Drugi Obieg » Polska – miejsce, gdzie historia zatacza koło, czy ma swój finał?

Polska – miejsce, gdzie historia zatacza koło, czy ma swój finał?

On 10 kwietnia 2018 by Drugi Obieg

Myśląc o politycznej historii Polski, punktem wyjścia zawsze staje się pytanie z gatunku – co było pierwsze? Polski polityk czy polska polityka? Dla kogo interes Polski stał się celem osobistych dążeń? I do czego, w związku z tym, dążymy sami, dając podzielić się w politycznej, lecz czy słusznej, sprawie? 

Historia polityczna Polski jest jednocześnie historią sporów. Z uwagi na niekomfortowe położenie geopolityczne, Polska od wieków musi rozpychać się łokciami na własnym lub o własny skrawek ziemi. Pytanie, jakie wobec tego zadajemy sobie odnosi się do punktu ciężkości tychże łokci. Znajdą się tacy, którzy powiedzą – wciąż walczymy, ale wciąż nie w swojej drużynie i wciąż pod obcą flagą. Obcymi były niezmiennie Niemcy i Rosja, w okresie rozbiorowym wespół z Austro-Węgrami, którzy uczynili poszarpanym nie tylko nasze terytorium, lecz przede wszystkim naszą historię. Przerwana ciągłość państwowa, utrata podmiotowości na arenie międzynarodowej i gruby ścieg granic obcych mocarstw próbujący w nienaturalny sposób oddzielić od siebie jeden naród, w efekcie dały nam jeden z najciekawszych sporów polskiej myśli niepodległościowej.  Spór na linii Józef Piłsudski – Roman Dmowski, nazwany trafnie przez Jerzego Giedroycia ,,rządami dwóch trumien”. Trafnie, albowiem myśl zarówno Piłsudskiego, jak i Dmowskiego zapoczątkowała istnienie w Polsce dwóch szkół interpretacji polskiej niepodległości. Wykształciły one też szereg pokoleń, przekonanych o konieczności konfliktu idei piłsudczykowskiej z ideą endecką, trwającego już przecież od chwili starcia obydwu ojców-założycieli we wczesnych latach wieku XX. 

Toksyczny związek czy szorstka przyjaźń?

Legenda o dwóch zwaśnionych wodzach odporna była (i jest nadal, niestety!) na fakty, które stanowią jasno – Piłsudski i Dmowski nie dopuszczali się wzajemnych, personalnych ataków, a z dostępnej korespondencji wynika, że darzyli się oni dużym uznaniem i szacunkiem. ,,Drogi Panie Romanie! Wysyłając do Paryża delegację, która ma się porozumieć z Komitetem paryskim w sprawie wspólnego działania wobec aliantów, proszę Pana, aby zechciał Pan wszystko uczynić dla ułatwienia rokowań. (…) Opierając się na naszej starej znajomości, mam nadzieję, że w tym wypadku i w chwili tak poważnej, co najmniej kilku ludzi – jeśli, niestety, nie cała Polska – potrafi się wznieść ponad interesy partyj, klik i grup. Chciałbym bardzo widzieć Pana między tymi ludźmi.” – pisze Józef Piłsudski do Romana Dmowskiego 21 grudnia 1918 roku. Dmowski natomiast w artykule zamieszczonym w Przeglądzie Wszechpolskim, pt. Historia szlachetnego socjalisty, pisze o Piłsudskim w taki sposób: ,,Uważalibyśmy to sobie za wielkie ubliżenie, gdybyśmy mu dlatego, że jest naszym przeciwnikiem politycznym, nie przyznali wyjątkowych przymiotów moralnych, jakimi jest niewątpliwie obdarzony. W społeczeństwie naszym, w którym tęgie charaktery nieczęsto jeszcze się spotyka, w którym zdolność stałego poświęcania się i wytrwałej, nie cofającej się przed największym niebezpieczeństwem działalności dla idei jest ogromną rzadkością, tego rodzaju postać musi być uważana za wyjątkową”.

