NASZA BOMBA NARODOWA

On 2 kwietnia 2016 by DO

Usytuowanie Polski na pograniczu Zachodu i Wschodu nie jest sytuacją komfortową, o czym doskonale przekonuje nas historia tego rejonu świata. Niemniej ważne są działania, które mają na celu zminimalizowanie zagrożenia wynikającego z niekorzystnego umiejscowienia na mapie Europy.

miastogier.pl

miastogier.pl

Obecnie bezpieczeństwo międzynarodowe Polski oparte jest na Sojuszu Północnoatlantyckim (NATO). Zastąpienie Układu Warszawskiego sojuszem z państwami kapitalistycznymi, a głównie Stanami Zjednoczonymi, spowodowało zmianę strategicznego wroga. W czasach PRL był nim świat „kapitalistycznego imperializmu”, w którym czołową rolę spełniały państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego. Wraz z upadkiem systemu komunistycznego, a następnie sprzymierzenie się z NATO, wskazano nowego wroga, stała się nim Rosja. O ile przez ostatnich kilkanaście lat zagrożenie z Moskwy wydawało się jedynie fikcyjnym scenariuszem, na który powinniśmy być przygotowani, to sytuacja kryzysu ukraińskiego uświadomiła wielu ekspertom, że nie powinniśmy lekceważyć zagrożenia.

A może atom?

Rzadko poruszanym zagadnieniem, które jest powiązane z bezpieczeństwem kraju, jest broń atomowa. Pewnego rodzaju tabu, które ciąży nad tym tematem, powoduje, że praktycznie nie pojawia się on w debacie publicznej. Z pewnych względów został on uznany za kontrowersyjny i nieodpowiedni dla poważnej rozmowy na temat przyszłości bezpieczeństwa państwa. Tymczasem warto uświadomić sobie, że okres światowego pokoju, który zaczął się od końca II wojny światowej, jest w dużej mierze związany z bronią atomową. Strach, który wiąże się ze wzajemnym unicestwieniem w chwili rozpoczęcia konfliktu nuklearnego, spowodował, że nawet w najbardziej zapalnych okresach zimnej wojny, nie doszło do otwartego konfliktu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim.

Na czym stoimy

Obecnie Polska nie posiada arsenału atomowego. Ministerstwo Obrony Narodowej również zaprzecza w oficjalnych komunikatach, by były prowadzone prace nad zmianą tego stanu rzeczy, co jest, z punktu widzenia polityki międzynarodowej, słuszne. Nie posiadamy również technologii, która umożliwiłaby nam wytworzenie i przenoszenie tego typu broni. Samoloty F-16, których jesteśmy posiadaczami, nie są przystosowane do przenoszenia pocisków z ładunkiem nuklearnym, chociaż możliwa jest ich modernizacja pod tym względem.
Inną kwestią jest to, że jako państwo jesteśmy sygnatariuszem Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (ang. Treaty on the Non-Proliferation of Nuclear Weapons). Jedynie kilka państw na świecie może pozwolić sobie na nieuczestniczenie w tej umowie międzynarodowej, a gdybyśmy wystąpili z niej, moglibyśmy podzielić los Korei Północnej, która jest izolowana na arenie międzynarodowej.

NATO się opłaca

Od 1999 roku jesteśmy także członkiem Paktu Północnoatlantyckiego (NATO). Nasza strategia bezpieczeństwa na wypadek wojny opiera się na art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego, który de facto skierowany jest przeciwko agresji ze Wschodu (dawniej ZSRR, teraz Rosja, a nawet Chiny). Dzięki uczestnictwu w strukturach NATO polska armia doznała technologicznego skoku, nie tylko ze względu na modernizację infrastruktury wojskowej, ale również w sferze reform organizacyjnych, między innymi przez wprowadzenie cywilnej kontroli nad armią. Wiąże się to jednak ze zwiększeniem roli międzysojuszniczej „kontroli” i koniecznością uwzględnienia w planach obronnych interesu innych członków sojuszu, głównie Stanów Zjednoczonych, na których też opiera się w największej mierze zdolność operacyjna NATO, głównie ze względu na posiadanie największej armii i największe wydatki budżetowe związane z siłami zbrojnymi.
Zgodnie z dokumentem wydanym przez prezydenta Bronisława Komorowskiego, „w misji obrony państwa mieści się również wypełnianie funkcji militarnego odstraszania, poprzez demonstrowanie gotowości do obrony siłami utrzymywanymi w czasie pokoju oraz gotowości do ich mobilizacyjnego rozwinięcia w razie wojny”. W ramach tego funkcję odstraszania nie musi spełniać jedynie rozbudowana armia konwencjonalna czy obecność wojsk sojuszniczych, ale również broń masowego rażenia, co jest też zgodne z polityką odstraszania NATO prowadzoną w ramach programu NATO Nuclear Sharing. Trzeba mieć jednak na uwadze, że zdecydowana liczba głowic nuklearnych należy do takich państw jak USA i Rosja. Nawet zamożne i ludne kraje nie mają szans na dogonienie w tej kwestii dwojga liderów.

