„Nowoczesność jest szalenie dwuznaczna i ambiwalentna” – rozmowa z dr. Arkadiuszem Górnisiewiczem

On 4 listopada 2019 by Drugi Obieg

O aktualności antyutopii, niebezpieczeństwach związanych z wykorzystaniem technologii przez władzę i ciągłym napięciu między wolnością i równością – z doktorem Arkadiuszem Górnisiewiczem z Katedry Filozofii Polityki Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego – rozmawiał Jakub Krupa.

 

Jakub Krupa: Ma Pan jakąś ulubioną antyutopię?

Dr Arkadiusz Górnisiewicz: Nowy, wspaniały świat Huxleya. Jego niektóre prognozy bardzo szybko się sprawdziły – zwłaszcza jeśli chodzi o postęp technologiczny, możliwości ingerencji władzy, kontroli społecznej, środki masowego przekazu, rozwój nauk przyrodniczych i biotechnologii.

Nowy, wspaniały świat jest nadal aktualny. W 2019 roku po raz pierwszy, przynajmniej oficjalnie, dokonano modyfikacji DNA. Mowa tu o Chinach, gdzie istniało podejrzenie, że dziecko urodzi się zakażone wirusem HIV.

Biopolityka zyskuje na znaczeniu, zwraca się coraz większą uwagę na relacje między technologią a życiem politycznym. Związki te były dostrzegane już w okresie międzywojennym, a nawet pod koniec XIX wieku. Ówcześni myśliciele nie podzielali optymistycznej wizji rozwoju, o której zmierzchu pisał Kazimierz Zakrzewski. Byli przesyceni obawami. Biopolityka dostarcza nam także nowego paradygmatu myślenia o totalitaryzmach (np. III Rzeszy).

W Roku 1984 Orwella praca głównego bohatera powieści polega na aktualizowaniu prasy, w sposób, by ta była zgodna z obecną rzeczywistością, narracją i linią polityczną. Być może odrobinę przesadzam, ale czy Wikipedia nie działa na podobnej zasadzie?

Antyutopie szybko starzeją się tylko w szczegółach – pewne rzeczy mogą nas bawić lub śmieszyć, ponieważ rozwój technologii sprawił, że niektóre aspekty tych antyutopii są już przebrzmiałe. Interesujący jest jednak potencjał stawiania i identyfikowania pewnych fundamentalnych problemów. Antyutopie przestrzegają nas przed mariażem polityki i technologii, który skutkuje rozrostem władzy.

Nowoczesność jest dwuznaczna. Wiele z naszych obecnych problemów zostało już opisanych w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku. Jednym z nich jest rozczarowanie parlamentaryzmem i ograniczoną wersją demokracji. W książce Wrogowie Demokracji, Jan-Werner Müller pisze, że wnioski wyciągnięte z doświadczeń  ustrojów totalitarnych po II wojnie światowej to wnioski antydemokratyczne: przeświadczenie, że w warunkach nowoczesności rozbudzony demos, niemający żadnego wędzidła, może prowadzić do brutalnych reżimów, nowej formy totalitaryzmu.

Mechanizmy, które zostały stworzone w myśleniu europejskim, zmierzały do zaimplementowania pewnych bezpieczników w demokracji – konstytucjonalizmu, rządów prawa.

Jak podkreśla Calude Lefort, demokracja jest zinstytucjonalizowaną niepewnością – to ustrój, który z jednej strony umożliwia rozmaitym siłom dochodzenie do władzy, ale – co jest najbardziej przerażające – miejsce władzy w sensie symbolicznym jest puste. To miejsce każdy może zająć i zawsze ktoś to robi, ale w warstwie symbolicznej nie niesie to ze sobą trwałych jakości!

Polacy w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku także to dostrzegali. Pokazywali w jaki sposób ustrój totalitarny wzrasta na demokratyzacji, a antytezą demokracji wcale nie jest totalizm. Bez demokratyzacji nie byłaby możliwa totalna mobilizacja, mówiąc Jüngerem.

