Protekcjonizm – wojna z konsumentem

On 14 maja 2018 by Drugi Obieg

Po wprowadzeniu ceł na chińskie towary, Donald Trump znalazł się w ogniu krytyki libertariańskiego skrzydła Partii Republikańskiej. Prezydentowi zarzucono populizm i kierowanie się nieskutecznym neomerkantylizmem. Choć najprawdopodobniej działania Trumpa mają charakter politycznego ataku na Chińską Republikę Ludową, to nieuchronnie uderzą również w zwykłych Amerykanów. Protekcjonizm, nawet w łagodnej formie, zawsze szkodzi bowiem w pierwszej kolejności krajowym konsumentom.

W początkowym okresie epoki nowożytnej triumf odnosiła doktryna merkantylizmu. Zgodnie z jej założeniami celem handlu międzynarodowego była maksymalizacja eksportu, dzięki czemu państwo zwiększało swoje rezerwy złota będącego synonimem bogactwa. Z kolei import należało ograniczyć, ponieważ uszczuplał krajowe zasoby kruszcu. Rywalizacja gospodarcza między państwami polegała na wypracowaniu jak największej nadwyżki w handlu zagranicznym. W celu ograniczenia importu wprowadzono cła, co skłoniło ludzi do nabywania dóbr produkcji krajowej. 

Merkantylizm rzeczywiście doprowadził do wzrostu zamożności przedsiębiorców i klas wyższych. Niestety wzbogacenie się tych grup społecznych nastąpiło kosztem przeciętnych ludzi, którzy przez opodatkowanie importu musieli więcej płacić za towary. Między innymi dlatego idee merkantylizmu wkrótce zostały poddane krytyce. Koncepcje ekonomiczne Adama Smitha i Davida Ricardo doprowadziły do zmiany obowiązującego paradygmatu, a państwa Zachodu doceniły znaczenie wolnego handlu. Mimo że współcześnie idee tych wybitnych myślicieli znajdują uznanie większości państw, to jednak wciąż nie doszło do pełnej liberalizacji handlu światowego. Inspirowany merkantylizmem protekcjonizm jest wykorzystywany w starciu politycznym, na co dowodem jest zainicjowany przez Trumpa konflikt z Chińską Republiką Ludową. 

Ratujcie miejsca pracy!

Jednym z głównych argumentów zwolenników wprowadzania ceł jest ochrona rodzimych przedsiębiorstw, a co za tym idzie – miejsc pracy, przed „nieuczciwą” konkurencją ze strony firm zagranicznych. Owa „nieuczciwość” polegać ma na niższych kosztach pracy w państwie eksportującym i wynikających z tego niskich cenach. Krajowy producent postuluje nałożenie cła na importowane towary w celu podwyższenia jego cen, co ma skłonić krajowych konsumentów do korzystania z produkowanych przez niego dóbr. W przeciwnym razie przedsiębiorstwo nie będzie w stanie utrzymać się na rynku, a jego pracownicy stracą pracę. Nałożenie cła wydaje się więc być swoistym wybawieniem dla firmy i jej pracowników. 

Przedsiębiorstwo to nie reprezentuje jednak całej gospodarki będącej zbiorem naczyń połączonych, które wzajemnie na siebie oddziałują. Strata jednej firmy lub branży nie jest równorzędną stratą dla całej gospodarki i nie może stanowić argumentu w politycznej batalii o nałożenie nowych podatków, co czynią zwolennicy ceł. Co się zatem stanie, kiedy krajowy rynek zostanie zalany tanimi towarami z zagranicy? Podstawowym, oczywistym skutkiem będzie dostęp społeczeństwa do tanich towarów, co korzystnie wpłynie na poziom życia. Co prawda obawy producenta mogą się spełnić i jego firma może nie wytrzymać konkurencji, ale dzięki tańszym towarom konsumenci mają teraz więcej środków do wydania – wydadzą je więc na inne towary, tworząc tym samym miejsca pracy w innych branżach. Likwidacja miejsc pracy będzie więc skutkowała powstaniem ich w innym sektorze. Gospodarka jako całość zyska wartość wynikającą z niższych cen danego dobra importowanego z zagranicy. Nie powinien również budzić zmartwienia fakt upadku fabryki, która nie wytrzymała konkurencji. Kapitał produkcyjny upadłej firmy zostanie przecież wystawiony na sprzedaż po niskiej cenie, dzięki czemu inni potencjalni przedsiębiorcy zyskają dostęp do taniego kapitału i szansę na jego bardziej efektywne wykorzystanie. Otwarcie rynku na zagraniczne towary skutkuje więc lepszą alokacją zasobów i wzrostem dobrobytu. 