Będę Wam przeszkadzał…

Wyjątkowi byli jednak obaj. Wystarczy przytoczyć tutaj historię ich spotkania pewnego lipca 1904 roku na jednej z tokijskich ulic w kontekście wojny rosyjsko-japońskiej. I jeden i drugi udali się tam, by negocjować. Jak nietrudno się domyślić – negocjować w zupełnie innym celu. Piłsudski i PPS nosili się z zamiarem wykorzystania okazji, by uzyskać wsparcie japońskich władz dla powstania zorganizowanego w zajętej wojną Rosji. Dmowski natomiast był przeciwnikiem kreślonego przez PPS rozwiązania, sądząc, że powstanie takie okaże się nieskuteczne, wręcz zgubne z uwagi na możliwe kolejne, surowe represje wobec Polaków. ,,Oczerniać Was tu nie będę, ale będę Wam przeszkadzał…” – napisał w swych wspomnieniach Dmowski na kilka lat po tym spotkaniu. Przeszkodził skutecznie. Władze japońskie nie wyraziły ostatecznie poparcia dla pomysłu Józefa Piłsudskiego. 

W czym rzecz?

Naturą sporu na linii Piłsudski – Dmowski były przede wszystkim różnice pomysłów na polską geopolitykę, na punkt ciężkości dla rozpychających się polskich łokci. Pierwszy – na początku swojej politycznej kariery przywódca obozu socjalistycznego, o orientacji antyrosyjskiej. Drugi – ceniony pisarz polityczny, ideolog Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego, poseł do rosyjskiej Dumy, który snując wizję europejskiego konfliktu i umiejscowienia w nim Polski, twierdził, iż powinna ona znaleźć się po stronie największego wroga Niemiec – Rosji. W związku z tym, pojawił się dylemat – w jaki sposób odzyskać, odbudować i przywrócić Polskę mapie Europy? Dmowski postawił na dyplomację, budowę międzynarodowych kontaktów, które zaowocować miały późniejszym wsparciem dla idei polskiej niepodległości. Piłsudski zdecydował się grać na kilku instrumentach – jednym z nich czyniąc właśnie dyplomację Dmowskiego jako emisariusza sprawy polskiej, podczas gdy sam zajął się formowaniem wojska i granicą wschodnią. Wówczas trudno było o sojuszników, a licytacja sprawy polskiej możliwa okazała się dopiero po jej umiędzynarodowieniu w roku 1915. 

A zatem – twarda polityka wewnętrzna, zmobilizowane wojsko, dyplomacja, strategia, czy szczęście, odpowiedni czas i miejsce międzynarodowej zawieruchy zadecydowały o przywróceniu Polsce suwerenności? Szczęściu wypada pomóc. 

Powrót do retoryki piłsudczyków i endecji zaobserwować można było w życiu politycznym w okresie PRL i później lat 90., kiedy publicyści Ruchu Młodej Polski – Aleksander Hall i Leszek Moczulski starali się znaleźć analogię między sytuacją Polski w okresie sprzed odzyskania niepodległości a momentem schyłku PRL-u. Nie próbowano jednak rozstrzygać wtedy sporu o wielkość. Temat Piłsudskiego i Dmowskiego jako bohaterów narodowych pozostawał tematem zamkniętym, oddając każdemu według zasług. 

A dziś?

Dziś historia sporu zatacza koło. Ciekawym zjawiskiem okazuje się powrót do tradycji niepodległościowych rytu piłsudczykowskiego czy endeckiego w chwilach wzbudzonego w społeczeństwie poczucia oblężonej twierdzy. Rok 1918, 1989, 2018 to kolejne etapy poszukiwania naszej narodowej tożsamości, prób znalezienia czegoś, za czym moglibyśmy się solidarnie opowiedzieć. Z zastrzeżeniem jednak, że tym ,,czymś” musi stać się coś własnego, nauczeni już przez historię opowiadania się za polityką Rosji, Francji, czy Anglii. Do tego pierwszego politycznego coming-out’u potrzebujemy zatem tych dwóch trumien jako filarów naszej niepodległości. 

Rzecz jednak w tym, by nie samookreślać się przez walkę w jednym łonie. By nie toczyć sporów o Piłsudskiego i Dmowskiego bardziej zażarcie, niż oni sami toczyli ją między sobą w momencie największej politycznej próby. 

 // Gabriela Masztafiak

Źródła:

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/166194,1,jak-rozumiec-polska-przeszlosc.read [dostęp 08.04.2018]

http://www.teologiapolityczna.pl/dwie-trumny-wiecznie-zywe–prof.-andrzej-mencwel [dostęp 08.04.2018]

Comments are closed.