Konstytucja głupcze!

On 13 września 2017 by Drugi Obieg

11 listopada 2018 roku  będziemy obchodzić 100-ną rocznice odzyskania niepodległości przez nasz kraj. Również tego dnia Polacy zgodnie z Kodeksem Wyborczym będą wybierali swoich przedstawicieli do organów władz samorządowych. 3 maja 2017 roku prezydent Andrzej Duda ogłosił, iż również 11 listopada 2018 roku chce przeprowadzić referendum konstytucyjne, które „ma na celu nakreślenie fundamentu przyszłej ustawy zasadniczej”*.

Zanim przejdziemy do rozważań na temat jak powinna wyglądać przyszła polska konstytucja, skupmy się na charakterystyce dzisiejszej ustawy zasadniczej pochodzącej z 1997 roku. Grzechem pierworodnym większości polskich konstytucji (mam tutaj na myśli akty z 1919, 1935, 1992 i oczywiście 1997) jest fakt, iż pisano je zawsze w oparciu o bieżącą sytuację polityczną przy jednoczesnym braku refleksji na temat funkcjonowania tych rozwiązań prawnych w przyszłości. Najbardziej jaskrawym przykładem jest Mała Konstytucja z 1919 roku, która była skierowana przeciwko Józefowi Piłsudskiemu, zaś w 1992 roku Sejm ograniczył „falandyzacje” prawa prezydentowi Lechowi Wałęsie zmniejszając jego wpływ na skład personalny rządu. Sytuacja z konstytucją z 1997 roku ostatecznie rozbija mit o tym, iż politycy zawsze działają mając na względzie przyszłość i dobrobyt kraju. W 1992 roku powstała Komisja Konstytucyjna Zgromadzenia Konstytucyjnego. Przyśpieszone wybory w 1993 spowodowały, iż prace tej komisji zintensyfikowały się dopiero w Sejmie II kadencji kiedy przewodniczącym był Aleksander Kwaśniewski. Komisja zdominowana przez postkomunistów dążyła do osłabienia pozycji ustrojowej prezydenta (niebagatelne znaczenie miał konflikt między obozem rządowym a prezydentem np. afera Olina).  I tak projekty z tego okresu skłaniały się do utworzenia w Polsce systemu rządów parlamentarno – gabinetowych. Sytuacja uległa zmianie gdy wybory prezydenckie z 1995 roku wygrał nie kto inny jak Aleksander Kwaśniewski.

Historia uczy

Od tego momentu Komisja rozpoczęła wzmacnianie pozycji ustrojowej prezydenta. Wyrazem tego jest wyposażenie go w pakiet 30 prerogatyw z najważniejszą czyli vetem ustawodawczym. W skutek tego, dzisiaj mamy prezydenta za słabego by być samodzielną siła polityczną, ale na tyle mocnego, żeby być siłą destrukcyjną, hamującą. Dlatego rada ministrów nie może efektywnie rządzić bez uwzględnienia prezydenta. Z tego wnioskujemy, iż na gruncie konstytucji z 1997 roku mamy do czynienia z brakiem jednego mocnego centrum decyzyjnego, które potrafiłoby kreować i skutecznie wprowadzać w życie różnorakie projekty. Dualizm polskiej władzy wykonawczej niejednokrotnie pokazał nam, iż politycy w naszym kraju bardzo łatwo zrzucają jeden na drugiego odpowiedzialność za swój brak działania np. w latach 2008 – 2010 rząd Donalda Tuska bardzo często oskarżał prezydenta Lecha Kaczyńskiego, że nie może działać, ponieważ veta prezydenckie wszystko niweczą. I tak rządzący schowani za prezydentem nie musieli nawet udawać że chcą jakiegokolwiek kompromisu. Dzisiaj zdajemy sobie sprawę, iż te dwa obozy nie zrobiły nic by razem dojść do porozumienia dla dobra kraju – a wręcz przeciwnie, dla rządzących wtedy te veta były jak paliwo.

Konkretne rozwiązania

Konstytucja z 1997 roku stworzyła hybrydowy system rządów osłabiający instytucjonalnie państwo polskie. Niektórzy jednak powiedzą, iż w takim układzie mamy do czynienia z klasyczna zasadą checks and balances. Według mnie jest to błędne mniemanie, ponieważ mechanizm ten ma służyć zapewnieniu równowagi między wyodrębnionymi władzami a nie uniemożliwiać w praktyce funkcjonowanie jednej z monteskiuszowskich władz w tym wypadku egzekutywie. Planowane referendum powinno tę sprawę rozstrzygnąć, kończąc z tym mieszanym system wprowadzając w zamian albo system kanclerski z silna pozycją premiera i tylko reprezentacyjną funkcją prezydenta albo tworząc monistyczną egzekutywę w osobie prezydenta. Nie czuję się na siłach by opisywać, który z tych systemów będzie lepszy i nie jest to celem tego artykułu. Najważniejszym jest by skończyć z wymienionymi patologiami. Wierzę, że lekarstwem na taką sytuacje będzie powierzenie jednej osobie dużej władzy (oczywiście w ramach państwa prawa). Uzdrowi to państwo jak i demokracje. Przykładowo prezydent który będzie wybierany w wyborach powszechnych aktywizuje społeczeństwo (większa frekwencja), co więcej wybrana tak osoba będzie rozliczana przez suwerena, dzięki temu skończy się sytuacja z rozmywaniem odpowiedzialność a społeczeństwo wreszcie poczuje, że posiada wpływ na polityków i potraktuje swoje  państwo rzeczywiście jako dobro wspólne.

Moc urzędu

Dla niektórych skupienie dużej władzy w jednych rękach kojarzy się nieodłącznie z systemami niedemokratycznymi. Jednak według mnie to właśnie słabe instytucjonalnie państwa, które nie potrafią  skutecznie wdrażać różnych projektów są idealnym miejscem do działania „silnych” jednostek. Takie osoby potrafią wykorzystać ułomność systemu dla własnych ambicji – niekoniecznie dobrych dla narodu. Dzisiaj wielu chciałoby żeby w Polsce pojawił się człowiek z charyzmą jak np. Władimir Putin i za pomocą czarodziejskiej różdżki uzdrowił nasz system rządów. Ja jednak jestem zdania, że Polska nie potrzebuje „wielkich jednostek” naginających prawo. Polska domaga się sprawczych urzędów bo tylko takie w państwach prawa tworzą mężów stanów jak np. Angela Merkel w Niemczech. Dlatego tak ważne w warunkach polskich jest stworzenie odpowiednio mocnego systemu rządu, który potrafiłby ludzi przeciętnych przekształcić w rasowych polityków. Zatem…. Konstytucja Głupcze!

// Paweł Kijanka

* http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/druga-rocznica-prezydentury-andrzeja-dudy,742772.html

Comments are closed.