PANI POSEŁ. NIE POSŁANKO – ROZMOWA Z KRYSTYNĄ PAWŁOWICZ

On 27 grudnia 2014 by DO

O „utrząsaniu” wyników wyborów samorządowych, księstwach PSL, lewackiej dyktaturze i dowodzie na istnienie diabła. Rozmowa Aleksandry Gierackiej i Kamila Popieli z Krystyną Pawłowicz, poseł Prawa i Sprawiedliwości.

źródło: wikipedia.pl

źródło: wikipedia.pl

Kamil Popiela: Prawo i Sprawiedliwość podważa wyniki wyborów samorządowych. Prezes Kaczyński mówi o ich sfałszowaniu. Kto zatem je sfałszował? Państwowa Komisja Wyborcza, premier Kopacz czy może Polskie Stronnictwo Ludowe? Ale to przecież PiS wygrał wybory.

Krystyna Pawłowicz: PiS wygrał wybory i nie wygrał wyborów. Wygrał rzuconym ochłapem, który był efektem do dziś niewyjaśnionych sposobów obliczeń. Według pierwszego sondażu exit-poll PiS uzyskał bardzo dobry wynik, a wschodnia Polska znalazła się pod władzą PiS. Rządzący układ doznał szoku tak dobrym rezultatem. Gdy wygrywa osoba z PiS, zaczynają psuć się maszyny, coś się zaczyna dziać, nie można obliczyć wyniku. I tak stało się w tym przypadku. Po „utrząsaniu” wyników wyborów znów okazało się, że PiS miało znacznie gorszy wynik.

Aleksandra Gieracka: Czyli, pani zdaniem, w tym przypadku również doszło do jakichś działań, które miały na celu zdyskredytowanie PiS?

Wyglądało to na takie „utrząsanie” wyników. W efekcie, zamiast tych 9 województw, w których wygraliśmy przewagą 7 proc., po ostatecznym obliczeniu – „utrząsaniu” na linii między komisjami, okazało się, że wygraliśmy znacznie mniejszą ilością punktów, niż pokazywano w exit-poll. A 16 proc. przybyło nagle PSL. Tymczasem w dużych miastach była ogromna ilość głosów nieważnych, na przykład w Malborku 40 czy 50 proc. Ta nieważność wynikać mogła z tego, że dopisywano głosy. Po prostu. To na pewno świadczy o tym, że wybory zostały sfałszowane albo że mamy durnia co drugiego Polaka. Co więcej, przy liczeniu okazuje się, że głosy wyparowały, na przykład  130 tys. na Śląsku. Na listach znajdowały się osoby, które w ogóle nie kandydowały. Worki z głosami leżały niezapakowane. Moim zdaniem, to PiS wygrało wybory i to znacznie wyżej niż oficjalnie na końcu podano. Nasze głosy zaliczano PSL-owi, nie dotykając prawdopodobnie PO i SLD. Proporcje podanych ostatecznych wyników PiS i PSL, według bardzo wielu osób są całkowicie niewiarygodne i wzięte z sufitu. Dzięki temu w Gdańsku PSL mogło zwyciężyć 40 proc. głosów, a były w Polsce miejsca, w których wygrał w 100 proc.

KP: Tylko dlaczego głosy trafiły akurat do PSL, a nie do Platformy, która ma większość?