W nowożytności od czasów rewolucji francuskiej mamy do czynienia z nieustannym rozrostem władzy, powiększaniem jej zakresu kompetencji i zainteresowania.

Jej omnipotencją.

Tak, to jest niezwykłe. Jünger w Totalnej Mobilizacji próbował pokazać, że państwa monarchiczne były zdolne do mniejszej mobilizacji w porównaniu z krajami opartymi na legitymizmie demokratycznym. Etos powszechnej służby wojskowej, pewnego rodzaju uzasadnienia władzy, wprzęgnięcie całej machinerii państwa i społeczeństwa w wysiłek wojenny, łatwiej dawał się przeprowadzić w demokracjach.

O procesie porewolucyjnego rozrostu władzy w Europie pisał w Polsce Aleksander Trzaska-Chrząszczewski w książkach Od sejmowładztwa do dyktatury i Przypływy i odpływy demokracji. Nastawieni wolnościowo myśliciele zauważali zagrożenia ze strony demokracji, która może pożreć wolność.

Pan mi cały czas ucieka. Ostatnia książka: 451o Fahrenheita Bradburego. Strażacy nie gasili pożarów, tylko wzniecali je – paląc książki. Czytanie było zakazane. Z teleekranów postawionych w miejsce ścian mieszkań nieustannie sączyła się propaganda i ogłupiająca rozrywka. Dane czytelnictwa w Polsce w 2018 roku: 37% przeczytało 1 lub więcej książek, 9% przeczytało 7 lub więcej książek. Nikt nie musi w Polsce palić książek, bo i tak mało kto je czyta.

Prowokacyjne. Od praktyki palenia należy rzecz jasna stronić. Ktoś powiedział, że rękopisy nie płoną i ktoś, że książki powinny wzniecać ogień u swoich czytelników. Nie chcę wchodzić w rolę Kasandry i pomstować na nasze społeczeństwo. Chciałbym zwrócić uwagę na temat, który Pana interesuje – relacje polityki i technologii.

Technologia nie tworzy klimatu sprzyjającego czytaniu poważnych tekstów. Postęp daje rozmaite narzędzia, ale to „środek jest przekazem”, jak mówił Marshall McLuhan. Całkowita zgoda, jeśli chodzi o analizę współczesnych mediów – zwłaszcza społecznościowych.

Oglądając wywiady z politykami z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych można się mocno zdziwić: były osadzone w kulturze książki; dziennikarze czuli się zobligowani by czytać i prowadzić poważną rozmowę; trwały niekiedy po 60 minut! Przychodzi mi na myśl wywiad z Allanem Bloomem wyemitowany niegdyś w wiodącej amerykańskiej telewizji. Teraz coś tak długiego i „nudnego” nie mogłoby być puszczone, ewentualnie w TVP Kultura.

Media społecznościowe wymuszają spłycenie przekazu. Wszechobecne dążenie do skrótu przekłada się na życie publiczne i polityczne: funkcjonujemy w ramach pewnych bon motów, frazesów i przekazów dnia. Aby zostać usłyszanym, trzeba być dosadnym – zmieścić się w limicie słów. Wyostrza się przekaz, czyniąc go bardziej dramatycznym i antagonistycznym. Skrócenie myślenia generuje większą polaryzację polityczną i ideologiczną.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu toczono dyskusje dotyczące dopuszczenia kamer telewizji na obrady parlamentów. Jestem zwolennikiem braku transmisji, ponieważ to zmienia naturę parlamentaryzmu! U źródeł powstania parlamentu była idea rozmowy tak długiej, by w końcu rozbłysła prawda. Ta fraza budzi obecnie co najwyżej uśmiech politowania, ale to pokazuje jak daleko odeszliśmy już od pewnych fundamentalnych założeń. Poseł, który przemawia podczas transmisji, mówi do swojego elektoratu, nie zaś do posłów jako współuczestników dyskusji nad konkretnym problemem. Obrady stają się tylko teatrem i agitacją.

