ONA I MIŁOŚĆ NA SŁUCHAWCE

On 24 lutego 2014 by DO

14 lutego do polskich kin wszedł nowy film Spike’a Jonza’a. Walentynkowa data jest jak najbardziej na miejscu. Ona to opowieść o poszukiwaniu miłości, lecz niekoniecznie osobowej. Systemy operacyjne też są pociągające, ale czy można zbudować z jednym z nich trwałą więź, a wcześniej się zakochać?

3bf2e981

źródło: pitchfork.com

Samotność w roku 2025

Gatunkowo Ona stanowi połączenie dramatu i science-fiction. To romans wbudowany w świat nowych technologii, ale wciąż będący historią o ludziach i ich relacjach społecznych. Oryginalność Jonze’a nie kończy się na śmiałym wykorzystywaniu różnych konwencji. Reżyser filmów takich jak Adaptacja czy Być jak John Malkovich i w tym przypadku na pierwszym planie stawia sylwetkę artysty, pisarza. Choć Theodorowi (Joaquin Phoenix od czasu Mistrza na aktorskiej fali wznoszącej) bliżej do copywritera, który swoimi ckliwymi listami uszczęśliwi ludzi, to nie można odmówić mu kunsztu i kreatywności pracy. Jednak bardziej istotne jest to, że pisząc miłosne listy na zlecenia klientów, sam, wrażliwy i introwertyczny, jest nieszczęśliwy prywatnie. Przeżywa sprawę rozwodową, a przy tym nieustannie przypomina sobie najlepsze momenty ze wspólnego życia z żoną. Do czasu.

Bohater z charakterystycznym wąsem, w czerwonej koszuli i sporych okularach przechadza się ulicami nowoczesnego Los Angeles roku 2025. Ta pięknie pokazana metropolia nie ma nic z przaśnych projektów przyszłości, w których androidy obsługują latające samochody. To jutro przedstawione w minimalistyczny sposób, oszczędne w środkach – z wieżowcami spotykanymi na co dzień, z obszerną panoramą miasta, z wciąż chodzącymi po ulicach ludźmi, jednak bardziej odosobnionymi. Samotność w sieci? Nie, samotność w ogóle. Dobre komputerowe oprogramowanie zastąpiło drugą osobę. Poza nielicznymi wyjątkami (u Theodora spotkaniami z żoną i przyjaciółką Amy czy zaaranżowaną randką) ludzkich interakcji to słuchawka w uchu zapewnia społeczne życie. W filmie system operacyjny jest powszechny, dostępny dla każdego. Wpierw służy pomocą jako asystent – skorelowany z komputerem osobistym przekazuje werbalnie wiadomości. Lecz jego nowa odmiana to nie tylko pomocnik, to funkcjonalnie zaawansowany powiernik i wyposażony w emocjonalne cechy kochanek, dostępny też w wersji kobiecej.

Zakochać się w systemie operacyjnym?

Nie dziwi więc fakt, że Theodore, uprzednio instalując najnowszy system, wybrał opcję drugą. Zdziwił się bardziej, gdy usłyszał seksowny głos Samanthy (Scarlett Johansson), który, jako bezosobowa sztuczna inteligencja, w mgnieniu oka, przy użyciu spotęgowanych danych, dopasowuje się do samotnego bohatera. Dopasowuje się mentalnie, tak, aby celebrować każdą chwilę spędzoną z użytkownikiem, aby wejść w każdą rolę społeczną ich relacji i tworzenia związku. Tak, Theodore zakochuje się w Samancie, bo jak nikt inny potrafi go zrozumieć i zaakceptować, bez skutków ubocznych i konsekwencji. To naprawdę zaawansowana sztuczna inteligencja. Samantha potrafi się intelektualnie rozwijać i uczyć w szybkim tempie. Ogranicza ją wyłącznie brak ciała – to nadal jedynie interakcja głosowa, pozbawiona pozawerbalnych elementów, choć i to komputer próbuje w pewien sposób kompensować z Theodorem. Te gry imitacji między człowiekiem a maszyną pokazane są w niezwykle intymnych barwach. Wspólnie poszukują oni kontekstów i znaczeń dla swoich społecznych istnień. Jednak czy system operacyjny może zdradzać swojego użytkownika, a zbudowana więź pozostać nienaruszona?

W filmie Jonze’a czasami trudne pytania przeplatane są zbyt prostymi odpowiedziami. Przeważa tendencyjność dialogów – nazbyt pretensjonalne, wręcz ocierają się o banał. Nietrudno zgadnąć, że nie da się zamknąć całej prawdy o miłości i samotności (a do tego film pretenduje) w sentencjach, którym bliżej do pamiętnika „złotych myśli”. Czasami też denerwować może tempo filmu – kamera, bez zbędnego napięcia, powolnie snuje się za bohaterem. „Ona” przestaje być nużąca, gdy uwierzy się w dobrze rozrysowaną fabułę, w utkaną opowieść i futurystyczny związek, gdy odrzuci się zbudowane na wyborze płci systemu uprzedzenia. Wtedy sceny wydają się przejmujące i łatwiej docenić powolną pastelowość obrazu. Jego całość zgrabnie dopełnia melancholijna muzyka, która towarzyszy bohaterowi w (co też trzeba podkreślić) niezwykle estetycznych kadrach i spójnie dobranych wizualnie przestrzeniach. Dlatego, z aż 5 nominacji do Oscara, z pewnością na wyróżnienie zasługują te za scenariusz i scenografię.

//Rafał Czech

Ona, reż. Spike Jonze

Comments are closed.