KRAKÓW CHCE IGRZYSK. ROZMOWA Z JAGNĄ MARCZUŁAJTIS-WALCZAK

On 30 maja 2013 by Sylwia Nowosińska, Kamil Popiela

O wielkich olimpijskich planach, kondycji polskiego sportu, polityce i primaaprilisowych żartach – z posłanką PO, przewodniczącą Komitetu Aplikacyjnego Kraków 2022 – Jagną Marczułajtis-Walczak rozmawiają: Sylwia Nowosińska i Kamil Popiela.

fot. Kuba Atys

fot. Kuba Atys

Kamil Popiela: Pierwsze pytanie jest na pewno najważniejsze. Dotyczy Zimowych Igrzysk Olimpijskich [ZIO] w 2022 roku. Jakie szanse ma Kraków by otrzymać możliwość organizacji tego przedsięwzięcia?

Jagna Marczułajtis-Walczak: Konkretnie o szansach Krakowa będzie można powiedzieć coś więcej za kilka miesięcy, bo to wtedy wszystko powinno się wyjaśnić. Ja wierzę w to, że nam się uda. Kraków jest miastem znanym w Europie, to coraz popularniejszy cel weekendowych wyjazdów i wycieczek turystycznych. Do tej pory, miasto postrzegane było głównie przez pryzmat kultury, nauki i sztuki. Chcemy, aby oprócz tych obszarów, Kraków zaczął również kojarzyć się ze sportem i fair play. Warto wykorzystać pozytywny wizerunek naszego kraju po Euro 2012. W pewnym sensie mamy już przetarte szlaki, ponieważ Zakopane w przeszłości kilkakrotnie  starało się o przyznanie mu prawa do organizacji imprez o randze międzynarodowej. Co prawda, te próby zakończyły się niepowodzeniem, ale doświadczenia z tego okresu są bardzo cenne. Dzięki nim wiemy jakich błędów należy unikać, na co zwrócić szczególną uwagę. Słowacja także posiada sporą wiedzę w tym zakresie, wystarczy wspomnieć choćby Mistrzostwa Świata Elity w hokeju mężczyzn z 2011 roku. Moim zdaniem, to wszystko są  nasze atuty.

KP: Jak wygląda procedura kandydowania?

JM-W: Procedura dzieli się na dwie fazy: aplikacji i kandydowania. W pierwszej z nich, miasto, ubiegające się o organizację imprezy, zostaje dokładnie sprawdzone przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski [MKOl]. Na tym etapie sprawdza on czy miejsce to posiada odpowiedni potencjał i warunki organizacyjne. W fazie kandydowania udział biorą tylko te miasta, które pozytywnie przeszły pierwszy etap selekcji i przekonały MKOl, że są w stanie sprostać jego wymaganiom, a także, że dysponują odpowiednimi zasobami. To zatem złożony proces, który wymaga bardzo dobrego przygotowania. Dla Krakowa rozpocznie się on w październiku bieżącego roku. Wtedy to do komitetu zostaną zgłoszone miasta, chcące organizować to wielkie sportowe święto. Ogłoszenie zwycięzcy, czyli gospodarza ZIO w 2022 roku, nastąpi podczas uroczystej sesji MKOl 31 lipca 2015 roku.

KP: Do 2022 roku zostało sporo czasu. Na jakim etapie przygotowań obecnie się znajdujemy?

JM-W: Na razie jesteśmy w fazie preaplikacyjnej. Jak pan zauważył zostało jeszcze sporo czasu, ale jest dużo do zrobienia. Do 2015 roku mamy czas, żeby przekonać MKOl, aby to Kraków organizował Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Trzeba stworzyć wielopłaszczyznowy i wielopoziomowy projekt, koncepcję nie tylko organizacji, ale także promocji igrzysk. Wraz z profesorem Szymonem Krasickim udało się nam już uzyskać poparcie lokalnych władz samorządowych dla tego pomysłu. Niedawno sejm przyjął uchwałę popierającą ubieganie się Krakowa (wspólnie ze Słowacją)o organizowanie zimowej olimpiady. Także rząd przychylnie wypowiada się na temat organizacji igrzysk w Krakowie. Podobnie sytuacja wygląda na Słowacji. Najbliższe dwa lata to dla nas czas bardzo ciężkiej  i mam nadzieję, że owocnej pracy.

