KIEDY CZŁOWIEK STAJE SIĘ WŁASNOŚCIĄ

On 4 lutego 2014 by DO

Projekcja Zniewolonego dostarcza widzowi ambiwalentnych emocji. McQueen od początku narzuca mocny ton opowieści – nie ucieka od przedstawień przemocy. Czyni to jednak z umiarem. W doborze środków artystycznych jest subtelny. Niestety, z czasem przychodzi moment znużenia jednostajnością narracji.

źródło: www.deadline.com

źródło: www.deadline.com

Steve McQueen zadebiutował w 2008 roku filmem Głód. Historia Bobby’ego Sandsa, członka Irlandzkiej Armii Republikańskiej, osadzonego w więzieniu, który podjął decyzję o rozpoczęciu strajku głodowego, została ciepło przyjęta zarówno przez krytyków, jak i widzów. Trzy lata później ten sam reżyser nakręcił Wstyd (po raz drugi współpracując z Michaelem Fassbenderem). Film spotkał się zarówno z pochwałami, jak i krytyką (ja sytuuje się w drugiej grupie). W tym roku na ekrany trafił Zniewolony, podejmujący problem niewolnictwa. Wiele wskazuje na to, że będzie on głównym beneficjentem najbliższej gali Oscarowej.

Akcja filmu dzieje się w połowie XIX wieku w Stanach Zjednoczonych. Kraj jest głęboko podzielony na część południową, gdzie kwitnie niewolnictwo i wyzysk oraz północną – tutaj czarnoskóra ludność cieszy się już wolnością. Solomon Northup, główny bohater opowieści to człowiek bardzo dobrze wykształcony i grzeczny. Szybko poznaje artystów proponujących mu wspólne występy przed publicznością. Nie wyczuwając podstępu, Solomon zgadza się i przystaje do trupy. Po mocno zakrapianym wieczorze mężczyzna budzi się zamknięty w piwnicy. Jego ręce i nogi skute są grubymi łańcuchami. Tak rozpoczyna się dwunastoletnia odyseja człowieka, który z dnia na dzień został pozbawiony rodziny, tożsamości oraz godności.

McQueen prowadzi akcję konsekwentnie – w duchu sugestywnego realizmu. Nie waha się przedstawiać scen, kiedy, już gdzieś na południu kraju, niewolnicy zostają wystawieni na sprzedaż. Eleganccy mężczyźni precyzyjnie taksują wzrokiem ciała nowych „towarów” i wybierają – w zależności od potrzeb. Owa sytuacja stanowi dobry przykład relacji podmiotu i przedmiotu, która tylko jeden raz w ciągu całej opowieści zostanie przełamana.

W odróżnieniu bowiem na przykład od Kamerdynera czy Lincolna mamy do czynienia ze sztywnym podziałem ról na panów i niewolników. Od pierwszych zależy los tych drugich, bez względu na umiejętności, spryt czy intelekt. Solomon wykazuje się talentem muzycznym – gra na skrzypcach. Udaje mu się nawet zarobić na prywatnym przyjęciu, co nie zmienia w żaden sposób jego statusu – pozostaje niewolnikiem. Będąc tak zaklasyfikowanym nie ma się szans na jakikolwiek awans, ba, choćby drobne udogodnienie. W świecie Zniewolonego nie istnieją wartościowania pracy, wysiłku czy zdolności.

źródło: www.thewrap.com

źródło: www.thewrap.com

Z uprzedmiotowienia wynika dowolność stosunku podmiotu do przedmiotu. Człowiek obchodzi się z przedmiotami w różny sposób. Kiedy jest zadowolony chwali ich użyteczność, natomiast pod byle pretekstem skłonny jest wyładowywać swoje emocje przez fizyczną przemoc czy nakaz brania udziału w realizacji paranoicznych zachcianek. McQueen nie rezygnuje z długich kadrów poświęconych sadystycznym karom. Nie chodzi w nich jednak o przemoc samą w sobie, o stopień okrucieństwa, lecz przede wszystkim o wyeksponowanie cierpiącego i okoliczności sytuacji.

Kiedy Solomon ma na szyi zaciśniętą pętlę po niedoszłej próbie powieszenia go, a ziemi dotykają zaledwie czubki jego palców, tylko na tyle, by mógł podjąć walkę o przeżycie, każda z postaci otaczających ten dramat zachowuje specyficzną obojętność. Karany nie może liczyć na pomoc innych niewolników. Wie, że każdy akt dobroci może być potraktowany jak straszliwa niesubordynacja i tym samym podzielić jego los.

