PRAGMATYZM, RACJONALIZM

On 28 stycznia 2016 by DO

Dwie kategorie zasadniczo zgodne ze sobą, gdy będziemy jest rozpatrywać z punktu widzenia poznawczego, ale jednocześnie sprzeczne w kontekście ich para-źródła. Zarówno jedna, jak i druga postawa zawierają głęboko ukryty sens przejawiający się w przeświadczeniu o wytyczeniu pewnego kierunku, w którym ma podążać przyszłość, jednocześnie jednak wypływają z zupełnie innych pobudek.

thisismyjam.com

thisismyjam.com

Pragmatyzm zawiera w sobie pewną metodą funkcjonowania opartą na przeświadczeniu, że wszystko zmierza w pewnym kierunku. Teoria prawdy, stanowiąca immanentną część tego stanowiska, służy nam za podkreślenie faktu pewnych stałych i tym samym niepodatnych na jakiekolwiek zmiany determinant, choćby naszego postępowania. Pragmatyzm w czystej postaci istnieje w tzw. zakulisowej polityce, co do której zwykli obserwatorzy nie mają dostępu. Racjonalizm zaś, wynikający z wtórnej – względem rozwoju filozoficznego – refleksji nad boskością, utożsamia się z pragmatyzmem w tym jednym momencie konieczności wybrania jednej słusznej drogi w rozwoju politycznym. Fascynujące jest to rozkwitanie racjonalizmu z pragmatyzmu, które całkowicie poddaje zawahaniu wszelakie ustalone twardo kwestie w życiu społecznym. I tu, po raz kolejny, mamy potwierdzenie schmittowskiej tezy, że polityka rządzi się własnymi prawami.

Pragmatyczno-racjonalistyczna praktyka

Przechodząc na bardziej praktyczny grunt, jedynym momentem stałym w procesie politycznym jest konieczność podjęcia decyzji. Gdy weźmiemy pod uwagę akcentowaną przez realistów słuszność jako jej najistotniejszy wyznacznik, stwierdzimy, iż analogicznie decyzja musi posiadać znamiona odpowiedzialności. Pragmatyzm, jako bezpośredni czynnik kładący nacisk na przeświadczenie o stałości rzeczy i zmierzaniu ich do wspólnego celu, konsekwentnie implikuje racjonalizm, który każe nam pogodzić się z zaistniałą sytuacją polityczną i tym samym każe podjąć decyzję zasadniczo spójną z linią widzenia pragmatyków. Fascynujące jest to całkowite abstrahowanie od pobudek, na jakich kształtowały się obie postawy. To doskonale pokazuje, że polityka jest dziedziną życia, która może budować stałe, bo zakorzenione w historii, trwałe i skuteczne kompromisy.

Wejdźmy jednak głębiej w to zjawisko. Czy wszechwiedza rozumu może iść w zasadniczej zgodzie z pewnego rodzaju fatalizmem? Wszak rozum jest zbyt skromny, by pojąć pełnię tego świata. Otóż fatalizm, który początkowo bije z teorii prawdy, nie jest nim sensu stricto. Przeświadczenie o zmierzaniu do pewnej granicy zostało bowiem na przestrzeni wieków ubogacone pośrednio ludzkim czynnikiem i wynikającym z niego namysłem nad stanem faktycznym. Skoro ten para-fatalizm uległ spłyceniu, to natychmiastową konsekwencją tego przypadku jest pojawienie się pewnych czynników rozumowych.

Jednolitość w doktrynie

Mówimy tu o pewnej zbieżności interesów, co ważne – tylko w kwestii politycznej. By całkowicie pojąć sens doktrynalny, należałoby uczynić rozum siłą wszechwładną, czego nie jesteśmy w stanie uczynić. W związku z tym musimy podejść do zagadnienia od drugiej strony. Nieustanne odzieranie polityki z wyższych wartości automatycznie spłyca ją do zbioru pewnych treści rozumowych, które zostaną w pełni zrozumiane. Gdy weźmiemy pod uwagę kontekst historyczny tego zjawiska, to stwierdzimy, że istotnie, tak właśnie się dzieje. Jaką bowiem decyzję możemy podjąć, gdy posiadamy z tyłu głowy przeświadczenie, iż nasz przeciwnik kieruje się egoizmem szeroko pojętym? Ewolucja pojęcia decyzji ewoluowała od samego Boga wszechwiedzącego, po monarchę, będącego jego namiestnikiem, co samo w sobie oznaczało jego pewną ułomność, przez dyktatora, którego łączyły z Bogiem tylko pewne względy stałości, co można ocenić mianem fasadowości, aż po rozkwit demokracji, która niczym nieograniczona stanowi egoizm par exellence.

