TAK. SNP musi ją oficjalnie przedstawić jesienią tego roku. A jeśli jesienią kolejnego Szkoci zdecydują ostatecznie o swojej niepodległości to muszą przyjąć także wszelkie konsekwencje takiego rozwiązania. Idea wolności nie ma ceny. Pozostaje ona bowiem na papierze, ale decyzje, które się dzięki niej pojawiają odczują wszyscy. 

Comments are closed.