METALLICA: THROUGH THE NEVER – RECENZJA FILMU

On 4 października 2013 by Krzysztof Rojowski

Każdy szanujący się fan rock’n'rolla słyszał nie raz o produkcji Led Zeppelin „The Song Remains The Same” czy też o „Tenacious D in the Pick of Destiny”. Są to filmy muzyczne, które na dosyć długo zapadają w pamięć – czy produkcja Metalliki pt. „Through the never” również do nich dołączy? Przekonajmy się.

źródło: metalhammer.co.uk

źródło: metalhammer.co.uk

Szczerze przyznam, że fanem czwórki z San Francisco jestem od dawien dawna. I nigdy nie miałem równie mieszanych odczuć po zetknięciu się z nową produkcją tego zespołu (czy to filmową, jak „Some Kind of Monster” czy też muzyczną) jak teraz. Zatem postaram się do tematu podejść z dwóch stron.

Film

„Through the Never” jako film wypada niezwykle miernie – akcji jest tutaj bardzo mało, kamery głównie pokazują zespół na scenie (która akurat wygląda imponująco, ale o tym za chwilę), fabuła miejscami jest bardzo naciągana, a główny bohater odzywa się może ze dwa razy. Krytyk filmowy z prawdziwego zdarzenia wystawiłby takiemu filmowi najwyżej dwóję – plusami są świetne efekty specjalne i jakość dźwięku, ale to raczej standard w dzisiejszych czasach. Ktoś, kto nie zna twórczości Czterech Jeźdźców, niech nie wybiera się na film – nie przypadnie mu on do gustu.

Widowisko

Inaczej jest jednak, gdy wybierzemy się na seans z myślą o wspaniałym widowisku. Jednym z największych atutów produkcji jest właśnie wspomniana scena, na której gra Hetfield i spółka – pojawiają się na niej liczne elementy związane z granymi utworami. Podczas „…And Justice for All” widzimy ogromną statuę Temidy, która na końcu rozpada się w drobny mak, krzesło elektryczne z piorunami w trakcie „Ride the Lightning”, czy genialne wybuchy pirotechniczne i sylwetki żołnierzy gdy zespół wykonuje „One”. Jakość 3D świetnie się wpasowuje w klimat na scenie, a widz może się poczuć świadkiem wydarzeń na koncercie i poza nim.

O co chodzi?

Dane DeHaan jako członek ekipy technicznej Metalliki ma za zadanie przynieść zespołowi pewną przesyłkę, ponoć bardzo istotną – to jego losy przeplatają się z koncertem w hali. Natrafia on na wiele przeciwności losu, a pozornie łatwa misja przemienia się w istne piekło. Jednak lepiej nie zastanawiać się dłużej nad fabułą – jak wspominałem. Wtedy wychodzi na jaw fakt, że jest ona miejscami bardzo naciągana i niejasna. Inną kwestią pozostaje to, co Trip (tak nazywa się postać w filmie) dostarcza zespołowi. Widać jedynie dużą walizkę, ale nie wiadomo co w niej jest. Nowy album Metalliki? Dusza Cliffa Burtona? A może jeszcze coś innego?

A zatem…

„Through the Never” z pewnością jest dużą gratką dla fanów zespołu. Na stronach poświęconych Metallice widać spory pozytywny odzew zarówno ze strony starych, jak i nowych sympatyków kapeli. Hetfield, Ulrich, Hammet i Trujillo brzmią fantastycznie, ze sceny aż bucha silna energia, a widz czuje się jakby był na koncercie. Fabuła, gdy się w nią nie wgryzamy, współgra z koncertem i stanowi dla niego dobre uzupełnienie. Jednak trzeba wyraźnie zaznaczyć, iż jest to produkcja tylko i wyłącznie dla fanów i należy ją traktować jako ciekawostkę, a nie kolejny mocny punkt w karierze zespołu.

Ocena: 4,5/10

Dodaj komentarz