OPOWIEŚCI Z TWOJEGO MIASTA

On 7 czerwca 2013 by Lidia Prokopowicz

Dziennik Łódzki donosi: Pijani studenci, mieszkańcy jednego z akademików, postanowili wysłać swojego kolegę na Marsa. W tym celu umieścili go w kartonie, na którym widniał napis „Misja na marsa”. Student udający się w kosmos został wyrzucony z 12 pietra i zginął na miejscu. Zawiadomiona przez sąsiadów policja szybko odnalazła mieszkanie, w którym nadal trwała impreza. Zastali w nim nietrzeźwych studentów przygotowujących drugi karton, na którym napisane było „Misja ratunkowa”.

Puma grasuje w Polsce co jakiś czas.

Czarna puma grasuje w Polsce nie od dziś…

Urban legend.

            Każdy z nas zna jakąś miejską legendę. Wysoce prawdopodobną historię opowiedzianą przez znajomego. Nierzadko dajemy się na nie nabrać, bo pochodzą z wiarygodnego źródła, a czasem nawet koleżanka siostry przyjaciela była naocznym świadkiem. Lubimy się bać i lubimy straszyć. Ochoczo powtarzamy opowieści, które zasłyszeliśmy, do momentu aż historia zaczyna żyć własnym życiem i nikt nie jest wstanie powiedzieć, skąd dokładnie pochodzi. 
            Legenda z „Misją na Marsa” krąży po Krakowie od lat. Pierwszy raz usłyszałam ją będąc w liceum. Ponoć kolega koleżanki był w tym mieszkaniu. Szybko jednak okazało się, że studenci z Łodzi, Warszawy, Lublina też postanowili wyruszyć w kosmos. Sama opowieść w Internecie krąży raz to z dopiskiem „Dziennik Łódzki” drugi raz z „Onet.pl”. Cała Polska chwali pomysłowość anonimowych studentów. Niejeden będzie się zarzekać, że coś takiego naprawdę miało miejsce, ot siła miejskiej legendy. Mamy bowiem skłonność do wierzenia w historie, które – mimo że zmyślone – są bardzo prawdopodobne i dodatkowo bazują na głęboko zakorzenionych w nas lękach.

Miejskie legendy są zjawiskiem globalnym, opowieści w różnych wariantach są powielane i rozpowszechniane, co w znacznym stopniu ułatwia nam dziś Internet. Choć i za czasów PRL-u po ulicach większych miast jeździła Czarna Wołga wzbudzająca popłoch wśród dzieci i matek. W młodości słyszałam opowieść o Szatanie podróżującym czarnym Mercedesem i pytającym dzieci o godzinę. I mimo, że strach przed Żydami mordującymi dzieci na mace czy zarazą przenoszoną przez szczury jest nam dziś obcy, pewne pozostałości tych lęków odnaleźć można jeszcze w miejskich legendach.

Studencie! Lubisz hamburgery?

             Przykładem takiej historii jest opowieść o mężczyźnie, który żywił się hamburgerami. Pewnego dnia podczas posiłku poczuł, że coś mu utknęło między zębami. Nawet w domu nie potrafił tego wyjąć, poszedł więc do dentysty. Po chwili specjalista wyciągnął mu z ust ząb szczura. Podobna opowieść traktuje o szczurzym pazurze w batonie znanej marki. Historie te, opowiadane z uczuciem przez przeciwników znanych sieciówek, robią furorę w dużych miastach. Ilość wariantów jest tak duża, że niemożliwym jest ustalenie pochodzenia tych opowieści.

            Szczury pobudzają naszą wyobraźnię jak mało które zwierzę. Ubiegłoroczna majówka Polaków stała pod hasłem „puszek piwa zanieczyszczonych szczurzym moczem”. Internet huczał od informacji na temat zgonu spowodowanego bakterią, która dzięki udziałowi gryzoni znalazła się na opakowaniu, dokładnie w miejscu, które dotykamy ustami podczas spożywania.
            Ogromna ilość miejskich legend dotyczy jedzenia. Podświadomy strach bądź niepewność towarzyszy nam przy spożywaniu prawie każdego pokarmu pochodzącego z nieznanego miejsca. Tego typu miejskie legendy są tak prawdopodobne, bo nieustannie podsycają je potwierdzone informacje na temat niesmacznych zawartości wielu produktów znanych i nieznanych marek.

 Szanuj się studentko!

             Prawie wszystkie miejskie legendy zawierają elementy grozy i makabry. Najciekawsze jednak ostrzegają przed okropnymi skutkami działań, sprzecznymi z zasadami obowiązującymi w danej społeczności. Te legendy jak żadne inne potwierdzają nasze lęki i obawy przed złem czyhającym wszędzie. Kiedy młoda kobieta idzie do klubu i poznaje mężczyznę, ale nie zachowuje dystansu jak na damę przystało, może spodziewać się najgorszego… tak przynajmniej jest w opowieści o „koleżance znajomego”, która wybrała się z przyjaciółmi potańczyć. Podczas całonocnej imprezy dziewczyna poznaje mężczyznę, z którym tańczy i świetnie się bawi. Tajemniczy nieznajomy kradnie jej niejeden, a kilkanaście pocałunków, prosi o numer telefonu, a nad ranem zaprasza do siebie „na kawę”. Młoda kobieta odmawia i wraca do domu. Po kilku godzinach dostrzega w okolicach swoich ust dziwną wysypkę, z którą udaje się do lekarza. Po badaniu dziewczyna trafia na komisariat, bowiem okazuje się, że opryszczkę spowodować mógł tylko trupi jad. Odnaleziony dzięki numerowi telefonu mężczyzna okazuje się nekrofilem, chowającym w swoim domu ciała dwóch młodych dziewcząt.