Daję Panu już spokój z tymi antyutopiami. Szukałem wśród nich jakiegoś punktu wspólnego i chyba taki znalazłem: ludzie przedstawieni na kartach tych powieści to, mówiąc Ortegą y Gassetem, „masa”.

Trzeba zaznaczyć, że w Buncie Mas, „masa” nie jest pojęciem klasowym. Ortega y Gasset próbował stworzyć pojęcie jakościowe. Do masy należy ten, kto od siebie  nie wymaga. Zwraca on uwagę na dwuznaczność nowoczesności. Z jednej strony diagnozuje poczucie pewnej dekadencji i kryzysu cywilizacji, której brakuje treści duchowych i moralnych. Z drugiej: dokonuje się emancypacja, pozytywna z punktu widzenia jednostki. Człowiek nowoczesny jest przekonany, że jego życie jest najpełniejsze, w porównaniu z innymi epokami historycznymi. Paradoks ów nie dawał y Gassetowi spokoju. Można przeprowadzić pewien test i zadać ludziom pytanie: „czy spośród wszystkich  przeszłych epok jest jakakolwiek, w której chcieliby żyć bardziej niż w epoce współczesnej?”

Odpowiedzą: „Nie”.

Dokładnie! Mimo kryzysu i rozczarowania byliby przerażeni życiem w innej epoce.

Dlatego, że każda inna epoka wydawałaby się im za ciasna.

Za ciasna dla ich „ja”, indywidualizmu, samorealizacji, nowinek techniki. Dotyczy to także tradycjonalistów i konserwatystów. Tomasz Gabiś powiedział, że konserwatysta chwali postęp przede wszystkim na fotelu dentystycznym.

Brak wymagania od samego siebie wydaje się konstatacją aktualną. Od mediów natomiast, ludzie wymagają przede wszystkim rozrywki. W dobrze funkcjonującym systemie demokratycznym, media powinny pełnić rolę czwartej władzy: nie tylko kontrolować rząd, ale także umożliwiać elitom komunikaty zwrotne, pomagające rządzącym podejmować lepsze decyzje. Strywializowanie przekazów medialnych nie służy demokracji.

Oczywiście. Powstała nowa forma demokracji: medialna. „Środek jest przekazem”. Problem pojawił się już w latach trzydziestych XX wieku.

Wacław Makowski, gdy pisał o reklamie politycznej, twierdził, że fundamentalna z punktu widzenia demokracji wola wyborcy jest dostępna tylko w formie poparcia czegoś konkretnego, jakiejś propozycji. Wola narodu jest rzeczą mityczną. Dostęp do treści tej woli jest możliwy tylko przy postawieniu pewnych postulatów i programu. W jaki sposób uzyskać aprobatę? Zadając to właśnie pytanie. Rodzi się połączenie środka i celu. Jak to uzyskać? Poprzez wywieranie presji psychicznej, agitowanie, nakłanianie rzekomo istniejącej woli by się ujawniła, ale w tym duchu, w którym oczekują tego Ci, którzy chcą to przeprowadzić.

Najczystsza diagnoza problemu z wolą w demokracji: „Reklama wyborcza prowadzi do swoistego paradoksu i wypaczenia stosunku społecznego. Jeśli wola narodu dostępna jest jedynie w formie aprobaty proponowanych działań, wówczas oddziaływanie psychiczne na wyborców staje się naturalną drogą do jej uzyskania, zatem kto zdobywa aprobatę swojego działania, ten jest w zgodzie z wolą ludu i tym samym może powiedzieć, że tą wolę reprezentuje”. Zaklęte koło.

By urzeczywistnić wolę narodu Carl Schmitt pisał, że można wznieść się ponad obowiązujące prawo, by to prawo urzeczywistnić.