To niech pan się spyta tych, co „utrząsali” wyniki. Też chcielibyśmy wiedzieć. Osobiście myślę, że gdyby dodano głosy dla PO, to nikt by nie uwierzył, że Platforma jest o 10 czy więcej procent przed PiS. A tak wzmocniono bezpiecznie sojusznika, czyli PSL. PKW jest tutaj winna. Wcześniej też była stronnicza. Przy poprzednich wyborach do Parlamentu Europejskiego, PKW zakazała na przykład fotografowania protokołów wyborczych przez członków komisji. To jest sprzeczne z prawem. Nigdzie nie ma możliwości ograniczania jawności życia publicznego, a zwłaszcza zasady jawności obliczania i ogłaszania wyników wyborów. To jest skandal. Dlaczego PKW tak zrobiła? Żeby żadnego dowodu nie było i by uniemożliwić niezależne liczenie głosów. Ludzie mieli uczyć się wyników na pamięć? Poza tym, to „utrząsanie” odbywało się między komisjami wszystkich szczebli, a do tego nikt z zewnątrz nie ma dostępu. Uważam, że PKW to zombie, który pozostał z PRL. Wprawdzie osoby te zostały powołane później, po 1989 roku, ale wywodzą się jeszcze z czasów komuny. Także sposób działania tego organu, brak kontroli sądowej nad jego działaniami dowodzą potrzeby koniecznych zmian w sprawie organizacji wyborów w Polsce. A wybory to jest najważniejsza czynność, mówiąc z patosem – serce demokracji.

KP: Byłem przewodniczącym jednej z komisji obwodowych w Krakowie. W tej szkole był mąż zaufania z PiS, który nie stwierdził nieprawidłowości.

Czy ta komisja miała zakres kompetencji całej Polski?

KP: Oczywiście, że nie.

Jest 1500 skarg i wniosków. Poza tym instytucja protestu wyborczego jest tak skonstruowana, że można skarżyć tylko na tę komisję, w której okręgu było się zarejestrowanym jako wyborca. W wielu miejscach ludzie zgłaszali, że widzieli naruszenia, ale jak mieli zebrać dowody, kiedy są one poza ich zasięgiem. Nie ma dostępu na przykład do kart z głosowania, ani protokołów wyborczych. Ludzie widzieli nieprawidłowości, ale sądy wymagają dowodów. W postępowaniu cywilnym trzeba udowodnić to, co się zarzuca. W tym przypadku to bardzo trudne. To, że w pana komisji było dobrze i pan nic nie zauważył, to nie może być pan pewny, co zrobiono dalej z wynikami.

KP: Zauważyłem pewną prawidłowość, że w wyborach do rad dzielnic czy na prezydenta miasta w Krakowie, odsetek głosów nieważnych był niewielki. A do sejmików wojewódzkich kart nieważnych – przede wszystkich pustych – był znaczny. Czy to nie był protest przeciwko całemu establishmentowi politycznemu?

To tylko oznacza to, że te wybory zostały źle przygotowane i przez to zafałszowane. Można było wyjąć karty z zaznaczonymi głosami, na przykład na PiS, i dorzucić puste. Były bardzo mylące instrukcje i sposób głosowania, zwłaszcza do sejmików i powiatów. Ludzie nie wiedzieli, czy stawiać w książeczkach z kartkami krzyżyk na każdej stronie. Bardzo dużo osób stawiało krzyżyk na każdej stronie, co unieważniało głosy. Najwięcej nieważnych głosów było właśnie z tego powodu i to zamącenie ludziom, jak mają głosować. Z kolei wojewódzki szczebel samorządu dostanie w najbliższych latach najwyższą ostatnią transzę unijnych środków, które pozwolą utrzymać się obecnej ekipie u władzy. Nadużycia bardzo się w tym przypadku opłacały. Wydawane środki mają pokazać, że to PSL i PO budują Polskę, a opozycja nie robi nic. Nie może nic robić, bo nie dysponuje pieniędzmi.

KP: Portal demagog.org.pl opublikował niedawno raport, wskazujący, że w wyborach do sejmików wojewódzkich w poprzednich latach liczba głosów nieważnych była wyższa niż w innych wyborach. I tak w 2002 roku oddano 15 proc. głosów nieważnych, w 2006, gdy rządziło PiS – 13 proc., w 2010 – 12 proc., a w 2014 jest wzrost do 18 proc.

Ale to prawie co piąta osoba.   

