POLSKA SCENA HOMOEROTYCZNA

On 15 października 2013 by Lidia Prokopowicz

Film ten sam w sobie jest skandalem, bo opowiada historię księdza homoseksualisty. Biedny ksiądz, chciałoby się rzec. Nim doczekaliśmy się normalnego, przyjemnego, wyidealizowanego polskiego filmu o gejach, dostaliśmy porcję dramatu, niezbyt udanego pod względem formalnym, za to karmiącego naszą chorą wyobraźnię.

„Powiedz mi, jaki oglądasz serial, a powiem Ci,  jakim jesteś człowiekiem”. Seriale są lustrem, przed którym pręży swoje mięśnie kultura XXI wieku. Czy są niczym nieskrępowanym medium, lubującym się w tematach tabu i podsycającym naszą chorą wyobraźnię? Czy manipulują światem przedstawionym, wpychając nam do głów określoną wizję świata, z którą nie możemy walczyć? Czy widzowie, decydujący o popularności danej serii, mają wpływ na motywy, które zostały w niej przedstawione? Jak cienka jest granica pomiędzy komercją, a poprawnością polityczną? Te i inne pytania przychodzą mi do głowy, gdy zasiadam przed małym ekranem, by oddać się przyjemności oglądania kolejnego serialu. Czuję jak jego twórcy starają się na mnie wpłynąć. Pokazać mi lepszy lub gorszy świat, tak bym w niego uwierzyła. Czuję się wychowywana przez kolejne tytuły, niczym amerykański chłopiec przez komiksy z Kapitanem Ameryką. Ale oglądam The Borgias, Downton Abbey, Grę o Tron, Demony Da Vinci, Gotowe na wszystko, Pretty Litlle Liars, Glee, Modern Family, Sherlocka i zaczynam się bać, że gdy pewnego dnia otworzę lodówkę wyskoczy na mnie jakiś gej, bądź lesbijka.

Wyjdź z szafy, bądź WSZĘDZIE

Każdy tekst kultury operuje znanymi motywami i tematami, zmieniając je, bądź utrwalając w naszej świadomości. Wszyscy wiemy, że seriale składają się z pewnych elementów. Wśród nich są między innymi: wątki miłosne, detektywistyczne, motywy walki dobra ze złem, czy po prostu tematy „neonaturalistyczne”. Ostatnimi czasy obserwuję wzmożone zainteresowanie massmediów zagadnieniem homoseksualizmu. Doszło do tego, że w niemalże każdym serialu lub filmie pojawiać się musi „nadworny gej”. Postać bądź postaci te, najczęściej przedstawiane w bardzo dobrym świetle stanowią tło dla bohaterów i par heteronormatywnych. Ukazanie geja, najlepszego przyjaciela kobiety, najczęściej ma charakter o zabarwieniu komicznym. Widzimy mężczyznę nieco zniewieściałego, czasami przeciwstawionego męskim lesbijkom. W serialach jest nastolatkiem poszukującym prawdziwej miłości, bądź dorosłym mężczyzną w stałym związku oczekującym na potomka lub już wychowującym dziecko. 

Niekiedy nie można oprzeć się wrażeniu, iż twórcy poszczególnych tytułów za bardzo wzięli sobie do serca poprawność polityczną, przez co niektóre z wprowadzonych wątków wydają się natrętne. Spójrzmy na kipiący erotyką serial The Borgias, gdzie homoseksualizm jednego z drugoplanowych bohaterów budzi powątpiewanie. Zauważmy, że w tym wypadku płeć zdradzieckiego kochanka zupełnie nie wpływa na fabułę. Podobnie wygląda to w serialu Gra o Tron czy Downton Abbey, choć dzięki tym seriom wyrażenie „nadworny gej” nabiera wręcz dosłownego znaczenia.

