JEGO (NIEWY)GODNOŚĆ: FRANCISZEK

On 9 grudnia 2013 by DO

Ciężkie czasy nastały dla Kościoła katolickiego. Papież Franciszek już w pierwszych dniach pontyfikatu postanowił „posprzątać” w Watykanie. Serca osób ze struktur Stolicy Apostolskiej biły coraz szybciej, kiedy Jorge Bergoglio wydawał kolejne oświadczenia. Czy wizja Kościoła, proponowana przez papieża, nie pasuje do obecnych czasów?

źródło: theguardian.com

źródło: theguardian.com

Powrót do korzeni

Nie wychował się w bogactwie, nigdy nie pławił się w luksusach. Imię Franciszka przyjął po ascecie, Franciszku z Asyżu, który odrzucił wszelkie dobra, ażeby przybliżyć się do Chrystusa. Wskazał tym samym drogę, jaką ma podążać Kościół.

Chciał zamienić limuzyny na tramwaj. Po Watykanie porusza się pieszo. Nie mieszka w Bazylice św. Piotra, lecz w jej pobliżu. Najchętniej zrezygnowałby z ochrony, czego daje wyraz w każdym spotkaniu z wiernymi. Na wieść o wybudowaniu pomnika na jego cześć w Buenos Aires zatelefonował do władz argentyńskiej stolicy z prośbą o jak najszybsze jego usunięcie. Ot skromność. Potępia ludzi związanych z Kościołem, którzy nie skąpią pieniędzy na materialne dobra, o czym przypomina podczas porannych kazań. Nie bał się ukarać tymczasowym zawieszeniem w obowiązkach biskupa Limburga (Niemcy) Franza Petera Tebratza van Elsta, któremu hamburska prokuratura postawiła zarzut za między innymi wybudowania nowej rezydencji za 31 milionów, rozrzutność czy autorytaryzm w sprawowaniu urzędu.

To jednak nie koniec działań, mających na celu powrót do „Kościoła ubogich”. Papież zdecydował się na bardzo odważny krok, mianowicie poddanie do kontroli poczynań Banku Watykańskiego. Incydent prania brudnych pieniędzy przez księgowego, a równocześnie prałata Nunzio Scarano, jaki wydostał się poza mury finansowego centrum Stolicy Piotrowej mocno nadszarpnął  jego wiarygodność. Franciszek nie zamiótł sprawy pod dywan i od razu powołał komisję (mającą pełny dostęp do danych Banku Watykańskiego), której jednym z głównych zdań jest podawanie do opinii publicznej raportów z działalności Skarbu Watykanu. Upublicznione watykańskie finanse zdają się być mniej podatne na działania niezgodne z literą prawa. Na ręce księgowych patrzą teraz miliony osób, szczególnie dziennikarzy, którzy czekają na choćby najmniejszą niezgodność w rozrachunku. Dokonuje się zatem wszelkich starań, aby tak się nie stało.

Wstydliwy problem

Od lat było to ukrywane przed światłem dziennym. Sprawa nie mogła wyjść na jaw. Nie było wyjścia, trzeba było milczeć. Zresztą, kto by w to uwierzył… No bo jak to, ksiądz pedofil?

Kiedy jednak pierwsza ofiara zdecydowała się wreszcie na publiczne wystąpienie, następne poczuły nagły przypływ odwagi i również postanowiły zatelefonować do mediów. Ich historie były ukrywane niekiedy przez kilkadziesiąt lat

Nagłośnienie w mediach jednak nie przyniosło z początku zamierzonego skutku. Celem miała być reakcja episkopatu, tymczasem na jaw wychodziły kolejne, tym razem bieżące incydenty. Piastujący Tron Piotrowy unikali tego tematu jak ognia. Aż wreszcie pojawił się papież Franciszek. Niedawno zadecydował o utworzeniu specjalnego organu do spraw badania problemu pedofilii wśród duchowych, który już wkrótce rozpocznie swoją działalność.