KP: Czy jesteśmy w stanie wygrać z Barceloną lub Oslo?

JM-W: Nie tylko z Oslo i Barceloną. Ostatnio coraz więcej mówi się również o kandydaturze Monachium, które odpadło z wyścigu o organizację ZIO w 2018 roku. Z pewnością będą chcieli wynagrodzić sobie to niepowodzenie. Swoją kandydaturę rozważają również: Ukraina, Rumunia i Kazachstan. Wracając do pytania, sądzę, że jesteśmy w stanie wygrać z każdym, ale, aby to osiągnąć, trzeba zakasać rękawy, zjednoczyć siły i brać się do roboty. Bez pracy nie ma kołaczy.

Sylwia Nowosińska: A co z kwestiami dotyczącymi choćby infrastruktury? Spotkałam się z opiniami, że: igrzyska, owszem, mogą się odbyć, tylko co zrobimy, kiedy Zakopianka się zakorkuje? Uniemożliwi to kibicom dojazd do miasta, w którym będą odbywać się dane zawody. Czy są przewidywane w związku z tym jakieś zmiany?

JM-W: Dobrze, że poruszyła pani ten temat. W kontekście igrzysk olimpijskich przyjęło się mówić o wpływie i dziedzictwie.

KP: Tak jak po Euro?

JM-W: Tak. Najlepszym przykładem jest tutaj wspomniana już Barcelona. To miasto po  igrzyskach olimpijskich zupełnie zmieniło swoje oblicze – zaczęło tętnić życiem. Organizacja igrzysk niesie ze sobą koszty, ale i korzyści. Nie chodzi mi tutaj tylko o te związane z infrastrukturą, ale także te społeczne, edukacyjne czy gospodarcze. Wracając do Zakopianki. Uważam, że bez (dwupasmowej- przyp. red.) Zakopianki do Nowego Targu nie mamy nawet co marzyć o igrzyskach. Oczywiście, ta droga nie ulegnie gruntownej metamorfozie w ciągu najbliższych dwóch lat – to jest nierealne, ale naszym zadaniem jest przekonać odpowiednie organy państwowe, że ta kluczowa trasa musi powstać i powinna być jak najszybciej uwzględniona w planach finansowych. W tej sprawie spodziewamy się konkretnych rządowych deklaracji i gwarancji. To jest właśnie jeden ze sztandarowych przykładów poolimpijskiego dziedzictwa dla Małopolski. Kolejnym jest walka o poprawę czystości powietrza – dziedzictwo ekologiczne. Kraków ma problemy ze smogiem. Podobna sytuacja była w Pekinie, który chcąc organizować igrzyska w 2008 roku, musiał poprawić jakość powietrza. Udało im się to, choć u nich skala problemu była większa niż u nas. Wspomnę tu jeszcze tylko o modernizacji już istniejących i budowie nowych obiektów, z których w przyszłości będą mogli korzystać zarówno mieszkańcy, jak i sportowcy.

fot. Gudejko

fot. Gudejko

KP: Pod koniec kwietnia prasa informowała, że bez negocjacji Polska oddała Słowacji swobodę w związku z organizacją meczów hokejowych w Popradzie i Liptowskim Mikulaszu.

JM-W: Na Słowacji hokej jest dyscypliną numer jeden, to sport narodowy. Zobaczymy, czy MKOl przystanie na takie rozwiązanie. Jeśli nie, to turniej hokejowy prawdopodobnie zostanie rozegrany w Oświęcimiu i Katowicach. W takim przypadku, oprócz remontu i modernizacji tamtejszych obiektów, konieczna będzie również poprawa infrastruktury komunikacyjnej oraz uruchomienie szybkich połączeń kolejowych pomiędzy miastami.

KP: Czyli w Krakowie meczów hokeja raczej nie zobaczymy?

JM-W: Rozważamy różne warianty organizacji rozgrywek hokejowych w Polsce. Ze sportów rozgrywanych na lodzie w grodzie Kraka proponujemy bardzo widowiskowe i równie co hokej popularne  łyżwiarstwo figurowe i short track. Areną zmagań tych dyscyplin będzie Hala Widowiskowo-Sportowa w Czyżynach. Ze względów logistycznych nie damy rady zaprosić tam kibiców na mecze hokejowe. Pamiętajmy, że zawodnicy potrzebują także miejsca na treningi, rozjazdy i ćwiczenia przed samymi zawodami, a służby techniczne muszą mieć czas na odpowiednie przygotowanie tafli lodowiska.

