O czym mówię, kiedy mówię o… Murakamim.

On 21 listopada 2012 by Lidia Prokopowicz

Z otwartymi ramionami przyjmuję świeżo wydane w Polsce Zniknięcie słonia, które jest zbiorem opowiadań z końca XX wieku. Odczuwam ulgę podczas lektury, bo jest to najlepszy Murakami. Ten, dla którego największą tragedią zdaje się być śmierć kota, który czyni z ucha najpiękniejszą część kobiecego ciała.

Literatura światła.

Czytanie utworów Haruki Murakamiego zawsze było dla mnie niczym powolny spacer w pełnym słońcu. Koniecznie zimą, po kolana w śniegu.
Otwieram Zniknięcie słonia i zostaję oślepiona przez atmosferę opowiadań i prezentowane obrazy. Zaczynam czuć się jak bohater historii, która nosi tajemniczy tytuł: Ptak nakręcacz i wtorkowe kobiety. Razem z nim udaję się na poszukiwanie umykających mi na co dzień zjawisk.
Świat kreowany przez pisarza jest niebywale lekki w odbiorze. Kto poszukuje egzotyki i barwnych opisów Kraju Kwitnącej Wiśni mocno się rozczaruje. Bohaterowie gotują makaron, piją drinki, całe dnie spędzają w bibliotekach, korzystają z usług drogich prostytutek, jeżdżą autostradą, hodują koty. Nic ponad europejską, dobrze nam znaną normę.
Murakami doskonale „oddaje” rzeczywistość. Nie jest to jednak tradycyjny opis ciągnący się przez trzy strony. W jego utworach mamy do czynienia z celową kreacją narratora jako kogoś, kto „rejestruje” i „spisuje” wszystko co widzi. Krok w krok podążamy za bohaterem. Proste, krótkie zdania i wyzbycie się zbędnych środków stylistycznych to cechy tej prozy. Łatwy odbiór i lekkość przekazu. Jakby każde zdanie oświetlały jasne promienie.

Błądzenie we mgle.

Haruki Murakami tka magiczną sieć z nadzwyczajnie realistycznych szczegółów i faktów,  wtrąca w nią swojego bohatera i tam zostawia. Porzuca także czytelników, czekających na odpowiedzi, gdyż większość jego utworów ma zakończenie otwarte. Jest swoistą ironią to, że utwory tego autora składają się z prostych zdań i  przejrzystych obrazów, a całość pozostaje przeważnie niezrozumiała.
Czytać Murakamiego to jak błądzić we mgle. Czyha na nas wiele niebezpieczeństw, pułapek zastawionych przez samego artystę, który stara się zaszczepić w naszych umysłach wątpliwości. Czego mają one dotyczyć? Wszystkiego.

Haruki Murakami Zniknięcie Słonia gazetaprawna.pl

Haruki Murakami Zniknięcie Słonia
źródło:gazetaprawna.pl

Dlaczego więc tak chętnie sięgamy po utwory Murakamiego? Myślę, że to nic innego jak swoista moda. Naturalnie większość ludzi, którzy jego twórczość znają, zarzeka się, że czytała go zanim stał się popularny. Dla jasności powinnyśmy publikować fragmenty naszych dzienników, brzmiałyby one tak: „Lipiec 1997. Czytam H. M.  Przygody z owcą. Nic nie rozumiem”.
Obecnie Murakami ma własną półkę w Empiku. Czytają go gospodynie domowe, gimnazjaliści i biznesmeni – jest powszechnie znany i doceniany. A jednak coś się kończy.
Nie chcę być wieszczką zagłady jego kunsztu, ale po przeczytaniu trzech tomów  najnowszej powieści noszącej tytuł 1Q84 mam mieszane uczucia. Twórczość Murakamiego posiada jedną poważną wadę: nie mogę pozbyć się wrażenia, że nieustannie pisze on o tym samym. Niczym czytelników już nie zaskakuje. Nie chciałabym, żeby autor ten padł ofiarą „syndromu Paulo Coelho”. Pierwotnie doceniany, kiedy już się czytelnikom znudzi zostanie wyśmiany i zmieszany z błotem. Z otwartymi ramionami przyjmuję świeżo wydane w Polsce Zniknięcie słonia, które jest zbiorem opowiadań z końca XX wieku . Odczuwam ulgę podczas lektury, bo jest to najlepszy Murakami. Ten, dla którego największą tragedią zdaje się być śmierć kota, który czyni z ucha najpiękniejszą część kobiecego ciała.
Pojawia się cień szansy, że proza japońskiego pisarza wygra w starciu z krytyką, która jest nieodłączną partnerką popularności.

Czytać czy nie czytać?

Nie mam wątpliwości, że Murakami jest pisarzem wybitnym. „Tłumaczony na ponad 40 języków, zdobywca wielu prestiżowych nagród literackich w Japonii i Europie, sprzedawany w milionach egzemplarzy na świecie” – tak czytam w broszurce, którą wydawnictwo załączyło do mojej świeżo kupionej książki.
Murakami staje się mainstreamowy. Teraz każdy powinien zaznajomić się z jego prozą. Wyrobić sobie zdanie, by później móc się udzielić w kulturalnej rozmowie.
Żeby ta modna lektura nie sprawiła nikomu bólu należy sięgnąć po jego najlepsze (moim zdaniem) powieści, takie jak: Norwegian Wood, Kafka nad morzem, Po zmierzchu lub Tańcz, tańcz, tańcz.
Tylko trzeba uważać, żeby nie dać się zamknąć w fantastycznym świecie japońskich opowieści już na zawsze.

Haruki Murakami, Zniknięcie słonia, przeł. Anna Zielińska – Elliott,  Muza 2012.

Comments are closed.