OBIETNICE – CZY TO MA SENS?

On 10 sierpnia 2015 by DO

Zwiększenie kapitału konsumpcyjnego ludzi ubogich i najuboższych pobudzi naszą gospodarkę. Tak twierdzi nowo zaprzysiężony prezydent Andrzej Duda. Co z tego może wyniknąć?

prsa.pl

prsa.pl

Zależnie od punktu spojrzenia na kwestię pobudzenia gospodarczego poprzez zwiększoną konsumpcję, można uzyskać kilka, często sobie przeczących, odpowiedzi. Przeciwnicy redystrybucji dóbr przez państwo stwierdzą, że wsparcie najuboższych obywateli pieniędzmi zebranymi wcześniej z podatków wcale nie pomoże w rozwoju gospodarki. Pieniądze, które otrzymają byłyby i tak skonsumowane przez pierwotnych właścicieli, od których zostały one zabrane w postaci podatków. Co więcej, bilans będzie nawet ujemny, gdyż część tej kwoty zostanie pochłonięta przez administrację. W końcu transfer milionów czy nawet miliardów z rąk jednych osób do drugich nie może nic nie kosztować.

Pokrętna logika

Argument straty może być w pewien sposób pomniejszony poprzez uproszczenie metod wspierania warstw ubogich. Mowa tutaj o zwyczajnym zwiększeniu kwoty wolnej od podatku. Taniej jest przecież nie zabierać i nie dawać, niż zabierać i dawać. Jednakże i ten sposób budzi wątpliwości. Po pierwsze, w oficjalnej linii programowej Andrzeja Dudy zwiększenie kwoty wolnej od podatku nie ma za zadanie zastępować, a jedynie wspierać pomoc finansową dla ludzi ubogich. Oznacza to, że obok dotychczasowych transferów pieniężnych, zostanie rozbudowany system pomocy biernej. Jednakże podwójne wsparcie może poważnie zachwiać budżetem – tak twierdzą przeciwnicy pomysłu zwiększenia kwoty wolnej od podatku. Po głębszym zastanowieniu się, obecny sposób dystrybucji kapitału jest co najmniej patologiczny. Ludziom, którzy i tak nic nie mają, zabiera się większość, po czym – zależnie od szeregu spełnionych warunków – daje im się większe bądź mniejsze wsparcie. Oznacza to, że biedni składają się na siebie wzajemnie. Za taką sytuację obarczać można system podatkowy, który w Polsce oparty jest na zasadzie dochodów. Zarabiasz? W takim razie zrzucasz się, by pomóc tym co są chorzy, starzy, biedni, bezrobotni. I dotyczy to również zarabiających chorych, starych itd. Zwiększenie kwoty wolnej od podatku sprawia, że mniej pieniędzy się traci, nawet jeżeli mniej trafia do wspólnej puli i patologia wydaje się być mniejsza. Tylko jak teraz wytłumaczyć ludziom, że zmniejszenie opodatkowania powinno skutkować zmniejszeniem wsparcia finansowego?

Inwestowanie w NIE-innowacyjność

Wracając do kwestii transferu kapitału. Czy wydatki klasy wyższej, średniej i niższej są takie same? Otóż nie. Koszyk konsumpcyjny biedniejszych osób będzie procentowo obfitszy w artykuły pierwszej potrzeby, zwłaszcza w jedzenie. Czym osoba bogatsza, tym bardziej wyszukane stają się jej zapotrzebowania. Ubodzy nie będą chodzić do kina czy teatru, będą woleli kupić wielosezonowe ubrania niż podążać za ciągle zmieniającą się modą. Redystrybucja kapitału doprowadza do sytuacji, w której klasa średnia ma mniej pieniędzy na zakupy. Powstaje w ten sposób sztuczne zogniskowanie gospodarki krajowej na produktach tanich o dużym potencjale zbytu, potrzebnych i bogaczowi i biedakowi. Cierpi na tym innowacyjność i kreatywność, bowiem inne gałęzie rynku tracą możliwy do zdobycia kapitał. Tyczy się to zarówno branży elektroniki, motoryzacji, hobbystyki czy nawet szeroko rozumianego rynku książek. Po co rozwijać, unowocześniać coś, co staje się coraz słabiej opłacalne?

„Jeśli są głodni niech jedzą ciastka” – nowy standard ubóstwa

Patrząc na problem pomocy dla najuboższych nie powinniśmy zapominać o historii, a zdaję się, że właśnie o niej, w kwestiach polityki socjalnej, mówi się najmniej. Historia powinna być przecież jedynie związana z jedyną, prawdziwą i obowiązującą polityką historyczną, prawda? Nie należy jej wciągać w rozmowy o gospodarce czy zabezpieczeniach społecznych!

Gdybyśmy dysponowali wehikułem czasu i przenieśli do dzisiejszych czasów działacza socjalistycznego, żyjącego powiedzmy 100 lat temu, ten oniemiałby z wrażenia, bowiem wszystkie jego marzenia zostałyby spełnione. Minimalna pensja gwarantowana? Jest. Emerytura? Jest. Regulacje miejsca pracy, zasady bezpieczeństwa? Są. Obowiązkowe kaski, gogle, rękawiczki, klimatyzacja w dni upalne, wymagania, które musi spełnić ten bezwzględny, krwiopijny kapitalista, tnący na wszystkim koszta? Są. „Szklane domy”? Co prawda nie szklane, ale socjalne, jak najbardziej. Powszechny system edukacji? Jest. Wszystkie postulaty dotyczące godnego życia zostały spełnione. Teraz dyskusja dotycząca relacji pracodawca-pracobiorca mniej skupia się na tym JAK pomóc, a bardziej ILE dać. Oczywiście, wciąż są debaty dotyczące równouprawnienia, praw matek, urlopów itp., ale środek ciężkości debaty spoczywa na kwestii „ile dostaniemy wsparcia?”, „ile ma wynosić kwota minimalna?”, „ile będę dostawał emerytury?”… Nikt w tak rozwiniętym kraju jakim jest Polska, nie powinien żyć poniżej dolnej granicy ubóstwa. Fakt, z roku na rok, coraz szybciej podążamy za rozwojem cywilizacyjnym, a standardy, jakie 100 lat temu były przyzwoite, dzisiaj są już zdecydowanie poniżej minimum. Prawdą jest niestety, że hasło „jak żyć?” wypowiedziane przez swego autora, na niemal każdym innym niż Europa kontynencie spotkałoby się ze wzrokiem pełnym pogardy. Godne minimum już od dawna wymknęło się z ram racjonalności.

„Obietnice należy spełnić” i nie ma wątpliwości, że Prezydent Duda będzie starał się przeforsować swoje sztandarowe obietnice wyborcze, a jedną z nich jest wsparcie najuboższych. Mam nadzieję, że jako osoba rozsądna, bo za takiego uważam Andrzeja Dudę, będzie w stanie zarówno dotrzymać, nie raz danego słowa, jak i nie szkodzić, choćby niechcący, ogółowi.

//Bartosz Dudek

Comments are closed.