REPUBLIKAŃSKI KANDYDAT LUDU

On 14 stycznia 2016 by DO

Młodość, energiczność, pasja, wiara w Boga, wizja oraz szczere oddanie. Marco Rubio, senator z Florydy, stara się, żeby te cechy towarzyszyły mu w jego politycznej karierze, która swoje początki miała w 1998 roku, kiedy to uzyskał członkostwo w Komisji Miasta Wschodniego Miami.

huffpost.com

huffpost.com

Rubio to przykład klasycznego polityka, który pnie się po szczeblach władzy. W 2003 roku został wybrany do izby niższej stanu Floryda, obejmując z czasem stanowisko lidera większości, a następnie przewodniczącego izby, gdzie po doświadczeniach stanowych osiągnął obecny szczyt swojej kariery, uzyskując mandat senatora Stanów Zjednoczonych Ameryki w 2010.

Człowiek „z ludu” nie dla ludu

Marco Rubio, urodzony w 1971 roku, jako syn Kubańskich imigrantów przeżył na własnym przykładzie moc oddziaływania „amerykańskiego snu”. Jego rodzice, Kubańczycy z pochodzenia, przybywając do USA w 1956 roku, mieli tylko jeden cel – spełnić swoje marzenia. Poprzez ciężką pracę wywalczyli swoje miejsce w klasie średniej, dając swojemu synowi możliwość rozwoju. Można powiedzieć, że Rubio wykorzystał tę szansę, a ogłaszając w kwietniu tego roku swoją kandydaturę na reprezentanta Partii Republikańskiej w wyborach prezydenckich, uzyskał możliwość zrealizowania tej szansy w jeszcze pełniejszym wymiarze.

Jakkolwiek rozdrobnienie wśród Republikanów w prawyborach prezydenckich nie daje nam wielkiej możliwości wskazania grona, które wykrystalizuje się na początku stycznia, jedno jest pewne – Marco Rubio zaznaczył swoją pozycję w tym wyścigu, a wystąpienia takie jak na debacie CNN, po której zgodnie stwierdzono, że był jednym z wygranych, utwierdza jego szansę w uzyskaniu nominacji. Kwestie biograficzne, przedstawiające kandydata jako człowieka „z ludu”, nie są jednak wystarczające, aby zostać Prezydentem USA. Działalność Rubia jako senatora pozostawia wiele do życzenia, przynajmniej w kwestii czystej matematyki; odkąd ogłosił swoją kandydaturę w kwietniu, jego współczynnik opuszczonych głosowań w Senacie znacząco wzrósł. Sam zainteresowany odpiera te zarzuty argumentem o esencji pracy senatora, którym miałby być udział w pracach komisji i podkomisji, co również jest problematycznym sposobem odpierania zarzutów. Jak podaje portal Politico, Marco Rubio od 2011 opuścił blisko połowę „przesłuchań”, które miały miejsce w senackiej komisji oraz podkomisji spraw zagranicznych, której jest członkiem. Na jego niekorzyść działa również jego działalność związana z kwestią regulacji aborcji. W 2013 roku, jako zwolennik uznania prawa do aborcji w przypadku gwałtu i zagrożenia życia matki, popierał stosowne regulacje tylko po to, aby wycofać się z tych poglądów w tym roku. Ważnym momentem tej zmiany była debata republikańskich kandydatów organizowana przez stację Fox News, gdzie na pytanie prowadzącej zajął stanowcze, antyaborcyjne stanowisko. Oczywisty jest fakt, że to wystąpienie ma na celu przyciągnąć tradycjonalistyczną część elektoratu, tak bardzo kluczową w prawyborach, ale oczywiste jest również to, że gdy dojdzie do „właściwych” wyborów, kandydat Demokratów będzie wykorzystywać obecne wypowiedzi Rubia, aby odstraszyć od niego centrowych wyborców.

