PRZEMIJANIE W WIECZNYM MIEŚCIE

On 4 marca 2014 by Mateusz Ciołkowski

Najnowsze dzieło Paolo Sorrentino – Wielkie piękno to przede wszystkim opowieść o poszukiwaniu utraconej zmysłowości. Reżyser konsekwentnie podąża za myślą Gustawa Flauberta, by napisać książkę „o niczym”, dlatego jego najnowszy obraz rozczarowuje.

źródło: terzobinario.it

źródło: terzobinario.it

Początek filmu – wystawne przyjęcie Jepa Gambardelli, dziennikarza, autora jednej powieści, z okazji sześćdziesiątych piątych urodzin – mówi wiele. Obserwujemy głównych bohaterów opowieści oddanych bezgranicznie zabawie. Są naznaczeni przez czas. Nienaganne stroje starszych dam i szyte na zamówienie garnitury blednieją przy wizerunkach twarzy zmarszczonych oraz nadmiernie wyeksponowanych, zaniedbanych ciał. Narracja Wielkiego Piękna będzie nieustannie koncentrować się wokół antynomii młodości oraz starości. Bohaterowie filmu Sorrentino poszukują bowiem środków pozwalających im na odwrócenie biegu czasu, powrót do młodości lub przynajmniej częściowe przykrycie niedostatków dojrzewania.

Naszym przewodnikiem jest Gambardella (w tej roli Toni Servillo). Człowiek elegancki, oczytany i towarzyski. To on przywołuje słowa Flauberta o napisaniu książki „o niczym”. W swoim środowisku jest bodaj najbardziej uświadamiającym sobie swoją egzystencjalną sytuację. Bo przecież pokolenie do którego należy, już nie nadaje kierunku biegowi zdarzeń. Powoli odchodzi w cień, ustępując miejsca młodszej generacji. Większość z nich sobie z tym nie radzi. Jedni starają się zapominać, uciekać w sferę rozrywki, spotkań towarzyskich, podróży. Inni, jak choćby Stefania, maskują swoją nędzę rzekomą kontynuacją radykalnego światopoglądu z młodości, oddaniem się rodzinie i obroną własnych poglądów.

Głównym narzędziem Sorrentino jest groteska. Przybiera ona niestety formy zbyt dosłowne i trywialne, co irytuje. Najlepszym przykładem jest scena, w której znajdujemy Jepa w kolejce oczekujących osób na zabieg plastyczny. Kontekst, lekarskie kitle, mechaniczne wykonywanie kolejnych prac i płacenie kartą po fakcie skontrastowane tu zostają z zabytkowym wnętrzem, monumentalnymi obrazami i rzeźbami. Dostrzec w niej można także drugi rodzaj antynomii – starości bez dawnego powabu i Rzymu z całą architektoniczną tradycją oraz gorącym klimatem.

Wielkie piękno to nie spójna opowieść o współczesnych włoskich wyższych sferach – z zarysowaniem problemu, jego źródłami i przedstawieniem. To raczej kolaż obrazów: zabaw, kłótni, przyjacielskich rozmów, monologów, reminiscencji. Sorrentino skupia uwagę widza na towarzyskich aspektach życia; ich ciągłe powtarzanie tworzy dogodne warunki do rozmów na wszelakie, byle nie drażliwe, tematy.

Oko kamery uchwytuje także pewien istotny moment reprodukcyjny. Spotkania te są najlepszą okazją by zaprezentować talent artystyczny dzieci – nie może on wszak marnować się w beztroskim cieniu dzieciństwa. Jedna z dziewczynek siłą jest zaciągana na forum, gdzie na wielkie białe płótno rzuca kolejne pudełka farb. Z wrodzoną sobie spontanicznością uderza w nie delikatnymi rękami. Wokół zgromadzeni są dorośli, którzy patrzą na doniosły akt kreacji z całym dostępnym sobie skupieniem.

Jep Gambardella, jako centralna postać filmu, zachowuje cyniczny dystans wobec sytuacji i osób z jego otoczenia. W jednej ze scen, kiedy wymyka się z domu przelotnej kochanki, mówi, iż jedną z nielicznych rzeczy, jakiej ostatnio się nauczył, było niemarnowanie czasu na rzeczy, które nie są istotne. Przewrotnie brzmią jego ciągłe deklaracje o próbie napisania kolejnej powieści. Jepa zajmuje jednak inna sfera życia – miłość. Ta pierwsza, młodzieńcza, przeżywana w wieku osiemnastu lat. Przede wszystkim efemeryczna i zagadkowa – niespełniona. Romantyczna rysa na ironicznej powierzchni osobowości bohatera.

Po pierwszych projekcjach Wielkiego piękna wielu krytyków zaczęło porównywać Paolo Sorrentino do Federico Felliniego. Znacznie istotniejsza jest moim zdaniem (świadoma bądź nie) korespondencja z poglądami innego włoskiego reżysera – Piera Paolo Pasoliniego  W latach siedemdziesiątych bardzo dużo miejsca w swojej publicystyce poświęcił problemom konsumpcjonizmu i hedonizmu oraz ich silnym wpływom na tradycyjną, różnorodną kulturę włoską.

Dobitnie demonstruje ów problem scena występu nagiej artystki z namalowaną flagą Związku Radzieckiego na podbrzuchu, która nabiera rozpędu i całym impetem uderza głową w mur. Siedzący na wzgórzu obserwatorzy przyjmują propozycję kobiety z entuzjazmem. Wyraża to w innym miejscu sam Gambardella, mówiąc, iż marzeniem ludzi jego środowiska było zostanie ludźmi „światowymi”, choć osobiście przyznaje się do większych ambicji.

Wszystko to sprawia, że doceniając artystyczny kunszt Sorrentino, jednocześnie wspomnieć muszę o zawodzie samą historią – tak patrzę na Wielkie piękno. Jej przyczynkarski styl najpierw oczarowuje, później zawodzi. Nie przekonują mnie zatem interpretacje tych, którzy wskazują na bezgraniczne uczucie poszukiwań bohatera, stanowiące cel sam w sobie. „Rzym mnie zawiódł”, pozwolę sobie powtórzyć za jednym z bohaterów filmu.

//Mateusz Ciołkowski

Dodaj komentarz