Parada złośliwości

On 27 listopada 2012 by Katarzyna Prażmowska

W jednym z wywiadów Marcin Świetlicki na nieśmiertelne pytanie o źródło swojej inspiracji odpowiedział, że czerpie ją z zasłyszanych rozmów. Podobnie było w moim przypadku, a pośrednim sprawcą powstania tego artykułu jest dyskusja, która wybuchła na łamach dziennika „Metro”.

Historię rozpoczyna obywatelska odezwa, jaką warszawski Zarząd Transportu Miejskiego wystosował do młodych ludzi, aby ustępowali miejsca osobom starszym (szczegóły można     poznać na stronie metromsn.pl). Niewinna, w swoim założeniu, prośba wywołała istną burzę wśród czytelników „Metra” i otworzyła bezdenny worek złośliwości. Na pierwszej stronie dziennika z 20 listopada ukazała się rozmowa z prof. Zbigniewem Mikołejką w roli eksperta. Czy tylko dlatego, że w sierpniowym wydaniu „Wysokich Obcasów Extra” skrytykował głośne zachowanie nieuważnych, młodych matek wsiadających do transportu publicznego z wózkiem dziecięcym? Jeżeli tak, to od początku można się spodziewać jaki będzie poziom kulturalny całego sporu.

Zaczyna się wcale dobrze, bo od wspomnienia osób rozmawiających głośno przez telefon komórkowy. Okazuje się, że jest to komentarz do odbierania resztek wątpliwego komfortu jazdy zatłoczonym pojazdem. Przechodząc do właściwej części wypowiedzi pan profesor miło zaskakuje tym, że próbuje podejść do sprawy braku wychowania młodych osób psychologicznie, socjologicznie, a nawet historycznie. Winien całego zamieszania jest rozpad wartości rodzinnych oraz zanik rodzin wielopokoleniowych – młodzi nie są uczeni szacunku dla osób starszych, nie mają możliwości oswojenia się ze starością, więc uważają ją za coś obcego, złego. Tym samym widząc, że do autobusu wsiada starsza osoba podświadomie zaczynają odczuwać strach i agresję przed tym, co spotka ich w przyszłości, a swoją niezgodę manifestują poprzez przykucie do zajmowanego siedzenia. Taka konkluzja jest wynikiem rozumowania pana profesora. Dodatkową nieufność generuje widmo PRL-u, snujące się za postacią miłej staruszki. Ponadto młodzi uważają, że należą się im jak najlepsze warunki do rozwoju – do czego, według rozmówcy, zalicza się egoistyczna żądza siedzenia w tramwaju. Współcześnie wszystko jest tak łatwo dostępne (matura, studia, praca), że przestaje się szanować tych, którzy ciężko pracowali na to co mają.

Ekspert stawił też czoła zarzutom, jakie pojawiły się w listach czytelników „Metra”. Wylicza się w nich trudy i znoje, z jakimi radzą sobie młodzi (ciężka praca, opcjonalnie dwa etaty, wciśnięte między zajęcia na studiach zaocznych, a żeby było dramatyczniej kredyt na mieszkanie, samochód, lodówkę i psa), które prof. Mikołejko kwituje jednym, krótkim zdaniem: on też pracuje – i to nawet w niedziele – dlaczego więc miałby odmówić sobie przyjemności zajęcia miejsca        w podmiejskim pociągu?
Możesz pomyśleć, drogi czytelniku, że wyśmiewam prof. Mikołejkę i staję w obronie młodych. Otóż nie, i to z bardzo prostego powodu: to, co przeczytałam w listach czytelników „Metra” na kolejnej stronie wywołało u mnie szok. Nie bez przyczyny mój tekst ma taki tytuł –      z owych listów wręcz wylewa się bezczelność i jad. Polacy uwielbiają narzekać, co uczynię i ja pisząc dalszą część tego artykułu.

