Paruzja

On 6 stycznia 2013 by Maciej Wirmański

„Teokratyczny despotyzm Chomeiniego natomiast prowadził do tępoty i bigoterii, poniżając inteligencję, przekreślając idee, eliminując piękno i wdzięk, zastępując cywilizację barbarzyństwem, wreszcie przeinaczając sens grzechu i sprowadzając go do obsesji na tle seksu, jakby życie nie było niczym innym jak fallusem, waginą lub zwieraczem odbytu.”

Oriana Fallaci „Wywiad z władzą”.

I tak oto rok ów i dzieje tego roku nie powinny kończyć się podsumowaniami, które z góry, a prawdopodobnie fałszywie zakładają linearność dziejów. Kto (u)słuszny, niechaj słucha – historia kołem się toczy. Depczemy sobie w kółeczko wesoło, a w szczególności największa organizacja polityczno-społeczna jaką jest Kościół rzymsko-katolicki w Polsce.

A i ja sobie drepczę wraz – o tej samej porze, na tej samej stronie popełniłem taki sam, a podobny artykuł, który spowodowany był tym samym bodźcem. Arcybiskup Michalik daje powody do refleksji co roku te same, co roku przy okazji pasterkowej homilii daje upust swym najdzikszym fantazjom. Bo choć noc przedbożonarodzeniowa to nie noc kupały, to i tak budzi demony albo i raczej wypadałoby powiedzieć boginki w nabrzmiałych głowach duszpasterzy i zwykłych ordynarnych (takich trochę w stylu Charlesa Bronsona)  i tak bardziej nowoczesnych też.

Pasterka była polityczna, bo traktowała o podpisanej przez Polskę Konwencji o Zapobieganiu Przemocy Wobec Kobiet. Arcybiskup przyczepił się zwrotu, który rzekomo miał mocno pić w religię i tradycję, jako źródło przemocy. Zastrzeżenia arcybiskupa może również budzić odwoływanie się w konwencji do takich pojęć, jak gender (wymiennie z płcią kulturową). Niezależnie od tego, czy kolejna konwencja, która dotyka problemu, który obiektywnie istnieje (około 800 tys. kobiet jest ofiarą przemocy domowej, blisko 150 ginie z rąk partnerów) cokolwiek zmieni, cokolwiek pomoże lub naprawi (nie sądzę, mnożenie aktów prawnych powoduje zbędne kłopoty) to pewnego rodzaju objawy histerii księdza i innych kapłanów są tutaj zauważalne.

Jak zauważył trafnie Cezary Michalski ta fascynacja seksem w kontekście religijnym jest w istocie aktem pełnym perwersji. A przecież o seksie możnaby wspominać z okazji innych świąt. Nie wiem czy Święto Trzech Króli można tu dopasować (ale jakiś epizodzik z żywota Jana Pawła II – już na pewno); z okazji Wielkanocy – już prędzej (wiosna i ten-tego), później jest Święto Pracy (dla prekariuszy i proletariuszy), czyli świętego Józefa (dla porządny ludzi; który był ojcem Boga wcielonego, ale nie tak jakby sam chciał) później Święto Trzeciego Maja (dla ateuszy, francowatych oświeceniowców i niektórych konserwatystów) lub Matki Boskiej Częstochowskiej (którą chciał upaprać jakiś popapraniec, chcący zmieniać, biedaczek, świat za pomocą czarnej farby), późnie może Boże Ciało (już z uwagi na przewrotną nazwę). Dalej mamy Matki Boski Zielnej (lub dla laickich niewdzięczników – kulminacja bitwy warszawskiej, tfu! cudu najprawdziwszego, niepokalanego), później może Wszystkich Świętych (manichejczyku Augustynie módl się za nami o czystość, tak jak się modliłeś o swoją!) i aż do świąt, które sprzyjają prokreacji, która biologicznie powinna  kończyć się Narodzeniem.

Na Nowy Rok, a w zasadzie podobny do każdego innego, życzmy sobie, tego co miało wydarzyć się w roku mijającym. Oby sprawiczoną scenę polityczną rozprawiczył jakiś bardziej potentny twór lewicowy niż Ruch Palikota. Aby polska polityka jawiła się raczej jako orgia idei a nie skromna publiczna, a wstydliwa masturbacja.

I jeśli Kościół ma być czymś wypełniony, to raczej Duchem Świętym niż feromonami, które swą mgłą ograniczają widzenie na to, czym powinno być chrześcijaństwo – a nie kończy się ono bynajmniej na rozmnażaniu.

Więcej:  KULTURA STAROCI

Maanam | Paranoja jest goła

Comments are closed.