Ten krwiożerczy dumping

Protekcjoniści, a nawet część liberałów, stwierdzają jednak, że w przypadku stosowania dumpingu przez zagraniczne firmy lub subsydiowania eksportu przez rządy interwencja rządowa w rynek jest konieczna w celu ochrony krajowych przedsiębiorstw przed konkurencją, którą w tym przypadku można bez kontrowersji nazwać nieuczciwą. Subsydiowanie przez władze innego państwa jakiegoś towaru, przykładowo – samochodów osobowych, tak przerażające zdaniem niektórych, w praktyce jest jak najbardziej korzystne dla gospodarki importera. Dzięki temu konsument może kupić importowany samochód po znacznie niższej cenie, a zaoszczędzone pieniądze wydać na inne dobra, po raz kolejny tworząc nowe miejsca pracy w innych sektorach oraz poprawiając swój dobrobyt. Subsydiowanie eksportu przez obcy rząd sprawiło bowiem, że podatnicy z tamtego państwa dopłacają, abyśmy my mogli jeździć tanimi samochodami. Niewątpliwie jest to dla nas świetny interes.

Wszyscy tracą

Istnieje jeszcze jeden dowód na szkodliwość ceł. Jeżeli Donald Trump zdecydowałby się na wprowadzenie ceł na japońskie samochody, to oczywiście wzrośnie sprzedaż tych amerykańskich oraz zatrudnienie w zakładach je produkujących. Problem pojawi się po stronie Japonii, która nie sprzeda części swoich samochodów w USA, a tym samym zarobi mniej dolarów. Czy jednak na pewno jest to korzystne dla Stanów Zjednoczonych? Japończycy, którzy zarobili mniej dolarów, mniej ich wydadzą na towary amerykańskie, na czym stracą producenci eksportujący do Japonii swoje produkty. Wymiana handlowa między oboma krajami zostanie ograniczona. I to jest właśnie nieuchronny skutek protekcjonizmu – zahamowanie wymiany. Zawsze tracą na nim obie strony. Nałożenie cła na samochody co prawda okazało się być wsparciem dla branży motoryzacyjnej, ale stratą dla wszystkich innych oraz konsumentów. Na tym przykładzie doskonale widać, że cło jest przede wszystkim efektem lobbingu, chęci wymuszenia na rządzących działań, które będą korzystne dla określonej grupy, nawet kosztem wszystkich innych.  

A więc wojna?

Możemy przypuszczać, że działania prezydenta Trumpa osłabią Chiny, ograniczając pozycję chińskich przedsiębiorstw na amerykańskim rynku. Donald Trump musi jednak pamiętać o jednym – że na wojnie handlowej stracą również Amerykanie. Neomerkantylizm jest korzystny dla poszczególnych grup, dla lobbystów, ale uniemożliwia poprawę poziomu życia zwykłych ludzi. A to właśnie oni, jako konsumenci, są jednym z fundamentów rozwoju gospodarczego. Nałożenie cła jest wypowiedzeniem wojny nie tylko zagranicznym producentom, ale przede wszystkim krajowym konsumentom. Niestety konsument nie jest w stanie wygrać z rządowym aparatem przymusu i stojącymi za nim błędnymi ideami, jest więc w tym starciu z góry skazany na porażkę.  

//Szymon Sacha

 

Źródła:

  1. Friedman Milton, Friedman Rose, Wolny Wybór, przeł. Jacek Kwaśniewski, Aspekt Wydawnictwo, Sosnowiec 2009 
  2. Kishtainy Niall, Krótka historia ekonomii, przeł. Michał Zacharzewski, Wydawnictwo RM, Warszawa 2017.
  3. http://mises.pl/blog/2010/08/08/rothbard-neomerkantylizm/ (dostęp 13.04.2018)  

Comments are closed.