Nie oznacza to, że papież dopiero teraz zwrócił uwagę na ten aspekt. Już kilka miesięcy temu, kiedy dowiedział się o oskarżeniu jednego z biskupów pomocniczych peruwiańskiej diecezji o przestępstwo na tle pedofilskim, zdecydował się na oddalenie go od łask kapłańskich.

Sygnał z Watykanu poszedł w kościelny świat, ofiary nadużyć seksualnych księży-pedofilii w końcu mają oparcie (i to w samym sercu katolickiego Kościoła!), zaś kler poczuł na plecach oddech papieża Franciszka. Od słów przeszedł do czynu. Nareszcie.

Druga strona medalu

Wydaje się, że po latach nagonki na wizerunek Kościoła w środkach masowego komunikowania w końcu znalazł się odpowiedni człowiek na odpowiednim stanowisku. Że ze świątyń zniknie przepych, że księża z luksusowych samochodów za pieniądze wiernych przerzucą się na autobusy. Słowa papieża, być może, garść duchownych wzięła sobie do serca. Jest jednak grupa, której działania Franciszka nie są wyjątkowo na rękę. Chodzi między innymi o włoska mafię.

Gangsterom nie podobają papieskie porządki, głównie na płaszczyznach walki z pedofilią czy korupcją. Ich interesy z przekupnymi duchownymi zaczęły wisieć na włosku. Chodzi o stwarzanie pozorów. Czy ta osoba, która co niedzielę jest w kościele, hojnie sponsoruje lokalną parafię, jest w stanie kogokolwiek zabić? Ta sama osoba, która na półce ma biblię?! Nikt jednak nie zagląda za Pismo Święte, za którym kryje się rewolwer.

Przekupieni księża mieli również podczas pogrzebów czy ślubów jednego z mafiosów udawać, że przed nimi znajdują się najwierniejsi parafianie, kościelne wzory. Niekiedy dochodziło nawet do papieskiego błogosławieństwa dla najbardziej wpływowych przestępców.

Z Półwyspu Apenińskiego jednak doszły niepokojące wieści. Włoska prokuratura doniosła, że gangsterzy, w związku z decyzjami Jorge Mario Bergoglio, chcą dokonać zamachu na jego życie.

Historia zna podobne przypadki. Papież Jan Paweł I również zaczął się przypatrywać działaniom włoskiej mafii. Jego pontyfikat trwał zaledwie 33 dni, oficjalnie zmarł na atak serca. Nieoficjalnie mówi się, że został otruty, właśnie przez mafiosów. Zabójstwo na oczach milionów nie wchodzi w grę, mafia musi działać po cichu.

Papież chce, aby Kościół wreszcie przestał się kojarzyć z życiem ponad stan, aby był dokładnie taki, jak go opisuje biblia. Aby duchowni całkowicie zapomnieli o dotychczasowych bogactwach,  których dorobili dzięki posłudze Bogu. Aby powrócili do korzeni. Kłóci się to z obecnym postrzeganiem kleru. Kleru, który powołanie zaczął traktować jak zwykłą pracę. Rano wstać, wsiąść w auto za kilkanaście tysięcy, odprawić mszę i do domu przed nowy telewizor. Jedyna różnica polegała na ciągłym ukrywaniu, „bo przecież księdzu nie wypada”. Co tu teraz czynić, skoro głowa Kościoła jest przeciwko życiu w przepychu? Parafianie, którzy do tej pory byli zaślepieni pięknym kazaniem księdza podczas niedzielnej mszy, po słowach papieża zaczęli się bardziej przyglądać, czym ksiądz parkuje pod kościołem, gdzie mieszka, czy może nie ma kogoś na boku. Kościół się zmienia. Zmienia się na lepsze, poprawia się jego wizerunek. Najlepszym przykładem jest napływ nawróconych wiernych. Aż trudno uwierzyć, że to dopiero początek pontyfikatu.

//Filip Kliber

Comments are closed.