Rewolucja ciężarnych kobiet

On 18 listopada 2012 by Maciej Wirmański

Nie uważam, aby tekst Gmyza był najgorszym dziennikarskim wybrykiem ostatnich miesięcy. Lepsze jest kłamstwo, które demaskuje prawdę o największej opozycyjnej partii, niż prawda, która bije w zwykłych obywateli.

Otwieram nowy Przekrój (z 12 listopada) i patrzę na stronę numer 3, która tak naprawdę jest stroną pierwszą, bo ja zwykłem nie liczyć okładek jako stron, ale to już temat na inną historię. Na tej trzeciej, a zarazem pierwszej stronie, po lewej umieszczona jest kolumna pt. „W tym tygodniu nie piszemy”. I o czymże tam nasza droga redakcja nie pisze? Ot, na pierwszym miejscu nie piszą o zwolnieniach w swojej Macierzy Presspubliki po opublikowaniu artykułu, który nazwany został w tej krótkiej notce tekstem „sami-wiecie-jakim”. Tekst jest Voldemortem (Tym Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać), który obudził wiele demonów i poczynił ileś tam zła – to rzecz jasna. Ale w istocie żałosne są zawoalowane tłumaczenia, że nie napiszemy choć mogliśmy napisać, a tak na prawdę to jednak i tak nie napiszemy, bo się boimy, bo wisi nad nami Hajdarowicz. Czasem zastanawiam się, co jest gorsze – cenzura korporacji nastawionej na zysk czy koszmarnie drogiego i niepotrzebnego państwa. Może nie napiszą o Gmyzie i trotylu, ale za to numer na okładce (pierwszej stronie) promuje artykuł pt. „Nowe picie, stary kac”. Oby redakcji ta krótka notka (nie na stronie pierwszej, czyli trzeciej) odbiła się solidnym kacem.

Nie uważam, aby tekst Gmyza był najgorszym dziennikarskim wybrykiem ostatnich miesięcy. Lepsze jest kłamstwo, które demaskuje prawdę o największej opozycyjnej partii, niż prawda, która bije w zwykłych obywateli. Takim obuchem był na pewno cykl artykułów w Gazecie Wyborczej dotyczących tego w jaki sposób kobiety w ciąży zakładają fikcyjne firmy lub zatrudniają się w ramach umowy o pracę tylko po to, aby przez następne pół roku wyciągać od ZUS-u nawet 6 tysięcy złotych miesięcznie. Nie chodzi mi o to, że zachowanie kobiet jest złe – jest ze wszech miar słuszne, należy bić w roszczeniowe i niewydajne instytucje centralne po to, aby wyegzekwować należne sobie świadczenia, należy bić, a zabić. Chodzi raczej o to, że Gazeta Wyborcza okazała się być bardzo nieodpowiedzialna społecznie – mimo pokrętnego udzielenia poparcia (takie odniosłem jedyne, prawdziwe i subiektywne wrażenie) dla kobiet, które postępują w ten słuszny sposób nagłośniły sprawę, co z pewnością nie uszło uwadze piastunom urzędów, które zasadzone są na pasożytniczym prawie wyzysku. Nie jest tajemnicą poliszynela, że urzędy skarbowe przeprowadzają wzmożone kontrole bardziej lub mniej fikcyjnych pracodawców przyszłych matek, pragnących poprawić swój status finansowy, który i tak jest penetrowany bezlitośnie przez bezpośrednie daniny.

I byłbym powiedział przy okazji tej wielkiej kampanii, którą wszczęła Wyborcza, że prof. Magdalena Środa w końcu powiedziała coś mądrego, ale nie powiem. Z prostej przyczyny – samym błędem było głośne artykułowanie swojego poglądu na temat rzekomych oszustw niektórych ciężarnych kobiet. W wywiadzie dla GW mówi rzeczy (o zgrozo!) całkiem ładne, składne i powabne co nie co – ale mówiąc stawia się w głupiej sytuacji, bo raczej szkodzi kobietom, niż im pomaga. Oj nieładnie tak, Pani Feministko.

Jasne, ja rozumiem – raczej osobom odpowiedzialnym w wydawnictwach za finanse nie zależy na tym, aby dopomóc kobietom i doprowadzić rozpoczętą debatę do jakichś konstruktywnych wniosków, lecz urwać ją wtedy gdy najątrzoną już kwestią zajmuje się ZUS, a w szczególnych przypadkach prokuratura. Jeśli tak ma wyglądać moderowanie debaty publicznej w Polsce, to oby jej autorów szlag zawodowy trafił i oby trafili na bruk i oby musieli iść na żebraninę do państwowych urzędów. Nic tak nie stabilizuje myślenia medialnej inteligencji (oksymoron?)  jak widmo niestabilności finansowej.

Ucieszyło mnie niezmiernie powstanie Dziennika Opinii Krytyki Politycznej. Według słów szefa KP (Sierakowskiego) ma to być dziennik, którego największym kapitałem nie jest oglądalność i zyski z klików, lecz niezależność, którą w pewien sposób utożsamia on z charytatywnym charakterem umieszczanych tam opinii. No umówmy się – Krytyka Polityczna jest w dużej mierze przedsięwzięciem biznesowym, które w skuteczny sposób pozyskuje kasę z budżetu centralnego i z działalności wydawniczej. I mimo tego, że minister Gowin przebąkiwał coś o tym, że są to apologeci Lenina, to ja się cieszę, bo KP nie chodzi ani o Lenina ani nawet o Gowina, tylko najwyraźniej mają jakąś misję, choćby i lewicową, ale zawsze.

P. S.

Panie Gowinie!

Proszę nie nasyłać prokuratury na moje jestestwo. Macicę i rozliczenie skarbowe mam czyste. Królestwo moje nie pochodzi z Pana planety. I podobnie jak Pan mam w nosie literę prawa. Dla mnie zawsze trzecia strona będzie tą trzecią.

Panie Popiela!

Oby Pan wzrastał w zdrowiu za ten trud prowadzenia Drugiego Obiegu. Nie liczę na podwyżkę, bo w ogóle Pan mi nie płaci. Po prostu lubię Pana i szanuję. Kilometry fizyczności, które nas dzielą sprawiają, że się w ogóle Ciebie redaktorze nie boję.

Więcej:  KULTURA STAROCI

T-Rex | Children of The Revolution

Comments are closed.