SN: A jak to jest z kwestiami finansowymi? Wiadomo, że wiele obiektów wymaga remontu do czasu igrzysk. Skąd na to wszystko wziąć pieniądze i czy te wydatki nie przerosną Polski?

JM-W: Polski na pewno nie, tego się nie obawiam. Zimowe Igrzyska Olimpijskie ze względu na mniejszą ilość dyscyplin, a tym samym uczestników, są około trzy-cztery razy tańsze niż igrzyska letnie. Około 40% kosztów związanych z organizacją imprezy pokrywa MKOl, część wydatków bierze na siebie strona słowacka. Trudno jest jednak już teraz podać konkretną kwotę, cały czas są to dane szacunkowe. Koszty szeroko rozumianej modernizacji obiektów nie są aż tak duże. Niektóre z nich mogą liczyć na bardzo wysokie dotacje od rządu, obiekty COS nawet na 99% dofinansowania. Pamiętajmy, że te hale są tak naprawdę potrzebne nam teraz, bo sportowcy, często mistrzowie w swych dyscyplinach, nie mają gdzie ćwiczyć. Brak bazy treningowej i zaplecza na odpowiednim poziomie, nie zachęca młodzieży do uprawiania tych sportów. Najwięcej finansów pochłonie modernizacja infrastruktury, która zazwyczaj podwaja a nawet potraja budżety olimpijskie. Dla porównania: stadiony na EURO kosztowały ok. 6 mld zł, natomiast reszta, w tym drogi, 90 mld zł, z czego prawie 70% pochodziło ze środków Unii Europejskiej.

KP: A jak przebiega współpraca z rządem? Dotychczas Kraków i Małopolska były często pomijane lub poszkodowane (choćby podczas EURO).

JM-W: Myślę, że dobrze. Zarówno premier jak i prezydent bardzo przychylnie wypowiadają się na temat pomysłu organizacji igrzysk w Krakowie. Niedawno sejm przyjął w tej sprawie odpowiednią uchwałę. Jestem w stałym kontakcie z przedstawicielami ministerstwa sportu, transportu i rozwoju regionalnego. Wspólnie z miastem Kraków i Województwem Małopolskim przygotowujemy szczegółowy raport, skupiony przede wszystkim na finansowym aspekcie przedsięwzięcia. Finalnym efektem tej międzyresortowej współpracy ma być deklaracja poparcia Rady Ministrów dla projektu igrzysk. Cały czas trwają konsultacje w tej kwestii.

SN: Istnieje duże ryzyko, że obiekty sportowe, które powstaną przy okazji igrzysk, poniosą taką porażkę jak choćby Stadion Narodowy, który wciąż nie jest wystarczająco wykorzystywany i na siebie nie zarabia. Czy są jakieś plany na to,  aby nowa infrastruktura sportowa przynosiła zyski?

JM-W: Jeśli zarządzaniem, marketingiem i promocją zajmą się kompetentni ludzie to nie sądzę, aby był problem z wykorzystaniem poolimpijskich aren. Obiekty, które muszą powstać od nowa to tylko dwa kompleksy: tor do łyżwiarstwa szybkiego i tor bobslejowo-saneczkowy. Ten drugi jest dość problematyczny w utrzymaniu, wiedzą o tym wszystkie miasta-organizatorzy poprzednich igrzysk. Warto skorzystać z doświadczeń i rozwiązań poprzedników. Tor można zdemontować w całości albo zmodernizować na potrzeby usług komercyjnych. Są też takie rozwiązania jak w La Plagne, gdzie obiekt wykorzystuje się czysto sportowo. Torów bobslejowych na świecie jest, o ile się nie mylę, dwanaście. W naszej części Europy tego typu obiektu nie ma wcale. Może więc warto wykorzystać go jako obiekt treningowy. Teamy przecież muszą gdzieś trenować. Krytego toru do łyżwiarstwa szybkiego w Polsce nie ma. Są cztery ale odkryte i nie zawsze nadają się one do użytku. Planuje się, że tor, mający powstać na potrzeby igrzysk, będzie obiektem wielofunkcyjnym i w zależności od zapotrzebowania będzie mógł być wykorzystany także przez inne dyscypliny. Istnieje również możliwość przebudowy powstałych obiektów. MKOl żąda od nas, by przedstawić plan późniejszego użytkowania tych projektów. W ostateczności można je będzie przebudowywać według potrzeb.

