JARUZELSKI CZYTAŁ SCHMITTA?

On 30 stycznia 2016 by DO

Obchody kolejnej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, a także powolne odchodzenie z tego świata kolejnych architektów tej kontrowersyjnej decyzji, są dobrą okazją, by spojrzeć na grudniowe wydarzenia z innego punktu widzenia.

pikio.pl

pikio.pl

Wszechobecne dywagacje nad sensem i istotą stanu wojennego zdają się przybierać z czasem coraz ostrzejszy wymiar. Zazwyczaj dyskutuje się nad powodami, okolicznościami oraz słusznością tego, co dokonało się w grudniu 1981 r. I choć analiza historyczna tego faktu stanowi istotną część próby rozeznania tamtych realiów, to ja chciałbym podjąć się rozważaniom nad filozoficzno-polityczną stroną tego zdarzenia. Wszyscy doskonale znamy genezę stanu wojennego – Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego na czele z gen. Jaruzelskim przeprowadziła „zamach stanu” i objęła władzę w państwie. Wraz z zaistnieniem tego faktu pośród obozu władzy, postanowiła także rozszerzyć swoje kompetencje na społeczeństwo, starając się wzbudzić jego posłuszność względem samej siebie. Akcentowanie konieczności przywrócenia ładu w państwie, który – zdaniem komunistów – był szargany przez solidarnościowe ekscesy, stanowiło argumentację dla podjęcia tej decyzji. Zdaniem badaczy, owa argumentacja jest niewystarczająca. Tu zdania rozchodzą się w dwóch kierunkach – jedni delegitymizują sam zamach stanu, drudzy poddają w wątpliwość konieczność interwencji. Tu właśnie styka się filozofia z praktyką polityczną.

Legalność a siła

Niezależnie od tego, czy sam proceder zawierał w sobie pierwiastek legitymacji, tudzież legalizacji, trzeba uznać zaistniałą sytuację za stan faktyczny. Legalne użycie siły nie jest tym samym współmiernym do stwierdzenia jej użycia – legalizacja jest tylko dopuszczeniem pewnego działania w obrębie samego czynnika mogącego wywierać wpływ i tym samym pretenduje z automatu do wpisania go w ogólny kanon zasad wyznawanych przez daną grupę społeczną. Prawo zabraniające użycia siły względem drugiej osoby nie ma predyspozycji do jej całkowitego usunięcia z życia społecznego, ponieważ nie jest czymś materialnym. Siła jest konstruktem stojącym ponad człowiekiem, który nim kieruje. Do usunięcia danej kwestii potrzeba całkowitego zapanowania nad własną świadomością, uświadomienia sobie danego problemu i, co najistotniejsze, samej chęci anulowania go.

Tu właśnie wkraczamy w pojęcie polityczności Carla Schmitta. Pierwszym rozróżnieniem, idąc jego tropem, jest negacja wszelkiej moralności w obrębie wszystkiego, co stanowi polityczność. Sytuacja, w której stan wojenny wybucha jest kwintesencją sporu, który pretenduje do tego miana. Mamy bowiem sytuację, w której stykają się – nie ścierają (sic!) – dwa środowiska, w których potencjalna możliwość zaistnienia sporu egzystuje w ich świadomościach. Kwalifikacja danego czynu w obrębie zjawiska politycznego deprecjonuje tym samym jakikolwiek pierwiastek prawny, mogący zapobiec jego skanalizowaniu. To, czy dana decyzja polityczna zostanie podjęta na poziomie zgodnym z prawem, czy też nie, nas nie dotyczy. Problem ów dotyka czynników stricte ustrojowych, nie odnoszących się do techniki, a tym bardziej mechaniki działania państwa. Chciałem jedynie zwrócić uwagę, iż istnienie sporu, który przeradza się w otwarty konflikt, jest złamaniem prawa samym w sobie. A to, czy walka będzie prowadzona zgodnie z prawem czy nie, jest kwestią względną.

I kto tu jest suwerenem?

Warto też zauważyć, że istnieją pewne zbieżności pomiędzy prawem, które dozwala na konflikt i które jest prowadzone zgodnie z nim, a samym mechanizmem sprawowania władzy. Każda z form dopuszcza istnienie ponadrozumowego czynnika, mogącego w pewnym momencie przyjąć część władzy delegowanej przez inne instytucje. Ów czynnik jest potencjalnie zwany suwerenem. W demokracji suwerenem jest naród, który legalnie działa za pomocą wyborów, nielegalnie – wzniecając bunt, a nawet rewolucję. W totalitaryzmie suwerenem jest dyktator, który skupia w swoim ręku władzę dyktatorską na gruncie prawnym oraz faktycznym. Niezależnie od formy ustrojowej, suweren ma prawo ostatecznej decyzji. Schmitt ucieleśnił suwerena w koncepcji decyzjonizmu, czyli możliwości faktycznego stwierdzenia jego istnienia objawiającej się w dyspozycji do wydania decyzji wprowadzającej stan nadzwyczajny.

Stan wojenny jest jednym ze stanów nadzwyczajnych, obok stanu wojny i stanu klęski żywiołowej. Co więcej, stan ów był dokonany zgodnie z podstawowymi pojęciami polityczności i walki, które u Schmitta stanowią o istocie rozeznania w kierunku politycznym.

A jednak Schmitt!

Tytuł artykułu jest niezwykle przewrotny. Niepodobna stwierdzić, czy gen. Jaruzelski zaczytywał się w dziełach prawnika niezgodnymi ze wszechobecnie panującą oficjalną ideologią. Ale taka jest już właśnie istota polityki – władcy stosują się do zaleceń filozofów, którzy kiedyś napisali dzieło na wybrany przez nich temat. W ten sposób teoria przeradza się w praktykę – nieświadoma teoria, która może zmienić oblicze Ziemi. Czyż nie jest cudowny ten prymat ducha nad materią, tak charakterystyczny dla państw cywilizacji łacińskiej?

//Mateusz Ambrożek

Comments are closed.