Ale to nie zagraniczne produkcje przeszywają polskiego widza na wskroś swą tematyką. Homoseksualizm został na Zachodzie oswojony, nie wzbudza już emocji w odbiorcach. Jednak tam podejście do niego oscyluje między niezdrową fascynacją a przesadną afirmacją.

Polska scena… homoerotyczna

Na gruncie polskim sprawa wygląda zupełnie inaczej. Można rozpoznać dwa główne nurty. Pierwszy, tak zwany tolerancyjny, którego wyznawcy patrzą na Zachód i skomlą żałośnie nad sytuacją środowisk LGBT w Polsce oraz drugi – konserwatywny, którego przedstawiciele ślepo wierzą w słowa kościelnych patriarchów i miejscowych przedstawicieli „prawdziwych Polaków”, by z przerażeniem skonstatować wzmożony rozwój i emancypację homoerotycznego stylu życia.

Geje wdzierają się niemal przemocą w naszą słowiańsko-katolicką kulturę i zdobywają szturmem ramówki większych stacji telewizyjnych, lubujących się w „neonaturalistycznej” tematyce. Z uwielbieniem godnym lepszej sprawy twórcy takich programów jak: Ukryta prawda, Dlaczego ja? czy Szpital przekazują nam treści poświęcone miłości homoseksualnej. I zapewne wywołaliby u mnie zaledwie lekki uśmiech, gdyby nie fakt, iż w większości operują oni stereotypem. Stereotypem krzywdzącym na wiele sposobów. I choć w polskich serialach na próżno szukać takiego wysypu postaci fikcyjnych o odmiennej orientacji, to ostatnio głośno jest o pewnym filmie.

Cóż to był za film gorszący 

Niemal tak głośno jak o kolejnych dokonanych aktach pedofilii. Całość pozostawia dość duży niesmak, nie tylko dlatego, że sam czyn jest niewyobrażalnie zły, ale także dlatego, że jesteśmy na co dzień karmieni niemalże pornograficznymi informacjami. „Ksiądz pedofil”, podają media, a przedstawiciele Kościoła katolickiego się tłumaczą. Jakbyśmy zapomnieli, że pedofil to pedofil. Człowiek, którego należy postawić przed wymiarem prawa i osądzić jak najsurowiej.

Kiedy wybrałam się do kina na W imię…, o aferze pedofilskiej jeszcze nikt nie mówił. Film był sam w sobie skandalem, bo opowiadał historię księdza homoseksualisty. Biedny ksiądz, chciałoby się rzec. Nim doczekaliśmy się normalnego, przyjemnego, wyidealizowanego polskiego filmu o gejach, dostaliśmy porcję dramatu, niezbyt udanego pod względem formalnym, za to karmiącego naszą chorą wyobraźnię. Zdaje się, że diagnoza jest prosta. Tematyka homoerotyczna nadal traktowana jest jako tabu. Tabu, które musi zostać złamane przez artystów. Stąd rodzą się takie potworki jak W imię…. Nie przyjmuję bowiem tłumaczeń, iż szokuje nas nie gej, a ksiądz-gej w pełnej swojej krasie. Gorszy nas zarówno homoseksualizm jednostki, jak i seksualność księży. Traktujemy naszych kapłanów jak obywateli drugiej kategorii odmawiając im podstawowych praw, za to wymagając od nich bycia nadludźmi. Homoseksualistom odmawiamy normalności na co dzień. A motywy homoerotyczne pojawiające się w serialach i filmach uważamy za tanią rozrywkę, za coś egzotycznego.

Daleko nam do Zachodu, chciałoby się rzec. Jednak tam, gdzie króluje bezkrytyczne podejście do tematu, również nie dzieje się dobrze. Ślizgamy się pomiędzy idealizacją a negacją, chorą fascynacją i niepodejmowaniem tematu. Kiedy znajdziemy złoty środek, zapomnimy, że ludzi można dzielić ze względu na ich seksualność czy pozycję społeczną.  

Dodaj komentarz