KRAKOWSKIE NOWE OTWARCIE

On 8 listopada 2014 by DO

Rozmowa z Martą Pateną, kandydatką Platformy Obywatelskiej na prezydenta Krakowa.

Marta Orzechowska: Z czego wynika tak duże poparcie dla Pani jako działaczki lokalnej, że przez te ostatnie 12 lat sprawowała Pani funkcję radnej?

Marta Patena: Myślę, że na to składa się po części mój zawód, czyli codzienny kontakt z dużą rzeszą osób. Nie mam na myśli tylko uczniów, ale również ich rodziców oraz  absolwentów, którzy przychodzą do mnie po skończeniu szkoły w najróżniejszych sprawach. Pewnie wpływa na to również to, że za każdym razem kandydowałam ze swojego okręgu wyborczego, czyli okręgu z którego byłam najbardziej znana. We wszystkich wyborach nie miałam pierwszego miejsca na liście, a udawało mi się osiągnąć dobry wynik. Musi to być efektem tak zwanej popularności, w pozytywnym kontekście.

Marta Patena w wyborach na prezydenta Krakowa startuje z ramienia Platformy Obywatelskiej

Marta Patena w wyborach na prezydenta Krakowa startuje z ramienia Platformy Obywatelskiej

Jeżeli zostanie Pani prezydentem Krakowa, to nie będzie Pani faworyzować swojej dzielnicy na tle innych?

Nie wydaje mi się abym faworyzowała, bo do tej pory też tego nie robiłam. Nie jest tak, że sprawy którymi się zajmuję odnoszą się tylko do mojej dzielnicy. Na przykład: jestem inicjatorką przez kolejne cztery lata umieszczania w budżetach zadania „wybiegi dla psów” i te wybiegi realizujemy w kolejnych dzielnicach Krakowa. W mojej nie powstał pierwszy, a gdzieś trzeci lub czwarty, a więc w innych dzielnicach były one szybciej. Dwa i pół roku temu, kiedy pani wiceprezydent Krakowa miała pomysł na likwidację szkół, nie miałam żadnych oporów, aby jechać do najdalej oddalonych zakątków Krakowa i przyglądać się na czym problem polega, rozmawiać ze społecznościami szkolnymi.  Nie ma zatem przesłanek, które wskazywałyby na to,  że będę faworyzować którąś z dzielnic.

W jaki sposób Pani wykształcenie matematyka, fizyka może pomóc w sprawowaniu funkcji prezydenta?

Moje wykształcenie ścisłe może pomóc w podejściu do sprawy w ogóle. Odnosząc się do rzeczywistości szkolnej: jeżeli jest zadanie z matematyki i na tablicy napiszemy 2+2 to obojętne, który uczeń ma przyjść i odpowiedzieć na to pytanie, to każdy z nich musi dopisać 4. Ale jeżeli z języka polskiego charakteryzujemy postać i o każdej postaci wypiszemy dobre i złe cechy to ktoś może ją obronić, bo będą w jego mniemaniu przeważały dobre, a ktoś zganić bo będą przeważały te złe. Czyli w humanistycznych przedmiotach dużo rzeczy zależy od naszego pomysłu, od punktu widzenia, od oceny, a w matematyce nie i dlatego wybrałam matematykę, żeby nie mieć takich problemów.  Ma to pewnie wpływ na całe moje dalsze życie. Uważam, że mnie matematyka pomaga.

Którego z kontrkandydatów boi się Pani najbardziej?

Na pewno pana profesora Jacka Majchrowskiego, bo każdy kto broni swojej funkcji, ma ułatwione zadanie. Nawet jeżeli ogląda się informacje medialne dotyczące innych rejonów Polski i pokazani są prezydenci, którym zarzuca się złamanie prawa i startują, bo mogą, to te wybory wygrywają. Uważam, że wszystkie funkcje, na które są wybierani ludzie, powinny mieć dwie kadencje. To byłby taki element higieny życia społecznego. Każdy z nas jak robi coś przez wiele lat, to po prostu wpada w rutynę, zaczyna się tym nudzić i ta praca, którą wykonuje, już nie jest tak efektywna jak na początku, kiedy ma się dużo zapału.

Dlaczego warto oddać głos na Panią?

Kraków potrzebuje nowego otwarcia. Spośród wszystkich pozostałych kandydatów, oprócz profesora Majchrowskiego, ja jestem najlepsza [śmiech] i mam nadzieję, że uda mi się to pokazać w kampanii. Wierzę, że jestem w stanie zdobyć zaufanie, nie robiąc wyszukanych kampanijnych rzeczy i wejdę do drugiej tury. W drugiej turze będzie już wybór zerojedynkowy. Pan profesor mówi, że zrobił już wszystkie wielkie inwestycje, a teraz, że się zajmie podstawowymi rzeczami, ale pytanie, na ile mieszkańcy mu  uwierzą.

Jakie są Pani priorytety?

