KILKA SŁÓW O TEATRZE DLA DZIECI

On 21 sierpnia 2013 by DO

Nie mam dobrych wspomnień z czasów, kiedy chodziłem do teatru w ramach szkolnych wycieczek. Zwykle były to topornie wyreżyserowane lektury, albo naiwny teatrzyk, który z dzisiejszej perspektywy nazywam klaunadą. Teatr dla dzieci to delikatna materia, specyficzny twór, który piekielnie łatwo zniszczyć.

źródło: oficjalna galeria teatru

źródło: oficjalna galeria Teatru Wybrzeże

Całkiem niedawno przeczytałem krótki felieton Macieja Nowaka dla Przekroju („Bo-bo teatr” Przekrój nr 29, 22.07.2013), który w ramach promocji programu „Lato w teatrze” (skierowanemu do najmłodszych widzów, przede wszystkim z małych miejscowości) porusza to, co mnie w ostatnim czasie zainteresowało. Nie mam dobrych wspomnień z czasów, kiedy chodziłem do teatru w ramach szkolnych wycieczek. Zwykle były to topornie wyreżyserowane lektury, albo naiwny teatrzyk, który z dzisiejszej perspektywy nazywam klaunadą. Teatr dla dzieci to delikatna materia, specyficzny twór, który piekielnie łatwo zniszczyć. Łatwo zanudzić widza na śmierć.  Od zeszłego roku obserwuję repertuary ważniejszych scen państwowych lub miejskich w Polsce i zastanawiam się, czy teatry – jako instytucje publiczne – mają obowiązek wystawiać literaturę edukacyjną, dydaktyczną lub po prostu rozrywkową – także dla młodszych odbiorców?

Chciałbym zostawić na boku teatry lalkowe i dziecięce, których nie brakuje: w Gdańsku Teatr Miniatura, w Krakowie Groteska, w Łodzi Teatr Pinokio, w Warszawie Teatr Lalka i tak dalej. Nie chcę deprecjonować tych instytucji, ale mają one na tyle sprofilowaną grupę odbiorców, że ich uwzględnienie zgubiłoby sens moich pytań. A chodzi mi przede wszystkim o to, czy tak zwane poważne teatry repertuarowe z poważnymi propozycjami (od Sofoklesa, przez Mickiewicza i Czechowa, po uznaną współczesną dramaturgię), wychodzą naprzeciw młodym widzom, żeby uczyć ich wrażliwości i pokazywać rzeczywistość w odpowiedni dla nich sposób? I czy, jeżeli to robią, ich produkcje prezentują wysoki poziom artystyczny?

Do tych rozważań zainspirował mnie spektakl, który swoją premierę miał w czerwcu zeszłego roku w gdańskim Teatrze Wybrzeże i to od niego chciałbym zacząć. Reżyser, Paweł Aigner, razem z dramatopisarką Maliną Prześlugą, przygotował adaptację scenariusza słynnej czechosłowackiej bajki – Arabeli. Ten niecodzienny pomysł został zrealizowany na deskach Dużej Sceny ze sporym rozmachem. Dla tych, którzy nie pamiętają legendarnej już kreskówki, powiem, że głównym bohaterem jest Rumburak – czarodziej, czarny charakter, który zakochany jest w Arabeli, córce Króla Świata Baśni. Rumburak miesza ów świat baśni z rzeczywistością, bo jest to według niego klucz do serca Arabeli. Historia jest dość zawikłana, ale właśnie to stanowi jej ogromny atut. Pamiętam, że wszystkie spektakle, które widziałem w dzieciństwie były banalne, proste i „łopatologiczne”, a przez to zwyczajnie nudne. W Arabeli jest zupełnie inaczej: świat jest skomplikowany, podjęcie jakiejkolwiek decyzji przez bohaterów przynosi natychmiastowe skutki – raz lepsze, raz gorsze – z którymi muszą się mierzyć nie mając chwili do namysłu. W efekcie spektakl nie jest naiwny. Jednym z podstawowych założeń wielu produkcji jest stwierdzenie, że dzieciom trzeba niektórych rzeczy oszczędzać, na przykład brutalności, wspominania o śmierci, czy o tym, że świat nie jest sprawiedliwy. Aigner i Prześluga zostawiają ten przesąd na boku. Traktują dzieci, jak do równych sobie. Nie chcą niczego ukrywać, ale też niczego nie brutalizują. To, że scenografia jest kolorowa, nie oznacza, że wszystko należy widzieć przez różowe okulary.

źródło: oficjalna galeria teatru

źródło: oficjalna galeria Teatru Wybrzeże

Najlepszym dowodem, że dzieciom nie należy przedstawiać wyidealizowanego świata są baśnie Braci Grimm. Mroczne, a czasem brutalne. W niektórych pojawiają się najstraszliwsze potwory, jak wiedźmy, czy wilkołaki. To jednak bracia Grimm zadziałali najsilniej na wyobraźnię najwybitniejszych twórców, chociażby współczesnego kina (Tim Burton, Guillermo del Toro). Pokazali niebezpieczeństwa i ich ewentualne skutki, a to jest najbardziej dydaktyczne.

