PIĘKNIEJSZA STRONA POLITYKI

On 6 stycznia 2016 by DO

W tegorocznych wyborach parlamentarnych na czele największych partii stanęły trzy kobiety: Beata Szydło, Ewa Kopacz oraz Barbara Nowacka. Czy jest to zapowiedź tego, że głos kobiet w polityce i życiu społecznym stanie się bardziej słyszalny? Z pewnością warto przyjrzeć się trzem kobietom, które zmieniły oblicze polskiej polityki.

premier.gov.pl

premier.gov.pl

Beata Szydło ma 52 lata. Ukończyła studia z zakresu etnografii na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, następnie była doktorantką na tym samym wydziale. W 1997 roku ukończyła studia podyplomowe dla menedżerów kultury w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, a w 2001 w Akademii Ekonomicznej w Krakowie – zarządzanie samorządem terytorialnym w Unii Europejskiej. W 2005 roku wstąpiła w szeregi Prawa i Sprawiedliwości, po kilku latach została wiceprezesem partii, a w tegorocznych wyborach prezydenckich była szefem sztabu Andrzeja Dudy, wraz z nim podróżowała po Polsce i niewątpliwie przyczyniła się do jego zwycięstwa.

Kampania prezydencka była dla Beaty Szydło momentem przełomowym w jej karierze. Dzięki niej zyskała ogólnopolską rozpoznawalność, przychylność mediów i wreszcie, nominację na kandydata na premiera. W czasie kampanii parlamentarnej Beata Szydło przekonywała o konieczności przyspieszenia wzrostu gospodarczego oraz realizacji idei sprawiedliwości społecznej. Wśród plejady obietnic, przyszła premier zapowiadała m. in. świadczenie o wysokości 500 zł miesięcznie na dziecko, przywrócenie wieku emerytalnego sprzed reformy, wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej w wysokości 12 zł oraz podniesienie kwoty wolnej od podatku. Postulatami tymi zapewniła sobie przychylność i, co ważniejsze, poparcie Polaków w wyborach, w których zdecydowali, iż to właśnie Prawu i Sprawiedliwości pragną powierzyć misję sprawowania władzy w kraju przez najbliższe cztery lata. O tym, jaki będzie jej rodzaj możemy jedynie się domyślać na podstawie wizji wygłoszonej przez Beatę Szydło podczas exposé.

Odbuduje wiarę w demokrację?

Osiem lat rządów Platformy Obywatelskiej, która straciła poparcie w wyniku licznych afer, niewyciągania właściwych wniosków oraz zamiatania spraw pod dywan, niewątpliwie obniżyło poziom zaufania Polaków nie tylko do władzy, ale także do państwa polskiego. Premier Szydło podczas exposé stwierdziła, że należy „odbudować wiarę w demokrację”. Jej deklaracja może u niektórych wywołać sceptyczny uśmiech, gdyż dzień wcześniej prezydent Andrzej Duda ułaskawił Mariusza Kamińskiego, koordynatora ds. służb specjalnych w rządzie Szydło, którego proces był jeszcze w toku. Co więcej, kilka dni wcześniej Prawo i Sprawiedliwość przedstawiło projekt ustawy ograniczającej niezależność Trybunały Konstytucyjnego. Wspomniane działania podejmowane przez nowy rząd i prezydenta mogą dziwić, choćby dlatego, że jeśli partia traktuje poważnie obietnicę przywrócenia zaufania obywateli do państwa prawa oraz wymiaru sprawiedliwości, to jej wyrazem winien być szacunek dla tych instytucji, a nie próby swoiście pojętej naprawy wymiaru sprawiedliwości przez zastępowanie władzy sądowniczej.

Problematyczna wydaje się być także kwestia polityki zagranicznej. Według wizji premier będzie ona prowadzona w sposób „podmiotowy” i asertywny. Z pozoru nic w tym złego, co więcej powinien cieszyć fakt, iż Beata Szydło pragnie, by nasz kraj powstał z kolan i stał się równoprawnym podmiotem na arenie międzynarodowej. Zastanawiające są jednak próby realizacji owej wizji. Jako przykład można podać chociażby ostatnią wypowiedź Witolda Waszczykowskiego na temat kryzysu migracyjnego, która z pewnością była pewną formą niezbyt subtelnego sprzeciwu wobec polityki Unii Europejskiej, nieprzynoszącego Polsce żadnych korzyści politycznych.

