Przepraszam, a kiedy zacznie się spektakl?

On 29 października 2012 by Katarzyna Waligóra

To jest naprawdę piękna kurtyna – gruba, ciężka, ciemnozielona. Ozdobiona misternym drapowaniem oraz ciemnozłotymi frędzlami i sznurami. Uruchamia ją pan, którego prawie wcale nie widać, a który pociąga za sznurek z prawej strony sceny. Przed kurtyną stoją cztery, bardzo eleganckie krzesła. Wchodzi konferansjerka i informuje nas ile będzie trwało przedstawienie i kto je wyreżyserował. Siada na podłodze żeby razem z nami oglądać to, co za chwilę się wydarzy.

Iluzje Iwana Wyrypajewa muszą zachwycać (zachwyt wśród wielu widzów warunkowany jest już samym nazwiskiem reżysera). Spektakl jest robiony prosto, wręcz ascetycznie– aktorzy wygłaszają przez mikrofon fragmenty narracji, prawie nie ma ruchu scenicznego. W pewnym momencie kurtyna podnosi się i okazuje się, że kryła elektroniczne pudła z migającymi lampkami. Teraz aktorzy z krzeseł sprzed kurtyny przeniosą się na ukryte w półmroku krzesła pod elektronicznymi pudłami, skąd pojedynczo będą wracać na brzeg sceny, żeby recytować swoje monologi. Dobrze, że reżyser pomyślał o umieszczeniu w dekoracjach zegara odliczającego czas do końca spektaklu– to na wypadek gdyby jednak przywlókł się na widownię jakiś cynik z ponowoczesności i nudził zamiast „wczuwać”. Szkoda tylko, że trzeba ten licznik zatrzymać pięć sekund przez końcem, żeby aktorzy zdążyli z wypowiedzeniem wszystkich kwestii… Ale nie bądźmy małostkowi i nie czepiajmy się takich drobiazgów.

Lepiej zastanówmy się o czym mówi się w spektaklu. Otóż mówi się o miłości, miłości i jeszcze trochę o miłości. O tym, że jest różna, że nie musi być odwzajemniona, że trwa bardzo długo. Z pojedynczych monologów wyłaniają się urywki z historii dwóch zaprzyjaźnionych ze sobą par, dziwnie kochających i dziwnie dobiegających kresu życia. Słuchając można się i uśmiechnąć, uronić łezkę i pomyśleć, że wszyscy jesteśmy w gruncie rzeczy bardzo podobni do tych postaci– wszyscy tak samo poszukujemy miłości i tak samo ciągle plączemy swoje życie. Słuchając odkrywamy słodko-gorzką prawdę o ludzkiej egzystencji oraz prawdę o konsekwencjach naszych działań. I jeszcze może odkrywamy, że powinniśmy doceniać tych, którzy są przy nas, kochać i myśleć o bliźnich. Jest też ociekający mądrością, może niezbyt odkrywczy ale jakże piękny wniosek, że życie składa się z przebłysków prawdziwego szczęścia, z migotliwych promyków i nagłych olśnień. Trudno się nie zgodzić z tą lekcją życia wyniesioną z krakowskiego spektaklu Wyrypajewa – przecież każdy w głębi ducha myśli podobnie.

W inscenizacji umieszczono kilka znaków wzkazujących, że kreowany świat to tylko iluzja. Pojawia się  obsługa techniczna która na naszych oczach zmienia elementy scenografii (czytelny sygnał, że jesteśmy w teatrze). Konferansjerka co jakiś czas przerywa spektakl, żeby opowiedzieć jakiś zupełnie nieprawdopodobny fragment historii jednej z par a potem szybko się z tego wycofać mówiąc, że „to żart” (zabawny chwyt, prawda?). Nie obawiajmy się jednak, że w przedstawieniu wszystkie iluzje zostają rozbite – tych kilka wątłych znaków to ledwie zauważalne symptomy podważania realizmu historii, poza nimi nie ma miejsca na ponowoczesne wygłupy.

Przepraszam, a kiedy zacznie się spektakl? Spektakl, nie drobnomieszczański teatrzyk kiczowatych wzruszeń. Spektakl, nie akademia na której dobrzy aktorzy (bo to są dobrzy aktorzy– tacy, których można słuchać bez bólu zębów) recytują tekst historii doskonałej na scenariusz telenoweli. Cóż, nie zacznie się. Przedstawienie Wyrypajewa jest żerowaniem na wrażliwości widza, prowadzi do taniego wzruszenia za pomocą prostych chwytów teatralnych („od  śmiechu widz czuje się lepiej, od płaczu – lepszym niż jest” jak pisał Barańczak). Jednocześnie końcowe partie osiągające najwyższe stężenie kiczu są wygrywane w tonie absolutnego serio, tak że naturalny odruch wyśmiania melodramatycznej sytuacji wydaje się być nie na miejscu. Do końca przedstawienia czekałam na ostateczną dekonstrukcję iluzji i Iluzji– na jakąkolwiek scenę będącą wyraźnym sygnałem dystansu do całości opowiedzianej historii, a przede wszystkim do emocji, które mogła wywołać. Niestety. Kpiące (i pogłębione) spojrzenie widza u Wyrypajewa raczej nie jest w cenie.

 

Iluzje, reż. Iwan Wyrypajew, Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej, premiera: 27.04.2012

Comments are closed.