Sejmowy ring

On 18 grudnia 2016 by Agata Supińska

Piątkowe obrady 33. posiedzenia polskiego parlamentu na długo pozostaną w pamięci Polaków. Konsekwencje przedstawienia przygotowanego przez walczące ze sobą siły polityczne jeszcze przez jakiś czas będą odbijały się czkawką. Blokowanie mównicy sejmowej, rozdwojone posiedzenie Sejmu, przepychanki protestujących z policją przed gmachem parlamentu – bez cienia wątpliwości są to sceny budzące niepokój.

Od początku rządów Prawa i Sprawiedliwości w Sejmie obserwujemy nieustanną walkę między stroną rządową, a partiami opozycyjnymi, przede wszystkim Platformą Obywatelską i Nowoczesną. Opinia publiczna zdążyła przyzwyczaić się do tego, że każde działanie rządu spotyka się z twardą krytyką ugrupowań opozycyjnych, wspieranych przez Komitet Obrony Demokracji. Podziały w społeczeństwie ciągle narastają. Przestały dziwić przepychanki słowne na mównicy sejmowej. Strona rządząca stale oskarżana jest o łamanie praw zapisanych w Konstytucji.

Walka o informację

Kulminacja konfliktu między stronami przypadła na dzień 16 grudnia. W planie prac Sejmu znajdowały się głosowania w sprawie ustawy dezubekizacyjnej (ograniczenie świadczeń emerytalnych dla byłych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa) oraz ustawy budżetowej. Prace Sejmu odbywały się w tle decyzji Marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, która znacznie ogranicza funkcjonowanie mediów w Sejmie. Ten czynnik okazał się być destrukcyjny dla dalszej pracy Parlamentu.

Głównym elementem reorganizacji pracy mediów w Sejmie ma być wprowadzenie nowej akredytacji stałego sejmowego korespondenta, która umożliwia dziennikarzom wejście do głównego sejmowego holu. Liczba takich osób ma być ograniczona do 1-2 osób z każdej redakcji. Reszta dziennikarzy będzie miała dostęp jedynie do specjalnie wyznaczonej strefy medialnej. Kontrowersje budzi również pomysł wprowadzenia zakazu filmowania posłów poza specjalną strefą, wyłącznie w której będzie można sporządzić materiał z udziałem deputowanego.

Takie rozwiązania wywołały potężną falę krytyki ze strony przedstawicieli mediów, którzy w czwartek pod Sejmem zorganizowali protest. Powoływali się na złamanie konstytucyjnego prawa obywateli do informacji o działalności organów władzy publicznej. Temat bardzo szybko podchwyciły partie opozycyjne, które udzieliły poparcia dziennikarzom walczącym w swojej sprawie. Silne, negatywne emocje przeniosły się na salę obrad Sejmu.

Polska stajnia Augiasza

Zaczęło się stosunkowo niewinnie, od wystąpienia posła PO Michała Szczerby. 39-letni deputowany wyszedł na mównicę sejmową z kartką „#WolneMedia w Sejmie”. Wywołało to okrzyki zarówno z jednej, jak i drugiej strony Sejmu. Marszałek Sejmu ze względu na zarzut zakłócania pracy Sejmu wykluczył posła z posiedzeń parlamentu. W tym momencie otworzyła się swoista puszka Pandory.

Wykluczenie posła PO z obrad Sejmu wywołało zdecydowany protest w Sejmie. Opozycja wznosiła okrzyki „Wolne Media” oraz „Demokracja”, odśpiewała również hymn państwowy, co skutecznie zakłócało ostatnie posiedzenie parlamentu w tym roku. Postanowiła jednak na tym nie poprzestać. Posłowie PO, Nowoczesnej oraz PSL zablokowali mównicę sejmową, uniemożliwiając tym samym normalny tryb pracy Sejmu. W proteście nie brali udziału posłowie Kukiz15′ oraz rzecz jasna PiS-u, którzy krótko po godzinie 16 opuścili salę. W czasie, gdy opozycja protestowała, zwołano Konwent Seniorów. Przed dziennikarzami brylował Jarosław Kaczyński, który w mocnych słowach krytykował całą sytuacje, w szczególności zachowanie swoich przeciwników politycznych. Posłowie Prawa i Sprawiedliwości po opuszczeniu sali obrad udali się na zebranie swojego klubu parlamentarnego.