Tak, ale to nie jest takie proste. Często traktuje się Schmitta jako myśliciela, który przez całe życie miałby głosić pewną spójną doktrynę: decyzjonizm. Rzadko dostrzega się, że od myślenia decyzjonistycznego zwrócił się w stronę instytucjonalizmu, myślenia „konkretnego porządku”.

Schmitt jest o wiele silniej  antyliberalny niż antydemokratyczny, o czym świadczą takie książki jak Nauka o konstytucji czy Legalność i prawomocność. Warto pamiętać, że z historycznego punktu widzenia  pojęcia demokracji i liberalizmu mocno się zrosły. Schmitt przypomina o pojęciowej i historycznej  odrębności tych dwóch elementów. Istotą jego myślenia nie jest realizowanie woli narodu wbrew egzystującemu prawu – Schmitt w czasie trwania republiki weimarskiej był w obozie prezydenckim. Uważał, że nie wszystkie zapisy mają tą samą wagę, ponieważ istnieją pewne zasady ustrojowe mające wagę fundamentalną. W warunkach kryzysu uzasadnione są działania, które bronią esencji konstytucji, a być może naruszają przepisy niższej rangi. Schmitt mówiąc o tymczasowej dyktaturze rządów prezydenckich na podstawie dekretów, miał na myśli zachowywanie ustroju republikańskiego w okresie kryzysu. Proponował dyktaturę komisaryczną, krótkoterminową, mającą przeciwdziałać kryzysowi. Nie miał wówczas na myśli dyktatury suwerennej.

Okres republiki weimarskiej to również spór Schmitta z Kelsenem o „strażnika konstytucji”.

Tak. Prześledzenie debaty Schmitt-Kelsen pozwala dostrzec argumenty obu stron: tych, którzy są po stronie sądownictwa konstytucyjnego i tych, którzy mówią, że ten system zawsze będzie zawierał pewnego rodzaju nieścisłości i luki, ponieważ prawo nie jest szczelnym, zamkniętym systemem – zwłaszcza prawo konstytucyjne, które zawiera wiele uznaniowych pojęć i definicji. Schmitt pokazuje, że każdy rząd, który legalnie posiada władze, dostaje też legalną premię za posiadanie władzy.

Premią za legalne posiadanie władzy jest m.in. możliwość interpretacji pojęć, które w konstytucji są pojęciami ogólnymi: sytuacja nadzwyczajna, kryzys, państwo dobrobytu.

Demokracja liberalna to koncept stosunkowo nowy. Nadrzędną wartością dla demokracji jest równość; liberalizmu – wolność. Te dwie wartości pozostają w ciągłym napięciu. Koniec historii nie nastąpił. Pastwię się nad Fukuyamą, może już niepotrzebnie. Być może w Chinach i Rosji słyszano o demokracji liberalnej, ale nie wydaje się, by te państwa w najbliższym czasie zmieniły swój ustrój na liberalno-demokratyczny.

Schmitt pisząc o uniwersalizmie liberalnej demokracji, postawił problem, który dostrzegamy także dziś w relacjach między państwami. Myślenie, że nastąpi globalny triumf liberalnej demokracji i dokona się konwergencja wszystkich ustrojów – nie potwierdziło się. Być może jedynie w warstwie kulturowej, niezależnie od ustrojów, dokonało się pewne ujednolicenie – niemal wszyscy jesteśmy konsumentami wytworów tego samego „przemysłu kulturowego” .

Schmitt stronił od uniwersalizmu. Był zwolennikiem „pluriwersum”, czyli istnienia wielości obszarów zintegrowanych pewną ideą, interesami i myśleniem.

Unilateralizm odchodzi w przeszłość. Mamy także do czynienia z postępującym rozchodzeniem się Europy i Ameryki. Polska nie może stać się koniem trojańskim Stanów Zjednoczonych w Europie. Nasze wyobrażenie Ameryki jest bardzo naiwne i dobrotliwe. Nie dostrzegamy amerykańskiego imperializmu, siły i interesów. Powinniśmy mieć świadomość, że nie mamy do czynienia z Armią Zbawienia, a z mocarstwem, które w XX wieku zdetronizowało Europę, wprowadziło w niej własny porządek i realizuje interesy, które nie zawsze są zbieżne z polskim interesem narodowym.