SN: Ale przebudowa generowałaby dodatkowe koszty.

JM-W: Każdy obiekt, który jest wielofunkcyjny kosztuje o wiele więcej. Jeśli porówna pani koszty utrzymania na przestrzeni lat takiego kompleksu, względem tego, jak dużo trzeba zapłacić za jego budowę, to koszty te się bilansują. Można je zresztą wstępnie przewidzieć. Choćby taki obiekt jak w Vancouver -  Oval Richmond.  Został on w dużym stopniu przekształcony: na centrum rekreacji, fitness i wszystkiego, co dało się w nim zaaranżować. Mieszkańcy doceniają fakt, że mają u siebie taki obiekt. Proszę też zauważyć, że w Krakowie jest mało obiektów sportowych, np. jest tylko jedno lodowisko na ulicy Siedleckiego

fot. Andrzej Wiktor

fot. Andrzej Wiktor

KP: Które z zewnątrz się „sypie”…

JM-W: Rzeczywiście jest w opłakanym stanie. Wewnątrz trochę się zmienia. Ze względu na jego lokalizację nie można go przebudować tak by spełniało olimpijskie kryteria. Hala ma zbyt małą pojemność, a kwestia dobudowania trybuny nie wchodzi w grę, właśnie ze względu na ograniczenia przestrzenne i bliskie sąsiedztwo nasypu kolejowego. O parkingu już nie wspomnę. Aczkolwiek w trakcie igrzysk byłoby świetnym obiektem treningowym. Każdy kompleks sportowy  ma jakieś docelowe przeznaczenie.

SN: A co z trasami biegowymi?

JM-W: Jest dużo tras wytyczonych w Zakopanem. Trzeba je jednak odpowiednio dostosować do współczesnych standardów. W tym roku w Zakopanem i Kościelisku były czynne trasy rekreacyjne, ale one nie mają wybudowanego stadionu, potrzebnego do przeprowadzenia zawodów Pucharu Świata oraz Igrzysk Olimpijskich. Potrzebne są także budynki z zapleczem dla obsługi, teamów i prasy. W Zakopanem od wielu lat są czynione starania, aby tego typu trasy powstały. To nie jest zatem tylko nasza inicjatywa. Nie ma powodu obaw martwić się, co się z nimi później stanie, ponieważ zapotrzebowanie jest ogromne. Potem regularnie mógłby się tu odbywać również zawody pucharowe i mistrzostwa. Tym bardziej, że te trasy są sezonowe.

KP: A odnośnie do współpracy z rządem, jak ocenia pani pracę Joanny Muchy, będącej od ponad półtora roku ministrem sportu?

JM-W: Pani minister Mucha bardzo ciężko pracuje. Wspólnie działamy nad projektem igrzysk. W tym celu, minister powołała specjalny zespół. Często się kontaktujemy i systematycznie spotykamy. Jak do tej pory współpraca układa się nam bardzo dobrze. Nie mogę narzekać. Minister oprócz ustawowych zadań, chętnie uczestniczy w kongresach sportowych i spotkaniach z działaczami. Planuje także reformę polskiego sportu. Proszę nie mylić tego projektu ze zmianami w jego finansowaniu, gdyż te są skutkiem kondycji ekonomicznej państwa. W propozycjach minister chodzi między innymi o to, aby zajęcia sportowe w klasach nauczania początkowego prowadzone były przez nauczycieli wychowania fizycznego. To wymaga bliższej współpracy między ministerstwami (zdrowia, sportu i edukacji) a województwami. Uzyskanie takiej kooperacji między różnymi podmiotami nie jest sprawą prostą i wymaga czasu. Cierpliwie czekam na efekty, mam nadzieję, że w krótce będą widoczne. 

KP:  W 2011 roku sceptycznie podchodziła pani do tej nominacji.