Jedna izba, dwa posiedzenia

Posłowie PiS, zgromadzeni w innym pomieszczeniu, chcieli spełnić swój cel – kontynuować posiedzenie Sejmu oraz przegłosować ustawę budżetową oraz ustawę dezubekizacyjną. Koło godziny 21:30 na monitorach pojawiła się informacja o kontynuowaniu posiedzenia w Sali Kolumnowej. Stosowną informację, za pośrednictwem specjalnego systemu SMS otrzymali wszyscy posłowie. Posłowie PiS-u, jak sami przekonują, zdołali zebrać kworum niezbędne do przegłosowania dwóch projektów ustaw. W tym momencie sytuacja stała się jeszcze bardziej groteskowa. W jednym czasie mieliśmy dwa posiedzenia Sejmu. Jedno, które było torpedowane przez protestujących posłów oraz drugie, składające się z deputowanych PiS, którzy osiągnęli większość potrzebną do uchwalenia ustaw. Pojawiły się informacje mówiące, że w sali znajdowało się kilku posłów Kukiz15′, PO i Nowoczesnej, jednak nie wiadomo czy brali udział w głosowaniu.

Przebieg głosowania praktycznie w każdym aspekcie był niejasny, stwarzający podstawy do mówienia o złamaniu praw. Panował chaos informacyjny, nie było dowodów na to, że w Sali Kolumnowej zebrano kworum. Posłom PiS-u zarzucano, że głosowanie jest nielegalne, czemu sprzyjała z pozoru prozaiczna rzecz jak pojemność Sali Kolumnowej. W pomieszczeniu znajduje się zbyt mało czytników do kart poselskich, które umożliwiają wzięcie udziału w głosowaniu. W przypadku, gdy posłowie z sali obrad przenieśliby się do Sali Kolumnowej, to przy zachowaniu wszystkich procedur oddanie głosu przez wszystkich posłów byłoby niemożliwe. Na obrady nie wpuszczono dziennikarzy, przez co przebieg głosowania i wynik przez pewien czas był nieznany. Podjęto decyzję o głosowaniu poprzez podniesienie ręki, otwierając tym samym kolejną skrzynkę, pełną niejasności i zarzutów. Taki sposób głosowania w każdym momencie może zostać uznany za niewiarygodny. Nie podano, które osoby zostały wyznaczone do liczenia głosów. Dodatkowo, do Internetu wyciekły materiały, na których Prokurator Generalny, poseł PiS Zbigniew Ziobro podpisuje listę posłów biorących udział w głosowaniu, już po jego zakończeniu. Jest to rzecz jasna zachowanie niezgodne z obowiązującymi zasadami. Tym samym strona rządowa po raz kolejny dała pretekst do lawiny krytyki i braku zaufania ze strony nie tylko przeciwników politycznych, jak i całego społeczeństwa.

Legalne czy nielegalne?

Nie jest niespodzianką fakt, że ustawa dezubekizacyjna oraz ustawa wprowadzająca poprawki do budżetu zostały przegłosowane. Pojawiają się oskarżenia o uniemożliwienie wejścia do Sali parlamentarzystów, którzy mieli być blokowani zarówno przez posłów PiS, jak i Straż Marszałkowską. W takiej sytuacji niektórzy posłowie zostali pozbawieni prawa do wniosku formalnego, do wygłoszenia swojego stanowiska. Kancelaria Sejmu broniła się, oświadczając, że posłowie nie byli wpuszczani jedynie na zebranie klubu poselskiego PiS, które poprzedzało obrady. W obliczu tak dużego chaosu informacyjnego bardzo trudno sprecyzować chociażby to, w którym momencie trwało to zebranie, a w którym rozpoczęto faktyczne obrady. Mamy sytuację, w której przegłosowano projekty ustaw, jednak nie ma pewności, że kworum zostało zachowane, że głosowanie przeprowadzono w sposób zgodny z prawem. Gdy pojawiają się głosy, że posłom uniemożliwiano wzięcie udziału w głosowaniu, sytuacja zaczyna być coraz groźniejsza.

