ODBAŁKANIZOWANE BAŁKANY

On 25 września 2013 by Mateusz Ciołkowski

Czyli polityczne refleksje ze stopa

Trzytygodniową podróż stopem, którą odbyłem w wakacje po krajach bałkańskich, traktowałem jako konfrontację z funkcjonującym stereotypem regionu dzikiego, groźnego, zajętego przez awanturnicze wspólnoty. Miast zapowiadaną przez sceptyków pięścią, Bałkany przywitały mnie przyjacielskim uściskiem.

fot. Paulina Michałowska

fot. Paulina Michałowska

Krótka historia zatrutego pojęcia*

Najstarsza znana wzmianka o Bałkanach pochodzi z piętnastowiecznych zapisków Kallimacha. W czasie podróży dyplomatycznej do stolicy Turków osmańskich, wspomniał o górach Haemus, łańcuchu przecinającym Bułgarię, biegnącym ze wschodu na zachód wzdłuż Dunaju, które miejscowa ludność nazwała Bałkanem. Aż do początku XIX wieku pojęcie Bałkan stosowano właśnie jako synonim gór Haemus. Tym zaś, który ukuł nazwę „Półwysep Bałkański” i zastosował ją w swojej pracy Goea z 1808 roku, był niemiecki kartograf August Zeune.

Ledwie słowo „Bałkany” zdążyło zadomowić się w oficjalnym języku ludzi nauki i polityki, a już (po II wojnie bałkańskiej i I Wojnie Światowej) zostało bezlitośnie nasączone znaczeniem pejoratywnym. Terminem „bałkanizacja” powszechnie określano proces atomizacji dużych jednostek państwowych oraz wyodrębniania się z nich podmiotów mniejszych, autonomicznych, pozostających najczęściej w ostrym sporze. Paradoksalne, kiedy słowo powstało i uzyskało popularność, na mapie Bałkanów pojawiło się tylko jedno nowe państwo narodowe – Albania.

Walter Rathenau, prezes niemieckiego przedsiębiorstwa elektrycznego AEG, przez rozmowami pokojowymi w 1918 ostrzegał w wywiadzie dla „New York Times”, że surowe potraktowanie Niemiec przyniesie w dalszej perspektywie „bałkanizację Europy”,
a więc, w domyśle, nieznaną dotychczas barbaryzację i zniszczenie.

Drugi etap używania tego terminu rozpoczął się po II Wojnie Światowej. W latach sześćdziesiątych Austriak Alexander Vodopivec pisze na przykład o „bałkanizacji Austrii”, mając na myśli atrofię instytucji publicznych, rosnącą skalę korupcji, długu publicznego i tak dalej.

Powrót do przeszłości

Podróż przez państwa tamtego regionu wywołała u mnie wspomnienia z dzieciństwa, kiedy każda podróż za granicę była okupiona paroma godzinami straconymi na kolejnych przejściach granicznych. Na Bałkanach ruch w takich miejscach odbywa się w miarę płynnie – tylko co pewien czas zdarza się bardziej szczegółowa kontrola. A taka pojawiła się choćby wtedy, gdy ze znajomą próbowaliśmy przekroczyć granicę między Grecją a Macedonią, jadąc z obywatelami tego drugiego państwa. Celnik nakazał opuszczenie pojazdu, zapytał o nasze pokaźne plecaki (czy przewozimy alkohol, papierosy lub narkotyki), by po chwili próbować rozwikłać zagadkę czekolady (!) przewożonej przez mężczyzn, z którymi jechaliśmy. Trwało to około dziesięciu minut, później można było jechać dalej.

Skopje, nie Macedonia

Macedonia… Kiedy wjeżdżaliśmy do niej z Serbii pierwszą rzeczą, na którą zwróciłem uwagę były bezpańskie psy, błąkające się między budynkami celników a parkingiem dla kierowców tirów. Podróż w głąb kraju autostradą imienia Aleksandra Wielkiego, obok lotniska imienia Aleksandra Wielkiego, przyniosła ze sobą niezliczoną ilość pięknych widoków.

Akcentowanie historycznego zakorzenienia nie jest w Macedonii przypadkowe. Ma to związek z nierozwiązaną kwestią uznania statusu tego państwa na arenie międzynarodowej. Obecnie nazwę „Republika Macedonii” uznaje sto dwadzieścia pięć ze stu pięćdziesięciu czterech krajów, z którymi Macedonia utrzymuje stosunki dyplomatyczne. Nie uznają jej takie kraje, jak Francja, Niemcy czy Włochy. Drugim istotnym problemem jest istnienie od roku 2008 Kosowa, jako względnie samodzielnego bytu państwowego. Mimo, że spierają się o nią głównie Albańczycy i Serbowie, dla Macedonii, której 25% społeczeństwa stanowią Albańczycy o silnym poczuciu tożsamości narodowej, jest to nie lada problem.

O tym, jak protekcjonalnie Macedonia jest traktowana w regionie, przekonałem się w Kastorii, niewielkim mieście położonym w Górach Dynarskich na północy Grecji,
w czasie rozmowy z Niko**. Ten skądinąd niezwykle kulturalnie przysposobiony człowiek, który nie tylko podwiózł nas kilkadziesiąt kilometrów, ale także pokazał po drodze kilka ciekawych miejsc, proponując kolację i nocleg w domu swojej babci, przestrzegł nas, żebyśmy nie stosowali w Grecji określenia „Macedonia”. Powinniśmy raczej mówić, że jedziemy do… Skopje – choć naszym celem była Bitola.

