Polskie sukno wciąż nietknięte

On 16 grudnia 2012 by Piotr Kaszczyszyn

13 grudnia 2012 r. Warszawa. Plac Trzech Krzyży. Po godzinie 18 na ulicach okalających wylot z Nowego Świata zgromadziły się setki osób.

Z upływem kolejnych minut ich liczba wzrosła już do tysięcy. W powietrzu powiewały dziesiątki biało-czerwonych flag, a transparenty pełne były antyrządowych haseł, bądź koncentrowały się wokół tematyki smoleńskiej. W centrum formującego się marszu znalazła się ogromna polska flaga, podtrzymywana przez kilkudziesięciu manifestantów. Jej widok przywołał w mojej głowie fragment rozmowy księcia Bogusława Radziwiłła z Andrzejem Kmicicem, w której brat zdradzieckiego hetmana z Kiejdan porównał Polskę do sukna, rozrywanego na części przez najeźdźców, z których każdy chciał zachować dla siebie jak największy jego fragment. Nazwanie pochodu „Marszem Wolności, Niepodległości i Solidarności” świadczyłoby, że historia znów wywinęła nam ponurego figla, a nasz kraj po raz kolejny znalazł się w stanie zagrożenia swojej bytności.

fot. Kamil Popiela

fot. DO

Po upamiętnieniu ofiar stanu wojennego marsz ruszył powoli w stronę Belwederu gdzie, przed pomnikiem Józefa Piłsudskiego, miał znaleźć swój finał. Manifestacji towarzyszyły pieśni, których treść, podobnie jak treść transparentów, była łatwa do przewidzenia. To, co zwróciło moją uwagę, to zestawienie obok siebie przyśpiewki zapowiadającej zastąpienie liści na drzewach wiszącymi komunistami z hasłem, które w swej istocie miało charakter stricte socjalistyczny, a mianowicie z domaganiem się „pracy dla wszystkich”. Ten paradoks traci mocno na swojej sprzeczności, kiedy sięgnie się do słynnych 21 postulatów Solidarności. Zapewniam Was drodzy czytelnicy, że niewiele miały one wspólnego z programem wolnorynkowym, lecz bliżej im było do haseł „socjalizmu z ludzką twarzą”. Nawiązanie do postulatów sierpniowych nie jest bynajmniej przypadkowe, gdyż twarze maszerujących świadczyły o tym, że zdecydowana większość z nich pamięta czasy „Karnawału Solidarności”. Następnie stali się oni świadkami transformacji ustrojowej, gdzie wypełnionym półkom sklepów towarzyszyły masowe zwolnienia z pracy i słynne „uwłaszczenie nomenklatury”. Tylko czy aby na pewno udział w „Marszu Wolności, Niepodległości i Solidarności” jest właściwym sposobem artykułowania swojej frustracji i słusznego skądinąd niezadowolenia?

Niezwykle interesująco przedstawia się również kwestia rzekomego zagrożenia wolności, przed którym przestrzegali rodaków organizatorzy marszu. W tej kwestii mieczem obosiecznym okazał się dla nich wybór samej daty manifestacji: 13 grudnia, rocznica wprowadzenia w naszym kraju stanu wojennego. Dla tych, którzy budują narrację o koncesjonowanej wolności we współczesnej nam Polsce proponuje zestawienie rachunku działań WRON-u z blokowaniem telewizji Trwam dostępu do multipleksu.

Czym w takim razie był „Marsz Wolności, Niepodległości i Solidarności”? Mnie odpowiedzi na to pytanie udzielili sami protestujący, skandując imię prezesa Prawa i Sprawiedliwości, przed tym jak miał on swoim przemówieniem zakończyć marsz, stanowiąc tym samym jego punkt kulminacyjny.

Dodaj komentarz