Po godzinie 23, gdy w Sejmie trwało głosowanie oraz przepychanki między posłami, pod gmachem Parlamentu gromadziło się coraz więcej obywateli utożsamiających się z Komitetem Obrony Demokracji. Wyrażali oni swoje niezadowolenie z zaistniałej sytuacji, wyraźnie oskarżając o nią partie rządzącą. Protesty zaostrzały się z każdą minutą, w związku z czym w okolice ulicy Wiejskiej napływały coraz liczniejsze siły Policji, która usiłowała pilnować porządku. Sytuacja coraz bardziej zaczynała wymykać się spod kontroli. Mimo, że koło godziny drugiej w nocy przewodniczący KOD-u wezwał do rozejścia się i zakończenia protestów, ludzie nie mieli zamiaru ustąpić. Sytuacja stała się na tyle poważna, że policja była zmuszona użyć siły w stosunku do osób „stwarzających bezpośrednie zagrożenie dla życia własnego i innych”. Pojawiły się pogłoski o użyciu gazu łzawiącego przeciwko protestującym. Zostało to jednak zdementowane przez stołeczną policję. Tłumaczono, że jeden z protestujących odpalił i rzucił w tłum świecę dymną. Ostatecznie protestujący rozeszli się, zapowiadając swój powrót w godzinach porannych.

Jak wygląda „krajobraz po bitwie”?

Dzień po skandalicznych wydarzeniach w Sejmie protesty wciąż trwają. Przewodniczący klubów parlamentarnych PO, Nowoczesnej i PSL wystosowali pismo do Marszałka Sejmu o zwołanie zgodnego z regulaminem parlamentu oraz Konstytucją posiedzenia w dniu 20 grudnia. Ludzie w dalszym ciągu zbierali się i protestowali przy ulicy Wiejskiej, cały gmach Sejmu otoczono kordonem Policji. W przeciwieństwie jednak do piątkowych zgromadzeń, w sobotę wszystko przebiegało w sposób pokojowy, a policja nie musiała używać siły wobec protestujących.

Demonstranci wielokrotnie wzywali prezydenta Andrzeja Dudę do zabrania głosu w tej sprawie. Oświadczenie prezydenckie zostało wystosowane po godzinie 16. Prezydent wezwał do uspokojenia nastrojów wśród posłów oraz wyraził chęć do pomocy w pokojowym rozwiązaniu sporu. Po godzinie 20:30 przed rodakami wystąpiła również Premier Beata Szydło. Jej słowa przybrały zgoła inny ton. Prócz przypomnienia dokonań rządu z ostatniego roku, pani Premier krytykowała poczynania opozycji oraz apelowała o odpowiedzialność. Na godzinę 22 zaplanowano spotkanie Marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego z przedstawicielami mediów. Padła na nim obietnica zdjęcia blokady Sejmu dla dziennikarzy we wtorek, jednak kolejne spotkanie zaplanowano dopiero na poniedziałek, w samo południe. Na sobotnim spotkaniu Marszałek zapewniał, że do czasu zakończenia rozmów nie zostaną zmienione zasady pracy dziennikarzy w Sejmie. Podkreślił również, że intencją Prawa i Sprawiedliwości nie jest ograniczanie swobody dostępu do informacji i wolności słowa w Sejmie, tylko kwestie porządkowo-organizacyjne. Bardzo często podnoszono argument, mówiący, że Polska poprzez ograniczenie swobody dziennikarzy, dostosowuje się do standardów europejskich, gdzie dziennikarze nie mają takiej wolności w Parlamencie.

Co będzie dalej?

Scenariusz na najbliższe dni wydaje się oczywisty. Obie strony będą starały przerzucić winę na siebie. Prawda, jak zwykle, leży pośrodku. Boli to, że po raz kolejny Polacy dzielą się na dwa obozy. Boli, że w naszym państwie nie można przegłosować ustawy budżetowej w normalny sposób, zwracając uwagę na rolę tej ustawy dla funkcjonowania państwa. Boli to, że społeczeństwo w obawie o swoje prawa musi wychodzić na ulicę. Jeżeli sprawa w dalszym ciągu będzie tak wyglądać, nasuwa się tylko jeden scenariusz. W tym konflikcie zwycięzca może być tylko jeden. Rodzi się pytanie, co to oznacza dla naszego państwa?

// Bartłomiej Wrzesiński

Comments are closed.