KP: Niemniej jednak prawidłowość z ostatnich lat wskazuje na to, że w wyborach do sejmików wojewódzkich jest znacznie większa liczba głosów nieważnych niż do wyborów innych szczebli. A w porównaniu do 2002 roku to 3 procent więcej.

Tego zjawiska w ogóle nie powinno być. Obecny układ miał się o co nieuczciwie bić. Zdobycie transzy środków unijnych dla samorządów daje możliwość wygrania kolejnych wyborów, a być może uciszy opozycję, która nie mając dostępu do pieniędzy nie może ludziom nic materialnie zaoferować. Trzeba też podkreślić, że to nie PiS organizowało wybory, tylko w samorządach wójtowie z PSL  i Państwowa Komisja Wyborcza. Są takie gminy w Polsce, gdzie PiS nie ma żadnego przedstawiciela, a PSL może robić co chce.

KP: Jeśli dobrze rozumiem to po ostatnich wyborach samorządowych to PSL jest głównym wrogiem politycznym PiS.

PSL ma w rzeczywistości coraz bardziej „umierające” poparcie, dlatego, że ta partia działa przeciw rolnikom: podwyższyła dla nich wiek emerytalny, w tym dla kobiet aż o 12 lat, nie troszczy się o równe dopłaty unijne. Rolnicy mają tego dość.

KP: Nie ma co ukrywać, że kodeks wyborczy nie jest idealny. Czyli, pani zdaniem, to PKW sfałszowało wybory?

Sprawa jest bardziej złożona. Członkom PKW nie tylko nie udało się dobrze zorganizować wyborów, ale też policzyć głosów. Sami to przyznali składając dymisję. Przedstawiciele PKW są z powołania rządzących, którzy ustalają reguły prawa wyborczego i zwykle interpretują je przeciwko opozycji, czyli PiS. Premier Tusk niejednokrotnie wykorzystywał czas antenowy w telewizji i zawsze to było, według PKW, w porządku. Nigdy PKW nie potrafiła tego negatywnie ocenić, nie nadzorowała też obiektywnie przebiegu kampanii. Natomiast same wybory samorządowe organizuje przede wszystkim PSL. Bo wszystkie samorządowe szczeble to księstwa PSL od wielu lat. Brak kompetencji PKW z pewnością ułatwił zafałszowanie wyborów.

KP: Nie mogę się nie odnieść do poprzednich rządów. Nie tylko premier Tusk wykorzystywał telewizję przed wyborami. Tak samo postępował w 2006 roku Jarosław Kaczyński czy Leszek Miller w 2002 roku.

Trzeba odróżnić jednak intensywność wystąpień. Szef rządu powinien być powściągliwy w trakcie kampanii. Poza tym media same wspierają PO w sposób nieograniczony czasowo.

AG: W Słupsku wygrał lewicowy Robert Biedroń, a w Wadowicach Mateusz Klinowski, który jest zdeklarowanym ateistą. To wyraz zmęczenia elektoratu politykami, którzy działają od wielu lat, czy zmęczenia bieżącą polityką?