Macedonii i jej mieszkańcom nie mógłbym nie wystawić w tym miejscu skromnej laurki za nadzwyczajną gościnność, zainteresowanie nami-autostopowiczami. Wyrażało się ono między innymi w tym, że kierowcy oferowali nam przejazd, kiedy zwyczajnie maszerowaliśmy trotuarem w poszukiwaniu dogodnego miejsca do łapania. A także za dogodny, powszedni klimat nad jeziorem Ochrydzkim, pozbawionym choćby nuty „kurortowości”, a więc wysokiego zagęszczenia turystów i horrendalnych cen.

1237446_630742203624287_1967254417_o

fot. Paulina Michałowska

Bałkany a miniona wojna

Przed wyjazdem zastanawiałem się nad współczesnym odbiorem wojny na terenach byłej Jugosławii. Jej znaki udało mi się uchwycić dopiero pod koniec podróży, kiedy z Dubrownika skierowaliśmy się w stronę Bośni i Hercegowiny.

Przede wszystkim, co bolesne, ich obecność zdradzają nie tylko plakaty informujące o wystawach poświęconych wojnie czy książki dostępne w sklepach z pamiątkami, ale budynki – drudzy po ludności, świadkowie tamtych zdarzeń. Na przedmieściach Mostaru (redukowanego często do „jednego mostu”, a moim zdaniem paradoksalnie najwyrazistszego symbolu Bałkanów – za sprawą mozaiki religijnej – bliskiego sąsiedztwa kościołów i meczetów, intymnej starówki i turkusowej Neretwy) widać ich wiele – bez dachów, dużych fragmentów ścian, w towarzystwie porzuconych konstrukcji samochodów. Z kolei w Sarajewie, kiedy tułałem się zauroczony po ścisłym centrum, moją uwagę co pewien czas przykuwały pojedyncze ściany, których powierzchnia naznaczona była licznymi śladami po kulach.

Petar, student uniwersytetu w Sarajewie mówi, że pamięć o wojnie w młodszym pokoleniu istnieje, ale mim wszelkich różnic między poszczególnymi państwami, nie napędza wzajemnej niechęci. Rozbieżności religijne i kulturowe, będące istotnymi przyczynami tamtej wojny, są dla niego i jego rówieśników niezrozumiałe. Oby miał rację.

Islam obecny

Nasza wizyta w Sarajewie przypadła na okres ramadanu – dziewiątego miesiąca w kalendarzu muzułmańskim. Zgodnie z przekazem Koranu, to wtedy Archanioł Gabriel zaczął ukazywać się Mahometowi. Dla muzułmanów to zatem czas intensywnej modlitwy – nie tylko w trakcie dnia, ale także nocą. Wiele meczetów, w tym najważniejszy, Gazi Husrev-Bega, informuje o zakazie zwiedzania – istnieje tylko możliwość obserwacji świątyni z wyznaczonego dystansu.

Ostatniego popołudnia postanowiliśmy wybrać się na wzgórze, gdzie moglibyśmy w ciszy odpocząć od panującego w centrum zgiełku i rekordowo wysokiej wówczas temperatury. Kiedy już znaleźliśmy dogodne miejsce, rozłożyliśmy koc i w ciszy, przerywanej niekiedy przez przejeżdżający w oddali samochód, nabieraliśmy energii. Po pewnym czasie od strony miasta dochodzić do nas zaczynało nawoływanie muezinów do modlitwy. Początkowo z jednego minaretu, ale bardzo szybko liczba głosów zwiększyła się tak, że nad całym Sarajewem unosiła się mistyczna aura Adhanu, złożonego z siedmiu formuł wysławiających Allacha (do tradycji islamu Adhan wprowadził Mahomet).

Pomyślałem wówczas, że nasze myślenie o ekspansji islamu błędnie wychodzi od obrazu terroryzmu. To właśnie obecność tej religii w przestrzeni publicznej stanowi największy wyraz jej rozwoju. Oczywiście za sprawą jej wyznawców, dla których miejsce i czas nie ma znaczenia, kiedy należy wypełnić obowiązek modlitwy.

Odbałkanizowane

Bałkany to znacznie więcej niż udało mi się zaobserwować i przelać na papier. A już z pewnością więcej niż polityka i wojna. Do wielu z tych miejsc, które w tym roku odwiedziłem na pewno – i to chyba stanowi najlepszą rekomendację. A tych, którzy jeszcze czują strach przed tym regionem zapewniam: nie mają one wspólnego wiele ze stereotypami, znanymi choćby z Tajemnicy rezydencji Chimneys Agathy Christie: „To jedno z bałkańskich państw […]? Główne rzeki – nieznane. Główne pasma górskie – też nieznane, chyba sporo ich jest. Stolica Ekereszt. Ludność – przeważnie bandyci. Ich hobby to mordowanie królów i robienie rewolucji.”.

* Opracowana na podstawie książki Marii Todorovej „Bałkany wyobrażone”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2008.

** Imiona osób, z którymi wówczas rozmawiałem zostały zmienione.

TEMAT Z NAJNOWSZEGO WYDANIA NIEREGULARNIKA. DO_OD 01.10.

zdjęcie w tle - Kopia

Comments are closed.