            Legenda ta, mimo że zupełnie prosta i nawet niezbyt prawdopodobna, trafia w sedno naszej kultury. Zarazem przestrzega przed zbyt lekkimi obyczajami, jak i przeszywa tych/te, które postępują niewłaściwie. Panna, która w chwili słabości symbolicznie oddaje się nieznajomemu, zostaje boleśnie napiętnowana. Samo piętno w postaci wysypki pochodzi od mężczyzny, który nie jest wymarzonym wampirycznym kochankiem, a przerażającym nekrofilem. Przeszywa, bowiem niemal każdy całował się kiedyś z kimś nieznajomym. Zarazem współczujemy dziewczynie z opowieści, jak i odczuwamy lęk, że mogło spotkać nas coś podobnego.

 Symbol Szatana.

            Opowieści o satanistach, zaczepiających dzieci wracające ze szkoły, by spytać je jaki mają zeszyt i podjąć działania zgodne z odpowiedzią (żyletkami cięli uczniów w kratkę lub w linie), krążyły po Polsce w latach 90. XX wieku. Zaniepokojone matki odprowadzały swoje pociechy do szkoły i przyprowadzały do domu. Gdy groza opadła, diabeł zaatakował ponownie.
            W połowie kwietnia na konferencji „Piekielne zabawy” podczas swojej prelekcji ks. Paweł Popielnicki, diecezjalny egzorcysta, ostrzegał rodziców przed demonicznymi zabawkami. Ksiądz nieopatrznie posłużył się przykładem miejskiej legendy. Jak pisaliśmy na naszej stronie: „większość relacji z konferencji podaje tylko i wyłącznie treść owej legendy, pomijając dalszą część słów prelegenta, w której zaznacza on, iż historia ta jest nieprawdziwa!” Media narobiły trochę szumu wokół księdza „wierzącego w internetowe historyjki” i sprawa ucichła. Zapewne jednak niedługo wróci, gdyż historia ta nosi charakter orientalny i bazuje na błędnym, ale posiadającym duży potencjał przekonaniu, że w Japonii nie dzieje się dobrze pod względem moralności. Ponadto legenda ta jest wyjątkowo ciekawa.

            Japonia. Rodzice chorego na raka jamy ustnej dziecka zostają poinformowani, że już nic nie da się zrobić, by ich pociecha wróciła do zdrowia. Zrozpaczona matka prosi złego ducha (bądź diabła) o pomoc. Ten stawia jej warunek: ma stworzyć wizerunek pod którym miliony będą go bezwiednie czcić. Kobieta rysuje słodkiego, białego kotka o za dużej głowie i wielkich oczach. Zwierzątko nie ma ust. Wielka firma kupuje pomysł i produkuje miliardy produktów z owym wizerunkiem, a dziecko wraca do zdrowia.
            I tym o to sposobem ponoć wszystkie małe i duże dziewczynki kupując owe popularne produkty czczą szatana nic o tym nie wiedząc. Legenda odwołująca się do przekonania, że zło czyha wszędzie. Zarazem współczujemy dziecku choremu na raka (lęk przed chorobą), z drugiej strony boimy się bezwiednych konszachtów ze złymi mocami. Na sam koniec dorzućmy przekonanie, że zło przyszło do nas z Dalekiego Wschodu.

Siła przekazu

             Wszystkie powyższe legendy łatwo wsadzić do worka z bajkami, gdyż w ich przekazywanie nie angażują się media. Kiedy jednak w grę wchodzi informacja z wieczornego dziennika, sprawy nabierają tempa.

„Puma poluje na ludzi w Polsce”, „Alarm! Czarna puma grasuje w Polsce”, „Krwawa rzeź na Pomorzu. Puma znów atakuje w Polsce”, „Czarna puma krąży po Polsce. Przebyła setki kilometrów”. To tylko kilka nagłówków dotyczących niesamowitej pumy z Polski.
Polska puma przemierzyła setki kilometrów, a im więcej o niej informacji w mediach, tym więcej doniesień o jej pojawieniu się. Jeszcze niedawno puma grasowała rokrocznie, zimowała na strychach polskich domostw, by z pierwszymi promieniami słońca udać się w pola, lasy i straszyć biednych ludzi. Niewykluczone, iż kiedyś jakiś wielki kot uciekł z cyrku lub nielegalnej hodowli, ale na pewno nie przemierzył całej Polski. Dzięki mediom co drugie wielkie zwierze widziane w oddali wydawało się Polakom pumą.
Jak czytamy na stronie atrapa.net „Legendarna puma nie jest tylko polskim zjawiskiem. Pumę widywano m.in. w USA (stan Michigan, lata: 1984, 1985, 1989, 1992; Illinois, rok 1992; Maryland, rok 1994), we Włoszech (przedmieścia Rzymu, lata 1989-1990), w Anglii (gdzie czarna puma pojawiała się na tyle często, że zyskała przydomki „Pumy z Surrey” czy „Bestii z Exmoor”), we Francji. Naturalnie ani w Stanach Zjednoczonych, ani we Włoszech, ani w Anglii, ani we Francji nie schwytano żadnej pumy, żywej czy martwej.”
Ciekawe, czy i tego lata puma znów zaskoczy Polaków?

Dodaj komentarz