KOLOS NA GLINIANYCH NOGACH

On 24 kwietnia 2015 by DO

Czy USA czeka bankructwo? Dług publiczny Stanów wciąż rośnie, natomiast Biały Dom coraz bardziej się zadłuża. Mocarstwo szuka sposobów na wyjście z kryzysu, w efekcie tylko go pogłębiając.

Rafał Wisznie tapeciarnia.pl                                  

W chwili pisania tego artykułu dług publiczny USA wynosi w przybliżeniu osiemnaście bilionów sto trzydzieści dwa miliardy dziewięćset sześćdziesiąt milionów dolarów  i nieustannie rośnie w zastraszającym tempie. Od wielu lat zadłużenie Stanów Zjednoczonych Ameryki systematycznie się powiększa, ale od pewnego czasu jego wzrost staje się coraz szybszy i praktycznie doszło już do momentu, w którym nie ma szans, aby go powstrzymać.

Równia pochyła                 

Systematyczne zwiększanie się długu USA można już zaobserwować od okresu lat osiemdziesiątych XX wieku. Miało to jednak względnie jednostajny tryb aż do czasu, gdy do władzy doszedł prezydent George W. Bush, który w trakcie obu swoich kadencji zadłużył Stany o kwotę około 5 bilionów dolarów. Jednak to nie on okazał się być najbardziej zadłużającym się prezydentem w historii Stanów Zjednoczonych. Obecny – czterdziesty czwarty z kolei prezydent USA – Barack Hussein Obama zdołał w ciągu jednej kadencji zadłużyć swój kraj na kwotę większą niż pierwszych 43 prezydentów razem wziętych. Większą też niż jego poprzednik w trakcie dwóch czterolatek. Kiedy Bush zaczynał swoją prezydenturę, dług publiczny wynosił około pięć bilionów siedemset miliardów dolarów. Gdy ją kończył, było to już około dziesięć bilionów sześćset miliardów. Kwota ta w trakcie pierwszej kadencji Baracka Obamy wzrosła aż o pięć bilionów osiemset miliardów dolarów i wciąż rośnie. Czterdziesty czwarty prezydent USA doprowadził swoimi działaniami do tego, że zadłużenie USA rośnie rocznie o ponad bilion dolarów. W podobnym zadłużeniu USA znajdowało się tylko raz w całej swojej historii, a było to po drugiej wojnie światowej.

Źródła długu

Dług USA jest tak ogromny, ponieważ coroczne wydatki budżetowe wynoszą o wiele więcej niż wpływy z podatków. W wyniku ciągłego zwiększania wydatków na takie rzeczy jak służba zdrowia, której przykładem może być słynne Obamacare, dług urósł do tak niebotycznych rozmiarów, że nie jest już możliwe jego spłacenie. Od czasu objęcia rządów przez Baracka Obamę dług publiczny USA wzrósł o ponad siedem bilionów dolarów, czyli około 65 proc. Nominalny przyrost długu w latach 2008-2014 był taki sam jak łącznie w latach 1991-2008. Oznacza to, że zadłużenie USA rośnie coraz szybciej i że długi te są już niespłacalne przy zachowaniu siły nabywczej dolara choćby zbliżonej do obecnej. Już w 2012 roku stosunek długu publicznego do PKB w Stanach Zjednoczonych przekroczył 100 proc. Na każdego Amerykanina przypada ponad pięćdziesiąt osiem tysięcy dolarów długu, co jest o połowę większą sumą niż dług przypadający na jednego mieszkańca w bankrutującej Grecji. W najbliższym czasie Kongres prawdopodobnie zostanie zmuszony do kolejnego podniesienia maksymalnego poziomu zadłużenia, co pozwoli USA na dodrukowywanie potrzebnych im pieniędzy, tworząc kolejną serię funduszy bez pokrycia zalewających rynek i obniżających wartość oraz wiarygodność dolara.

Czy USA czeka bankructwo?

Każdy inny kraj znalazłszy się w takim położeniu już dawno ogłosiłby bankructwo, a jego waluta nadawałaby się jedynie na makulaturę. Jednakże Stany Zjednoczone są wyjątkiem. Dysponują najważniejszą walutą rezerwową świata, posiadają największą i najbardziej innowacyjną gospodarkę, rynki finansowe, wiarygodne prawo własności oraz nieskorumpowany i skuteczny system sądowniczy. Dlatego też nie należy oczekiwać, że taki kraj tak po prostu ogłosi bankructwo. Rząd USA ma bowiem tę przewagę nad swoimi wierzycielami, iż całe jego zadłużenie jest w dolarach, których Waszyngton jest w stanie wydrukować ile tylko zapragnie, dlatego też z technicznego punktu widzenia bankructwo Stanów jest praktycznie wykluczone. Nie oznacza to jednak, że wszystko pozostanie w idealnym porządku, a posiadacze amerykańskich obligacji mogą odetchnąć z ulgą. Nie ma bowiem większej różnicy czy za pożyczone sto dolarów za dziesięć lat otrzymamy zero czy też sto dolarów, których siła nabywcza będzie o 99 proc. niższa niż dekadę wcześniej. Nawet jeżeli wszyscy inni zrezygnują ze skupywania amerykańskich obligacji,  Departament Skarbu zawsze może  liczyć na kupca ostatniej szansy, jakim jest Rezerwa Federalna, która po prostu kupi wszystkie długi USA, emitując w zamian dolary w nieograniczonych ilościach. W takim wypadku cena dolara spadłaby dramatycznie, doprowadzając być może nawet do hiperinflacji – nawet miliony dolarów nie byłyby warte więcej, niż kawałek papieru, na którym zostały wydrukowane.

//Rafał Wiszniewski

Comments are closed.