Podawane w listach argumenty podzieliłam na dwie grupy: absurdalnych i tych, z którymi mogę się zgodzić. Do tych pierwszych zaliczyłabym takie pikantne przykłady, jak zarzut jazdy w godzinach szczytu. Przecież starsi nie pracują i mogą wybrać każdą inną porę dnia. Proponuję zatem wrócić do starych metod, które w takim razie nie wiadomo dlaczego zniknęły i każdemu obywatelowi w odpowiednim wieku wręczyć książeczkę pracy, którą będzie okazywał oficerowi stojącemu przy wejściu do pojazdu. A, co tam! Niech młodzi też takie dostaną, w końcu wśród nich też zdarzają się darmozjady, a przecież tylko klasa pracujących może siedzieć. Bezrobotni będą mogli podróżować około południa i w nocy, a jak powszechnie wiadomo, to świetny czas na odwiedzenie chorej przyjaciółki w szpitalu lub wizytę u kardiologa (dodatkowo rozwiążą się problemy kolejek w ośrodkach zdrowia – gabinety przyjmują całą dobę!). Należy też nałożyć jakieś ograniczenia gabarytowe – przecież rower czy siatki z zakupami też zajmują miejsce. A już najgorsi są ci turyści z plecakami, zwłaszcza zagraniczni, bo jak tu się z nimi dogadać i wytłumaczyć im nieomylność polskiego prawa? Na koniec największa bezczelność ze strony starszych osób: przecież mają bilety za darmo, więc jak oni śmią zwracać uwagę tej biednej, zapracowanej przyszłości narodu? I tutaj wysmakowany cytat z jednego listu: „(…) mają komunikację miejską za darmo, więc nie powinni narzekać, bo darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.” Zamiast podróżować na targ czy do supermarketu niech zaopatrują się w sklepie niedaleko miejsca zamieszkania (to może od razu wydzielić jakieś strefy i kontrolować przepływ ludności).

Gdy się już wyzłośliwiłam, tak jak autorzy listów, mogę przytoczyć kilka trafnych argumentów, które nawet mają rację bytu. Niestety, są to tylko dwa. Pierwszy dotyczy sytuacji, gdy wiele miejsc jest wolnych, a osoba ewidentnie pragnie tego jedynego, które aktualnie jest zajęte. Wszyscy znamy scenkę z Dnia świra, gdzie lokalizacja w autobusie jest kluczowa pod względem strategicznym. Drugi zarzut to brak uprzejmości. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Żółci wylewającej się z obu stron barykady jest, jak sądzę, podobna ilość, a jedyną obowiązującą zasadą jest w tym przypadku oko za oko.
Ciekawa jestem jak ci młodzi ludzie, którzy wzięli udział w tym sporze przytaczając takie argumenty traktują swoich krewnych oraz jak wygląda życie rodzinne tych starszych. Mówi się, że mądrość przychodzi z wiekiem, ale widać, że złośliwość potrafi odebrać rozsądek. Młodzi już są zgorzkniali, więc co będzie, gdy będą tymi „starszymi” i wsiądą do autobusu? „Pociesza mnie to, że takie osoby nie będą potrafiły wychować swoich dzieci i w przyszłości spotka je takie samo lub jeszcze gorsze traktowanie od kolejnego pokolenia.” Nie ma się z czego cieszyć, tak prawdopodobnie po prostu będzie i już.
Generalizowanie zawsze jest czymś złym. Nie wszyscy młodzi ludzie to gbury bez manier, niektórzy zapracowani studenci potrafią się kulturalnie zachować. Z kolei starsi nie zawsze są natarczywi i niemili, czasem zagają przyjemną rozmowę, więc nie traktujmy ich jako balastu. Ciekawa jest cezura wiekowa, jaką zastosowała redakcja „Metra”. Ustanawiając aktualną granicę młodości na rok 1982 rozwiązała odwieczną zagadkę. A już zupełnie na koniec: jeśli komuś nie     w smak takie spory i obrzucanie się nie do końca merytorycznymi zarzutami, zawsze można ponarzekać na transport publiczny, złe rozplanowanie tras, wysokie ceny biletów, małe pojazdy… i tak dalej, na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.

Dodaj komentarz