JM-W: Tak, bardzo sceptycznie, wręcz krytycznie. Dziś patrząc na pracę pani minister mogę powiedzieć, że bardzo się stara. Minister Mucha na początku miała trudności z odnalezieniem się w nowej roli.  Nie da się ukryć, że zdarzyło się jej kilka spektakularnych wpadek, które zostały nagłośnione i rozdmuchane przez media. Wynikały one prawdopodobnie z jej niedostatecznego rozeznania w sporcie. Nabrała jednak doświadczenia. Myślę, że sporo się nauczyła na własnych błędach.

SN: Tak jak pani powiedziała, minister Mucha musiała się uczyć wszystkiego od początku. A nie sądzi pani, że byli lepsi kandydaci na to stanowisko, którzy byli kiedyś sportowcami, np. pani?

JM-W: O składzie rządu decyduje premier. Wbrew pozorom resortem, który nas teraz interesuje nie jest prosto kierować. Oprócz sportu, na którym powinno się znać, a przynajmniej go czuć, to także kwestie finansowe, które trzeba na bieżąco monitorować a bardzo często również o nie walczyć. Według mnie, pani minister Mucha jest w bardzo trudnej sytuacji. Trafiła na okres, w którym we wszystkich resortach następuje „mrożenie” środków. W sytuacji kryzysu najłatwiej ogranicza się finansowanie sportu, kultury, edukacji, itp. nad czym osobiście bardzo ubolewam. Co do mojej kandydatury, chciałabym to podkreślić, nie myślałam o tym, aby będąc pierwszą kadencję w sejmie starać się o tekę ministra.

SN: Jeszcze trochę o sporcie. Czy do ZIO, które, jak mamy nadzieję, odbędą się w Krakowie, mogą „wyrosnąć” gwiazdy sportów zimowych na miarę Justyny Kowalczyk, Adama Małysza czy Kamila Stocha?

 JM-W: Na pewno. Mamy kilku utalentowanych zawodników, choćby w Zespole Szkół Mistrzostwa Sportowego w Zakopanem. Ja z ogromną radością oglądałam wywiady naszych skoczków, zarówno Kamila Stocha jak i Piotra Żyły.

KP: Szczególnie Piotra Żyły…

JM-W: Tak. Piotrek Żyła wypowiada się zazwyczaj w bardzo żartobliwy sposób, ale powiedział kiedyś coś bardzo ważnego. A mianowicie, że on i Kamil zaczynali wtedy, gdy Adam Małysz był u szczytu swojej kariery. Był idolem dla młodych chłopców. I wtedy powstał program, który wspierał skoczków, umożliwiał im treningi, zachęcał właśnie do wybrania tej dyscypliny sportu. Są obiekty: skocznie w Zakopanem i w Wiśle. Dziś młodzi skoczkowie mają bardzo dobre warunki, mają liderów, którzy ich ukierunkowują, także specjalny program. Teraz zbieramy owoce „Małyszomanii”. Od dwóch lat podobny program jest prowadzony przez Polski Związek Narciarski w biegach narciarskich, więc za parę lat może poznamy następcę Justyny Kowalczyk. Łyżwiarze także są coraz szybsi. Warto wiedzieć, że oprócz planów związanych stricte z organizacją igrzysk, z inicjatywy profesora Szymona Krasickiego, tworzymy Narodowy Program Rozwoju Sportów Zimowych. Chcemy aby na rozwój i propagowanie dyscyplin zimowych znalazły się odpowiednie środki finansowe, tak żeby związki mogły liczyć na pomoc. Sam fakt organizacji igrzysk nie wystarczy. Jeżeli nie osiągniemy na igrzyskach sukcesów sportowych, to opinia publiczna uzna je za porażkę i nie zostanie nam to tak łatwo zapomniane. Niestety nie usłyszymy, tak jak piłkarze, że „nic się nie stało”. Wręcz przeciwnie, polecą na nas gromy. Swoją drogą to jest polski fenomen, że piłkarzom wybacza się każde niepowodzenie, czasem wręcz kompromitację, a jeśli Adam Małysz, czy Justyna Kowalczyk zajmą drugie bądź trzecie miejsce, to uznaje się to jako początek końca ich sportowych sukcesów i wielką porażkę.