Teatr Wybrzeże poszedł za ciosem. Rok po sukcesie Arabeli Michał Derlatka przygotował Podróże Guliwera na deskach sopockiej Sceny Kameralnej. Reżyser przeniósł osiemnastowieczną satyrę i przypowiastkę do współczesności, ale nie wskazał konkretnego miejsca i czasu, dzięki czemu akcja mogła dziać się wszędzie. Twórcy posłużyli się poetyką, która daje widzom delikatne sygnały dotyczące konkretnych czasów, czy porządków (np. cesarz Liliputu przypominał przywódców państw komunistycznych, a latająca wyspa Laputa była wyrazem obaw przed futurystycznymi wizjami świata).

Kolejnym ważnym spektaklem, na który chcę zwrócić uwagę, jest Miasto duchów z wałbrzyskiego Teatru Dramatycznego w reżyserii Arka Buszko. Wałbrzych to dość specyficzne miasto, w którym bezrobocie sięga nawet dwudziestu procent. W dziedzinie rozwoju przegrywa z innymi dużymi miastami (przede wszystkim z Wrocławiem i Jelenią Górą). Aktualnym zadaniem władz jest zachęcenie ludzi, żeby wybierali Wałbrzych, jako swoje miejsce do życia. Wszak to miasto pięknie położone między górami. Działa tam jeden z najważniejszych polskich teatrów ostatniego dziesięciolecia (dyrektorami artystycznymi byli kolejno: Piotr Kruszczyński, Sebastian Majewski, Piotr Ratajczak). Teatr zaangażowany społecznie i politycznie – głównie na szczeblu lokalnym. Tamtejszy zespół próbuje poprzez propagowanie kultury dotrzeć do społeczności miasta i zachęcić do działania. Wśród twórców spektakli w Teatrze Dramatycznym znaleźli się najważniejsi polscy reżyserzy: Jan Klata, Maja Kleczewska, Monika Strzępka, Marcin Liber. Władze wałbrzyskiego teatru pamiętały jednak, żeby zadbać o najmłodszą widownię. W czerwcu 2012 roku w nowopowstałym amfiteatrze na wolnym powietrzu Jakub Porcari przygotował więc Pin-Okia.

Niecały rok później, również w warunkach plenerowych, premierę miało niezwykłe widowisko, do którego tekst napisał Piotr Rowicki. Miasto duchów to spektakl, którego głównym zadaniem było pokazanie, że zasadniczą przyczyną zastoju i atmosfery miasta są sami mieszkańcy i ogólny marazm. Rowicki stworzył tekst, który opowiada o mieście zdominowanym przez Złe Duchy, które nie chcą żadnych zmian, żerując na mieszkańcach. W obronie swoich praw występuje dobry duch Księżnej Daisy (przedwojennej lokalnej świętości, związanej z zamkiem Książ), która za pomocników ma Czarnego Rycerza i Elfa. Tak się złożyło, że do Wałbrzycha przyjechali też słynni pogromcy duchów. Spektakl w inteligentny sposób wykłada przyczyny upadku „duchowego” niegdyś dumnego i bogatego miasta i próbuje zachęcić do pozytywnego myślenia. Miasto duchów okraszone zostało piękną scenografią i efektami świetlnymi, przez co oprócz ważnego przekazu było bardzo atrakcyjne – szczególnie dla dzieci.

źródło: oficjalna galeria Teatru Dramatycznego im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu

źródło: oficjalna galeria Teatru Dramatycznego im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu

Również ambitne spektakle dla młodszych widzów stworzyły teatry z innych miast. W Teatrze Polskim w Bydgoszczy reżyserka i dramaturg, Iga Gańczarczyk, przygotowała bardzo dobrze oceniony przez krytykę spektakl Opowieści zimowe według Andersena. We wrocławskim Teatrze Polskim aktorka, Anna Ilczuk, wyreżyserowała również bardzo dobrze przyjęte Dzieci z Bullerbyn. W Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie od kilku lat, nieschodzącą z afisza produkcją dla młodych widzów jest Czarnoksiężnik z krainy Oz. W zeszłym sezonie teatralnym po raz kolejny spektakl dla dzieci przygotował Piotr Cieplak, który w warszawskim Teatrze Powszechnym wyreżyserował Lokomotywę według Juliana Tuwima.

W skali kraju może nie jest to bardzo duża ilość dobrze ocenianych produkcji, jednak takie przedsięwzięcia mają miejsce i na przykładzie tych wymienionych, stwierdzam, że potrafią odnieść sukces i nawiązać kontakt z widzami w różnych kategoriach wiekowych. Nie ukrywam, że gdybym takie spektakle, jak „Arabela”, czy „Miasto duchów” zobaczył w dzieciństwie, mógłbym się zakochać w teatrze kilka lat wcześniej.

// Tomasz Kaczorowski

Dodaj komentarz