Najważniejsze jest rozwiązanie problemów, które dotykają mieszkańców na co dzień. Z racji tego, że jestem matką, jestem pedagogiem, jestem samorządowcem od długiego czasu, słyszę, co ludzi boli. Od samego początku ludzie są zdziwieni, że wybudowano dwa stadiony, a nie chodnik na ich ulicy. Zdaję sobie sprawę, co trapi ludzi. Stadion? Super, tylko nie za nasze wspólne pieniądze. Za nasze wspólne pieniądze mają być zabezpieczone te rzeczy, o które wspólnota samorządowa ma dbać. To jest tak, jakby matka zamiast dzieciom kupić chleb, poszła sobie do fryzjera. Ta fryzura też jest potrzebna, ale to nie o takie wydawanie pieniędzy chodzi. Najpierw chleb, a później idzie się do fryzjera. Najpierw musimy zabezpieczyć potrzeby podstawowe. Moim priorytetem są rzeczy blisko rodziny, opieka od żłobka, przez przedszkole, szkołę podstawową, gimnazjum aż do liceum.  Matki chcą oddawać swoje dzieci do żłobków samorządowych, bo one muszą spełniać odpowiednie przepisy, odpowiednie normy i te budzą zaufanie, a więc powinniśmy stworzyć sieć miejskich  żłobków. Chcę postawić też na bezpieczeństwo, ludzie czują się niebezpiecznie na nieoświetlonych ulicach oraz na poniszczonych chodnikach. Nie powinno być w Krakowie ulicy, obojętnie gdzie ona jest, przy której nie ma chociaż z jednej strony  chodnika. Trzeba również zadbać o seniorów, oni mają wiedzę, wykształcenie, cenią tradycję. Naprawdę dużo możemy czerpać z wiedzy seniorów. Seniorzy mówią mi, że wydaje im się, iż miasto pozoruje działania na ich rzecz, mówi że dużo robi, a nie robi nic: otwiera Centrum Seniora w Krakowie, ale gdzieś w oddalonej od centrum części miasta jest to malutki pokoik. Takie rzeczy ludzi drażnią, a władza samorządowa powinna wyprzedzać ich potrzeby, a nie reagować, kiedy one się pojawiają. Innym zagadnieniem jest czystość Krakowa. Kobieta jest od zabezpieczania takiego podstawowego porządku. My się nie boimy powiedzieć, że jest brudno i że należy to posprzątać. W przypadku prezydenta wzięcie miotły, to tylko symboliczna sprawa, ale należy dopilnować służby, wydawać odpowiedne polecenia, żeby Kraków był miastem sprzątanym, może udałoby się bezrobotnych  zaktywizować w tym celu. Jedyne inwestycje, ale nie bezpośrednio finansowane przez nas, do których powinniśmy się dostosować, to jest szybka kolej aglomeracyjna. Jest to coś, do czego warto się podłączyć. Marszałek wybuduje kolej, wyznaczy przystanki, ale dojazd do nich, dojście i zaczepienie ich w naszej pozostałej infrastrukturze komunikacyjnej, to już będzie należało do nas.

Zatrzymując się na chwilę przy kwestii czystości, czy myślała Pani jak rozwiązać duży problem czystości powietrza w Krakowie?

Na ten problem składają się w mieście różne czynniki: piece na węgiel, spaliny samochodowe oraz kurz, który kumuluje w sobie zanieczyszczenia. Ten kurz powinien być bez przerwy zbierany i ulice powinny być czyste. Nie jak jest teraz, że samochody przejeżdżają i  ten kurz ciągle się unosi. Sprawa czystego powietrza jest tak ważna, że miasto powinno się zaangażować finansowo. Jeżeli chodzi o piece, miasto powinno dokładać pieniądze i do samej zmiany tego pieca, ale także dopłacać, gdy kogoś nie stać później na nowe ogrzewanie. Samorządność polega na tym, że nie wszystkim będziemy dopłacać , tylko tym najmniej zamożnym. Powinniśmy teraz iść za ciosem: jeżeli ustaliliśmy, że te piece likwidujemy to zakwestionowanie przez Wojewódzki Sąd Administracyjny tej uchwały nie oznacza, w moim mniemaniu, że nie możemy tego robić. Możemy.

Jak ocenia Pani swoje szanse na zwycięstwo?

Moje szanse oceniam wysoko, bo myślę, że mam co najmniej takie jak Platforma. Muszę być jednak realistką, z Platformy Obywatelskiej jest co najmniej czterech kandydatów. Ja jestem głównym, bo nominowanym przez partię, ale jest też pan Łukasz Gibała, który był kiedyś w Platformie i był moim szefem, pan Sławomir Ptaszkiewicz, który niedawno wyszedł z PO, był moim kolegą i realizowaliśmy wspólne projekty oraz pan Marek Lasota, który współpracował osiem lat z Platformą w Sejmiku Małopolskim, utożsamiając się z jej projektami, a teraz nagle przeszedł do bardzo opozycyjnej partii w stosunku do nas.

Wspomniała Pani wcześniej o przewinieniach prawnych. Chciałabym zapytać, skąd wyniknęła sytuacja związana z agitacją w urzędzie w Bronowicach?

Z zaskoczenia, z takiego elementu emocji. To jest moja dzielnica, to są moi sąsiedzi. Przed moim dyżurem  poszłam przysłuchać się obradom sesji dzielnicy. Przewodniczący poprosił mnie, jak zwykle, o zabranie głosu. Wtedy mówię  o rzeczach które dzieją się w Radzie Miasta Krakowa. Ktoś zagadnął mnie o kandydowanie i odruchowo odpowiedziałam. Pytaniem jest na ile należy tę sytuację roztrząsać, bo gdybym zrobiła to samo, tylko w innym miejscu, to w ogóle nie byłoby problemu. Przeprosiłam natychmiast za zaistniałą sytuację. Teraz trwa normalna procedura w takich sprawach. Stało się i mam nadzieję, że już nie zdarzy się taka wpadka. To są naprawdę duże emocje i trudno jest się dopilnować w każdym momencie.

 //Marta Orzechowska

WYWIAD z #DO15

#15DO

Comments are closed.