W związku z tym rozważmy – czemu epoki dawniejsze stawiały nacisk na interes narodu bez jakichkolwiek uchybień, a mimo wszystko dziś mamy ten fakt skryty pod pewnym płaszczykiem zawoalowanych koncepcji? Nie ulega bowiem wątpliwości, iż konkretyzacja naszego myślenia zostaje ta sama. Czy umiejętność ukrycia stanowi niejako wymiar czasu, do którego musimy się dostosować? Z pewnością. To może tylko świadczyć o pewnej specyficznej wizji danego egoizmu, który staje się dodatkowo cyniczny.

Wpływ na rzeczywistość

Nie oceniam, czy to dobrze, czy źle, nie to jest moim celem. Potwierdzam w tym momencie fakt nieustannego degenerowania się w czasie wszelkiej wizji, a w tym względzie także filozofii, która stanowi tylko narzędzie do wywierania wpływu. Warto bowiem zauważyć, że w dzisiejszych czasach egoizm i cynizm stał się odpowiednikiem pragmatyzmu i racjonalizmu. Realistów politycznych takie stanowisko nie satysfakcjonuje, bo tym samym przenosi się w sferę publiczną. Ubogacanie pewnych politycznych wartości o pierwiastek ludzki stanowi ich automatyczne przeniesienie poza sferę polityczności schmittowskiej, co przyczynia się do jeszcze większego zepsucia obyczajów. Jedynym wyjściem, jakie możemy zrobić pro publico bono jest ponowne przypominanie o pewnych definicjach politycznych, które są niezmienne i takimi powinny pozostać. Warto też zwrócić uwagę na kolejną ważną kwestię. Politycznie pragmatyzm i racjonalizm służą jako środki. Dziś są wykorzystywane jako cele same w sobie.

Konkludując, to, co stanowi problem nieustannie dla kolejnych pokoleń, to próba przypisania polityce pierwiastka metafizycznego. Każda definicja polityki stwierdza jej zgodność z definicją środka, gdy przyrównamy ją do makiawelistycznego, dychotomicznego podziału. Jednak istnieje znacznie większy problem – próba stworzenia celu, który składa się z decyzji politycznej, rozumianej jako środek, wraz z czynnikiem warunkującym jej pochodzenie od subiektywnej ideologii. W tym momencie stykają nam się dwa środowiska, z których jedno podpiera się niepewnymi argumentami natury idealizacji danego zjawiska, które w połączeniu z wadliwym środkiem daje nam cel zatracający się w samym sobie i niezdolnym do definicji w dzisiejszych realiach. Wielość obszarów redefiniowalnych przez nas samych stawia nas w konieczności szukania na oślep tej dziedziny, którą mamy ponownie rozważać, co automatycznie oznacza podważanie wszelkich kwestii. Dzisiejsze relatywizowanie wartości nie jest w takim razie cynicznym działaniem. To rozpaczliwa próba szukania własnej tożsamości.

Dwie kategorie zasadniczo zgodne ze sobą, gdy będziemy jest rozpatrywać z punktu widzenia poznawczego, ale jednocześnie sprzeczne w kontekście ich para-źródła. Zarówno jedna, jak i druga postawa zawierają głęboko ukryty sens przejawiający się w przeświadczeniu o wytyczeniu pewnego kierunku, w którym ma podążać przyszłość, jednocześnie jednak wypływają z zupełnie innych pobudek. Wszechobecna dziś walka czynnika ponadrozumowego z tendencjami racjonalistycznymi w jednym tylko przypadku może dać spójne owoce – w przypadku celu, który przed sobą stawiamy.

//Mateusz Ambrożek

Comments are closed.