Wielu komentatorów zauważa, iż Beata Szydło nie jest samodzielnym, niezależnym politykiem. Nie wypracowała swojej pozycji w partii i nie stanęła na jej czele jako lider, lecz została niejako nominowana na kandydata na premiera przez Jarosława Kaczyńskiego. W ich ocenie Szydło jawi się jako marionetka w rękach prezesa, który będzie, jako szara eminencja, kontrolować zza kulis panią premier i cały rząd.

Po wyborach jedna kwestia z pewnością nie budzi najmniejszych wątpliwości: Prawo i Sprawiedliwość otrzymało pełnię władzy, zyskało pewne przywileje, ale również polityczną odpowiedzialność. I co najważniejsze, ma cztery lata na wprowadzenie zapowiedzianych w kampanii zmian.

Słuchała, rozumiała, pomogła?

Wychowywała się w Radomiu, ukończyła studia lekarskie na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Lublinie. Uzyskała specjalizację drugiego stopnia w zakresie medycyny rodzinnej i pierwszego stopnia w zakresie pediatrii. W 2001 roku dołączyła do Platformy Obywatelskiej, w 2007 objęła tekę ministra zdrowia, w kolejnej kadencji została wybrana na Marszałka Sejmu, stając się tym samym pierwszą kobietą na tym stanowisku w historii polskiego parlamentaryzmu. Po wyborze Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej, stanęła na czele polskiego rządu.

Ewa Kopacz zyskała w Platformie Obywatelskiej miano kobiety, która nie boi się żadnego zadania. Przejmując po Donaldzie Tusku stery w partii wzięła na siebie odpowiedzialność za skompromitowaną aferami, tracącą poparcie społeczne Radę Ministrów. Podczas kampanii wyborczej chciała zaprezentować się potencjalnym wyborcom jako zwyczajna kobieta, która z chęcią wysłucha problemów Polaków. W tym celu podjęła akcję „Kolej na Ewę”, podczas której podróżowała masowymi środkami komunikacji i rozmawiała ze „zwykłymi” ludźmi. Taka strategia nie przyniosła spodziewanych efektów, gdyż sympatia dla premier nie przełożyła się na wzrost poparcia dla partii. Sytuacja ta wyraźnie pokazała, że sama Ewa Kopacz to za mało, gdyż w pojedynkę nie wygrywa się wyborów. Byłej już premier brakowało wsparcia działaczy partii, którzy przejęliby część kampanijnych zadań. Platforma Obywatelska nie wyciągnęła wniosków z porażki w wyborach prezydenckich, a jej niespójny przekaz i dychotomiczny podział na Polskę racjonalną i radykalną nikogo już nie przekonywał.

Polityka ciepłej wody w kranie

Jedną z przyczyn porażki Platformy Obywatelskiej stanowił także fakt, iż nie była w stanie znaleźć odpowiedzi na prezentowaną przez Prawo i Sprawiedliwość wizję Polski w ruinie. Dominującym tematem kampanii było standardowo straszenie powrotem do władzy partii Jarosława Kaczyńskiego. Strategia ta przez długi czas wydawała się skuteczna, tyle że obecnie prawo wyborcze uzyskały roczniki, które nie pamiętają już „strasznych” rządów Prawa i Sprawiedliwości. Niewątpliwy błąd Platformy Obywatelskiej to zaniedbanie młodych. Od wielu miesięcy było wiadome, że nie są oni już naturalnymi wyborcami tej partii. Zarówno w wyborach prezydenckich, jak i w parlamentarnych większość osób z grupy wiekowej 18- 25 lat zagłosowało na formacje antysystemowe, jasno opowiadając się za zmianą dotychczasowej polityki. Sprzeciw wśród młodych narasta, gdyż nie dostrzegają dla siebie perspektyw w tak ukształtowanej Polsce. Można jedynie dywagować na temat tego, czy jeśliby partia Ewy Kopacz zajęła się problem tzw. umów śmieciowych lub tanich mieszkań na wynajem, to większość młodych w dalszym stopniu popierałaby jej formację.