Uczmy się od innych

Realnym sposobem na rozwój polskiego potencjału obronnego związanego z bronią atomową nie jest jednak próba rozpoczęcia własnego programu atomowego. Wiązałoby się to ze zbyt dużymi kosztami nie tylko finansowymi, ale przede wszystkim politycznymi. Bardzo łatwo moglibyśmy się narazić na ostracyzm międzynarodowy, łącznie z wyrzuceniem z NATO, UE, jak i innych organizacji międzynarodowych. Ponadto nie posiadamy sojusznika, w postaci mocarstwa atomowego, który mógłby nasze starania poprzeć. Nie jesteśmy też bezpośrednio zagrożeni przez sąsiedztwo wrogo nastawionych państw, jak jest w sytuacji Izraela. Przykład Iranu stanowi ważną lekcję, co by się mogło stać w sytuacji, gdybyśmy zaczęli starania nad własnym programem atomowym. Do niedawna był to kraj stawiany w tzw. Osi zła, obok Korei Północnej i Iraku. Oznaczać miało to, że kraje te prowadzą agresywną politykę międzynarodową i dążą do wyprodukowania broni masowego rażenia. Przypadki związane z Państwem Islamskim i zmiana na stanowisku prezydenta Iranu spowodowały, że kraj ten wyszedł z wieloletniej izolacji i w zamian za obietnice rezygnacji z programu atomowego, państwa Zachodnie zobowiązały się znieść sankcje nałożone na Iran. Niestety, my nie możemy liczyć na taki obieg spraw. Jako kraj nie stanowimy klucza do rozwiązania ważnych problemów społeczności międzynarodowej, a również potencjał gospodarczy i militarny nie stanowi w naszym przypadku karty przetargowej.

Nuklearny program NATO

Chcąc wzmocnić bezpieczeństwo kraju, mamy niewiele możliwości wyboru. Rozsądnym wydaje się być uczestnictwo w programie NATO Nuclear Sharing. Co prawda, z pewnością spotka się to z negatywną reakcją ze strony Rosji, a także nie jest to pewne, gdy w Waszyngtonie rządzi administracja niezainteresowana umacnianiem środkowo-europejskich sojuszników, kosztem Niemiec, a także relacji z Rosją. W wypadku, gdyby w Stanach Zjednoczonych do władzy doszły siły związane z neokonserwatywnym skrzydłem Partii Republikańskiej, a także przejawiające agresywny styl polityki międzynarodowej, wówczas mamy szansę na uzyskanie zielonego światła w kwestii przeniesienia części amerykańskich głowic nuklearnych do Polski. Wymagałoby to jednak poniesienia przez Polskę części koniecznych inwestycji, jak modernizacja samolotów F-16, by były one w stanie przenosić ładunki atomowe. Stalibyśmy się kolejnym, obok Belgii, Niemiec, Grecji, Włoch, Holandii, Turcji i Wielkiej Brytanii, krajem, w którym armia Stanów Zjednoczonych rozmieściła swoje bomby atomowe. W 2005 roku było ich łącznie czterysta osiemdziesiąt. Nie jest również korzystne dla nas usytuowanie geograficzne Polski. Zła lokalizacja baz amerykańskich może spowodować, że w razie wybuchu wojny, Rosja poczyni wszelkie starania by tereny te zostały albo zrównane z ziemią albo przejęte przez wojska konwencjonalne w pierwszym etapie przemieszczania wojsk w głąb Polski.

//Wiktor Hunek

Comments are closed.