SN: Na pewno zna pani stosunek polskich kibiców do PZPN i pytanie czy związki sportów zimowych są tak samo postrzegane przez kibiców. Pomagają czy raczej utrudniają życie sportowcom?

JM-W: Myślę, że to zależy od związku, np. biathlon funkcjonuje świetnie. Mieli problemy, ale rozwiązali je, a efekty pracy widzieliśmy w tym sezonie na przykładzie Krystyny Pałki i Magdy Gwizdoń. Związek narciarski ma wielu sponsorów, wprowadza programy szkoleniowe, zachęcające młodzież do uprawiania tej dyscypliny a efekty chyba są widoczne. W łyżwiarstwie szybkim też nie jest najgorzej. Z pewnością brakuje im odpowiedniego zaplecza. Narciarstwo biegowe, dzięki Justynie, ma szansę rozwoju, choć tutaj bolączką jest brak tras. Narciarzom alpejskim doskwiera brak lodowca, ale tego nie jesteśmy w stanie im zapewnić. Najgorzej funkcjonuje Polski Związek Snowboardu. I to pomimo tego, że mamy utalentowanych i odnoszących sukcesy snowboardzistów, by wymienić tylko Mateusza Ligockiego w snowcrossie. Snowboard stał się modny. Jeżeli wykorzysta się tę popularność i mądrze, rozsądnie zorganizuje pracę to myślę, że będziemy mieli mnóstwo sukcesów w tej dyscyplinie.

KP: A teraz chcielibyśmy porozmawiać na temat sytuacji wewnątrz Platformy. Czy po dymisji Jarosława Gowina z funkcji ministra sprawiedliwości mogą się nasilić wewnątrzpartyjne podziały, które już wcześniej były widoczne?

JM-W: Pan Jarosław Gowin jest odważnym człowiekiem, który jasno precyzuje swoje poglądy i broni ich. Taka postawa zasługuje na szacunek,  aczkolwiek, moim zdaniem, będąc ministrem w rządzie powinno się utrzymywać stanowisko podobne do tego, formułowanego przez premiera. A pan minister wielokrotnie pokazał, że jego poglądy są odmienne od oficjalnego stanowiska rządu. Mając na uwadze wypowiedzi pana Gowina, że o swojej przyszłości zadecydował już kilka miesięcy temu, trzeba przyznać, że jego decyzje są przemyślane. Jak na razie możemy się tylko domyślać, w jakim kierunku będzie działać. W przyszłym roku w Krakowie odbędą się wybory prezydenckie…

Nie sądzę, aby istniało takie ryzyko.

KP: Była pani wymieniana w gronie kandydatów…

JM-W: Ja to traktuję jako primaaprilisowy żart.

KP: Nawet my zamieściliśmy na naszym profilu na Facebooku, dokładnie 1 kwietnia, informację, że popiera panią sam Jacek Majchrowski.

JM-W: A popiera? (śmiech)

KP: Nic nam o tym nie wiadomo. (śmiech)

JM-W: Mnie też nie (śmiech). Mówiąc poważnie, traktuję tego newsa jako dobry primaaprilisowy żart. Obecnie jestem skupiona na swojej pracy, na konkretnym zadaniu,  które jest przede mną. Wyznaczyłam sobie pewien określony cel i mam zamiar teraz do niego dążyć. Chciałabym tutaj zaznaczyć, że plan organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2022 roku w Polsce to przedsięwzięcie ponadpartyjne, międzyregionalne a nawet międzynarodowe. Liczę, że nie tylko politycy, ale też mieszkańcy Małopolski, i w ogóle Polacy, w tej sprawie będą mówić jednym głosem. Tak też powoli się dzieje. Różne ugrupowania i stowarzyszenia polityczne deklarują swoje poparcie.

SN: Wiadomo, że PO jest partią centrową i mówi się o tych hipotetycznie istniejących frakcjach zarówno po lewej jak i prawej stronie. Do której z tych grup byłoby pani bliżej?

JM-W: W pewnych kwestiach moje poglądy są dość liberalne, w innych bardziej konserwatywne. Nie nazwałabym się jednak ani typową ideową konserwatystką, ani liberałem. Jestem właśnie pośrodku. 

Dodaj komentarz