Platforma Obywatelska nie była w stanie przekonać Polaków do swojej wizji Polski, nie udało jej się zerwać z wizerunkiem partii bezideowej, zadowalającej się ciepłą wodą w kranie. Gwoździem do trumny była decyzja, by umieścić na listach wyborczych polityków, bezsprzecznie kojarzących się z budowaną przez Jarosława Kaczyńskiego IV RP. Takie działanie Platformy Obywatelskiej zraziło do niej sporą część dawnego elektoratu, a co więcej spowodowało poczucie chaosu, w którym nawet najwierniejsi wyborcy nie wiedzieli, jakie są propozycje, zamiary i cele partii.

Razem ze Zjednoczoną Lewicą

Współzałożycielka Młodych Socjalistów. Feministka działająca w Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Informatyk pełniąca funkcję kanclerza Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych. W 2014 roku wstąpiła do Twojego Ruchu, w którym po kilku miesiącach została współprzewodniczącą. W tegorocznych wyborach parlamentarnych była liderką koalicji wyborczej Zjednoczona Lewica.

Barbara Nowacka ma atuty, istotne do uczestnictwa w życiu politycznym: wiedzę, opanowanie, a także brakujący niektórym posłom, zdrowy rozsądek. Posiada jasne przekonania–jest zwolenniczką świeckiego państwa, pro-pracowniczych zmian w prawie pracy, sprawiedliwej polityki społecznej, małżeństw homoseksualnych. Swoich poglądów broni z dużą klasą, nie wdając się w nic niewnoszące do dyskusji utarczki słowne. Nic więc dziwnego, że Barbara Nowacka jawiła się dla wielu jako „nowa twarz” Zjednoczonej Lewicy, mającą zapewnić partii nowe otwarcie i przyciągnąć młody elektorat oraz środowiska kobiece. Niestety fatalna kampania prezydencka, w czasie której Sojusz Lewicy Demokratycznej podjął nietrafną decyzję, by na kandydata na prezydenta z ramienia partii startowała nieobyta w wielkiej polityce, zagubiona i milcząca Magdalena Ogórek zraziła wyborców do lewicowej formacji. Co więcej, zmiana lidera nie była do końca „nowym otwarciem”, gdyż zza pleców liderki wyłaniali się Leszek Miler i Janusz Palikot. Początkowo świeżość, autentyzm oraz zaangażowanie Barbary Nowackiej przekładało się na wyższy stopień poparcia dla przedsięwziętego projektu oraz dało szansę na odbudowę lewicy. Prognozy przedwyborcze niewątpliwie by się sprawdziły, gdyby nie niespodziewanie dobry występ w debacie Adriana Zandberga, który zapewnił Partii Razem niecałe 4 proc. głosów, odbierając tym samym wyborców Zjednoczonej Lewicy, która nie zdołała uzyskać 8 proc. progu wyborczego. Nowej liderce Barbarze Nowackiej nie udało się uratować swojej formacji. Na skutek wspomnianych perturbacji po raz pierwszy od ponad ćwierć wieku III RP lewicy zabraknie w Sejmie.

Namaszczenie Beaty Szydło, Ewy Kopacz i Barbary Nowackiej na liderki największych polskich partii było niewątpliwie ciekawym eksperymentem. Decyzja ta pokazała, iż kobiety mogą z łatwością odnaleźć się na arenie zmaskulinizowanej sceny politycznej. Kwestią otwartą pozostaje pytanie, czy w efekcie długofalowym w życiu politycznym znajdzie się przestrzeń dla feminizmu, pokojowego, mądrego ruchu, który ma skłaniać do refleksji, nagłaśniać kwestie dyskryminacji i być impulsem do społecznej debaty. Czy raczej kobiety posłużyły w tej kampanii jako przysłowiowe paprotki, marionetki dla uzyskania doraźnych celów.

//Sonia Żogała

Comments are closed.