Powrót „Wielkiego Brata” do Europy

Tym, co może interesować szczególnie nasz region, jest jego plan na „przywrócenie amerykańskiej siły”. Jako członek Senackiej Komisji do spraw zagranicznych, senator z Florydy z pewnością będzie chciał wykorzystać tę tematykę w ewentualnym starciu wyborczym z demokratycznym kandydatem. W jednym z numerów „ Foreign Affairs” Rubio przedstawił swój plan na politykę zagraniczną USA w postaci trzech filarów – strategia siły, otwartość na biznes oraz obrona wolności. Niestety, żadna z tych koncepcji nie wychodzi poza klasyczne poglądy republikańskich „jastrzębi”, które można streścić w schemacie: obrona i szerzenie demokracji, zachowanie „powojennego ładu międzynarodowego” lub bardziej stanowcza postawa wobec Chin. Warto jednak zwrócić uwagę na podstawy przyszłej polityki zagranicznej Rubia, ale również innych republikańskich kandydatów, jeśli to ktoś z tego grona zdoła wygrać wybory prezydenckie. Tym ważnym punktem odniesienia będzie obecna polityka Obamy, który znacząco przeorientował politykę USA w stronę Azji, łącząc to ze stopniowym zmniejszaniem roli Stanów w Europie oraz rejonie Bliskiego Wschodu (co jednak zostało znacząco zaburzone przez powstanie Państwa Islamskiego).

Polityka Obamy będzie ważną determinantą republikańskiej praktyki z prostego powodu: z obecnej pozycji Stanów Zjednoczonych nie można dojść w prostej linii do pozycji jaką ten kraj posiadał jeszcze w latach 90. Zmienił się układ charakter niektórych sił na świecie, ale również zmieniło się nastawienie państw europejskich do „Wielkiego Brata”. Pierwszym testem byłyby plany rozmieszczenia stałych sił amerykańskich w krajach sąsiadujących z Rosją. Pogląd na ten pomysł, jednoznacznie krytyczny, nie jest ukrywany, chociażby przez takie państwa jak Niemcy. Oczywiście nie mają one takiej mocy, aby zabronić, np. państwom bałtyckim, podpisania odpowiedniej umowy, ale posiadają odpowiednie wpływy, aby stworzyć antyamerykański nastrój wśród państw Starego Kontynentu, co znacząco utrudniłoby odbudowę wpływów amerykańskich w Europie i na świecie. Zatem, wniosek nasuwa się sam, pomimo wielkich planów i strzelistych słów, polityka zagraniczna Waszyngtonu będzie dużo bardziej pragmatyczna niż mogą to sugerować wypowiedzi potencjalnych prezydentów.

Bitwa klimatyczna

Jednak tym, co przede wszystkim interesuje amerykańską opinię publiczną są sprawy wewnętrzne, które mają bezpośredni wpływ na jakość ich życia. Jedną z najbardziej kluczowych spraw jest polityka klimatyczna skupiona w centrum uwagi mediów. Barack Obama ogłosił w sierpniu swój plan związany ze zmniejszeniem emisji dwutlenku węgla. Projekt ten zakłada redukcje emisji o 32% do 2030 roku, przyjmując 2005 rok za bazowy. Ta deklaracja oraz stanowisko Hillary Clinton, która już zapowiedziała chęć realizacji jeszcze bardziej ambitnego programu klimatycznego, z pewnością sprawią, że każdy potencjalny republikański kandydat będzie z jeszcze większą wyrazistością deklarował swoje propracownicze i antyklimatyczne stanowisko. Wystarczy zauważyć, że Rubio sprzeciwia się jakiejkolwiek polityce rządu federalnego związanej z ograniczaniem emisji CO2, akceptuje umowę TPP (Trans Pacific Partnership) oraz popiera projekt budowy rurociągu „Keytone Xl” z Kanady, którym ma być transportowana ropa do Stanów Zjednoczonych. Jeśli syn kubańskich imigrantów dostąpi tego zaszczytu i zostanie kandydatem Partii Republikańskiej, mierząc się najprawdopodobniej z Hillary Clinton, będziemy mieli do czynienia z przejrzystością w kwestii stanowisk na wyżej wymienione kwestię – Hillary Clinton zajmuje w tych sprawach przeciwne poglądy.

Być 45.

W związku z wydarzeniami, które towarzyszą polityce światowej – agresja rosyjska na Ukrainę, polityka Chin w regionie, sytuacja na Bliskim Wchodzie – przyszłoroczne wybory prezydenckie będą skupiać się w dużo większym stopniu na sprawach zagranicznych niż poprzednie. Wszystko zależy od tego czy reset z Moskwą, zmniejszenie aktywności w Europie, wycofanie wojsk z Iraku i umowa z Iranem dotycząca ich zasobu nuklearnego, będzie przez kandydata Demokratów wskazywana jako pozytywny aspekt dziedzictwa Baracka Obamy. Marco Rubio, nie porzucając spraw krajowych, które w dalszym stopniu będą dominować w debacie publicznej, powinien starać się strukturyzować narrację w stronę kwestii zagranicznych, jeśli ma zamiar zostać 45. Prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki.

//Paweł Topór

Comments are closed.