Drugi Obieg » THE OSCAR GOES TO…?

THE OSCAR GOES TO…?

On 20 lutego 2015 by DO

Prestiżowe nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej zostaną przyznane 22 lutego, dlatego warto przyjrzeć się tegorocznym nominacjom do złotej statuetki. Najwięcej, po dziewięć szans na Oscara mają filmy Birdman i Grand Budapest Hotel. Osiem nominacji zdobyła Gra tajemnic. Po sześć wyróżnień otrzymały obrazy Boyhood i Snajper. Foxcatcher, Whiplash i Interstellar uzyskały po pięć nominacji.

Statuetki już czekają na laureatów / newyorker.com

Zdaniem bukmacherów największe szanse na otrzymanie prestiżowej statuetki w kategorii najlepszy film mają Boyhood oraz Birdman. Najbliższa gala oscarowa jawi się jako jedna z najciekawszych ceremonii od lat. Według przewidywań jury będzie dokonać wyboru między diametralnie różnymi od siebie obrazami – prostą a zarazem niezwykle prawdziwa historią ukazaną w filmie Boyhood w reżyserii Richarda Linklatera oraz psychologicznym komediodramatem Birdman Alejandro Gonzáleza Inárritu.

Trzeba przyznać, iż dość nietypowe byłoby wyróżnienie tego drugiego obrazu, będącego dziełem niepokojącym, zgłębiającym tajniki umysłu artysty, które stanowi jednak jedynie asumpt do refleksji nad uniwersalnymi pragnieniami i lękami każdego z nas. W filmie zostaje przedstawiona historia podstarzałego gwiazdora kina akcji Riggana Thompsona, który decyduje się na wystawienie ambitnej sztuki na Brodwayu, by udowodnić, że nie jest aktorem jednej roli.

Oś filmu skupia się na swoistej walce Thomsona ze swoim alter ego. Tytułowy Birdman jawi się jako uosobienie wszelkich lęków, ale zarazem tęsknot i namiętności aktora. Jest hipostazą pragnienia wielkości, stanowi ucieleśnienie horacjańskiego motywu non omnis moriar, chęci ocalenia siebie od zapomnienia. W Birdmanie widzimy aktorów podążających za mistycznym prestiżem, przechodniów szukających popularności w Internecie, a nawet bezdomnego, wygłaszającego na widok Thompsona przejmujący monolog w nadziei, iż zostanie dostrzeżony.

Dominantę kompozycyjną obrazu stanowią liczne kontrasty – popularność zostaje zestawiona z poważaniem, szaleństwo z normalnością, komercja ze sztuką, egoizm z odpowiedzialnością. Jeśli chodzi o stronę techniczną filmu to jest ona dopracowana pod każdym względem. Birdman stanowi obraz, odznaczający się tym, iż nie posiada słabych ról, gdyż cała obsada stanęła na wyżynach swoich możliwości. Jednak szczególne uznanie należy się Michaelowi Keatonowi, który w roli będącej w pewnym sensie paralelą jego życia, potrafił oddać całe spektrum emocji towarzyszących Rigganowi. Reżyser filmu sprawił, iż przytłaczający klimat Nowego Jorku, teatralna sceneria, brodwayowska bohema, a także schizofreniczna sytuacja egzystencjalna głównego bohatera łączą się w strumień świadomości uchwycony na ekranie za pomocą jednego ujęcia.

Zupełnie innym filmem jest Boyhood Richarda Linklatera, stanowiący pewnego rodzaju eksperyment. Mamy bowiem do czynienia z pierwszym w historii kinematografii obrazem kręconym przez dwanaście lat. Produkcja ta stała się sensacją na wielu festiwalach, w tym Berlinale, a krytycy zgodnie określają ją mianem dzieła sztuki. Linklater snując opowieść o dojrzewaniu zdecydował się osadzić ją w czasie rzeczywistym. Celem reżysera było jak najwierniejsze odzwierciedlenie naturalnego rytmu życia oraz uczynienie z widza świadka przemian zachodzących w bohaterach.

Wydaje się, iż główny atut filmu stanowi uniwersalizm prezentowanej historii, w której każdy może odnaleźć fragmenty dzieciństwa, wspomnienia lat minionych. Jego siłą jest to, że stanowi on swoiste lustro, dające możliwość przyjrzenia się własnemu dorastaniu. Cecha ta sprawia, iż obraz traktujący o zwykłym, przyziemnym życiu na niemal trzy godziny w pełni absorbuje uwagę. Linklater posiada zdolność wiarygodnego opowiadania o blaskach i cieniach dorastania. W wizji reżysera młodość jest przepełniona energią i pragnieniem doznawania nowych wrażeń, a jednocześnie niepewna siebie oraz pełna obaw.

Film nie jest skonstruowany według tradycyjnych zasad kreowania fabuły, nie ma w nim zwrotów akcji czy zaskakującego punktu kulminacyjnego. Reżyser ukazuje zarówno wydarzenia ważne jak i te nieistotne, splata ze sobą prozę życia oraz piękno chwili. Nie stara się w żaden sposób ubarwić prezentowanej historii, lecz zajmuje się rzetelną dokumentacją procesu dorastania. Mimo że film o dojrzewaniu stanowi gatunek dość schematyczny, bo przecież pojawiło się już wiele obrazów ukazujących okres buntu, przełamywania utartych reguł i narzuconych zasad, Linklaterowi udało się nie powielić tej konwencji. Główny bohater to młody człowiek, kształtujący własną tożsamość, poszukujący swego miejsca w świecie. Nie boi się stawiać fundamentalnych pytań, nieustannie szuka odpowiedzi na to, kim jest, chce być i co powinien osiągnąć w życiu. Boyhood prezentuje historię ludzi, mających realne problemy, ujmuje szczerością i prostotą opowieści, która tak wiernie oddaje prawdziwe życie. Produkcja stanowi także relację przemian zachodzących na świecie, udało jej się uchwycić zmiany polityczne, modowe oraz muzyczne zachodzące w USA. Film posiada niezwykły i urzekający klimat stworzony z niesamowitym wyczuciem, jest epiczny, subtelny, zachwyca od początku do końca. Choć traktuje o rzeczach zwykłych, ani przez chwilę nie ociera się o banał. Boyhood stanowi kino przyziemne, zarazem proste jaki i bardzo wymowne w swej treści, pozostawia widza z refleksjami na temat sensu życia. Jest nie tylko ciekawym filmowym eksperymentem, ale przede wszystkim doskonałym świadectwem tego, iż piękno tkwi w prostocie.

//Sonia Żogała

Comments are closed.