Zaproponowane przez reżysera scenerie odgrywają dużą rolę w odbiorze filmu. Największa jego część dzieje się poza budynkami, gdzie dominuje soczysta zieleń. Niewolnicy pracujący na polach bawełny muszą zmagać się z temperaturą i permanentnie bijącym blaskiem słońca. Piękno natury kontrastuje z kulturą białego człowieka, potęgując jednocześnie poczucie wyobcowania plantacji z rzeczywistości, do której można się odwołać w chwili panowania bezczelnej niesprawiedliwości. Po drugie z wystawnym stylem bycia plantatorów – dużymi domami, balkonami oferującymi zbawienny cień.

Znamienne zresztą jest to, że tylko kilka scen dzieje się w posiadłościach. Niewolnicy są do nich wzywani, by tańczyć na rozkaz pijanego w sztok Edwina Eppsa (w tej roli znakomity Michael Fassbender). Albo jego żony, zazdrosnej o męża z powodu jego pożądliwości wobec jednej z czarnych kobiet. Irracjonalizm tych obrazów nie jest, moim zdaniem, przypadkowy. McQueen świadomie prezentuje tych dwoje właśnie w ten sposób. Nie ma w nich żadnej kulturowej wyższości, na którą często powoływali się orędownicy niewolnictwa.

Na mozaikę małżeństwa Eppsów składa się: bezwzględny sposób traktowania czarnoskórych, niekontrolowane popędy oraz dewocyjna religijność (legitymizująca w ich oczach wyzysk). Szczególnie przerysowana postać grana przez Fassbendera jest godna uwagi. Edwin jest właścicielem plantacji jedwabiu. Przedstawia siebie jako człowieka pobożnego, ale szybko widz wychwyci powierzchowny sposób traktowania wiary, służącej mu chyba tylko jako usprawiedliwienie swojej władzy nad pracownikami. Choć pewnie też ostatecznie przed samym sobą, swoją skłonnością do brutalności, mocnych trunków i nieopanowanej chuci.

Z kolei Solomon, grany przez Chiwetela Ejiofora, stanowi jego lustrzane przeciwieństwo. Okazuje szacunek swoim kompanom, jest ufny. Przeciwstawia się, na ile może niegodziwości, która go spotyka, ściągając tym samym na siebie coraz większe kłopoty. Reżyser przygląda się mu bardzo dokładnie. Widzimy jego oblicze, kiedy jest poniżany, obserwuje kolejną nieusprawiedliwioną brutalność lub kiedy jest całkiem sam i roni łzy nad losem, który go spotkał.

Za sprawą tych dwóch McQueen wprowadza niekiedy groteskową atmosferę do bardzo realistycznej narracji. Takie wrażenie można odnieść kiedy spogląda się na gonitwę podpitego Eppsa z brzytwą w ręku za Solomonem pod wydumanym pretekstem. Obaj się szarpią, odpychają, Epps ląduje wreszcie z hukiem w błocie chlewu pełnego świń.

Kiedy widz dostrzeże zamysł McQueena, statyczną wizję rzeczywistości, z której może wydostać człowieka tylko cud lub śmierć, będzie mógł czuć się nieco zawiedzony. Dlaczego? Bo zdaje sobie sprawę, że nie wydarzy się już coś, czego nie widział wcześniej lub czego nie jest w stanie przewidzieć.

„Nie chcę przetrwać, chcę żyć”. Imperatywem Solomona jest przetrwanie za wszelką cenę. Nie jest to stan bierności, ochrony wyłącznie życia, lecz mocne przeświadczenie o możności powrotu do rodziny. Realna szansa pojawia się za sprawą Samuela Bassa, pracownika wynajętego przez Eppsa do budowy nowej szopy. Obsadzenie w tej roli Brada Pitta uważam za pomysł nietrafiony. Stosujący specyficzny akcent i wymowę, znaną z Bękartów wojny, przywołuje sugestywniej postać Aldo Raine’a niż poczciwego cieślę z Północy.

Jak Solomon opuszcza plantację? Żywy czy martwy? Przekonajcie się sami. Warto.

//Mateusz Ciołkowski

Dodaj komentarz