Umasowione społeczeństwo, uniwersalizm kultury, człowiek od siebie nie wymaga, jest roszczeniowy. Mamy powszechne prawo wyborcze. Czy ta kombinacja nie będzie skutkowała w dalszej perspektywie dominacją demokracji nad liberalizmem?

Obawia się Pan, że wolność zostanie pożarta przez równość. To prognoza Alexisa de Tocqueville’a z lat czterdziestych XIX wieku. Wyrażał obawę przed miękką tyranią, dominacją równości nad wolnością. Był człowiekiem pełnym rezygnacji – uważał, że tego procesu nie da się odwrócić lub zatrzymać. Nowoczesność jest szalenie dwuznaczna i ambiwalentna. Tak wiele rzeczy nam się w niej nie podoba, ale wciąż potrafimy dostrzec w niej wiele zjawisk, których nie chcielibyśmy już odwrócić, zmienić, zanegować. Alexis de Tocqueville stał w momencie dziejowego przełomu: widział odchodzący świat arystokratyczny, żałował odchodzącego etosu, sposobu myślenia o państwie, ale witał z pewną nadzieją i obawą nadchodzącą przyszłość. Uważał, że demokracja musi skończyć się czymś negatywnym – podgryzaniem wolności przez równość. Jego wielki lęk przed miękką i dobrotliwą tyranią, to zapowiedź rozrostu państwa opiekuńczego, troszczącego się człowiekiem od kołyski aż po grób, regulującego większość aspektów życia. To logiczna konsekwencja demokracji: państwo zostaje przejęte przez społeczeństwo, przestaje być odróżnialne od społeczeństwa, wszelkie bolączki społeczne stają się tematami politycznymi – bolączkami państwa.

Ciągle dwuznaczności!

Taka jest nowoczesność! Zacytuję maksymę, która widnieje nad wejściem do sali Bobrzyńskiego w Collegium Maius: „Wątpienie jest konieczne”.

Skoro niemal wszystko może być dwuznaczne, to co z prawdą? Jest pewnym konstruktem, który jest rezultatem deliberacji?

Porządek demokratyczny ma problem z tym pojęciem. Jeżeli zastanowi się Pan nad formami nowożytnego ładu politycznego: monarchicznym, demokratycznym i totalitarnym, to w tym pierwszym jest jedność władzy i wiedzy, władzy i prawdy. Istniała prawda, odniesienie do Boga, wyraźne wyartykułowanie prawa naturalnego. Władza ucieleśniała porządek hierarchiczny, była widzialnym ciałem, obecnym w konkretnej osobie, a jednocześnie reprezentowała coś ponad sobą: porządek metafizyczny. Z kolei forma totalitarna zdaniem Leforta była sztuczną próbą przywrócenia tej jedności, opartą na radykalnie immanentystycznej ideologii.

Liberalna demokracja w zasadzie  nie zgłasza pretensji do posiadania racji metafizycznych. Tu panuje relatywizm. Nikt nie ucieleśnia już jedności, jedność nie jest możliwa do zrealizowania. Symboliczne puste miejsce władzy mogą zająć różne „prawdy”, idee, ideologie. Nasz nowoczesny los oddaje metafora Oakeshotta: przebudowujemy statek, który zawsze pozostaje na pełnym morzu.

Prawda jest głosem większości.

Współcześnie tak. Pozostaje pytanie: Jakie są ograniczenia? Co jest możliwe? Co jest dopuszczalne? Jeśli przyjmiemy, że dopuszczalne i możliwe jest wszystko, co jest oczekiwaniem społecznym i wolą większości, to jest to bardzo niepokojące.

 

Wywiad autoryzowany. Rozmowa przeprowadzona 16.09.2019.

Comments are closed.