Środowiska lewackie są dofinansowane ze środków unijnych, to nie jest żadna tajemnica. Pani Bieńkowska, kiedy była jeszcze ministrem rozwoju regionalnego na pytanie europosła Ryszarda Legutki, odpowiedziała, że Unia Europejska uzależnia wydatkowanie środków unijnych od popierania polityki równościowej, tak zwanej genderowej. Żaden przedsiębiorca nie dostanie środków unijnych bez zobowiązania, że ich część przeznaczy na realizację tej polityki. Środowiska lewackie są bogate. Na politykę równościową idą nieprawdopodobnie duże pieniądze. Pan Biedroń ma być wizytówką postępu lewactwa w Polsce. Ma to przekonać część społeczeństwa, że już się zmieniliśmy jako naród, jesteśmy europejscy i „kulturalni”. Słupsk był zawsze PZPR-owski i SLD-owski. Teren ten zasiedlano po II wojnie, jak pokazują badania socjologiczne, robotnikami i komunistami. Podobnie jest z Częstochową. W Słupsku jest bardzo specyficzny przekrój społeczny. Ludzie nigdy nie byli tam szczególnie proprawicowi czy propolscy, skoro zwyciężało tam SLD, spadkobiercy komunistów. Ktoś będzie mi mówił, że oni rozumieją polskość na swój sposób. A ja rozumiem na sposób tradycyjny: jako zespół wartości, które są zawarte chociażby w preambule polskiej konstytucji – chrześcijańskie dziedzictwo narodu polskiego, szacunek dla historii odrzucającej zniewolenie i metody niedemokratyczne. Słupsk, Częstochowa, a zwłaszcza Wadowice – osoby wierzące powiedziałyby, że mamy w tych przypadkach dowód na istnienie diabła. Tam, gdzie są ośrodki najbardziej uświęcone, tam lewackie środowiska są finansowane i działają szczególnie aktywnie, żeby symbolicznie uzyskać duchowe zwycięstwo i jednocześnie pognębić Polaków – naród w przeważającej części wierzący.

AG: W miastach, które są kojarzone z kultem religijnym niekoniecznie wszyscy mieszkańcy muszą przynależeć do Kościoła.

Ciekawa jestem jak ludzie w Częstochowie zareagują, gdy prezydent po raz kolejny wystąpi z inicjatywą opodatkowania pielgrzymów. Jest to bezczelne, lewackie, cyniczne działanie, kiedy lewactwo chce czerpać korzyści z Kościoła, choć ograniczyć może przez to wpływy finansowe z obecności pielgrzymów w tym mieście, a tym samym dochody przedsiębiorców. Gazeta Wyborcza często sprzedaje obrazki z Janem Pawłem II czy kolędy by zwiększyć nakład tej walczącej z katolikami prasy. Lewactwo, które sprawuje obecnie władzę w Polsce, czyli PO i PSL, ma interes, żeby trwać przy obecnych, wadliwych, nieuczciwych procedurach wyborczych do upadłego. Również media skutecznie wykorzeniają Polaków. Społeczeństwo nie ma pełnego dostępu do informacji. Portale społecznościowe, w tym Facebook cenzurują wypowiedzi. Moja strona została zablokowana na dwa dni, gdy jeden facet napisał mi, że nienawidzę gejów. Ja mu odpisałam: „Proszę pana, niech pan nie mówi gejów, bo to zmienia sens słowa. Gej to jest z angielskiego chłopaczek. Proszę mówić pederasta”. I za to zostałam zablokowana.  To jest lewacka dyktatura.

AG: Jakiś czas temu zamieściła pani na Facebooku wpis, w którym pytała pani jakie polskie słowo mogłoby zastąpić angielskie gender.

Często na spotkaniach mam do czynienia  z sytuacją, że ludzie używają tego słowa i nie wiedzą, co znaczy. Jest ono niezwykle mylące i ludzie nie wiedzą o co chodzi. Słyszą, że brzmi to tak zagranicznie, i że to może być coś fajnego. Natomiast gender po angielsku oznacza rodzaj, bo płeć to jest sex. To jest pojęcie z zakresu gramatyki. Używanie tego słowa jest praktykowane przez środowiska lewackie po to, by złagodzić publiczny przekaz ich równościowej, chorej ideologii. Tym sposobem odbierają nam język i kulturę, promują inne, szkodliwe wartości.

AG: Skoro uważa pani, że z każdej strony polskość jest atakowana przez lewackość, to czy w związku z tym Polska jest w kryzysie?

Oczywiście, że jest w kryzysie i nie tylko z tego powodu. Z normalnego państwa nie ucieka dwa-trzy miliony ludzi. Tusk obiecał, że wszyscy będą wracali, a on sam zwiał ze stanowiska. Mamy państwo w kryzysie. Nie mamy polskiej marki w gospodarce. Na przykład w Niemczech nikt bezmyślnie nie zamyka kopalń, stoczni, nie prywatyzuje banków. Unia Europejska jest kolejną formą Rzeszy, w której Niemcy odbiły się od dna po II wojnie światowej. Kryzys jest widoczny i każdy może go zobaczyć i odczuć. Kryzys gospodarczy, kulturowy i duchowy. Załamanie systemu ubezpieczeń, zanik gospodarki, brak polskich marek, emigracja, upadek moralny, upadek rodziny, władzy, fałszowane wybory, upadek państwa.

AG:  Czyli jedynym sposobem na wyjście z kryzysu jest powrót PiS do władzy?

Nie. To pani tak twierdzi. Receptą jest poprawa tego, o czym mówiłam. Kto prowadziłby taką politykę, tego trzeba by poprzeć. Tylko, że Platforma nie prowadzi takiej polityki.

KP: A PiS prowadził?

Gdy był u władzy kilkanaście miesięcy – tak. Dbano o rodzinę, obniżono podatki. Polska godnie działała na arenie międzynarodowej. Co do obecnych planów, to proszę się zapoznać z programem PiS. Na stronach PiS jest nowy program z lutego 2014 roku.

KP: Każda partia ma na swoich stronach internetowych programy, ale to jeszcze o niczym nie świadczy.

Platforma ma program, którego nie realizuje i oszukuje wyborców. PO nie obiecywała zapędzenia ludzi do roboty do 67 roku życia. A tak zrobiła. Miała w programie obniżkę podatków, a wszystkie podwyższyła. Zabrała pieniądze z ubezpieczeń. Handluje suwerennością państwa, i widać to na co dzień w Sejmie. PO nie obiecywała, a walczy przeciwko rodzinie, z historią Polski, Kościołem, promuje lewactwo i zboczenia, jest kompletnie bezideową partią-chorągiewką. Pan Tusk to zresztą sam zapowiedział, że będą działać nawet „na granicy prawa”, by nie oddać władzy opozycji PiS. W tym celu PO właśnie tak działa przy pomocy drugiej kompletnie bezideowej partii jak PSL i zaburzonych ludzi z lewej strony.

KP: W niedawnym rankingu tygodnika „Polityka” znalazła się pani w gronie najgorzej ocenianych posłów.

W prawicowym elektoracie jestem – jak sądzę – wyżej oceniana. Na moich spotkaniach bywa niekiedy po 600 osób. Pan Macierewicz czy prezes Kaczyński w tych lewackich notowaniach pewnie jeszcze gorzej wypadają. Dla mnie to tylko potwierdzenie, że bardzo lewactwu, walczącemu z Polską przeszkadzam.

KP: Ale w zestawieniu „Polityki” wśród najlepszych posłów znalazł się poseł Szczerski z PiS.

Ale to jest sprawa „Polityki”, jaką politykę w sprawie rankingów prowadzi. Zasadą lewactwa jest: dziel i rządź. Pana prof. Krzysztofa Szczerskiego wyjątkowo wysoko cenię. Ale mój styl jest nie do zaakceptowania dla „Polityki”. Jestem według nich „niegrzeczna”. Trudno. Jestem zadowolona i wielu moich wyborców ceni moją otwartość i – jak sądzę – odwagę. A to, co mówi „Polityka” mnie nie obchodzi.

AG: Na zakończenie pytanie o kontrowersje językowe. Część kobiet-posłów chce, żeby zwracać się do nich per pani posłanko. A pani zdaniem?

Nie życzę sobie tego. Terrorystki genderowe nie szanują tego prawa, zwracają się do mnie wbrew moim żądaniom i wbrew mojej woli „pani posłanko”. Nie jestem niczyje posłanko, łóżeczko, kołyska. To narusza moje dobra osobiste, gdy Wanda Nowicka zwraca się do mnie w ten niepoprawny sposób. Także polska konstytucja nic nie mówi o posłankach, tylko o posłach. Paniach i panach posłach. 

//Aleksandra Gieracka//Kamil Popiela

Comments are closed.